Kryminalistyka: Technicy zdradzają kulisy swojej pracy

Piotr Schutta 13 maja 2016

W filmach i powieściach kryminalnych pojawiają się na dalekim planie. Pokazując ich pracę, scenarzyści i pisarze idą na skróty, popełniając radykalne błędy. W rzeczywistości wszystko wygląda inaczej.

Byli policjanci z Piły Leszek Koźmiński i Paweł Leśniewski pracują m.in. jako konsultanci filmowi. Doradzają też pisarzom.

Fot.: Tomasz Czachorowski


Blisko trzydzieści osób na sali. Gdyby doszło tu do zabójstwa, oględziny trwałyby kilkanaście godzin. Z poduszek zebrano by ślady zapachowe, na szpatułki trafiłyby ślady biologiczne w celu ustalenia DNA. Pobrano by oczywiście odciski: palców, butów, uszu, czerwieni wargowej. Zainteresowano by się także owadami. Na ich odnóżach być może znaleziono by krew sprawcy.


Paweł Leśniewski i Leszek Koźmiński to byli policjanci z Piły, technik i ekspert kryminalistyki. Pierwszy ponad 20 lat przepracował w terenie, „obsługując” zdarzenia kryminalne, drugi zatrudniony był w laboratorium kryminalistycznym w Poznaniu, gdzie specjalizował się m.in. w analizie osobopoznawczej na podstawie pisma. Dziś wykładają w Zakładzie Służby Kryminalnej Szkoły Policji w Pile oraz propagują wiedzę kryminalistyczną, odwiedzając rozmaite konferencje i festiwale dla pasjonatów powieści kryminalnych. Na ich pokazach nie sposób się nudzić.

- Z pewnością nie dowiecie się państwo od nas, jak popełnić zbrodnię, która nie zostanie wykryta - uśmiecha się tajemniczo Koźmiński. - Ale opowiemy wam za to, jak wygląda kryminalistyka policyjna od kuchni - dodaje. Dłonie ma osłonięte niebieskimi rękawiczkami chirurgicznymi. Gdyby był „na zdarzeniu” miałby na sobie jeszcze wyjałowiony kombinezon, czepek na włosach i maseczkę. Wszystko po to, by na miejscu przestępstwa zostawić jak najmniej śladów własnych, a ujawnić te należące do przestępcy. Za nim stoi wielka waliza modułowa z akcesoriami i odczynnikami Jest w niej pędzelek z puchu marabuta, stolik do ujawniania śladów powystrzałowych, specjalne silikony, odkurzacz, filtry, pałeczki do „wymazówki”, folie daktyloskopijne itd.

Paweł Leśniewski : Dzieci pamięta się najbardziej. 4-letnia dziewczynka skatowana przez ojca. 12-latek, który powiesił się w szafie, bo bał się powrotu ojca z wywiadówki...


Technik kryminalistyki rzadko pojawia się w filmie lub na kartach kryminału jako postać wiodąca. W prawdziwym świecie jego rola w wykryciu sprawcy jest jednak tak samo ważna, jak rola prokuratora czy policjanta dochodzeniowego. W świecie fikcji literackiej mamy najczęściej postać policjanta, za którym podąża niezdarny osobnik z aparatem fotograficznym, reagujący na każde skinienie: „To mi zabezpiecz, tamto mi zdejmij. I ekspertyza ma być na wczoraj”.

W skórze przestępcy


W rzeczywistości wszyscy członkowie ekipy przeprowadzającej oględziny na miejscu zbrodni ściśle ze sobą współpracują, wspólnie zastanawiając się, gdzie szukać śladów pozostawionych przez przestępcę. Im więcej mają doświadczenia zawodowego, tym łatwiej wchodzą w skórę sprawcy. Od razu domyślają się, czego dotykał, gdzie się poruszał. Tu napił się wody, tam dotknął wtyczki od laptopa. Nie ma podnoszenia czegokolwiek długopisem, wkładania kartki do słoika z wodą albo umieszczania zabezpieczonych śladów biologicznych w szczelnie zamkniętym worku foliowym. Takie „zagrania” można zobaczyć tylko w filmach. W realnym życiu kartka by się rozpuściła, a dowód rzeczowy umieszczony w worku nie zawierałby żadnego DNA.

Prawdziwe oględziny miejsca zbrodni, ze wszystkimi szczegółami, są, z jednej strony, mało filmowe, a z drugiej, zbyt drastyczne. Zaczyna się od ujawnienia przestępstwa. Przez sąsiada, członka rodziny, osobę obcą. Potem wkraczają strażacy i ratownicy medyczni. Czasem przed nimi jest już patrol prewencji, który próbuje reanimować poszkodowanego. Zanim na miejscu pojawi się ekipa operacyjno-dochodzeniowa, część śladów siłą rzeczy zostaje zadeptana. Te, które uda się ujawnić, trzeba zabezpieczyć i skrupulatnie opisać na specjalnych metryczkach tak, by praca technika miała wartość procesową. O to w tym chodzi.

- Nikt nie ma pretensji do młodych ludzi z prewencji czy do ratowników z karetki, że coś zadepczą. Ratowanie życia i zdrowia jest najważniejsze. Ślady to rzecz wtórna - mówi Paweł Leśniewski. Trudno byłoby mu policzyć w ilu oględzinach brał udział. Z całej masy spraw, przy których pracował, pozostają w pamięci te najbardziej drastyczne i takie, które wymagały największego wysiłku. Oględziny trwające dwie doby. Trudny do ujawnienia ślad, dzięki któremu udało się skazać pedofila. Rozmowa z kobietą, która rano obudziła się obok martwego męża. Poszukiwanie plamek ludzkiej krwi w mieszkaniu dewianta, który zabijał i ludzi, i zwierzęta. Z jednej strony, technik kryminalistyki to inteligentny specjalista, który musi myśleć jak przestępca, a zdrugiej, zwykły człowiek z emocjami i wrażliwością, często bezradny wobec zła, na które patrzy.

- Dzieci pamięta się najbardziej. Do dzisiaj śnią mi się te wszystkie obrazy. Czteroletnia dziewczynka skatowana przez ojca. Dzieci z bezsensownych wypadków drogowych. Dwunastolatek, który powiesił się w szafie, ponieważ bał się powrotu ojca z wywiadówki - opowiada Paweł Leśniewski ściszając głos.

Tego w filmach nie znajdziemy. Nie ma tam trudnych rozmów ekipy dochodzeniowej z rodzinami pokrzywdzonych. Nie ma zapachu rozkładającego się ciała człowieka. Nie znajdziemy też scen żmudnego ślęczenia w pokoju, w którym dokonano morderstwa.

Dwie doby „na zdarzeniu”


- Najdłuższe moje oględziny trwały dwie doby z przerwą. To było zabójstwo starszej osoby. Po osiemnastu godzinach pracy zamknęliśmy mieszkanie, pojechaliśmy do domów przebrać się i trochę odpocząć, a potem z powrotem kolejne 18 godzin albo i dłużej - opowiada Paweł Leśniewski. Pamięta, że ciężka praca się opłaciła. Jeden ze śladów zdjętych przez technika doprowadził dochodzeniowców do sprawcy.

- To daje największą satysfakcję. To, że dzięki twojej pracy nikt więcej nie zostanie skrzywdzony. I pochwała z ust prowadzącego śledztwo: „Panowie, ten ślad przesądził o wszystkim” - zauważają zgodnie mężczyźni.

Leśniewski z wykształcenia jest politologiem i absolwentem studium medycznego, a Koźmiński polonistą. Łączą ich cechy, które ma każdy człowiek pracujący w ich zawodzie. Wnikliwość, systematyczność, spostrzegawczość, wrażliwość.

- To musi być w człowieku. Wiedza i technika to jedno, a umiejętność znajdowania śladów to drugie - mówi Leszek Koźmiński.

Od dochodzeniowca do technika


W polskiej policji pracuje ok. 1800 techników kryminalistyki. W miastach średniej wielkości obsługują w sumie ok. dwóch tysięcy zdarzeń rocznie.Od włamań po zabójstwa i wypadki komunikacyjne ze skutkiem śmiertelnym.Aby pracować w kryminalistyce, trzeba najpierw zdobyć doświadczenie pracy w policji. Wymagany jest odpowiedni staż w wydziale dochodzeniowo-śledczym. Potem przechodzi się kurs w szkole policji.Polska kryminalistyka jestjedną z najlepszych na świecie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.