Śmiertelne testy? [WRACAMY DO TEMATU]

Małgorzata Oberlan 6 maja 2016

Jak zginął 19-letni Krzysztof Dzidek, student filozofii UMK, którego ciało znaleziono na toruńskiej starówce? Prokuratura zrobiła sporo, by to wyjaśnić, ale eksperymentu procesowego - już nie...

Mury kamienicy przy pl. Teatralnym 7 w sercu Torunia to niemy świadek tragedii, do której doszło w nocy z 21 na 22 września 2014 roku

Fot.: Grzegorz Olkowski


Niniejszym zobowiązuję się, że w ciągu najbliższych trzech lat, w towarzystwie pozostałych podpisanych pod tymże dokumentem osób, skosztuję wszystkich wymienionych niżej substancji” (tu: amfetamina, kokaina, mefedryna i kilkadziesiąt innych substancji psychoaktywnych) - głosi „Pakt pięciorga”, który podpisali studenci UMK. Cztery podpisy z dokumentu ktoś starannie usunął. Został jeden - tragicznie zmarłego Krzysztofa Dzidka.

Z czwartego piętra wypadł sam?


Do tragedii doszło w nocy z 21 na 22 września 2014 roku na toruńskiej starówce; dokładnie - w mieszkaniu wynajmowanym przez studentów na czwartym piętrze kamienicy przy placu Teatralnym 7.


„Pakt pięciorga” z podpisem Krzysztofa: Metoksetamina, metamfetamina, muchomory, ketamina, kokaina, opium (...) Usunięcie ze studiów nie zwalnia z podpisanej umowy.


To Zofia, studentka aspirująca do miana artystki, wezwała policję. Telefonicznie zgłosiła, że w mieszkaniu awanturuje się student (Krzysztof). Gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce, zastali puste pomieszczenia i otwarte okno. To przez nie dostrzegli ciało chłopaka na podwórzu. Jeszcze żył. W szpitalu na toruńskich Bielanach, mimo wysiłków lekarzy, nie udało się go uratować.

- Krzysztof nie miał żadnych powodów, by odbierać sobie życie. To, co mu zrobiono, to zwyrodnialstwo. To nie był wypadek. Mój syn został brutalnie zamordowany. Zrobimy wszystko, by prawda wyszła na jaw - zapowiadał już wtedy Ireneusz Dzidek, ojciec zmarłego.

Zdecydowane wątpliwości rodziców budziły obrażenia syna, jasno wskazujące - ich zdaniem - na to, że Krzysztofowi tamtej nocy wyrządzono krzywdę. Chodzi m.in. o wyrwane włosy i ciętą ranę na szyi. Poza tym, rodzina wiedziała, że chłopak pojechał do Torunia „do przyjaciół” i że czas miał spędzić wspólnie z nimi. Biorąc pod uwagę to, że we wrześniu 2014 roku naprawdę sprawiał wrażenie szczęśliwego człowieka, wersję samobójczego skoku z okna bliscy kategorycznie wykluczali.

Studenckie towarzystwo


Kim był Krzysztof? Socjologowie mówią o takiej osobie „gwiazda socjometryczna”. To ktoś powszechnie lubiany i ceniony. Tak 19-latka z podwąbrzeskiej wsi zapamiętali koledzy i nauczyciele Zespołu Szkół we Wroniu.

Był przewodniczącym szkolnego samorządu, ale i dobrym duchem szkoły. - Jego żywiołem była scena. To był chłopak nieprzeciętny: urodzony estradowiec, z poczuciem humoru, koleżeński, aktywny na wielu polach - wspomina jego polonistka.

We wrześniu 2014 roku Krzysztof był już studentem I roku filozofii UMK w Toruniu. Na czwartym piętrze kamienicy przy placu Teatralnym 7 mieszkanie wynajmował wraz z innymi żakami. Studentka Zofia i jej (wówczas) chłopak, Jan, wiedli prym w tym towarzystwie. Eksperymentowania z narkotykami się nie wypierali...

To była impreza z DOC?


Prokuratura Toruń Centrum-Zachód pierwotnie umorzyła śledztwo w sprawie śmierci Krzysztofa. Nie dopatrzono się w sprawie przestępstwa. Rodzice jednak od razu tę decyzję zaskarżyli do sądu. Nie do przyjęcia było dla nich choćby to, że śledczy za wiarygodne uznali zeznania Zofii. Uwag krytycznych pod adresem policji i prokuratury mieli jednak zdecydowanie więcej. Zaczynając od niezabezpieczenia śladów w mieszkaniu, z którego okna wypadł ich syn, po zignorowanie wątku imprezy.

