Patryk był bity, kopany, przypalany. A jego rodzina była pod nadzorem...

Małgorzata Oberlan 15 kwietnia 2016, aktualizowano: 19-04-2016 15:03

Ostatniego dnia marca ojczym skoczył na nóżkę trzylatka. Złamał kość. Jak później tłumaczył, sam był katowany w dzieciństwie. Dramat chłopczyka trwał miesiącami, pod okiem służb i sądu.

- Nasi pracownicy wielokrotnie odwiedzali tę rodzinę - zapewnia Piotr Grudziński, szef MOPR we Włocławku

Fot.: Jacek Smarz


Mamo, boli!!! - rozpaczliwie płakał Patryk. Ile razy w swoim krótkim, niespełna trzyletnim życiu? Jak ustalili lekarze i śledczy we Włocławku - wiele. Gdy 31 marca trafił do szpitala ze złamaną nogą, medycy odkryli liczne, świeże i stare, zasinienia. A na plecach - charakterystyczne oparzenia. Nogi chłopczyk również nie złamał sobie sam.


- Andrzej T., 28-letni konkubent matki chłopca, 31 marca tego roku celowo skoczył dziecku na nogę, powodując spiralne złamanie kości piszczelowej - mówi Piotr Stawicki, szef Prokuratury Rejonowej we Włocławku. - Mężczyźnie temu zarzucamy, że w okresie od stycznia do końca marca 2016 r. znęcał się fizycznie i psychicznie nad dziećmi swojej konkubiny: ośmiomiesięczną Nikolą (ją szarpał) i trzyletnim Patrykiem. Nad starszym dzieckiem znęcał się ze szczególnym okrucieństwem, wielokrotnie wymierzając kary cielesne.

Kat, syn katów


Jakież to kary stosował Andrzej T.? Takie, które zapamiętał ze swojego dzieciństwa. Jak tłumaczył śledczym po zatrzymaniu, sam był w domu regularnie bity i dręczony.

- Kopał chłopczyka w głowę, brzuch i okolice nerek. Przypalał papierosami, powodując liczne rany na rękach, nogach i plecach, szarpał, potrząsał i wyzywał słowami obelżywymi - prokurator Stawicki cytuje z akt, starając się zachować spokój.

Udaje mu się to z trudem, choć to jedna z naprawdę bardzo wielu spraw o znęcenie się na dzieckiem, która przechodzi przez jego ręce. - W takich sprawach bez pomocy ludzi nic się nie da zrobić. Mówimy o dramatach, które wciąż rozgrywają się w czterech ścianach. Jeśli ktoś nie zareaguje, a potem nie zezna, co widział czy słyszał, trudno przerwać cierpienie - zauważa śledczy.

W przypadku Patryka i Nikoli ludzie nie byli głusi. Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie we Włocławku dwukrotnie reagował na anonimowe sygnały o krzykach i płaczu. To jednak nie uchroniło dzieci przed dramatem.

Trzeźwy, a „dzieci pogodne”


Piotr Grudziński, dyrektor MOPR, na biurku ma całą dokumentację sprawy: notatki służbowe pracowników socjalnych, raporty. Papierów sporo, bo socjalni mieli rodzinę pod nadzorem.

28-letni Andrzej T. wraz ze swoją konkubiną, Malwiną P., i jej dwójką dzieci najpierw mieszkali w powiecie inowrocławskim. Tam, skąd pochodzi kobieta i gdzie nadal żyje jej matka, wychowująca jej najstarsze dziecko - syna Jakuba. Najmłodsze dziecko natomiast 24-latka nosi jeszcze w brzuchu. I jest to jedyna pociecha, której biologicznym ojcem jest Andrzej T.

- Ta rodzina, zanim przeniosła się do Włocławka na stałe, dwukrotnie próbowała się tu osiedlić. Pierwszy raz kontakt z nią mieliśmy w sierpniu 2015 r. Była na naszym terenie, a pracownicy z Inowrocławia poprosili o sprawdzenie, jakie tu ma warunki mieszkaniowe. Sprawdziliśmy. Były złe - mówi dyrektor Grudziński.

