PiS chciałoby zmienić ustrój, ale robi to jak słoń w składzie porcelany [ROZMOWA]

Przemysław Łuczak 27 maja 2016, aktualizowano: 27-05-2016 14:26

- Na miejscu Komisji Europejskiej bardzo bym uważał, nawet jeśli ma dobre intencje. Jeżeli ktoś będzie nam groził i straszył sankcjami, bardzo proeuropejscy dotąd Polacy mogą odwrócić się od Unii Europejskiej - mówi dr Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Fot.: Jacek Smarz



Czy Polacy powinni podzielać dobre samopoczucie premier Beaty Szydło, wysoko oceniającej pierwsze pół roku swojego rządu?
To jest zbyt krótki okres, żeby wystawiać kategoryczne oceny. Jak na pół roku są, oczywiście, powody do zadowolenia, ale też do zmartwienia. Ale poza swoimi sztandarowymi projektami, jak „Rodzina 500+” czy sześciolatki w szkole, rząd skupił się głównie na przygotowywaniu kolejnych zmian. To wymaga czasu, aczkolwiek trudno oprzeć się wrażeniu, że niektóre projekty robione są nawet za szybko. Sondaże jednak pokazują, że Polacy jakoś szczególnie na rząd Beaty Szydło nie narzekają, ale też nie mają przesadnie dobrych opinii na jego temat.



Rację mają krytycy zarzucający, że za obietnicami nie idą konkrety, a rząd PiS skupia się na zmianach, które mogą być groźne dla demokracji?
To są takie czarno-białe stwierdzenia. Oczywiście opozycja może mówić, że wszystko, co robi PiS, jest złe. Ja jednak nie widzę powodów do aż tak skrajnych ocen. Rząd wprawdzie nie odniósł w ciągu tego półrocza jakiegoś wielkiego sukcesu, ale też nie poniósł spektakularnej porażki. Trzeba temu rządowi dać czas, tak jak każdemu poprzedniemu, na realizację swojego programu.


Jak zatem oceniać doprowadzenie do paraliżu Trybunału Konstytucyjnego, zawłaszczenie mediów publicznych, ograniczenie niezależności prokuratorów czy pośpieszne uchwalanie ustawy antyterrorystycznej?
To jest kwestia oceny, ale nie dostrzegam tutaj jakichś wielkich zagrożeń dla naszej demokracji. Przypomnę, że ustawa antyterrorystyczna, przeciwko której ostatnio protestowano, w podobnym kształcie miała być wprowadzona przez Platformę. Zawsze byłem przeciwnikiem rozdzielenia prokuratury i Ministerstwa Sprawiedliwości. Prokurator generalny miał bowiem zbyt małe kompetencje, a za dużą odpowiedzialność i zbytnią zależność od woli premiera. Teraz nie będzie już tej fikcji. Natomiast sytuacja wokół TK rzeczywiście zrobiła się mocno zagmatwana i niepokojąca, ale przecież na świecie są różne modele sądownictwa konstytucyjnego. Są nawet kraje unijne, w których nie ma takiego sądownictwa. PiS chciałoby zmienić obowiązujący model ustrojowy, ale robi to ze zręcznością słonia w składzie porcelany. Moim zdaniem, zmiany mieszczą się w ramach porządku demokratycznego.


Komisja Europejska mocno naciska na polski rząd, tymczasem Jarosław Kaczyński mówi, że publikacja wyroku TK oznaczałaby dla PiS kapitulację. Czy to oznacza dalsze zaognienie relacji z Brukselą?
Relacje z Brukselą i tak są już mocno zaognione, więc gorzej chyba już nie może być. Polacy są przekornym narodem. Na miejscu KE bardzo bym więc uważał, nawet jeśli ma dobre intencje. Jeżeli ktoś będzie nam groził i straszył sankcjami, bardzo proeuropejscy dotąd Polacy mogą odwrócić się od Unii. Dlatego Bruksela musi dobrze się zastanowić nad następnymi krokami i co tak naprawdę chce osiągnąć. KE ma zresztą dzisiaj dużo poważniejsze problemy na głowie związane z tożsamością Unii, kryzysem imigracyjnym czy ewentualnym opuszczeniem wspólnoty przez Wielką Brytanię. Politycy PiS będą próbować wykorzystać tę skomplikowaną sytuację i podnosić, że skoro Bruksela nie potrafi sobie poradzić z żadnym kryzysem, to nie powinna wtrącać się w wewnętrzne sprawy krajów członkowskich. A poza tym będą przypominać, że nasi przedstawiciele w organach unijnych pochodzą jednak z partii dzisiejszej opozycji. Niemniej jestem zwolennikiem dialogu z KE.



Czyli PiS poczeka do grudnia na wygaśnięcie mandatu prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego?

Tego do końca nie wiemy. Kaczyński zapowiedział bowiem uchwalenie kolejnej ustawy naprawczej TK jeszcze w czerwcu. Z pewnością jednak zamieszanie wokół TK opłaca się obydwu stronom sporu, choć bardziej opozycji. Nie ponosi ona za nic odpowiedzialności, a może wokół tego rozpalać społeczne emocje. Natomiast PiS w dłuższej perspektywie musi liczyć się ze stratami w polityce europejskiej, więc nie może tego konfliktu przeciągać w nieskończoność. Musi też brać pod uwagę zmęczenie swoich wyborców, dla których sprawa TK jest nieistotna.


4 czerwca ma się odbyć kolejna demonstracja KOD. Czy PiS spróbuje w przyszłości użyć zapisów ustawy antyterrorystycznej i zakazywać takich manifestacji?
Nie sądzę, ponieważ PiS cały czas przekonuje, że w Polsce nie ma zagrożenia dla demokracji, skoro wszyscy mogą demonstrować i mówić, co chcą. Gdyby zakazało manifestacji, postąpiłoby wbrew własnym interesom politycznym. Myślę, że jakieś ograniczenia mogą być ewentualnie wprowadzone np. w czasie szczytu NATO, który ma się odbyć w Warszawie czy Światowych Dni Młodzieży. Nie wydaje się jednak, żeby w PiS poważnie rozważano tego rodzaju politykę na co dzień. No, może jedynie jakieś skrajne siły w tej partii mogą o tym w ogóle myśleć.


Z czego wynika utrzymywanie się wysokiego poparcia sondażowego dla PiS?
Na to składa się kilka czynników. Po pierwsze, wybory były całkiem niedawno i od tego momentu nie stało się nic, co mogłoby spowodować spadek poparcia dla PiS. Rząd wprowadził program socjalny, który dał ludziom konkretne pieniądze, mówię o programie 500+. On upodmiotowił część wyborców. PiS im powiedziało: „Jesteście ważni, dajemy wam pieniądze”. Jest to czysta pomoc socjalna, która prawdopodobnie większości tych ludzi po prostu się należała. Ten ruch powstrzymał ewentualny spadek notowań PiS. Obecnie największe ugrupowania mają mniej więcej stałe elektoraty i nie widzę żadnych wydarzeń na scenie politycznej, które mogłyby tymi notowaniami wyraźnie zachwiać.


Jakie mogą być przyczyny słabnięcia notowań PO, które są najniższe od 10 lat?
Platforma płaci rachunek nie tylko za przegrane wybory prezydenckie i parlamentarne, ale przede wszystkim za to, że nie potrafi znaleźć się po wyborach. Płaci również rachunki za dziwne relacje między nią a Nowoczesną oraz za niezbyt dobrze zdefiniowane przywództwo Grzegorza Schetyny. Schetyna bardziej skupia się na eliminowaniu swoich wewnętrznych przeciwników niż na budowaniu silnej pozycji partii na zewnątrz. Wyraźnie widać, że partia jest niespójna i głównie zajmuje się sama sobą.


Czy zgadza się Pan z opiniami, że PiS będzie rządziło w Polsce przez 20-30 najbliższych lat?
Nie. Dzisiaj bardziej zasadne byłoby pytanie, czy będzie druga kadencja PiS. Kaczyński może mieć taki plan, żeby utrzymać się u władzy przez wiele lat, ale to zależy nie tylko od tego, co będzie robiło PiS. Może w jeszcze większym stopniu od tego, jakie będą czynniki społeczne i zewnętrzne. Obecnie wszystko przebiega bardzo dynamicznie, zwłaszcza na arenie międzynarodowej. Za pięć lat może być zupełnie inna sytuacja geopolityczna, wewnętrzna, nie wiadomo czy nasza gospodarka dalej będzie się rozwijać czy też skurczy się. Z tym już teraz może być problem, bo budżet na ten rok uwzględnia wzrost gospodarczy na poziomie 3,8 proc., a prognozy ekonomiczne mówią tylko o 3 proc. To może sprawić, że w państwowej kasie zabraknie kilkunastu miliardów złotych, bez których trudno będzie rządowi realizować swój program socjalny.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 31-05-2016 13:06

    Oceniono 1 raz 0 1

    - Jarek: Niech lepiej zaczną od swojej zmiany !!! NIECH NIE NISZCZĄ POLSKI !!!!

    Odpowiedz