Ostatni pocałunek lata wcale nie musi kończyć się na cmentarzu

Katarzyna Bogucka 13 maja 2016

Trzeba przyznać, że pijar mają kiepski. Najczęściej zabiera się je ze sobą w ostatnią drogę, mimo że mają w sobie tyle życia! Leczą, uspokajają, oczyszczają powietrze, a nawet... upijają.

Fot.: Tomasz Czachorowski


Doktor inż. Dariusz Kulus, naukowiec z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy, wie o tych kwiatach niemal wszystko. Chryzantemy zostały bohaterkami doktoratu (temat: krioprezerwacja, czyli przechowywanie zasobów genowych rośliny w ciekłym azocie, w temperaturze minus 196 stopni) i motywem przewodnim naukowego żywota pracownika Katedry Roślin Ozdobnych i Warzywnych UTP.


- Mówimy o drugim pod względem ważności kwiecie na rynku roślin ozdobnych; zaraz po różach - zaznacza naukowiec. - Przewidujemy, że w niedługiej przyszłości w tym wyścigu zacznie jednak wygrywać chryzantema, szczególnie hołubiona w Japonii. Kraj Kwitnącej Wiśni produkuje jej rocznie ok. 2 miliardów sztuk. W Polsce liczba ta jest trudna do oszacowania. Niemniej jest to jeden z ważniejszych gatunków na polskim rynku kwiaciarskim. Jesteśmy liczącym się producentem tego gatunku w Europie. Wynika to z silnej tradycji obchodzenia Dnia Wszystkich Świętych w naszym kraju. W 2001 roku wiadomo było o istnieniu...30 tys. odmian chryzantemy, (dwa razy więcej niż odmian tulipana). Niemożliwe? Wystarczy wytężyć wzrok, by przekonać się, że Chrysanthemum grandiflorum /Ramat./Kitam (to łacińska nazwa tej rośliny) w swoich licznych wcieleniach pojawia się niemal w każdym bukiecie, w każdej wiązance, choć trzeba przyznać, że najczęściej jako artystka drugiego planu. Bohaterką stają się raz w roku, w listopadzie. Wszystkiemu winny jest jej cykl rozwojowy. Jest rośliną dnia krótkiego, potrzebuje zaciemnienia, by zakwitnąć. Nazywana ostatnim pocałunkiem lata, najpiękniej prezentuje się więc późną jesienią. Kwiaciarze, znając tę złą sławę, często oferują w ciągu roku chryzantemę, ale ukrytą pod inną nazwą. I tak przemycają ją do świata żywych.

dr inż. Dariusz Kulus: Serce potężnego handlu roślinami ozdobnymi bije w rzędach niewielkich słoiczków, w ściśle kontrolowanych warunkach termicznych i świetlnych.


W Chinach (skąd pochodzi) roślina ta kojarzyła się z długim, szczęśliwym życiem, i to już 3 tysiące lat temu (Konfuc-jusz potwierdzeniem). Koreańczycy zrobili z niej wódkę, medycyna odkryła w niej

niebywały potencjał.


Wiadomo, że chryzantemy są ważnym źródłem metabolitów, cennych w terapii przeciwnowotworowej (rak sutka, skóry, jelita grubego), przeciwwirusowej, m.in. w terapii AIDS. Zwalczają infekcje bakteryjne i grzybowe. Oczyszczają i filtrują powietrze i, podobnie jak paproć, wchłaniają opary z kleju, lakierów, farb. Warto mieć je w pracy, w domu, szczególnie, gdy jest to budynek z zaburzoną wentylacją powietrza, tzn. szczelnie zamknięty, bez otwieranych okien, z klimatyzacją (tzw. syndrom chorego budynku).

Na świecie wiedzą to już od dawna. Wiedzą i doceniają. Największą furorę chryzantema zrobiła w Japonii. Jest symbolem cesarza, który niegdyś zasiadał na chryzantemowym tronie. W paszportach japońskich widnieje szesnastopłatkowa chryzantema, choć wielu osobom wydaje się, że to słońce. Zasłużonym Japończykom przyznaje się Order Chryzantemy.

