Nie taki youtuber straszny, jak go malują

Paulina Błaszkiewicz 21 maja 2016

Opowiadają o świecie w niebanalny sposób, przez co śmieszą i zachwycają młodzież. Mogą też uczyć w mało szkolny sposób fizyki albo historii bez cenzury, bo który nauczyciel powie na lekcji historii, że Kościuszko niezłym ciachem był? To zrobi tylko youtuber.

Wojciech Drewniak, historyk i autor programu „Historia bez cenzury“, podczas spotkania z fanami przy okazji promocji książki o tym samym tytule

Fot.: PAWEL LACHETA EXPRESS ILUSTROWANY/POLSKA PRESS


Ludzie zawsze szukali sobie idoli, byli nimi m.in. sportowcy, muzycy, pisarze czy gwiazdy telewizji. Dziś do tego szerokiego grona dołączają także youtuberzy. Artyści, którzy tworzą w Internecie, stali się dla części młodych ludzi nowymi wzorami do naśladowania. Tak jak kiedyś oczytana młodzież na przerwach rozmawiała o poetach przeklętych, tak dziś poetów zastępują gwiazdy Internetu.

Zmiana pokoleniowa


- Wielkim szokiem było dla mnie, gdy podczas spotkania autorskiego z youtuberem Maciejem Dąbrowskim zobaczyłem salę wypełnioną po brzegi. Ludzie dosłownie bili się o miejsca. A wstęp był płatny. Pomyślałem sobie wtedy, że to najlepszy dowód na zmianę pokoleniową - mówi Łukasz Wudarski, kierownik artystyczny Dworu Artusa w Toruniu, gdzie niedawno odbył się Festiwal Kultury Popularnej „DwuTakt”, na którym wspomniany Dąbrowski był gwiazdą.


Kiedyś to podróżnicy, mówiący o niedostępnych krajach, pisarze, aktorzy albo dziennikarze wypełniali szczelnie sale centrów kultury. Teraz nastały nowe czasy. Popularność przeniosła się z kart książek, ekranów kin i telewizorów na komputerowy monitor. To tam młodzi poszukują idoli, których bardzo często starsze pokolenie nie potrafi zaakceptować. Wiele osób lekceważy youtuberów, zarzucając im płytkość przekazu, wszechobecny banał, wulgarność i brak szacunku dla wszelkich wartości. Z takimi zarzutami na co dzień spotyka się właśnie Maciej Dąbrowski, twórca Kanału „Z d...y.”.

Youtuber lubuje się we wszelkich ohydztwach, parszywych określeniach, chamstwie, wulgarnych żartach i mało smacznych opisach. Wielu określa go mianem prostaka, którego kocha gimbaza, czyli młodzi i przede wszystkim aktywni odbiorcy Youtube, od dziecka funkcjonujący w Internecie. Ale gdy bliżej się temu wszystkiemu przyjrzymy, zauważymy, że choć Maciej Dąbrowski gra na najniższych instynktach, robi to wyśmienicie. W rzeczywistości bowiem to niezwykle inteligentny młody człowiek, oczytany i mający wyraziste poglądy. Jak sam o sobie mówi, jego poczucie humoru jest niezwykle szerokie. Śmieszą go zarówno kloaczne wierszyki, wulgarne żołnierskie przyśpiewki, dowcipy o seksie, jak również humor Monthy Pythona, ale i Kabaretu Starszych Panów. Podczas spotkania w Dworze Artusa powiedział: „Humor nie ma granic, to my je tworzymy, myśląc że coś jest niegodne. Komedia to właśnie coś, co zawsze uznawano za niegodne. Ale dziś wszyscy wiemy, że bez śmiechu nie istnieje normalny świat”.

Oglądając kanał Macieja Dąbrowskiego - śledzi go kilkaset tysięcy internatów - rozumiemy, że jego humor to coś, z czego chichoczemy w domowym zaciszu, mając świadomość, że niektórych naszych odruchów powinniśmy się wstydzić. I to właśnie jest w tym kanale najlepsze. Jego humor obnaża większość nas samych. Nas, którzy - zarzekając się, że tak naprawdę nie bawią ich te obleśne i żenujące żarty - z rozbawieniem odpalają kolejny filmik Dąbrowskiego. Być może właśnie to jest istotą popularności youtuberów. Dzięki nim my czujemy się lepiej, możemy podreperować własne ego, podnieść wartość swojego humoru. O ile Maciejowi Dąbrowskiemu zarzucano wulgarność i humor rodem z klozetu, o tyle inny niezwykle popularny youtuber Sylwester Wardęga spotkał się z krytyką dotyczącą szargania wszystkich i wszystkiego. Trudno się jednak temu dziwić, skoro autor kpił z policjantów obnażając ich niekompetencje i brak elementarnego przygotowania kondycyjnego.

Youtuber z misją


Także film, którym Wardęga zyskał światową popularność, spotkał się z falą krytyki. Mowa o „Mutant Giant Spiderze”, zabawnym klipie, w którym youtuber przebrał psa ze schroniska w specjalny kostium, upodabniając zwierzę do pająka. Następnie Wardęga filmował reakcje wystraszonych przechodniów którzy natknęli się na „mutanta”. Film miał ponad 160 milionów wyświetleń i zyskał szacunek fanów na całym świecie. Niektórzy jednak oskarżyli youtubera o narażanie ludzi na niepotrzebny stres, wskazując, że takie praktyki mogą doprowadzić do poważnej tragedii.

Artur Jabłoński: Nie wolno wrzucać wszystkich youtuberów do jednego worka. To my wybieramy kanał.


Sylwester Wardęga dla wielu to przykład youtubera z misją. Chociaż naśmiewa się ze służb mundurowych czy dziennikarzy, robi to często w słusznej sprawie. Dodatkowo część zarobionych pieniędzy przekazuje na pomoc bezdomnym zwierzętom, wspomagając schroniska dla psów.

Tak jak z telewizją


Artur Jabłoński, konsultant ds. marketingu i specjalista ds. mediów społecznościowych, broni dobrego imienia youtuberów i twierdzi, że Internet jest dla młodzieży takim samym medium, jakim dla współczesnych trzydziesto- czy czterdziestolatków w latach 90. zeszłego wieku była telewizja.

- Nie wolno generalizować i wrzucać wszystkich youtuberów do jednego worka, bo przecież to od nas samych zależy, który kanał wybierzemy - mówi Artur Jabłoński. - To tak jak z telewizją. Nikt nikogo nie zmuszał do oglądania „Mody na sukces”. W Internecie młodzież może oglądać kanał „Z d..y” Macieja Dąbrowskiego, jak również filmy Darka Hoffmana na jego kanale „SciFun”- poświęconego naukom ścisłym, czy „Historię bez cenzury” Wojtka Drewniaka, który pokazuje historię zupełnie inaczej niż nauczyciel na lekcji.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.