Jak zdrutowana szczęka dała poranionym jeżom status rezydenta

Małgorzata Oberlan 27 maja 2016, aktualizowano: 27-05-2016 14:21

Schorowane, osłabione, po najróżniejszych wypadkach - do schroniska w Solcu Kujawskim jeże trafiają dzięki dobrym ludziom. Dobrzy ludzie starają się też skutecznie im pomóc. I to się udaje.

„Zabrzanka” dobrze zniosła scalanie połamanej szczęki, a teraz czeka ją kolejna operacja: usunięcie drutu z żuchwy

Fot.: archiwum Beaty Wozniackiej


Pierwszy był Tuptuś. Zakleszczył się jakoś w siatce ogrodzeniowej, a na jego poranionym ciele żerowały muchy. - Znalazł go mój syn. Jeż cierpiał, ale jeszcze żył, więc pojechaliśmy z nim do weterynarza - wspomina Beata Woźniacka. Jest wolontariuszką Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Jeży i od pięciu lat prowadzi w Solcu Kujawskim azyl, w którym pomoc uzyskało już 230 kolczastych ssaków.


Zaczęło się od wspomnianego Tuptusia, który po oczyszczeniu z robactwa, amputacji nogi i rekonwalescencji w domu pani Beaty wyszedł na wolność. Potem były

Drucik i Zabrzanka


Drucik trafił do soleckiego azylu ze schroniska dla zwierząt. - Miał połamaną szczękę i pewnie by nie przeżył, gdyby nie lekarz weterynarii Michał Kwiatkowski, który ją scalił. Drucikiem właśnie i stąd jeż ma takie imię - wyjaśnia pani Beata. Pokazuje zdjęcia Drucika z wywalonym na bok jęzorem. - Początki były straszne. Wciskaliśmy mu pokarm strzykawką, a on nie mógł się przyzwyczaić, bo ten jęzor wciąż mu wypadał.

Teraz Drucik buszuje na wybiegu, ale na wolność nie wyjdzie, bo sobie nie poradzi. On i Zabrzanka - kolejny jeż z drutowaną szczęką - mają w soleckim azylu status rezydenta.

- Jeżycę przekazała nam, wraz z rentgenowskim zdjęciem, młoda para z Zabrza. Jedno z nich pracowało w klinice weterynaryjnej, ale żaden z miejscowych lekarzy nie podjął się operowania złamanej żuchwy - wspomina Beata Woźniacka. Zwierzak trafił do doktora Michała Kwiatkowskiego i - podobnie jak pierwszy jego pacjent: Drucik - ma się dziś dobrze. Oba jeże muszą być karmione preparatem dla rekonwalescentów. Rozrabia się go z żółtkiem lub specjalnym pasztecikiem. Zabrzanka dopiero się wybudza z zimowej hibernacji (jeże zasypiają na przełomie października i listopada) i uruchomienie wszystkich narządów ciała zajmie jej co najmniej tydzień.

- Czeka ją zdjęcie drucika, a to problem, bo jeże źle znoszą narkozę - martwi się opiekunka.

Maciek i Jurek


to... alergicy. Maciek jest uczulony na słomę i, w odróżnieniu od innych jeży, ma legowisko z papierowych ręczników. Jurka trzeba było odczulić za pomocą specjalnych kąpieli, bo stracił futerko pod płaszczem. Płaszcz jeża to skóra pokryta kilkoma tysiącami igieł. Gromadzi się w nich brud i robactwo, więc jeże z azylu mają przymusową kąpiel z użyciem szczoteczki.

Zanim wolontariuszka „dorobiła się” specjalnych hibernatorów dla jeży, trzymała rekonwalescentów w kartonach i prowizorycznych budkach ze wspólnym wybiegiem.

