Witamy w świecie szczęśliwych kur, ziaren z wypoczętej ziemi i odzieży nietkniętej wyzyskiem

Katarzyna Bogucka 15 kwietnia 2016

Ekologiczni są wśród nas. Świetnie się odnaleźli w filozofii powrotu - certyfikowanego - do natury. Kupują w sklepach eko, gardzą plastikiem, chemią, oszczędzają prąd, ćwiczą ciało i umysł. Choć to na razie garstka ludzi, niedługo może zmienić świat.

Bydgoski „Frymark” ma swoją wierną rzeszę klientów. Miody, mięsa, pieczywo - i zdrowo, i pysznie!

Fot.: Dariusz Bloch


"Ekologiczny” to dla wielu po prostu: zdrowy, naturalny. Tymczasem za „eko” kryją się ścisłe procedury, badania, kontrole, ogromny wysiłek promocyjny. I wysiłek klienta. Nasze poszukiwania metek z informacjami o ochronie pracowników i zwierząt w związku z produkcją odzieży (z tworzyw sztucznych, skór naturalnych) skończyły się fiaskiem. Podobnie było z ekologicznymi pralniami. Jedna z pracownic bez ogródek wyznała, że w zatrudniającym ją punkcie „eko” to raczej ściema. Poważną propozycję odzieżową znaleźliśmy w Internecie. To firma, która, jak się wydaje, przygląda się każdej nitce bawełny, użytej do produkcji swoich ciuchów. Podaje, że aby uzyskać 1 kg bawełny (na jeden t-shirt i parę jeansów), trzeba zużyć więcej niż 20 tys. litrów wody, czyli pozbawić wody całą wioskę. Dlatego firma na miejsce produkcji wybrała region, który otrzymuje do 95 proc. wody z deszczów monsunowych. Zapewnia, że przetwarzanie ścieków z barwnikami odbywa się w kontrolowanym, zamkniętym obiegu oczyszczania, towar transportowany jest nie drogą powietrzną, a kontenerową żeglugą oceaniczną, by ograniczyć emisję gazów cieplarnianych. Klient mateż gwarancję, że producent nie używa bawełny z Uzbekistanu, gdzie korzystanie z przymusowej pracy dzieci ma charakter endemiczny. Co ciekawe, t-shirty tej marki nie są bardzo drogie, jak na tyle zachodu. Kosztują od ok. 40 zł, a bluza nieco ponad sto zł.


Jeszcze lepiej zawiłości ekologicznych procedur widać na przykładzie żywności. Jedzenie ekologiczne robi największą karierę. Najlepiej sprzedaje się u naszych zachodnich sąsiadów. W Warszawie jest ok. 120-150 sklepów ekologicznych, stolica Polski jest wielkości jednej czwartej Berlina, który zaprasza aż do 2 tys. sklepów eko. Dlatego nasi branżowi gracze nadmiernym entuzjazmem nie tryskają. Tłumaczą, że sektor wciąż raczkuje, ale ważne, że wciąż do przodu.

Kto nie zdąży na jarmark, może kupić  bezpośrednio od rolników

fot. Sławomir Kowalski

Kto nie zdąży na jarmark, może kupić bezpośrednio od rolników


Dariusz Aranowski to członek zarządu spółki, do której należą trzy bydgoskie sklepy Ekozakupy.pl. Pierwszy powstał w 2014 roku. Punkty oferują prawie 2,5 tysiąca produktów, przede wszystkim ekologicznych, bezglutenowych. Proponują także certyfikowane kosmetyki, środki czystości. Ich klienci to przeważnie ludzie w wieku 30 - 40 lat. Seniorów przy ekopółkach spotyka się znacznie rzadziej. Pierwszy problem to wspomniane wyżej pomieszanie pojęć, czyli odróżnienie żywności zdrowej od ekologicznej. Jest blisko, ale nie identycznie. - Produkt ekologiczny powinien mieć odpowiedni certyfikat. Ekologiczny to znaczy, że został wyprodukowany w sposób całkowicie naturalny, bez sztucznych nawozów i chemicznych środków ochrony roślin - podkreśla Dariusz Aranowski. - Na czystej ziemi, wodzie. A zdrowie odżywianie to odżywianie zgodne ze zbilansowaną dietą. W ekologii chodzi jeszcze o coś więcej. Można jeść zdrowo, ale można się też jeść ekologicznie. A najlepiej i tak, i tak.

Kurczak z naturalnego chowu


Wartość ekologicznego jedzenia i sens jego produkcji ocenić można obserwując żywota kurczaka. - Ten ekologiczny (kilogram kosztuje... 38 zł) , żeby dostać „papiery”, musi żyć na certyfikowanym polu. Karmi się go ziarnem lub paszą ze zbóż, które urosły na polu certyfikowanym. Kolejny wymóg: ptactwo ma rosnąć w swoim naturalnym tempie, czyli minimum 85 dni. Dopiero średnio po trzech miesiącach taki kurczak osiągnie wagę około 2 - 2,5 kg - tłumaczy Aranowski.

