Dlaczego student mówi „dość”?

Dorota Witt 27 maja 2016, aktualizowano: 27-05-2016 15:33

Studenci rezygnują masowo. Jedni zapał do nauki i cierpliwość do studiowania tracą jeszcze przed pierwszą sesją, kiedy stwierdzą, że uczelnia nie daje im tego, co obiecywała, drudzy kapitulują na chwilę przed ostatnim egzaminem. - Rzucam studia inżynierskie na ostatnim roku, po 7 latach walki. Ostatnie ćwiczenia, które miałem zaliczyć, nie są warte moich nerwów - mówi zrezygnowany student. Nie jest sam.

Przed wykładowcami staje nowy model studenta: z innym podejściem do studiowania, innymi oczekiwaniami, z założeniem, że jeśli mu się nie spodoba, może od razu odejść

Fot.: Thinkstock


Kuba ma artystyczną duszę. Maluje, ale studiował marketing. Rodzice podpowiadali, że to przyszłościowy kierunek. - Tak się wkręciłem w to myślenie o tym, ile to będę zarabiał w przyszłości, że już na pierwszym roku założyłem swoją firmę - mówi. - Sprzedaję kanapki, a studia rzuciłem, bo zajmowały za dużo czasu. Ciągle maluję, ale tylko dla frajdy.


Marta zaraz po maturze złożyła papiery na psychologię w Gdańsku, Bydgoszczy oraz w Akademii Teatralnej w Warszawie i w łódzkiej „filmówce”. Dostała się tylko na UKW. Wiedziała, że to studia „na przeczekanie”.

- Ten kierunek zawsze mnie interesował, ale już wtedy czułam, że moje miejsce jest w szkole teatralnej - wspomina. - Psychologia była planem awaryjnym. Na UKW studiowałam przez rok, po czym zdecydowałam, że zawalczę o swoje marzenia. Wyjechałam do Krakowa, by spróbować sił w szkole aktorskiej. To nie była łatwa decyzja, ale trudniejsze byłoby studiowanie czegoś, co nie daje satysfakcji. Po Krakowie i kolejnej porażce próbowałam kulturoznawstwa. Potem wyjechałam do Danii, gdzie od 2 lat studiuję i pracuję. Błąkałam się jak mało kto, ale nie żałuję żadnej decyzji. Nie mam do siebie pretensji, bo jak można decydować o całej swojej przyszłości w wieku 19 lat? Dobrze jest sobie pozwolić na błędy. Świat gna do przodu, a my musimy się do tego pędu dostosować. Być może wtedy gubimy się i zamiast zapytać siebie, czego chcemy, skupiamy się na wymaganiach rodziny, przyjaciół czy na presji społecznej.

Ola marzyła o studiowaniu filologii polskiej, wybrała specjalność edytorsko-wydawniczą na UMK w Toruniu, bo ta wydawała jej się praktyczna.

- Moi rodzice są polonistami, wiedziałam jak te studia wyglądają - mówi. - Tymczasem już na pierwszych zajęciach prowadzący oświecili nas, że po studiach możemy właściwie tylko przekładać papier w drukarce wydawnictwa uniwersyteckiego.

Poczułam, jakby ktoś podciął mi skrzydła, odebrał cały zapł. Potem było tylko gorzej. Nieprzydatne przedmioty, znikoma liczba zajęć czysto filologicznych, na których mi zależało. Odejść chciałam już w połowie października, ale pomyślałam, że to przeczekam.

Wytrzymałam do sesji, ale do niej nie podeszłam, bo wiedziałam już, że się przeniosę na inną uczelnię, a programy się nie pokryją, więc i tak wszystko będę zaczynać od początku. Nie byłam wyjątkiem: studia zaczynałam z niemal 70-osobową grupą, po pierwszym roku zostało kilkanaście osób i to wcale nie z powodu trudnych egzaminów, bo ci, którzy zostali, sesję przeszli bez najmniejszych problemów. Tak, mam rok w plecy, ale nie żałuję. Cierpiałabym słuchając wykładów, które kompletnie mnie nie interesują.

Na skraju wyczerpania nerwowego


Pani Ewa namawiała córkę, by wytrwała na wybranym kierunku studiów. Miał zapewnić dobrą pracę. - Szukaliśmy wspólnie kierunku jak najbardziej praktycznego, który pozwoli wykorzystać córce jej językowe zdolności, awięc filologii praktycznej pod kątem zawodowym, niszowej. Padło na niderlandystykę. Córka podeszła do studiów z dużym entuzjazmem. Niestety, wraz z upływem czasu, zapał stygł. Specyfiką tego kierunku było prowadzenie zajęć przez native speakerów, a flamandzki to język używany zarówno przez Belgów, jak i Holendrów: nauczanie niderlandzkiego przez osoby z różnych krajów nie było spójne.

Na zajęciach córka pani Ewy czuła się dość opresyjnie, mimo że przyzwyczaiła się do wysokich wymagań i wielkiego nakładu pracy. I, co pewnie najważniejsze, po prostu nie polubiła się z niderlandzkim. Nawet zaniedbane budynki wydziałowe działały na nią depresyjnie. Z miesiąca na miesiąc coraz bardziej podupadała na zdrowiu.

- Coraz częściej sygnalizowała też, że nie chce dalej studiować, przeciwko czemu bardzo z początku oponowaliśmy - przyznaje pani Ewa. - Namawialiśmy, by wzięła się w garść i przemogła. Ciągle wierzyliśmy, że to najlepsza droga zawodowa, jaka może się trafić miłośnikowi nauki języków obcych... Nie bez znaczenia były też pieniądze, które wydaliśmy.

Córka zaliczyła pierwszy semestr, ale wiosną definitywnie oświadczyła, że nie będzie tego dłużej studiować, bo jest na skraju wyczerpania nerwowego. To już był sygnał, którego nie mogliśmy zlekceważyć. Kolejnym wyborem stało się prawo europejskie. Nowe studia nie są może spełnieniem marzeń, ale córka dobrze się na nich odnalazła. Może zdobyć dobry zawód, a do tego wykorzystać niebanalne możliwości językowe. Drugi rocznik niderlandystyki został tymczasem mocno przetrzebiony (podobno nawet połączono go z jakąś grupą), ale i na pierwszym roku prawa europejskiego skład po tym roku zredukuje się do połowy - studenci nie dają rady na sesji albo przenoszą się na prawo ogólne.

Kuszą kierunki ścisłe


Trudno o szczegółowe i kompletne dane o tych, którzy rzucają studia tuż po ich rozpoczęciu. - Około 20 proc. studentów, którzy rozpoczęli I rok, nie podejmuje nauki na II roku. Są wśród nich zarówno ci, którzy sami zrezygnowali w ciągu roku, jak i ci, którzy nie zaliczyli I roku - mówi dr Ewa Walusiak-Bednarek z biura prasowego UMK w Toruniu. - Spójrzmy wybiórczo na niektóre kierunki: z filozofii w minionym roku akademickim odszedł co piąty student, podobnie było na położnictwie czy na optyce okularowej, ale już z fizyki, która wydaje się szczególnie wymagającym kierunkiem, odeszło tylko 10 na 100 przyjętych, a na drugi rok archeologii przeszli wszyscy przyjęci.

Według danych UKW w Bydgoszczy, w zeszłym roku w sumie (studenci I roku studiów licencjackich, I roku studiów II stopnia i I roku studiów jednolitych magisterskich) ubyło ok. 9 proc. studentów. Uczelnia nie podaje, dlaczego młodzi odchodzą. Dyskrecją i „bardzo różnymi powodami rezygnacji” zasłaniają się też popularne w regionie uczelnie prywatne.

Eksperci z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju wyliczyli, że w 2012 roku naukę po pierwszym roku przerwało 25 proc. wszystkich studentów, ale aż 42 proc. tych, którzy wybrali kierunki matematyczno-statystyczne i fizyczne, oraz 32 proc. tych studiujących na kierunkach inżynieryjno-technicznych. Studia ścisłe i techniczne, reklamowane jako dające dobrą pracę, okazują się dla wielu osób za trudne.

