Afera paliwowa. ABW i kontrolerzy skarbowi biorą pod lupę jednego z największych dystrybutorów gazu w Kujawsko-Pomorskiem

Grażyna Ostropolska 20 maja 2016

„Pracodawca zmuszał nas do przestępstw. Na jego polecenie rozwoziliśmy i sprzedawaliśmy klientom lewe paliwo; bez faktur, fałszowano czas naszej pracy i ukrywano przed fiskusem faktyczne zarobki” - twierdzą kierowcy z firmy „O”.

Fot.: Rys. Łukasz Ciaciuch


To dzięki zeznaniom kierowców, potajemnie skopiowanym dokumentom i nagraniom rozmów, organy ścigania oraz służby celne i skarbowe mają szansę zgłębić sprytny proceder okradania skarbu państwa z podatków. - Musieliśmy się zabezpieczyć, by nie trafić do kryminału - tak kierowcy tłumaczą fakt gromadzenia dowodów. Większość z nich już zrezygnowała z pracy w „O”, jednego zwolniono dyscyplinarnie.


- „Z powodu „zaboru dokumentów, zawierających

tajemnice przedsiębiorstwa,


używania ich przed różnymi instytucjami i jako szantażu wobec osób trzecich, m.in wobec wspólnika spółki” - pan Dariusz cytuje pismo, rozwiązujące z nim umowę o pracę.

- Zgłosiłem sprawę kradzieży dokumentów i mobbingu do prokuratury i nie będę odpowiadał na żadne pytania dziennikarzy - tak pan H., właściciel firmy „O”, reaguje na naszą prośbę o rozmowę.

- Przekazałem te dokumenty odpowiednim służbom wraz ze wskazówkami, gdzie należy szukać pozostałych dowodów na paliwowe przekręty - tłumaczy kierowca, który ma w tej spółce najdłuższy staż i największą wiedzę. - To kolejna firma, w której pracodawca wypłaca mi pieniądze w kopercie, oszukując ZUS, i zmusza do łamania prawa, więc noszę się z zamiarem opuszczenia Polski i podjęcia uczciwej pracy w innym kraju - dodaje.

Strach kierowców spotęgował fakt, że syn pana H. oraz jego krewny i zarazem były wspólnik już mają wyroki za paliwowe przekręty. - Wzięli winę na siebie, choć wiadomo, kto w tej rodzinnej firmie i jej spółkach-córkach wydawał polecenia - sugerują.

Udaje się nam dotrzeć do wyroku z marca 2015 r., który skazuje Ireneusza B., byłego udziałowca spółki „O”, na 3 lata więzienia, a Kamila H. na rok i 10 miesięcy (w zawieszeniu na 4 lata) za

kradzież gazu


propan-butan o łącznej wartości 393 361 zł na szkodę przedsiębiorstwa Orlen Gaz w Płocku. Skoku na prawie 100 ton gazu dokonano w 2012 r. Mózgiem przestępczej grupy był Dariusz N., ówczesny dyrektor biura sprzedaży Orlen Gaz, zarządzający 10 terminalami gazu i zarabiający kilkadziesiąt tysięcy zł miesięcznie. To on spowodował, że kierownikiem terminalu w Sokółce został jego znajomy, prawnik Adam T., z którym obmyślił plan kradzieży.

Odbiorcą skradzionego gazu był Ireneusz B. udziałowiec spółki „O” z siedzibą w Kujawsko-Pomorskiem, a kierowcą przewożącym lewe paliwo jego 23-letni krewny Kamil H. Tankowanie autocysterny odbywało się zwykle w godzinach nocnych, po oficjalnym zakończeniu pracy w terminalu. Dariusz N. uprzedzał Adama T. o przybyciu Kamila H. Kierownik terminalu telefonował wtedy do szefa ochrony, Andrzeja O., który wydawał pracownikom polecenie wpuszczenia autocysterny na terminal. Po zatankowaniu kierowca dostawał kwit wagowy, wydrukowany na tzw. formatce, używanej tylko na wypadek awarii systemu ważenia. Oznaczał go numerem ostatniego legalnego tankowania i informował kierownika terminalu, a ten - dyrektora N. z Orlen Gazu o pomyślnym zakończeniu kradzieży. Niedobór gazu w zbiornikach tuszowano podczas inwentaryzacji, manipulując danymi o gęstości gazu i ustawiając jego parametry ręcznie. Pieniądze ze spółki „O”, która rozprowadzała lewe paliwo, trafiały w kopercie do N., a ten dzielił się nimi z T. i O. Wpadli przy piątym tankowaniu na lewo.

- I niewiele się zmieniło. Ireneusz B. przekazał udziały w firmie swemu krewnemu H., z którym od dawna współpracował, a ten wystawił na prezesa spółki... słupa. Produkują lewe dokumenty i oszukują skarb państwa, na czym się da - słyszymy od kierowców. Pokazują nam kopie dokumentów, które przekazali do ABW, służb celnych, skarbowych, PIP i Inspekcji Transportu Drogowego. Tłumaczą, jak się robi przekręty na gazie. - Cała prawda o tym, co wozimy, jest w listach przewozowych, które wypisują kierowcy przed wyruszeniem w trasę, i jedynie one pokazują, ile gazu sprzedaje spółka. Będzie tam stan licznika i ilość gazu rozładowywana na poszczególnych stacjach - słyszymy od byłych pracowników „O”. Taki list przewozowy należało okazać kontrolerom z Inspekcji Transportu Drogowego jadąc po gaz, ale gdy się wracało z załadowaną cysterną, ów kwit chowało się głęboko i pokazywało tylko ten wystawiony przez pracowników terminalu. - Dostawaliśmy ustne polecenie, gdzie i ile gazu rozładować na fakturę, a ile na lewo za gotówkę - mówi pan Dariusz, który zadbał o to, by właściciel stacji pokwitował mu zapłatę za przyjęte paliwo bez faktury. - Mam szczęśliwą rodzinę, trójkę dzieci, musiałem się zabezpieczyć - tłumaczy. - Wystarczy porównać te pokwitowania z zapisami w listach przewozowych i fakturami, wystawianymi przez firmę „O”, by udowodnić przekręt - uważa.

Skąd firma bierze lewe paliwo po wykryciu kradzieży gazu w Sokółce i jak się z niego rozlicza?

- Do rozliczeń służyły nienumerowane

puste „wuzetki”,


podpisane przez pracownika firmy, do której dostarczaliśmy gaz na cele grzewcze, zwolniony z akcyzy - twierdzi pan Dariusz i pokazuje nam kopie takich dokumentów, wystawionych przez przedsiębiorstwo znanego biznesmena, który zginął niedawno w wypadku. - Z listu przewozowego widać, jaką ilość gazu miałem mu dostarczyć, ale w dokumencie WZ, podpisanym in blanco przez pracownika tej firmy, zostawiono puste miejsce (w rubryce: ilość), co umożliwiało wstawienie tam dowolnej liczby i rozliczenie paliwa sprzedanego bez faktur - tłumaczy kierowca. Ma dowody na to, że on i inni kierowcy dostawali wynagrodzenie za pracę... w kopertach, dużo wyższe niż zarobki wynikające z umowy i zgłoszone w ZUS. - I na to, że fałszowano nasze zaświadczenia o czasie wolnym od pracy - mówi. Te dowody to zapisy na tachografach, które przeczą zaświadczeniom wystawianym przez pracodawcę. - Mam nawet mandat z Człuchowa, który wbrew zaświadczeniu szefa o moim czasie wolnym dowodzi, że wysłał mnie w trasę - pan Dariusz pokazuje pismo z sądu i wykonane przez policję zdjęcia. - Brakowało kierowców, więc zmuszano nas do pracy w czasie przeznaczonym na odpoczynek i w weekendy. - Zdarzało się podmienianie kart kierowcy, które miały symulować zmianę kierującego autem, lub stawialiśmy

magnes na impulsatorze


tachografu, by upozorować przerwę - tłumaczą kierowcy. Jeździli głównie nocą, by uniknąć kontroli.

- Zdarzyło się, że odmówiłem wyjazdu, bo naczepa miała niesprawne ABS-y i wtedy wysłano tym autem innego kierowcę. Wiozłem też z terminalu gazowego w B. propan, nieprzystosowaną do tego gazu naczepą, na przerobionym na propan - butan kwicie. Musiałem też sam rozładowywać gaz, choć nie mam do tego uprawnień - wylicza pan Dariusz. Kiedy po przebytym zawale odmówił pracy w weekendy, dostał od pracodawcy interesujący dokument. - Zaświadcza on, że moja żona ukończyła szkolenie ADR w zakresie przewozu niebezpiecznych towarów w cysternach, więc może jechać ze mną w trasę. To fałszywka! - twierdzi, ujawniając lewe zaświadczenie z pieczątką firmy szkolącej kierowców.

- Były u nas kontrole m.in. z PIP i żadnych nieprawidłowości nie stwierdziły - twierdzi właściciel firmy „O”. Mija się z prawdą, bo „Kontrola potwierdziła fakt nierzetelności w ewidencji czasu pracy”, czytamy w piśmie PIP. W „O” trwa jeszcze kontrola Inspekcji Transportu Drogowego. Dystrybutora gazu na północną Polskę wzięły też pod lupę urząd celny i skarbówka, a ABW przesłuchuje kolejnych kierowców i nagrane rozmowy.

Do tematu wrócimy.

Kary im niestraszne


Ireneusz B., były udziałowiec spółki „O”, był już skazany za wyłudzenie w 2005 r. podatku akcyzowego na kwotę ponad 600 tys. zł, za co w 2012 r. dostał wyrok: 2 lata wiezienia w zawieszeniu na 5 lat.

Obecny właściciel „O” też miał konflikt z prawem, ponieważ, jak ustalił UOKiK, wprowadził w 2013 r. do obrotu olej napędowy, niespełniający norm jakościowych.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.