Potem jest długa historia udanych i nieudanych interwencji. Druga wizyta i słowa Andrzeja T. : „Nie macie prawa nas nachodzić! Nie korzystamy z pomocy społecznej”. Wrzesień 2015 r. i anonimowe zgłoszenie: krzyki, płacze, coś złego się dzieje. Socjalni jadą i zastają: Andrzeja T. trzeźwego, zaduch i bałagan w wynajmowanym mieszkaniu, „dzieci czyste, ale w brudnych ubrankach”. Listopad 2015 r. i kontrolna wizyta pracownika socjalnego. Po tym, jak Andrzej T. pytał o zasiłek z włocławskiej pomocy społecznej. Przeprowadzono wywiad środowiskowy (pozytywny), sprawdzono książeczki zdrowia dzieci (pozytywnie) i odnotowano, że „dzieci były pogodne”. Grudzień 2015 r. i kilka nieudanych podejść socjalnych. „Nie udaje się nawiązać kontaktu z rodziną”. Dokładnie 18 grudnia socjalni potwierdzają w ośrodku zdrowia, że dzieci są szczepione. Wydaje się, że sytuacja nie jest zła, ale po 3 dniach znów pojawia się anonim. Ktoś zgłasza, że maleńka Nikola trafiła do szpitala z powodu zagłodzenia. Socjalni sprawdzają, ale powodem hospitalizacji okazuje się zatrzymywanie oddechu dziecka. Nikola zostaje przewieziona do lecznicy w Bydgoszczy, a socjalni cały czas monitorują sytuację.

- Pod koniec grudnia rodzina na piśmie odmówiła przyjęcia pomocy asystenta rodziny. Miała takie prawo. Naszym obowiązkiem było w tej sytuacji poinformowanie o sytuacji sądu rodzinnego. Ten przydzielił kuratora - relacjonuje Piotr Grudziński.

Sąd: rodzina współpracuje


Styczeń, luty i marzec 2016 roku w dokumentach MOPR aż gęste są od zdarzeń. Kolejne wizyty, udane i nieudane. Krzyki Andrzeja T. w tonie: „Ostatni raz was wpuszczam!” . Wiele razy zamknięte drzwi. Dwukrotne informowanie sądu rodzinnego o tym, co się dzieje.

31 marca, czyli wtedy, gdy ojczym skoczył na nogę Patryka, pracownik socjalny znów odbił się od zamkniętych drzwi. - I znów przekazał sygnał do sądu. Usłyszał, że „rodzina współpracuje z kuratorem, który ostatni raz odwiedził ją 30 marca”. A nazajutrz wiadomo, co się wydarzyło - zawiesza głos dyrektor MOPR.

Po śmierci Marcela


Od sprawy Marcela przemoc domowa we Włocławku jest specjalnie traktowana. Monitorowana, nadzorowana, ścigana, karana - zapewniają wszyscy. Przypomnijmy: zimą ub.r. 2-letni chłopczyk z Włocławka, pobity do nieprzytomności, trafił do toruńskiego szpitala. Po miesiącu zmarł. Proces ojczyma - kata toczy się przed Sadem Okręgowym we Włocławku.

- Od 2014 r. do dziś prowadziliśmy 81 spraw dotyczących znęcania się nad dziećmi. 21 z nich zakończyliśmy skierowaniem aktów oskarżenia do sądu. Nie wydaje mi się, aby ta liczba jakoś wyróżniała nasze miasto - kończy prokurator Piotr Stawicki.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 21-04-2016 08:11

    Oceniono 4 razy 4 0

    - ojciec 2 dzieci: Konkubent i wszystko jasne.Obecne kobiety nie szanują siebie,łajdaczą się z byle kim,piją alkohol,biorą narkotyki.Żal dzieci w tym wszystkim.Temu palantowi przydałaby się "ścieżka zdrowia".

    Odpowiedz

  2. 20-04-2016 19:07

    Oceniono 3 razy 3 0

    - Renata: wygląda na to, że MOPR robił co mógł, ale dziwne, ze kurator i policja nie wyśledziły, co się działo

    Odpowiedz

  3. 19-04-2016 23:24

    Oceniono 7 razy 7 0

    - sebastian1978: Prosze mi wybaczyc brak odczuc humanitarnych.... Wobec takich zwyrodnialcow powinna byc przeprowadzana kara publiczna w ilosci dwukrotnych obrazen jakie powodowali u tych maluchow. Np skakal po nodze trzylatka i zlamal mu kosc udowa- to zlamac mu dwie kosci.przypalal papierosami?oblac rozpuszczczalinkiemi podpalic. itp.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz