W rękę nie całuję nigdy, ale za to w drzwiach przepuszczam zawsze

Paulina Błaszkiewicz 30 kwietnia 2016, aktualizowano: 02-05-2016 13:17

- Widziałem kobiety, które żądały od mężczyzn, by ci się trochę sfeminizowali, żeby nie byli już tacy maczystowscy i śmierdzący trzydniowym potem. Te same kobiety później biadoliły: „A dlaczego oni nie są prawdziwymi facetami?” - mówi KRZYSZTOF VARGA, pisarz i publicysta.

Krzysztof Varga: - Są dwie rzeczy, które napędzają kulturę od kiedy pojawił się człowiek. To religia i seksualność

Fot.: Grzegorz Olkowski



„Bo nawet ładne dziewczyny chcą tylko wyjść za mąż”. To Pana słowa. Dużo w nich prawdy?
Nie sądzę. Pisałem piosenkę „Dziewczyny” i tak mi się ułożyło. To nie jest tak, że stawiam w piosence jakąś tezę na dany temat, bo to byłoby nieprzyjemne.

Byłam na jednym z koncertów Dr. Misio z koleżanką, która skomentowała ten tekst krótko: „Słuchaj, on ma rację. W końcu trzeba wyjść kiedyś za mąż”. Dodam tylko, że ona była z małego miasta.
No właśnie. Nie wiem, czy patrzę na to z dobrej strony, bo muszę się odwołać do tego, że pochodzę z Warszawy, największego miasta w tym kraju, gdzie te relacje są inne. To znaczy kobiety mają więcej opcji do wyboru. Mogą być singielkami, kobietami żyjącymi w konkubinacie, które nie formalizują swojego związku. Mogą też jeden związek kończyć i drugi zaczynać. Jest też dużo kobiet, które rezygnują z macierzyństwa albo odkładają je na ostatnią chwilę, bo żyją pod presją pracy, kariery itd. Wydaje mi się, że coś jest na rzeczy, bo ponoć często pracodawcy nie chcą młodych matek albo kobiet, które planują zajść w ciążę. To jest strasznie skomplikowana sytuacja, kiedy jest się pod presją: z jednej strony kultury, społeczeństwa i rodziny, a także biologii, a z drugiej pracodawcy. Nie jestem predestynowany do tego, by głęboko w to wchodzić, bo nie jestem badaczem.

Ale obserwatorem jest Pan dobrym, zwłaszcza jeżeli chodzi o środowisko mężczyzn...
Może tak. Jak myślę o moich koleżankach i znajomych, to widzę wśród nich więcej rozwódek niż mężatek. Tekst piosenki „Dziewczyny” jest jakimś uproszczeniem. Jest historią gościa, któremu dziewczyna wyszła za mąż za kogoś innego i on ma z tym problem. Natomiast to nie jest tekst, który miałby ambicję komentować całą rzeczywistość albo stawiać uogólnienia, że każda ładna dziewczyna chce tylko wyjść za mąż. Wydaje mi się, że chyba nie żyjemy już w takiej sytuacji totalnego terroru rodziny czy społeczeństwa, które kobietę trzydziestoletnią uważa za stara pannę. To nie jest XIX wiek. Podobno kobiety będące na tych samych stanowiskach co mężczyźni nadal gorzej zarabiają, ale też nie wiem jak to jest. Wiele lat przepracowałem w „Gazecie Wyborczej” jako redaktor i tam najwięcej do powiedzenia miały kobiety. To one zajmowały najwyższe stanowiska. Adam Michnik był oczywiście naczelnym, ale wszyscy dobrze wiemy, że Helena Łuczywo była kluczową osobą w redakcji, a Wanda Rapaczyńska prezesem zarządu. Nigdy nie byłem w sytuacji, by widzieć na własne oczy niesprawiedliwość społeczną, ale dlatego, że pracowałem w takim a nie innym środowisku. Widziałem za to kobiety, które najpierw żądały od mężczyzn, by ci się trochę sfeminizowali, żeby nie byli już tacy maczystowscy i śmierdzący trzydniowym potem, by stali się w pewnym sensie bardziej kobiecy, a później te kobiety zaczęły biadolić: „A dlaczego oni nie są prawdziwymi facetami?”.

