Dziewczyna rodzi dziecko i ukrywa je w szafie. Wszyscy są głusi i ślepi

Piotr Schutta 20 maja 2016

„Pozbyła się - przepraszam, bo zabrzmi to koszmarnie - balastu, którego nie potrafiła udźwignąć. Porzuciła więc dziecko w miejscu, które wydało jej się do tego adekwatne. Schowała je w szafie, jak ubranie, którego się nie nosi” - mówi prof. JACEK KURZĘPA, socjolog młodzieży, socjoterapeuta.

Od wielu lat profesor Jacek Kurzępa zajmuje się sprawami młodzieży wykluczonej społecznie. Na kanwie jego książki „Zagrożona niewinność” powstał scenariusz głośnego filmu „Galerianki”

Fot.: Archiwum J. Kurzępy



Rozmawiamy tydzień po tragedii, która rozegrała się na jednym z bydgoskich osiedli. W szafie 16-letniej dziewczyny znaleziono martwego noworodka. Dziecko odkryła po dwóch tygodniach od porodu matka dziewczyny. Twierdzi, że nie wiedziała nic o ciąży córki. Słyszał Pan kiedyś o podobnej historii?
O tak ekstremalnej nie. Powiem uczciwie, jestem zdumiony tym, że po dziewięciu miesiącach ciąży dziewczyna rodzi dziecko, wkłada je do szafy, a rodzice twierdzą, że niczego nie widzieli. Spotykałem się z sytuacjami ukrywania ciąży przez nastolatki i zmowy milczenia grupy rówieśniczej, ale zawsze w jakimś momencie to pękało. Z różnych powodów. Dziewczyna musiała nagle otrzymać pomoc lekarza, ponieważ ciąża była zagrożona; albo rówieśnicy w swoich domach rzucali dziwne komentarze i dorośli zaczynali dociekać, co w tych komentarzach jest prawdą, a co blagą; wreszcie któraś z nauczycielek dostrzegała dziwne zachowania u uczennicy i zaczynała drążyć. Tak czy inaczej, prędzej czy później, któreś z zachowań udawało się zauważyć i w końcu tej dziewczynie pomóc. Tutaj natomiast wszyscy zachowali się tak, jakby byli głusi i ślepi. Zaskakujące.

Smutna diagnoza naszych relacji społecznych. Mam wrażenie, że wszyscy przeoczyliśmy tę szesnastolatkę.
Mógłbym się, oczywiście, jako naukowiec, wzbić na szczyty socjologicznej żonglerki, pokazując mechanizmy zaczerpnięte z psychologii społecznej, przez które ludzie dali się w to tak wkręcić. Bo możemy na przykład myśleć, że skoro rodzice niczego nie dostrzegli, to trudno oczekiwać od nauczycieli, sąsiadów czy przyjaciół, żeby zareagowali. Ale to jest ułomny sposób myślenia. Bo prawda jest taka, że w każdej z relacji, w których była nasza 16-latka, powinien zostać zauważony choć mały sygnał, świadczący o tym, co się z nią dzieje. Te sygnały z kolei powinny zostać ze sobą połączone, dając w efekcie skumulowaną informację na temat całości. Tak się nie stało, bo te poszczególne ogniwa nie były ze sobą w żadnej komunikacji. Jedno drugiemu nie powierzało żadnych informacji mogących pomóc tej dziewczynie. Uczennice nie powiedziały nauczycielom, nauczyciele nie zwrócili się z tym do rodziców. I odwrotnie. Zakładam, że nawet jeśli ktoś zauważył u niej ciążę, nie przypuszczał, że ona będzie chciała to dziecko... nie wiem jakiego słowa użyć. Brak mi słów.

Schować. Ukryć.
Mówimy o szesnastoletnim dziecku. Nawet jeśli ta dziewczynka fizycznie wyglądała na dojrzałą, to w sensie emocjonalnym wszystko wskazuje na to, że była osobą niedojrzałą do doświadczenia macierzyństwa. Nikt jej w tym nie wsparł. W efekcie zachowała się, jak się zachowała. Pozbyła się - przepraszam, bo zabrzmi to koszmarnie - balastu, którego nie potrafiła udźwignąć. Porzuciła więc dziecko w miejscu, które wydało jej się do tego adekwatne. Schowała je w szafie, jak ubranie, którego się nie nosi. Jej wyobrażenie o tym, jak to będzie po porodzie, mogło też być nieadekwatne do realiów. Mogła sobie wyobrażać, że kiedy dziecko się urodzi, będzie jak ludzik gotowy do jakichś zachowań i relacji, które ona będzie umiała przyjąć.