- O takiej liczbie studentów odchodzących z uczelni na pierwszym roku nie słyszałam od czasów moich studiów, ale wówczas sytuacja była zupełnie inna. Wtedy już sama pojemność pracowni chemicznych czy fizycznych limitowała liczbę studentów, którzy przejdą pozytywnie pierwszą sesję - wykładowcy wiedzieli, ile osób mogą przepuścić, żeby dla każdego wystarczyło miejsca w laboratorium. Dziś powody są zupełnie inne - zaznacza prof. Krystyna Szafraniec, socjolog z UMK w Toruniu.

- Trochę to pewnie kwestia przypadkowych wyborów kierunku studiów - młodzi są „kuszeni” ofertą studiów ścisłych czy technicznych, których absolwenci są na rynku pracy poszukiwani, więc starają się o przyjęcie, nawet gdy nie mają odpowiednich predyspozycji, kwalifikacji intelektualnych czy zainteresowań. Potem okazuje się, że firmy szukają specjalistów - ale określonej profesji, w określonym miejscu i na określonych warunkach.

Ta wiedza wraca do studentów, którzy zdają sobie sprawę, że tak naprawdę po studiach łatwo pracy nie znajdą. Inna sprawa to zderzenie wyobrażeń dotyczących studiów i studiowania. Nie wszyscy studenci nadążają za akademickim poziomem przyswajania wiedzy i nie wszyscy umieją dostosować się do określonego modelu studiowania, który, zwłaszcza na kierunkach ścisłych, wymaga obowiązkowości i systematyczności. Gdy nałoży się na to niezadowalający poziom nauczania matematyki, fizyki czy chemii w szkole średniej, mamy już obraz studenta, który odpada ze studiów przy pierwszej sesji.

Brak systematyczności i źli profesorowie


Zespół Realizacji Badań „Pryzmat” Instytutu Socjologii UMK przepytał niemal 600 studentów z 50 kierunków. Szukał tych, którzy podczas kilku lat studiów myśleli o tym, by odejść. Znalazł bez trudu. - Ci, którzy zastanawiali się kiedykolwiek nad porzuceniem nauki, rozmyślili się, tłumacząc, że rzucenie studiów nie poprawi ich sytuacji. Szkoda było im poświęconego czasu i energii, ale do pozostania na uczelni motywowała ich również presja otoczenia (rodziny i znajomych) - mówi Martyna Hoffman, opiekunka merytoryczna zespołu badawczego.

- Respondenci, którzy faktycznie rzucili studia, wspominali zarówno o niezadowalających wynikach w nauce („jestem człowiekiem, który wszystko odkłada na później, więc jak już za dużo odłożyłem na wrzesień albo na ostatnie terminy poprawkowe, to było za późno...”), ale również o złych profesorach, którzy się na nich uwzięli („dziewięć razy podchodziłam do jednego egzaminu i niestety za każdym razem pan profesor uznawał, że coś jest nie tak”).

Pojawiały się historie o pójściu na studia w wyniku presji rodziny, gdy respondenci tak naprawdę myśleli o pracy czy szkole policealnej. Mówię o osobach, które osiągnęły raczej przeciętne wyniki na maturze (jeden z pytanych wspominał o średnich wynikach na poziomie zdawalności, czyli ok. 30 proc.), więc można mówić o przypadkach, gdzie pójście na studia odbywa się trochę na siłę. Jednym z wyjaśnień rezygnacji z nauki była także trudna sytuacja rodzinna.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 27-05-2016 19:06

    Oceniono 6 razy 3 3

    - Nie wszyscy muszą studiować :): No pewnie co tam nauka! najważniejsze to imprezy, juwenalia! Oczywiście wysokie wymagania od życia, dobra praca, zarobki a najlepiej zarobki bez pracy! Dolce ver niente!

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz