Jedni Polacy głodują, inni jedzenie wyrzucają

Dorota Witt 7 maja 2016

W Polsce marnuje się 9 milionów ton żywności rocznie. Każda rodzina wyrzuca ok. 150 kg jedzenia w ciągu roku - to tak, jakby zapełniła śmietnik 300 bochenkami chleba. Co najczęściej wyrzucamy? Niemal codziennie w koszu lądują pieczywo, owoce i warzywa.

W Polsce na wysypiska śmieci rocznie trafia 9 mln ton jedzenia, z czego 2 mln ton marnowane są w domach. Wyrzucamy ponad połowę wyprodukowanego pieczywa (60 proc.) i nieco tylko mniej owoców i wędlin (ponad 50 proc.)

Fot.: 123rf


Wystarczy zajrzeć do kontenera na śmieci, ustawionego na blokowisku w dowolnej części miasta, by przekonać się, że Polacy marnują naprawdę sporo z tego, co wcześniej sami kupili: na wierzchu bułki, nieco przejrzałe banany, słoik ogórków kiszonych… Specjaliści podkreślają, że i tak jest lepiej, bo rośnie świadomość tego, że wyrzucając chleb nie tylko marnujemy jedzenie i pieniądze, ale i energię, którą zużyto do wyprodukowania tego bochenka, a kupując więcej niż potrzebujemy, wpływamy na ceny jedzenia.

Chleb. Mnóstwo chleba


- Na pewno można wyżywić się, chodząc na „śmietnikowe łowy” - codziennie czy choćby dwa razy w tygodniu - mówi Izabela Lis, etnolożka z Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej UMK w Toruniu, prowadząca badania naukowe na temat śmieci i zbieraczy. - A najeść się można naprawdę do syta, bo ludzie wyrzucają wszystko: dobre owoce - banany, jabłka, warzywa - seler, marchew, kabaczki, sporo nabiału, nie zawsze przeterminowanego. Zdarzają się produkty ekskluzywne, jak truskawki w środku zimy. Na śmietnikach ląduje też dużo mięsa i wędlin, czasem nawet nierozpakowanych. To boli najbardziej, bo Freemanie (osoby, które jedzą to, co wyrzucili inni) to często wegetarianie lub weganie. I chleb, mnóstwo chleba. Pamiętam spacer po warszawskich śmietnikach. W pobliżu piekarni znaleźliśmy dwa kosze pieczywa. Piekarz wyrzucił bułki, bo były nieco bardziej zarumienione niż zwykle…


Izabela Lis: Koło piekarni znaleźliśmy dwa kosze pieczywa. Piekarz wyrzucił bułki, bo były bardziej zarumienione niż zwykle…


Pracownicy Banku Żywności w Toruniu podkreślają, że coraz więcej osób wie, co robić, by jedzenia nie marnować. Muszą tylko chcieć to zrobić. Choćby ułożyć tygodniowe menu, w którym produkty przygotowane do jednego dania stają się bazą dla następnej potrawy: na śniadanie sucharki z pszennego chleba sprzed paru dni, na obiad kopytka z ziemniaków, które zostały po wczorajszym obiedzie (nadprogramowe kotlety już w zamrażarce) i kompot z obierek z jabłek, a na kolację sałatka z makaronu po niedzielnym rosole (jutro będzie z niego pomidorowa z ryżem). Następnego dnia zakupy - koniecznie po dokładnym przejrzeniu zawartości kuchennych szafek i uporządkowaniu lodówki (ustawieniu jogurtów w rządku: od tych, których data ważności upływa szybciej, do tych, które mogą jeszcze kilka dni postać).

Jak planować zakupy?


Sporo jedzenia wyrzucają ci, którzy z reguły na nadmiar gotówki nie narzekają: głównie z myślą o studentach powstała aplikacja Food My Friend (www.foodmyfriend.pl), przygotowana przez studentów Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Aplikacja podpowiada, jak czyścić lodówkę, jak przechowywać jedzenie, robić zakupy i wykorzystywać resztki. Studentki przekonują, że wśród ich rówieśników wiedza o tym, jakie konsekwencje niesie wyrzucanie jedzenia jest znikoma. I podpowiadają choćby, jak wykorzystać olej po warzywach w zalewie: „z reguły ten pozornie zbędny dodatek bez zastanowienia wylewamy do zlewu, traktując go po macoszemu. Czemu? Czy nie uważacie, że to byłaby dobra baza do dressingu do sałatek? Albo oliwa smakowa do smażenia? Spróbujcie!”. Studentki znalazły też sposób na kanapki noszone cały dzień w torbie: „Kromka po kilku godzinach w plecaku nie zachęca do zjedzenia, jednak wystarczy otworzyć kanapkę, położyć na wierzch plastry żółtego sera, talarki ogórka kiszonego lub… to, co mamy pod ręką. Wkładamy na chwilkę do mikrofalówki i domowe zapiekanki gotowe. Smacznego!”.

- Na pewno są domy, w których jedzenie jest marnowane, bo w dzisiejszym zabieganym i zapracowanym świecie nie mamy czasu na planowanie zakupów, pilnowanie dat ważności, główkowanie, co zrobić z tym, czego ugotowaliśmy za dużo, ale obserwuję, że coraz więcej osób szanuje żywność - mówi Jadwiga Wojciechowska, prezeska Banku Żywności w Toruniu. - Rośnie świadomość tego, że można w domowych warunkach konserwować żywność różnymi sposobami i tego, jak wiele jest wokół osób czekających na jedzenie, którego my mamy w danym czasie za dużo. W minionym roku przeprowadziliśmy szkolenia dla ponad 600 osób. Mówiliśmy właśnie o tym, jak nie marnować jedzenia, wspólnie przygotowywaliśmy posiłki z produktów, które zostają po obiedzie z poprzedniego dnia. Najwięcej jedzenia marnuje się w domach tuż po świętach. Jeśli wiemy, że nie zdążymy zjeść na czas tego, co kupiliśmy czy przygotowaliśmy, zanieśmy to sąsiadowi, któremu taka pomoc się przyda lub do jakiejkolwiek organizacji, która dorzuci to do garnka, w którym gotuje bezdomnym, seniorom czy dzieciom.

Prosto do potrzebujących


W domach najwięcej marnuje się dlatego, że przegapiliśmy termin przydatności do spożycia (przyznaje się do tego co drugi z nas) i dlatego, że źle przechowujemy jedzenie (co trzeci Polak robi to niewłaściwie). Co czwarty Polak wyrzuca jedzenie, bo kupił produkt niskiej jakości, tyle samo osób do śmieci wrzuca to, czego nałożyło sobie za dużo na talerz, nieco tylko mniej marnuje jedzenie, bo robi za duże zakupy.

W naszym regionie dobrze układa się współpraca między Bankiem Żywności a sieciami handlowymi, które najchętniej przekazują produkty o krótkim terminie przydatności do spożycia. - Często odbierają je przysłane przez nas organizacje, które bezpośrednio przekazują żywność potrzebującym, by do minimum skrócić czas magazynowania i przewożenia produktów - podkreśla Jadwiga Wojciechowska.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.