Do Europy ten kwiat trafił bardzo późno, bo dopiero w XVII wieku i to w możliwie najbardziej niesprzyjającym okresie. Otóż w XVII wieku z Japonią handlować mogli wyłącznie Holendrzy. I to oni wprowadzili chryzantemę na Stary Kontynent. Niestety, w Holandii szalała wówczas tzw. tulipanowa gorączka. Holendrzy skupili się więc na właśnie odkrytych tulipanach i kompletnie zignorowali roślinną nowinkę. Dopiero sto lat później kwiat trafił do Francji, stamtąd do Anglii, a do Polski w XIX wieku. Dziś rozmnażany i modyfikowany jest na szeroką skalę

w laboratoriach.


- Serce potężnego handlu roślinami ozdobnymi bije w rzędach niewielkich słoiczków, w ściśle kontrolowanych warunkach termicznych i świetlnych (temperatura 23 stopni Celsjusza,16 godzin światła, osiem ciemności) - tłumaczy dr inż. Dariusz Kulus i prezentuje uczelniane zasoby. - Wykładając niewielkie fragmenty roślin na syntetyczną pożywkę, która zawiera mikro- i makroelementy, niezbędne roślinie do wzrostu, możemy w bardzo krótkim czasie namnożyć bardzo dużo roślin. W przypadku najbardziej wydajnych metod mikrorozm-nażania w ciągu jednego roku z jednej rośliny wyjściowej można uzyskać nawet milion roślin potomnych. Jest to metoda bardzo wydajna, ale i zależna od wielu czynników, np. od tego, jaką tkankę źródłową wykorzysta się do tworzenia nowych roślin.

W warunkach laboratoryjnych pracuje się też nad zabezpieczeniem tkanki roślinnej przed niszczącym działaniem ultraniskiej temperatury w trakcie wspomnianej już krioprezerwacji. - Umieszczenie tkanki w ciekłym azocie, w temperaturze około minus 200 stopni, byłoby ogromnym wstrząsem. Jedną z technik zabezpieczania materiału roślinnego jest jego kapsułkowanie, czyli zamykanie w otoczce z alginianu, podobnie zresztą postępuje się z lekami zamykanymi w żelowych kapsułkach. Później materiał się odwadnia. Woda w temperaturze ujemnej tworzy kryształy lodu, które rozerwałyby tkanki, stąd potrzeba odwodnienia. Tak przygotowany materiał roślinny można wprowadzić do ciekłego azotu.

Poza rozmnażaniem i przechowywaniem, naukowcy opracowują

nowe odmiany kwiatów.


Chryzantemy fioletowe i różowe cieszą się największą popularnością w hodowli, ponieważ dają szybką i łatwą możliwość zmiany barwy kwiatostanu; najłatwiej ulegają mutacjom. Ciekawostką jest fakt, że kluczową rolę w modyfikacji gatunku odgrywa promieniowanie X i gamma. Materiał roślinny z UTP jeździ na naświetlania do Centrum Onkologii w Bydgoszczy.

- Oba promieniowania są silnymi mutagenami - tłumaczy Dariusz Kulus. - Powodują uzyskanie zmiany jakiejś cechy, zwykle chodzi nam o barwę lub kształt kwiatostanu. Ta metoda ma jednak wady. Możemy zmieniać barwy tylko w zakresie danego gatunku, czyli wykorzystując tę metodę nigdy nie uzyskamy niebieskiej chryzantemy. Napromieniowanie obarczone jest też pewną niewiadomą. Nigdy nie wiemy, jaki obszar tkanki roślinnej ulegnie mutacji. Przekonujemy się o tym dopiero, gdy roślina zakwitnie. Rozmnażamy wybrane egzemplarze.
Pierwsze chryzantemy z laboratoriów UTP zarejestrowano w 1979 r.
Była to wówczas druga uczelnia w kraju, która zaprezentowała własne odmiany (pierwsze: „Władysław” i „Helena”, wyrosły w poznańskim Uniwersytecie Przyrodniczym). W 2014 roku bydgoski uniwersytet wypuścił w świat, po blisko czterech latach badań odmiany: „Polka”, „Bydgoszczanka” i „Kujawianka”. Na rejestracje czekają: „Pomorzanka”, „Tucholanka” i „Wda”.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.