- Podbierały sobie jedzenie, kłóciły o domki, przeszkadzały jedne drugim w śnie - wspomina. Hibernatory to takie domki jednorodzinne, w których jeże śpią, mają swój wybieg i miski. Zwykle cztery: z wodą, siekanym mięsem, rozdrobnionymi drobiowymi sercami i... drewnojadami, które są przysmakiem jeży. Drogim, bo litr tych robali kosztuje 30 zł.

Karmienie, zabiegi lecznicze i pielęgnacyjne zajmują wolontariuszce i jej pomocnikowi Tomkowi co najmniej trzy godziny dziennie. - Jeże to brudaski. Wszystko wokół nich jest zakupkane, zasiusiane, więc trzeba to codziennie uprzątnąć - tłumaczy pani Beata. W ciągu dnia pracuje zawodowo, wieczory poświęca jeżom, a nocą odpowiada na zapytania internautów, sekundujących jej pasji. Oglądają zdjęcia jej pupili, interesują się ich losem, reagują na apele o pomoc. Tak było, gdy do azylu trafiły

Gajowniczka i Władzio.


Maleńka jeżyca, znaleziona przy ul. Gajowej w Bydgoszczy, była wycieńczona i nie chciała nic jeść.

- Stawialiśmy przed nią miseczki z różnymi przysmakami, a ona tylko kręciła głową i chowała się w legowisku - opowiada pani Beata. W obawie, że Gajowniczka zemrze śmiercią głodową, podstawiała jej pod nos ekskluzywne kocie jadło i... - Przypasował jej smak „cielęcinki w sosie kremowym”. Wylizała miseczkę do czysta, więc moja mama pojechała do sklepu i wykupiła wszystko, co tam mieli, czyli... pięć cielęcych saszetek - wspomina wolontariuszka.

Wystosowała apel do znajomych na Facebooku. - Przysłali saszetki z przysmakiem Gajowniczki i wtedy pozostałe jeże wszczęły protest. Gdy jeżyca spożywała ulubioną potrawkę w kremowym sosie, jej sąsiedzi wysuwali nosy zza krat, wdychali kuszący zapach i gdy stawiałam przed nimi pełnowartościowe, ale bezwonne serca drobiowe - odmawiały ich spożycia - relacjonuje pani Beata. Złamał je dopiero głód. - Zaparł się tylko Władzio. Fuka nawet na drewnojady i czeka na cielęcinkę.

Torcia i Niemrawek


Pogryzioną przez psy Torcię przywiozło do azylu małżeństwo z Torunia. Ma niedowład nogi i pewnie czeka ją amputacja.

- Jeszcze 6 lat temu miejscy weterynarze nie chcieli leczyć dzikich zwierząt, bo na studiach nie ćwiczyli na zwłokach ssaków objętych ochroną i nie poznali ich anatomii - zauważa pani Beata. Cieszy ją, że w 2009 roku powstało Polskie Stowarzyszenie Ochrony Jeży, którego jest wolontariuszką. - Poszerza się wiedza o tym, jak postępować z chorymi i rannymi jeżami, które państwo wzięło pod ochronę, ale do niesienia im konkretnej pomocy się nie kwapi.

Na szczęście są zapaleńcy, którzy leczą jeże i na własnych błędach uczą się, jak to należy robić. - W Kujawsko-Pomorskiem pomagają jeżom weterynarze z bydgoskiej kliniki „Centrum”, toruńskiej placówki weterynaryjnej przy ul. Legionów 216B i soleckiej „U Garfilda” - wylicza wolontariuszka. Naszej rozmowie towarzyszy Niemrawek, jeż uchodzący za domownika. Przyjechał z Inowrocławia z uszkodzonymi stawami. Porusza się jak żółw, odpychając nogami od podłogi. Ma tu zapewnione dożywocie, podobnie jak 7- letnia Janeczka i trzęsąca się staruszka Sonia. Ta ostatnia była tak wychudzona, że chojniczanie, którzy ją znaleźli, uznali, iż to jakaś kolczasta skórka.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.