Miejsca w przedszkolu za miliony

Justyna Wojciechowska-Narloch 20 maja 2016

Rozdzierający płacz, ciche pochlipywanie i pytania: „Kiedy przyjdzie mama” - tak wyglądają początki w przedszkolu. I choć rozstania są trudne także dla rodziców, to cenią oni sobie ten etap edukacji.

Zabawa w lekarza to jedna z tych ulubionych w grupie „Mądrale” w PM nr 5. Nowe dzieci przyjęto tam w kwietniu, po rozbudowie placówki

Fot.: Sławomir Kowalski


Pod koniec kwietnia w Przedszkolu Miejskim nr 5 przy ul. Dekerta w Toruniu wystartowały cztery nowe grupy dla trzy - i czterolatków. Dzieci zostały przyjęte w środku roku szkolnego, bo w placówce właśnie zakończyła się kompleksowa rozbudowa i zrobiło się miejsce dla kolejnych chętnych. Przyjęto setkę dzieci, ponad 60 odesłano z kwitkiem.


To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. W naborze elektronicznym prowadzonym w Toruniu w marcu przepadło niemal 200 dzieci, w tym 139 najmłodszych, trzyletnich. Wszystko z powodu cofnięcia 6-latków z podstawówek do przedszkoli. Efekt zmian ustawowych jest taki, że we wrześniu szkoły będą puste, a przedszkola wypełnione do ostatniego miejsca. Niezadowolenie rodziców złagodzić mogą nieco starania miasta, które za grube miliony adaptuje różnego rodzaju składziki, by tylko stworzyć nowe miejsca dla trzylatków.

Kwiaty dla babci


Nowe maluchy z „piątki” mają już za sobą trudny etap adaptacji, ale pytania o mamę i tatę wciąż są na porządku dziennym. Zdarzają się też łzy, ale - jak zapewniają wychowawczynie - coraz rzadziej. W pięknych, kolorowych salach pełnych zabawek dzieci spędzają czas bardzo twórczo. W chwilach przeznaczonych na tzw. swobodną zabawę same wybierają gry i układanki, same też dobierają sobie towarzystwo.

- Gotujemy obiad. Będzie „lybka” i „tluskawki” - zapowiadaLiwia z przedszkolnej grupy „Mądrale”, mieszając w pojemniku z klockami. Pomaga jej kolega, który jednak mieszać nie może. - „Tlochę” damy pani, resztę zjemy sami. Ty też chcesz „tlochę”?

Mała Basia właśnie skończyła rysować. Na białej kartce pysznią się różowe i pomarańczowe kwiaty.

- To wszystko dla mojej babci, bo bardzo ją kocham - z przejęciem ogłasza dziewczynka.

Przy miniaturowym stoliczku ciężko pracuje mały Ryszard. To indywidualista, bawi się sam. Chłopiec w skupieniu dopasowuje elementy układanki. Kiedy skończy jej wszystkie części, zaczną się kręcić.

- Tu trzeba przekręcić i kółeczka pójdą w ruch. Ta zabawka jest najfajniejsza - mówi Ryszard. Jest tak skoncentrowany na zadaniu, że nawet nie podnosi głowy znad układanki.

I jeszcze jasnowłosa Paulinka, która z iście wędkarskim zacięciem łowi klocki, które potem wkłada do pudełka. - To dobra zabawa, lubię ją - zapewnia.

Za chwilę grupa „Mądrali” wyjdzie na plac zabaw. Potem dzieci czeka drugie śniadanie - kanapki, rzodkiewki i gruszki. Około godz. 16 w Przedszkolu Miejskim nr 5 zacznie cichnąć dziecięcy gwar. Po maluchy przyjdą ich rodzice, babcie, opiekunki. Na nowo wszystko zacznie się następnego dnia już o 6 rano.

