Co takiego złego zrobiły kobiety, że są tak traktowane w naszym kraju?

Paulina Błaszkiewicz 21 maja 2016

- Mam wrażenie, że działania rządu mają doprowadzić do zakończenia działalności niejednej fundacji prokobiecej - mówi MONIKA GOTLIBOWSKA, społeczniczka z wykształceniem prawniczym.

Monika Gotlibowska: - Centra Praw Kobiet są bardzo często jedyną ostoją dla kobiet pokrzywdzonych

Fot.: Jacek Smarz



„Nikomu, drogie panie, w tym rządzie, łącznie z panią premier kobietą, nie zadrżała ręka w momencie, kiedy cofali tę dotację - powiedziała podczas Kongresu Kobiet była premier Ewa Kopacz, po tym jak minister Zbigniew Ziobro cofnął dotację dla fundacji „Dzieci Niczyje”. Z kolei kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że Centra Praw Kobiet też nie będą już dofinansowywane...
Kiedy się o tym dowiedziałam, zaczęłam się zastanawiać nad tym, co takiego złego zrobiły kobiety i ich dzieci, że są tak traktowane w naszym kraju? Dzieje się źle i będzie się działo jeszcze gorzej, skoro każda fundacja, która zajmuje się kobietami i dziećmi - i w zasadzie wyręcza państwo w opiece społecznej, socjalnej - ma zabierane dotacje. W momencie, gdy zabraknie funduszy dla tych fundacji, one w końcu przestaną działać. Minister Zbigniew Ziobro tłumaczy, że fundacja „Dzieci Niczyje” jest kolejną fundacją skupioną tylko i wyłącznie na jednym wycinku swojej działalności i właśnie dlatego dotacja została cofnięta. Niemniej jednak właśnie tak to powinno wyglądać. Fundacje powinny skupiać się na konkretnych działaniach i w nich się specjalizować. Dziwnym trafem nikt nie zapytał innych fundacji w naszym kraju, dlaczego zajmują się na przykład chorymi tylko z tym konkretnym schorzeniem.

A Centra Praw Kobiet? W czym się specjalizowały?
To były miejsca, na szczęście jeszcze są, które pomagają kobietom dotkniętym przemocą w szerokim tego słowa znaczeniu. Trzeba pamiętać, że przemoc ma różne wymiary, jest nie tylko fizyczna i nie dotyczy tylko rodzin patologicznych. Jest też przemoc seksualna, ekonomiczna, itd. Centra Praw Kobiet są bardzo często jedyną ostoją dla kobiet pokrzywdzonych . Niosą też pomoc dzieciom, które były świadkami przemocy na matce. Udzielają porad prawnych i psychologicznych, pomocy socjalnej i praktycznej: w sądach, na policji i w prokuraturach, w poszukiwaniu dachu nad głową i poszukiwaniu pracy. Warto w tym miejscu dodać, że konwencja o zwalczaniu i zapobieganiu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, którą w 2015 roku podpisał prezydent Bronisław Komorowski, nakłada na państwo wiele różnych działań, mających na celu niesienie pomocy i udzielanie wsparcia kobietom, między innymi poprzez tworzenie telefonów zaufania, schronisk, pomoc dla świadków przemocy itp. Jeżeli wypowiemy tę konwencję, a wszystko wskazuje na to, że do tego zmierzają działania rządu, to wszystkie ministerstwa, które do tej pory finansowały tego typu fundacje, będą miały pole manewru do odmawiania im środków. Mam wrażenie, że te działania rządu mają doprowadzić do zakończenia działalności niejednej fundacji prokobiecej, tym samym Polska nie będzie spełniała warunków konwencji i ostatecznie da Radzie Europy pretekst do wypowiedzenia jej. Bowiem w ramach przeciwdziałania przemocy państwo musi podejmować szczególne działania zapewniające specjalistyczne wsparcie dla kobiet właśnie i ich dzieci. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że są w naszym parlamencie kobiety, które nie rozumieją, że to są działania, które mają pomóc a nie szkodzić. Rząd zdaje sobie sprawę z absurdu tej sytuacji, dlatego zastanawia mnie, czym się przysłużyły kobiety w naszym kraju, by były traktowane jak nierozumne istoty, niezdające sobie sprawy z tego, co on robi.

