- Jesteśmy chłopcami do bicia - skarżą się asystenci rodzin. Zawrzało po oskarżeniu pracownicy MOPR we Włocławku

Małgorzata Oberlan 27 maja 2016

Iwona B. odpowie przed sądem za niedopełnienie obowiązków. Miała widzieć siniaki na ciele 2-letniego Marcelka, ale nie podjąć właściwej interwencji. Chłopczyk zmarł. W środowisku asystentów rodzin wzburzenie, bo dotąd nikogo tak nie oskarżono.

Fot.: 123rf


Sprawa włocławska jest wyjątkowa, bo dotyczy przecież śmierci 2-letniego dziecka. Proces Patryka K., konkubenta matki, oskarżonego o znęcanie się i pobicie Marcelka, toczy się przed Sądem Okręgowym we Włocławku od stycznia tego roku. Mężczyźnie grozi do 25 lat więzienia. Dopiero niedawno jednak włocławscy śledczy w sprawie Marcelka zdecydowali się oskarżyć jeszcze jedną osobę. To Iwona B. - 57-letnia pracownica Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie we Włocławku, asystenka rodziny Marcelka.

Ani badania, ani policji


- Iwonę B. oskarżyliśmy o niedopełnienie obowiązków (art. 231 kk). Esencją tej sprawy jest brak reakcji asystentki rodziny, przewidzianej w Ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Artykuł 12.1 mówi: „Osoby, które w związku z wykonywaniem swoich obowiązków służbowych lub zawodowych powzięły podejrzenie o popełnieniu ściganego z urzędu przestępstwa z użyciem przemocy w rodzinie, niezwłocznie zawiadamiają o tym policję lub prokuratora”. Jak widać, wystarczy podejrzenie przemocy, by konkretne działania musiały być powzięte - podkreśla prokurator Renata Jędrzejczak-Musialik, od miesiąca kierująca Prokuraturą Rejonową we Włocławku. Dodajmy, że to ona prowadziła śledztwo w sprawie śmierci Marcelka.


Iwona B., jak zresztą po tragedii informował sam MOPR, została oszukana przez matkę Marcelka. Asystentka widziała siniaki na twarzy dziecka. Kazała matce zabrać synka do lekarza, który zleciłby badania rozstrzygające, czy siniaki to efekt uderzeń, czy choroby. Matka chłopca zapewniła Iwonę B., że wykonała badanie. Miało ono wykazać, że „siniaki są efektem specyficznej cechy krwi dziecka”. Potem okazało się, że badania wcale nie było...

Iwonie B. grozi teraz kara do 3 lat więzienia. Dodajmy, że wniosek o sprawdzenie prawidłowości działania swoich podwładnych w sprawie Marcelka złożył do prokuratury sam dyrektor włocławskiego MOPR-u.

Najgorsze przypadki za grosze


Oskarżenie Iwony B. poruszyło środowisko asystentów nie tylko we Włocławku. Przypomnijmy, że instytucję asystenta rodziny powołano w 2012 roku Ustawą o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej. Zadaniem asystentów jest wspieranie rodzin niezaradnych życiowo, dotkniętych ubóstwem, bezrobociem, uzależnieniami, którym grozi zabranie dzieci. W latach 2012-14 o zatrudnieniu asystentów decydowały gminy, od 2015 roku jest to ich ustawowym obowiązkiem.

- Jesteśmy chłopcami do bicia. We Włocławku na dodatek z błogosławieństwem dyrektora ośrodka, czego już kompletnie nie rozumiem. Nikt nie wspomina tu o tym, że pracownik pomocy społecznej nie ma prawa obejrzeć ciała dziecka! Zrobić to mogą jedynie lekarz i pielęgniarka - oburza się pani Dorota, asystentka rodziny w gminie liczącej niecałe 10 tysięcy mieszkańców (woj. kujawsko-pomorskie).

Pani Dorota jest jedynym asystentem rodziny w gminie. Powinna się cieszyć, bo zatrudniona jest na umowę o pracę, a nie - jak w części innych gmin - tylko na zlecenie. To znaczy, że ma np. prawo do urlopu czy chorobowego. Wynagrodzenie? Krajowe minimum, czyli 1355 zł na rękę.

Asystent rodziny większość czasu powinien pracować w terenie. I u „swoich” rodzin - w odróżnieniu od pracownika socjalnego - pojawiać się także popołudniami czy nawet wieczorami. Takie przynajmniej były założenia. - Tylko jak i za co do tych rodzin dotrzeć? U nas w gminie do godziny 15.00 jest auto i kierowca. Mogę z tego skorzystać przy wizycie trwającej 5-10 minut. Jeśli jest już po 15 albo spotkanie z rodziną ma być rzetelne (czytaj: dłuższe niż 10 minut), muszę jechać własnym autem. Kilometrówki nikt mi nie rozlicza - dodaje pani Dorota.

„Pod sobą” asystentka rodziny ma obecnie sześć rodzin. - Podobnie jak w innych gminach zajmuję się najtrudniejszymi przypadkami, w których problemy są sprzężone. Takimi rodzinami, w których jednocześnie występuje np. bezrobocie, niepełnosprawnośc i niezaradność życiowa. Z tyłu głowy mam, że jeśli w którejś z nich cokolwiek tragicznego się wydarzy, zaraz publicznie postawione będzie pytanie: „Gdzie była ta asystentka rodziny?” - kończy pani Dorota.