Ranga, która wzrasta


- Jeszcze dekadę temu wielu rodziców nie decydowało się na przedszkole dla trzylatka. Ze względów immunologicznych odradzali im to lekarze, bo odporność na choroby jeszcze nie ta. Poza tym dzieci w tym wieku nie miały ani obowiązku, ani prawa do edukacji przedszkolnej - tłumaczy Jolanta Węder, dyrektorka Przedszkola Miejskiego nr 5 w Toruniu. - Dziś ranga wychowania przedszkolnego wzrosła, rodzice doceniają znaczenie grupy rówieśniczej dla rozwoju dziecka. Na te zmiany wpływ ma też coraz większa aktywność zawodowa babć i dziadków, którzy nie są już tak skorzy do opieki nad wnuczętami. Mają własne życie.

Pani Katarzyna, mama 4-letnich dziś bliźniaczek Oli i Moniki, uważa, że do przedszkola powinno chodzić każde dziecko. - Moje córki mówią wierszyki, śpiewają piosenki, sprzątają po sobie zabawki. Te wszystkie umiejętności wyniosły z przedszkola. Żadna opiekunka i chyba żaden normalnie pracujący rodzic nie jest w stanie dać dziecku tak wiele, jak wiele daje mu pobyt w przedszkolu - mówi. - Oczywiście były ciężkie chwile, bo dziewczynki chorowały, łapały wszystkie infekcje. Dzielnie przetrwaliśmy ten czas, a bliźniaczki nie lubią weekendów, bo wtedy nie ma przedszkola.

Sala zamiast gabinetu


W Toruniu długo zaklinano rzeczywistość, konsekwentnie twierdząc, że z naborem do przedszkoli nie będzie aż tak źle. Jak było do przewidzenia, okazał się on takim samym fiaskiem jak w innych miastach w kraju. Wiosną rozpoczęła się więc gorączkowa akcja szukania dodatkowych miejsc dla dzieci, które nie zostały przyjęte do miejskich placówek.

Na pierwszy ogień poszedł przegląd wszystkich budynków oświatowych pod kątem adaptacji wolnych pomieszczeń. Okazało się, że w PM nr 2 (Skarpa), PM nr 14 (Podgórz) i PM nr 16 (Mokre) zmieścić można w sumie 70 dodatkowych dzieci. Niestety, nie bez strat dla pozostałych.

- To było istne szaleństwo. Na pomieszczenia dla kolejnych oddziałów urzędnicy zabierali sale gimnastyczne, aule, gabinety specjalistów czy jadalnie - usłyszeliśmy od jednej z dyrektorek miejskiego przedszkola.

125 miejsc udało się gminie pozyskać, tworząc oddziały poza głównymi budynkami placówek dla najmłodszych. Tak będzie w przypadku PM nr 9 (Bielany), którego filia funkcjonować będzie w sąsiedniej SP nr 11. Identyczne rozwiązanie zastosowano w PM nr 12 (Stawki). Przedszkolu swoich pomieszczeń użyczy działająca za płotem SP nr 14.

W sumie więc - już po ogłoszeniu wyników elektronicznego naboru - gmina zadbała o 195 dodatkowych miejsc dla najmłodszych. Koszt tych zabiegów (adaptacji pomieszczeń i zakupu wyposażenia) jest niebanalny - to aż 1 mln 750 tys. zł.

- Mamy bardzo dobrze funkcjonujące oddziały przedszkolne w szkołach podstawowych. Rodzice jednak wolą tradycyjne przedszkola. Z tego powodu skupiliśmy się na zwiększeniu liczby miejsc właśnie w przedszkolach - tłumaczy Anna Łukaszewska, dyrektorka Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Torunia. - Jeśli zapełnimy wszystkie wolne miejsca, to stopień upowszechnienia edukacji przedszkolnej wśród trzylatków wyniesie w Toruniu 93 procent. To świetny wynik.

Warto wiedzieć: Zasady naboru


Przy rekrutacji do przedszkoli miejskich w Toruniu pod uwagę brane były kryteria ustawowe (m.in. wielodzietność, samotne rodzicielstwo) i lokalne, stworzone przez gminę. W tym przypadku najważniejszy był fakt zameldowania w Toruniu i opłacania podatków w jednym z tutejszych urzędów skarbowych.

Punktowano też m.in. rodziców pracujących bądź studiujących w systemie dziennym. Uzupełniający nabór na dodatkowe miejsca zaplanowano w dniach 6-10 czerwca.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.