W niektórych środowiskach mówi się, że to pewnego rodzaju zemsta na kobietach, zwłaszcza tych, które są niezależne i sobie radzą...
Może zemsta jest za mocnym słowem, ale jakby się głębiej zastanowić, to możemy wyliczyć, co już się zadziało złego przeciwko kobietom... Tak, zgodzę się z tymi, którzy tak mówią. To zemsta za to, że domagamy się swoich praw, że nie chcemy być tylko Polkami, ale Europejkami, wiedzącymi jak jest i jak się żyje kobietom w innych krajach. Władza uważa jednak, że jesteśmy tak głupie, że się tego nie domyślimy. Ona stosuje proste zasady: „Pokażemy wam, drogie panie, gdzie jest wasze miejsce w szeregu. Zajmiemy się ustawą antyaborcyjną, tabletką po, dofinasowywaniem fundacji, zajmujących się sprawami kobiecymi a na końcu wypowiemy konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy”.

I damy 500 złotych na drugie i kolejne dziecko...
Myślałam, że w naszej rozmowie kwestia osławionego już programu „Rodzina 500 plus” będzie drugorzędna, ale w mojej ocenie to też uderza w kobiety. Przytoczę przykład z życia wzięty. Jakiś czas temu chciałam zatrudnić w swojej firmie kobietę, matkę. Powiedziała mi, że praca na postawie umowy o pracę w jej sytuacji zwyczajnie się nie opłaca, bo nie dostanie 500 złotych. To prosta kalkulacja: „Jeżeli mam pójść do pracy i mam opłacić żłobek czy przedszkole, to bardziej opłaca mi się zostać z dzieckiem w domu”. Wiele matek wybiera właśnie taką opcję i nie ma w tym nic dziwnego. Nie wszystkie kobiety myślą perspektywicznie, mają ambicje i aspiracje, a program „Rodzina 500 plus” tylko zniechęca je do rozwoju społecznego. Patriarchat zaczyna wychodzić coraz pewniej spod ziemi i wygląda na to, że będzie wdrażany w naszym kraju na szeroką skalę.

A Polki zaczynają wychodzić na ulice, jak współczesne sufrażystki. To jedyne wyjście?
Niestety tak. Obawiam się, że niewiele możemy zrobić, bo nie wpłyniemy na ministra Ziobrę, by zmienił zdanie w kwestii finansowania organizacji działających na rzecz kobiet. Jedyne co możemy robić, to zacząć się buntować, demonstrować, manifestować i - co najważniejsze - uświadamiać inne kobiety, że rząd nie daje im żadnego prawa wyboru.


Teczka osobowa: Monika Gotlibowska


Świadoma swych praw kobieta po czterdziestce. Feministka z wykształceniem prawniczym, społeczniczka, której nie jest obojętny los osób pokrzywdzonych. Spełniona żona i matka dwójki dzieci: 18-letniego syna i 11-letniej córki.

Jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Działa w Radzie Społecznej toruńskiej starówki, próbując wspólnie z innymi przedsiębiorcami i mieszkańcami zmienić jej obraz.

Na co dzień współwłaścicielka dwóch restauracji w Toruniu i marki cateringowej.

W nielicznych wolnych chwilach uwielbia czytać thrillery polityczne i prawnicze oraz literaturę faktu. Odpoczywa pracując w swoim ulubionym ogrodzie - to jej pasja.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 03-06-2016 00:03

    Brak ocen 0 0

    - Jolanda: Jeżeli Ty Kobieto uważasz, że 500+ dla biednych ludzi jest złe to jesteś chora z urojenia i ta dotacja dla was bogaczy, którą wam zabrano na wasze bzdety była decyzją sensowną. Po prostu "kaczy ryjek" i tyle.

    Odpowiedz