Gminy bez asystentów


Losowo sprawdziliśmy, ilu asystentów rodzin i na jakich warunkach zatrudniają gminy w Kujawsko-Pomorskiem. I trafiliśmy na dużą różnorodność. Na przykład GOPS w Unisławiu w powiecie chełmińskim (niecałe 7 tysięcy mieszkańców) ma jednego asystenta na umowie-zleceniu, który opiekuje się obecnie ośmioma rodzinami.

Ośrodek Pomocy Społecznej w Łasinie w powiecie grudziądzkim (wspólny dla miasta i gminy liczących razem 8200 mieszkańców) zatrudnia 2 asystentów. Każdy z nich ma połówkę etatu, a „pod sobą” - 7 i 8 rodzin. Poruszają się własnymi autami, ale kilometrówki mają rozliczane.

Z kolei GOPS w Baruchowie w powiecie włocławskim asystenta... nie ma żadnego. - I z tego, co się orientuję, nasi sąsiedzi, czyli gminy Kowal i Lubień są w identycznej sytuacji. Powodem jest brak pieniędzy w budżecie gminy - wyjaśnia Zofia Stasiak, kierowniczka ośrodka. - W ubiegłym roku „na asystenta” dostaliśmy pieniądze z Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy. Pozwoliło nam to od lipca zatrudnić dwie młode, zaangażowane osoby. Każda pracowała na umowę-zlecenie, w półetatowym wymiarze. Finansowego zysku z tego dużego nie miały, bo musiały poruszać się własnym autem, bez rozliczania kilometrówki. Nie należały im się nawet materiały biurowe. W tym roku też wnioskowaliśmy do wojewody o pieniądze, ale dotąd nie dostaliśmy odpowiedzi...

Dyrektor też bez kilometrówki


MOPS w Inowrocławiu (niecałe 80 tysięcy mieszkańców) zatrudnia 5 asystentów. Czterech na stałe, jednego na czas określony. Samochód? Kilometrówka? Marek Niemczak, zastępca dyrektora ośrodka, nie kryje rozbawienia pytaniami.

- Nasz ośrodek nie ma służbowego auta. Nikt też u nas nie ma rozliczanej kilometrówki, nawet dyrektor - zaznacza. - Przyjętym środkiem transportu dla asystentów rodzin, tak jak dla pracowników socjalnych, jest komunikacja miejska.

O tym, jakie są oczekiwania społeczne wobec asystentów, Marek Niemczak doskonale wie. - Są pierwszymi wywoływanymi do tablicy, gdy wydarzy się coś złego. Tymczasem wiara w to, że nawet ich 24-godzinna obecność może czemuś zapobiec, jest naiwna - mówi.

Na dowód przytacza historię inowrocławianki w dziewiątym miesiącu ciąży, którą asystent pożegnał o godz. 20. Z ustaleniami, że nazajutrz zgłosi się do schroniska. Co kobieta zrobiła rano? Wraz z konkubentem włamała się do pustostanu. Do szpitala, prawie rodzącą, odwieziono ją na wniosek MOPS-u karetką. Tuż przed porodem z lecznicy uciekła... Odnaleźć pomogła ją straż miejska i ostatecznie kobieta urodziła. Dziecko żyje, matka zrzekła się praw do niego. Po drodze w tej historii było jednak tyle pułapek, że aż dziw, iż skończyła się w ten sposób. No, a asystent rodziny przecież był i czuwał jak mógł.

NIK: skuteczni, ale źle opłacani


W zeszłym roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport pokontrolny o pracy asystentów. Ich pracę oceniła jako skuteczną, ale podkreśliła tragiczne warunki, w jakich ta praca się odbywa. Za marne pieniądze, często na „śmieciówkach”, bez wsparcia innych pracowników, ze zbyt wieloma rodzinami pod opieką... W połowie skontrolowanych instytucji asystenci zmieniali się co najmniej dwa lub więcej razy w ciągu roku. To z kolei przerywało ciągłość pracy z rodzinami. Powodem rezygnacji najczęściej były pieniądze.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 28-05-2016 01:32

    Oceniono 1 raz 1 0

    - 990: Gdzie była matka Marcelka? Ona nic nie widziała??

    Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz

    1. 27-05-2016 10:25

      Oceniono 1 raz 0 1

      - JP: Widzieliście Twarzyczkę Marcelka z 23 stycznia 2015 roku? Podbite oczęta, sińce na buźce, wystraszone szeroko otwarte oczka? Tak trudno było zgłosić podejrzenie popełnienia przestępstwa? Dopiero kiedy nieprzytomne Dziecię odwieziono do szpitala, lekarze bezzwłocznie zawiadomili policję. Niestety było już za późno.

      Odpowiedz

    2. 27-05-2016 07:32

      Oceniono 4 razy 1 3

      - cezar: no to czas najwyzszy i pora odpowiadac za obowiazki w pracy

      Odpowiedz