I nie przepuszczają w drzwiach?
Dokładnie. Kobieta nie pozwala całować się w rękę, a później się dziwi, że nie przepuszczam jej jako pierwszej. Dodam może, że ja i tak nigdy nie całuję w rękę, ale za to zawsze przepuszczam w drzwiach. Piękno naszego życia polega na tym, że te dwie płcie zawsze będą w konflikcie, będą się ścierać ze sobą. Kiedyś w sytuacji kawiarnianej jedna ze znanych pisarek powiedziała, że idealnie byłoby, gdyby istniała tylko jedna płeć.

Co Pan na to?
Uznałem, że to byłoby straszne, gdyby była tylko jedna płeć, bo na tym na pewno straciłaby kultura. Wyobraźmy sobie sytuację, że jest tylko jedna płeć albo te płcie są do siebie bardzo podobne. Są dwie rzeczy, które napędzają kulturę od kiedy pojawił się człowiek. To religia i seksualność. Gdyby ludzie nie wierzyli w Boga, bogów czy bóstwa, to nie zaistniałoby wiele dziedzin kultury. Tak samo w sytuacji, gdyby nie było napięcia między dwoma płciami, to nie mielibyśmy teatru i filmu, literatury i piosenek, bo wszystkie opowieści są albo o Bogu lub braku Boga, o miłości lub jej braku, albo o niemożliwości dogadania się między kobietą a mężczyzną.

Wszyscy chcą dziś wolności w związku. To może dlatego? A tak poważnie - czuje się Pan wolny?
Mogę sobie pozwolić na to, żeby być wolnym, ponieważ mam stałe źródło dochodu, a to też, niestety, kwestia wolności.

Wszystko jest kwestią pieniędzy?
W dużej mierze tak. Możemy uznać, że wolnym jest ten, kto nie ma komórki, komputera i żywi się korzonkami, ale przestrzenie wolności są bardzo różne. Nigdy nie osiągniemy pełnej wolności, choć będziemy do niej dążyć. Mnie nigdy nie ciągnęło do tego, by skakać ze spadochronem lub pojechać w ekstremalne miejsce i powiedzieć, że jestem wolny. Moja wolność polega na tym, że życie tak mi się ułożyło, iż utrzymuję się z tego, co zawsze chciałem robić. To fenomenalne. Nie jestem zmuszony do tego, by być listonoszem albo pracować w fabryce i po godzinach pisać. Tradycyjność mojej rodziny polegała też na tym, że usiłowała mi wybić z głowy moją potrzebę pisania, bycia pisarzem. „Z pisania się nie utrzymasz”- to zdanie, które słyszałem w domu przez lata, i bardzo się cieszę, że nie posłuchałem rodziców, bo teraz byłbym sfrustrowanym facetem w średnim wieku, który ma pretensje do świata, że coś mu nie wyszło.

Ma Pan takich kolegów?
Znam takich facetów. Kolegów nie mam, bo dobieram ich według odpowiedniego klucza. Nie spędzam czasu z ludźmi, którzy bez przerwy mówią, że przez Niemców, Rosjan i Żydów mają słabą pracę a przez komunistów nie zrobili kariery. Jak myślę w tej chwili o moich obecnych kolegach, to są to ludzie wolnych zawodów: dziennikarze albo artyści.


Teczka osobowa: Krzysztof Varga


Pisarz, publicysta, autor tekstów piosenek zespołu Dr Misio i autor esejów o Węgrzech (wydał dwie książki o historii i kulturze tego kraju).

Debiutował zbiorem opowiadań „Pijany anioł na skrzyżowaniu ulic” (1993), ale w autoryzowanych biografiach nieodmiennie podaje, że wszedł do literatury trzy lata później jako autor powieści „Chłopaki nie płaczą”. Tytuł nawiązuje do przeboju brytyjskiego zespołu The Cure. Pisarz chętnie i często odwołuje się do szeroko rozumianej kultury popularnej

Krzysztof Varga mówi, że pochodzi z tradycyjnej rodziny w tym sensie, że mama była lekarzem, a tata inżynierem. On zawsze chciał być pisarzem.

Jest absolwentem polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i autorem takich książek, jak m.in. „Tequilla” czy „Masakra”.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.