Student opuszcza dom i żąda od wychowującej go samotnie matki 2000 złotych alimentów

Grażyna Ostropolska 13 maja 2016

Matka: „Powiedział, że skoro nie potrafię sprostać jego zachciankom, to powinnam stanąć pod latarnią i że nie trzeba było tyle dzieci robić. Syn: „Obiady gotowała tylko w weekendy, a mnie nazywała darmozjadem i pasożytem”.

Fot.: rys. Łukasz Ciaciuch


Czy pełnoletnie, uczące się dziecko ma prawo opuścić dom i domagać się od rodziców alimentów, które zapewnią mu warunki materialne, odpowiadające tym, w jakich sami żyją? Orzecznictwo sądowe dowodzi, że tak. Pod warunkiem, że to żądanie nie jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.


- Próbuję dowieść przed sądem, że mój 22-letni syn jest osobą roszczeniową, o czym świadczy jego pozew o alimenty. Opuścił dom, by zamieszkać z dziewczyną i zażądał ode mnie, samotnej matki, zarabiającej 2600 zł miesięcznie, aż 2000 zł alimentów.

Czy to się godzi?


- pyta pani Anna. Ma 49 lat i czworo dzieci, w tym jedno nieletnie. Życie, jak opowiada, miała ciężkie. - Pierwszy mąż pił i znęcał się nad nami, a po rozwodzie płacił po 50 złotych alimentów na każde z trojga dzieci - wspomina. O drugim, starszym od niej o 17 lat mężu złego słowa nie powie. Dbał o nią i dzieci, ale zmarł 6 lat po ślubie, gdy ich wspólny synek miał niespełna 4 lata. - Pracowałam i kończyłam inżynierskie studia, by zapewnić sobie i dzieciom lepszą przyszłość - mówi.

Nie przeczy, że gotowała głównie w weekendy, ale... - Kupowałam dzieciom obiady w szkole, a w domu dostawały gorącą kolację i zawsze było jedzenie w lodówce - zapewnia.

- Nieprawda! Zdarzały się dni, że jedliśmy tylko chleb z ketchupem - twierdzi Dominik. Zrobił zdjęcia wnętrza lodówki z lipca 2014 r. - Mama wyjechała wtedy ze swym partnerem i moim młodszym bratem na 7-dniowe wczasy, zostawiając mi w lodówce przeterminowaną żywność. Gdyby starszy brat nie zrobił mi przez Internet zakupów w supermarkecie, musiałbym żebrać o jedzenie - twierdzi 22-latek.

- Inni studenci uczą się i pracują, ale mój syn jest wygodny i uważa, że wszystko mu się należy - zauważa pani Anna. - Chyba go rozpieściłam - twierdzi, podpierając się przykładami hojności wobec Dominika. - Chciał komputer za 3 tys. zł i telefon za 2,5 tys. zł, to mu kupiłam, opłaciłam mu też kurs prawa jazdy, ale kiedy zażądał 4 tys. zł na zakup starego auta od kolegi, powiedziałam, że mnie na to stać i

niech sam sobie zarobi


na „maszynkę do zabijania”. Wtedy syn się obraził - twierdzi pani Anna.

- To prawda, kupiła mi te rzeczy, ale nie robiła tego z dobrego serca, tylko po to, by moi znajomi uważali ją za wzorową, nieskazitelną mamę - przekonuje Dominik. Twierdzi, że na co dzień matkę nie interesowały jego sprawy. - Dopiero wtedy, gdy był przy mnie jakiś kolega, zadawała mi pytania: „Dominik, co u ciebie, jak tam w szkole, co było na treningu?”, a gdy byliśmy tylko we dwoje, to nie miałem z mamą żadnego kontaktu - relacjonuje 22-letni student. Co było powodem, że w listopadzie 2014 r. złożył przeciw matce pozew o alimenty

- Nie odnajdywałem się w domu. Przemykałem do swojego pokoju i zamykałem się w czterech ścianach, a mama przychodziła tam tylko po to, by się do czegoś doczepić, np. że nie wyrzuciłem śmieci, że na krześle leżą dwie koszulki.

- Woziłam go na treningi i mecze, miałam dobry kontakt z jego wychowawcami i trenerami. I nagle, gdy znalazłam sobie życiowego partnera, mój syn się zmienił. Stał się opryskliwy i zaczepny, zwłaszcza po 22.00, gdy szłam spać, bo musiałam wstawać o 5.00, by zdążyć do pracy, a wtedy on miał ochotę na rozmowy o swoich finansowych potrzebach - mówi pani Anna.

- Mój starszy brat Tomek skończył edukację na II klasie technikum, bo mama - tak, jak i mnie teraz - wmawiała mu, że musi sam o siebie zadbać, a dla siostry, która w wieku 17 lat zaszła w ciążę, też nie było w domu miejsca i jej dzieckiem musiała się zaopiekować moja babcia - wylicza Dominik i sugeruje:- Bo dla mojej mamy

najważniejsze są pieniądze.


- Cenię pieniądze, bo ciężko na nie pracuję, w przeciwieństwie do syna, który nie lubi się przemęczać. Mógłby pracować w weekendy i popołudnia, gdy nie ma zajęć na uczelni, ale woli żyć na koszt innych - uważa pani Anna. Zapewnia, że nie wyganiała syna z domu, tylko on się obraził, że ona nie spełnia jego zachcianek i postanowił zawalczyć o grubszy portfel w sądzie. - Najpierw Dominik wystąpił o podwyższenie alimentów od ojca i sąd przyznał mu 400 zł, potem zasądzono mu 150 zł alimentów od matki ojca, a teraz syn żąda od mnie 2000 zł - wylicza kobieta. Ma przed sobą spis miesięcznych wydatków syna, które ten dostarczył do sądu.

- Wyżywienie: 700 zł, kosmetyki i chemia: 140 zł, zajęcia Muay -Thay: 80 zł, basen: 40 zł, odżywki: 100 zł, wyjście z dziewczyną do kina, teatru: 50 zł, mieszkanie: 600 zł , a do tego ok. 5 tys. zł rocznie na ubrania, kursy instruktorskie - matka cytuje listę finansowych potrzeb syna, które ten wyliczył na minimum 2150 zł miesięcznie. - Ja zarabiam niespełna 2600 zł netto, spłacam kredyty, utrzymuję samochód i mieszkanie, z którego Dominik nie chce korzystać, bo woli dostawać ode mnie 2000 zł alimentów i studiować stacjonarnie, jak długo się da - konstatuje oburzona matka. Twierdzi, że syn dostawał od niej 150 zł miesięczne na drobne wydatki, a utrzymanie miał za darmo.- Miałem się wyżywić za 8 zł dziennie i błagać o to, by doładowała mi telefon czy kupiła sportowy strój na zajęcia? - pyta Dominik. Twierdzi, że kiedy ma czas i możliwości, to sobie dorabia, ale to mu na utrzymanie nie wystarcza. - Po opuszczeniu domu dostałem stypendium socjalne, a teraz mama bruździ mi na uczelni, sugerując, że musiałem złożyć fałszywe oświadczenie o jej zarobkach, skoro mi je przyznano i powinienem te pieniądze zwrócić- oburza się student. Mówi, że miał momenty załamania: - Czułem się wrakiem człowieka i chciałem ze sobą skończyć, ale na szczęście pojawili się wokół mnie ludzie, na których mogę liczyć - twierdzi Dominik. Opowiada o pełnej ciepła rodzinie dziewczyny i o babci, która trzyma jego stronę, czego dała dowód, występując przed sądem jako świadek.- Anka nie dbała o dzieci, po prostu używała życia. I niech nie mówi, że jest taka biedna, skoro jej najmłodsze dziecko, to z drugiego związku, dostaje 2800 zł renty po zmarłym ojcu - to tylko fragment obszernej wypowiedzi matki pani Anny, z którą udało się nam porozmawiać.

- Mamie trudno się pogodzić z tym, że po 10 latach życia w samotności znalazłam sobie partnera i już nie jestem na jej każde skinienie, więc buntuje mi syna, który też uważa, że nie mam prawa do prywatnego życia, tylko powinnam mu służyć - broni się matka Dominika.

Wyrok sądu


- 1000 zł alimentów na syna (z wyrównaniem od 2014 r.) - matka przyjęła z niedowierzaniem. - Sąd błędnie przyjął, że koszty utrzymania Dominika wynoszą 2 tys. zł miesięcznie, a dla mnie 1000 zł zasądzonych alimentów nie stanowi uszczerbku. Pominął fakt, że syn nie dokłada należytych starań do tego, by się samodzielnie utrzymać, a jego postawa jest roszczeniowa. Nie dostrzega, że obecna sytuacja finansowa Dominika wynika z jego decyzji o opuszczeniu rodzinnego domu, w którym miał zapewnione utrzymanie i możliwość edukacji - pisze matka w apelacji od wyroku, ale zasądzone alimenty płaci. Sąd tak uzasadnił ich wysokość: „Pozwana posiada majątek, którego spieniężenie mogłoby posłużyć na utrzymanie powoda. Ponadto, skoro pozwaną stać na utrzymanie psa za 300 zł czy zakup papierosów za 200 zł miesięcznie, to tym bardziej zdolna jest do zaspokojenia potrzeb własnego syna. Wprawdzie strony pozostają w konflikcie i w czasie wspólnego zamieszkania wzajemnie się obrażały, nie może to jednak przesądzać o sprzeczności obowiązku alimentacyjnego z zasadami współżycia społecznego”.
Art. 133 par. 3 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego stanowi, że:
Rodzice mogą się uchylić od świadczeń alimentacyjnych względem pełnoletniego dziecka, jeśli są one połączone z nadmiernym dla nich uszczerbkiem lub jeżeli dziecko nie dokłada należytych starań w celu uzyskania możności samodzielnego utrzymania się.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.