Jak się bowiem okazało, tamtej tragicznej nocy Krzysztof w mieszkaniu na pewno nie był sam z Zofią. Przyznał to zresztą w trakcie badania wariografem Jan. To mogłoby wskazywać na scenariusz imprezy z testowaniem narkotyków.

Toruński sąd uznał racje rodziców i polecił prokuraturze podjąć śledztwo na nowo. Zbiegło się to z emisją reportażu „Pakt pięciorga” Leszka Ciechońskiego i Anny Szpręglewskiej w Expressie Reporterów. (TVP 2). Z materiału wynikało, że tamtej nocy Krzysztof mógł zażyć DOC - pochodną amfetaminy, której nie wykrywają standardowe badania krwi. DOC - psychodeliczna substancja aktywna, przez chemików opisana jako 2,5-dimetoksy-4-chloroamfetamina - nie jest bowiem w Polsce wpisana na listę substancji nielegalnych.

Wśród wytycznych, które sąd wydał prokuraturze, znalazło się m.in. zbadanie, czy DOC mogła być we krwi Krzysztofa i czy były szanse na jej wykrycie.

„Zrobiliśmy jeszcze więcej”


Pod koniec 2015 r. prokuratura podjęła dochodzenie na nowo. Jednym z pierwszych kroków było ponowne przesłuchanie Zofii. Tym razem z udziałem psychologa i psychiatry. Prokurator Bartosz Wieczorek, zastępca szefa Prokuratury Toruń Centrum Zachód nie przeczył, że wcześniejsze rozbieżności w zeznaniach dziewczyny oraz stosunek do narkotyków każą pytać o wiarygodność jej zeznań. Nie wykluczał konfabulacji. A przecież to na relacji Zofii zbudowano scenariusz zdarzeń tamtej nocy...

Ponownie przesłuchani zostali także dwaj funkcjonariusze Komisariatu Policji Toruń Śródmieście, którzy po wezwaniu Zofii stawili się na miejscu dramatu. Przeprowadzono też konfrontacje świadków. - Poza tym, przesłuchaliśmy dodatkowych świadków i wykonaliśmy kolejne badania wariografem. Zwróciliśmy się o kompleksową opinię sądowo-medyczną (to m.in. w kontekście obrażeń) oraz o stanowisko Laboratorium Kryminalistycznego w Bydgoszczy, dotyczące substancji DOC - wylicza prokurator Bartosz Wieczorek. - Zrobiliśmy więcej, niż polecił nam sąd.

Finał bez eksperymentu


Na biurku śledczego prowadzącego sprawę są już wszystkie zlecone opinie. - Teraz trwa ostateczna analiza. Za kilka dni wydamy decyzję - zapowiada Wieczorek.

Z jednej sądowej sugestii śledczy jednak nie skorzystali. Chodzi mianowicie o przeprowadzenie eksperymentu procesowego. Tutaj prokuratura od początku stoi na stanowisku, że nie ma on dziś sensu. Twierdzi, że eksperymentowanie z manekinem wyrzucanym przez okno nie jest w stanie rozszerzyć wiedzy śledczych o tragicznej nocy. By wzmocnić swoją argumentację, prokuratura zleciła nawet specjalną opinię mechanoskopijną. Zdaniem śledczych, kontrowersyjne ślady na ciele Krzysztofa powstały najprawdopodobniej na skutek obicia się podczas upadku o metalową siatkę. Dziś na podwórzu kamienicy już jej nie ma...

Za kilka dni zatem okaże się, czy śledczy definitywnie zamkną sprawę, czy też zdecydują się na postawienie komukolwiek zarzutów. Te, jeśli w ogóle się pojawią, dotyczyć mogą nakłaniania lub przyczynienia się do śmierci 19-latka.

„Żyłeś w otoczeniu ludzi, którzy do Ciebie lgnęli i cieszyli się z Twojego towarzystwa. Długo szukaliśmy zdjęcia, na którym byłbyś sam i, wyobraź sobie, nie znaleźliśmy” - napisali w Internecie, wspominając Krzysztofa, uczniowie z Wronia. Oni też czekają na wyjaśnienie tragedii.
PS. Imiona znajomych Krzysztofa zostały zmienione.

„Pakt pięciorga”


Taki tytuł nosił reportaż Leszka Ciechońskiego i Anny Szpręglewskiej, wyemitowany w Magazynie Expressu Reporterów TVP 2. Reporterzy dotarli nie tylko do znajomych studentów, z którymi zmarły Krzysztof tragicznej nocy spędzał czas. Rozmawiali także z nastolatkami, którzy wiedzieli o „Pakcie pięciorga”, podpisanym przez Krzysztofa i czworo innych osób. Dokument zaprezentowali w materiale. Testowanie narkotyków miało odbywać się regularnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.