Jak można nie zauważyć ciąży nastoletniej córki, z którą mieszka się pod jednym dachem?
Proszę wybaczyć ostrość sformułowań, ale mam wrażenie, że głębokość dysfunkcji tej rodziny jest przeogromna. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której szesnastoletnie dziecko, przybywając do domu, nie ma żadnych relacji z domownikami. Trudno sobie wyobrazić, że ta dziewczyna nie miała symptomów towarzyszących ciąży. Każda matka doskonale wie, o czym mówię. To jest kwestia stanu somatycznego, ale też emocjonalności, która czasami jest szalenie trudna do zniesienia przez najbliższe otoczenie. Niekiedy jest to na tyle wyraziste i komunikatywne, że każdy zadaje sobie pytanie, dlaczego ona tak kaprysi, grymasi, płacze; dlaczego jest tak niestała emocjonalnie. Wobec powyższego nasuwa się pytanie: jaki to musi być dom, że można było tego wszystkiego nie zauważyć?

Jaki?
Niebywale zaburzony.

Nie wynika to z dokumentacji, którą ma policja i prokuratura. Żadnych interwencji, nadzwyczajnych zdarzeń, awantur, żadnej „Niebieskiej karty”.
Ja mówię o czymś innym, o totalnej oschłości emocjonalnej i braku komunikacji. Nie wiem, jak matka nastolatki może się tłumaczyć, mówiąc, że nie zauważyła ciąży córki. Czy w takim razie przez dziewięć miesięcy w ogóle z tą córką rozmawiała? Czy zauważyła, że córka przytyła? Że zmieniły się proporcje jej ciała? Owal twarzy? Moim zdaniem to jest dom poza jakąkolwiek komunikacją, zarówno werbalną, jak i wzrokową.

Co Pan ma na myśli?
Postrzeganie na swoim horyzoncie drugiego człowieka. Odbieranie jego obecności. Nie tylko wysyłam komunikaty typu: córko jak się czujesz, co chciałabyś zjeść, jak spędziłaś dzień, co ci dolega. Oprócz tego dostrzegam kątem oka wyraz jej twarzy, zmęczenie, radość i tak dalej. Myślę, że w tym domu w ogóle tego typu wrażliwości na siebie wzajemnie po prostu nie było. I nie chciałbym snuć domysłów, czy dlatego, że rodzice byli przepracowani, przemęczeni i zabiegani w codzienności, czy może z tego powodu, że był to dom oschłości emocjonalnej.

Tego nie wiemy. Powinniśmy być ostrożni w ocenianiu tej rodziny. Zwłaszcza że społeczność internetowa już wydała na dziewczynę wyrok.
Zdecydowanie tak, ale nie zmienia to faktu, że ciąża jest dziewięciomiesięcznym procesem, w którym nastoletnia dziewczynka przeżywa niebywałą tajemnicę macierzyństwa i nie ma się z kim tym podzielić. Poza tym absolutnie nie do pomyślenia jest sytuacja, że ciało noworodka przez dwa tygodnie znajduje się w szafie i rodzice niczego nie czują. Jak to możliwe? Nawet jeśli dziewczynka nie wpuszczała rodziców do pokoju, to również jest sytuacja potwierdzająca dysfunkcję rodziny. Krótko mówiąc, trzeba wówczas robić wszystko, aby te relacje z dzieckiem uzdrowić.

Pamiętajmy, że dziewczyna była uczennicą.
Nawet jeśli załatwiła zwolnienie z zajęć wuefu, to przypuszczam, że nauczyciel musiał jakoś negocjować kwestię rozliczenia nieobecności. Pojawiają się pytania: kto to zaliczył, w jaki sposób, czy to przeszło przez wychowawcę klasy? Czy wiedział o tym pedagog szkolny, bo przecież ciąża musiała się odbijać na jej reakcjach fizycznych i emocjonalnych. Ktoś to wszystko przeoczył.

Aktualnie dziewczyna przebywa na oddziale psychiatrycznym z rozpoznaną depresją i myślami samobójczymi.
To dobrze. Potrzebuje izolacji od internetowego hejtu i wyciszenia. Jest to szesnastoletnie dziecko, które jeśli ma jeszcze coś w życiu ze sobą zrobić, to dzisiaj musi przede wszystkim uporać się z poczuciem winy. O tym, że czuje się winna świadczy choćby depresja.


Teczka osobowa: Socjolog młodzieży


Jacek Kurzępa ma 54 lata. Jest profesorem Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Doktoryzował się w 1996 roku na Wydziale Humanistycznym UMK w Toruniu na podstawie pracy „Deprywacja współczesnej młodzieży - fenomen Jumy”.
Specjalizuje się w socjologii młodzieży. Jest autorem m.in. projektu „Falochron”, skierowanego do młodzieży zagrożonej prostytucją. Poseł PiS obecnej kadencji. Pracuje również jako socjoterapeuta.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.