Czas na historię chowu przemysłowego. Ptak fermowy żyje maksymalnie 25 dni, w tym czasie osiąga ok. 2 kg. Karmiony jest paszą z zawartością hormonu wzrostu. Rośnie w oczach. Kurom szybko robi się ciasno, zaczynają się dziobać, pojawiają się rany i ryzyko zakażania bakteryjnego całego, niekiedy kilkutysięcznego stada. Konieczne jest podawanie antybiotyków. Ich nadmiaru trzeba się jednak będzie pozbyć, inaczej próbka mięsa nie zmieściłaby się w normach. Jest na to sposób. Podobno mniej więcej tydzień przed ubojem ptakom podaje się, jak twierdzi Aranowski, środki przeczyszczające. Kurczaki są po takiej kuracji bardzo osłabione. W wyznaczonym terminie zabija się je, mięso trafia do sklepów i kosztuje np. pięć złotych za kilogram. - Jeżeli ktoś mi mówi, że ekologia jest droga, to ja się z nim nie zgadzam. Powtarzam: jedzenie tak bardzo staniało, że stało się produktem przemysłowym. Przyzwyczailiśmy się do tanich marketów i do żywności kiepskiej jakości, więc gdy spoglądamy na cenę żywności ekologicznej, doznajemy szoku. A tyle powinna kosztować żywność. I tak powinna smakować - mówi dobitnie Dariusz Aranowski.

Podobnie jest z ekologicznym pieczywem (ziarno rośnie na ziemi z certyfikatem; niekiedy gleba musi kilka lat odpoczywać, oczyszczać się z nawozów, pestycydów, zanim zyska miano ekologicznej), z szynkami (nigdy nie są różowe i idealnie okrągłe), z kiełbasami. Są smaczne, ale obiektywnie patrząc, nie najtańsze.

Silna grupa z Kujaw


Największą siecią ekosklepów w Polsce jest Organic Farma Zdrowia, pod której szyldem działa 36 sklepów. Rozwija się także kilku innych graczy: Żółty Cesarz (7 sklepów, m.in. w Grudziądzu i w Toruniu) czy wspomniane Ekozakupy.pl (3 punkty na terenie Bydgoszczy). Żywność sprzedawana jest w sumie w ok. 800 specjalistycznych sklepach, jest do kupienia także w hipermarketach. Sklepy są ściśle powiązane z producentami. Jeden z ostatnich raportów Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych wskazuje, że na koniec 2014 r. certyfikat ekologiczny miały 484 przetwórnie. Co do ekologicznych gospodarstw rolnych, w latach 2003 - 2013 ich liczba w Polsce wzrosła ponad 11-krotnie od 2 286 ha w 2003 r. do prawie 26,6 tys. ha w 2013 r. Najwięcej ich działało w województwach: warmińsko-mazurskim (4235), zachodniopomorskim (3640) i podlaskim (3407), z kolei największe są te z województwa lubuskiego (38,7 ha). Średnia wielkość ekologicznych farm kujawsko-pomorskich wynosi 22,6 hektara.

„Ekołan” - Kujawsko-Pomorskie Stowarzyszenie Producentów Ekologicznych zrzesza 150 kujawsko-pomorskich producentów ekologicznej żywności z certyfikatem. Na czele grupy stoi Marian Bobalski, od 30 lat producent m.in. ekologicznego makaronu, płatków, kawy orkiszowej i mąki z Pokrzydowa. - Zainteresowanie produktami ekologicznymi wzrosło. Bardziej jednak przybywa tych, którzy chcą handlować produktami ekologicznymi, aniżeli producentów. Bo handlować jest prościej. Prawdziwych rolników ekologicznych nie ma u nas jeszcze zbyt wielu. Gospodarstw jest około 500.

Marian Babalski z rozrzewnieniem wspomina początki swojej działalności. - Byliśmy pionierami, było ciężko. Nikt nie wiedział o co w tej ekologii chodzi. Na ogół wszystkie produkty nazywano wtedy „eko” - potwierdza językową tendencję i myślenie aktualne do dziś. - Teraz wszystko jest jasne, a jeszcze jaśniejsze staje się, gdy klient stanie oko w oko z producentem, np. na jarmarkach, których w regionie nie brakuje. W Bydgoszczy jest Frymark (najbliższy 24 kwietnia, następny 8 maja; ul. Poznańska 12). W Toruniu na Przedzamczu 17 kwietnia zaplanowana jest duża impreza - pierwsze urodziny „Wolnego jarmarku”. Spotykamy się też na terenie toruńskiego Muzeum Etnograficznego w każdą pierwszą sobotę miesiąca. Podobne eko-zloty odbywają się w Grudziądzu, w Brodnicy. Przybywa też klientów, którzy kupują bezpośrednio od gospodarza - mówi Marian Babalski.

Statystyki (badania pt. „Zmiany preferencji Polaków w zakresie konsumpcji żywności”, przygotowane przez BankBGŻ BNP Paribas ) pokazują, że jest niewielka, ale silna grupa klientów zainteresowanych wysoką jakością produktów. Tradycyjne receptura i gatunek, ekologiczny sposób produkcji to ważne elementy wyboru dla 20 proc. ankietowanych. Dla prawie 50 proc. badanych fakt, że coś zostało wyprodukowane w Polsce istotnie świadczy o wysokiej jakości. Dla 30 proc. respondentów synonim jakości to ekologiczny sposób produkcji. Niestety, zachowanie przy produkcji praw człowieka czy dobrostanu zwierząt ma znaczenie jedynie dla 5 proc. ankietowanych. Z tych samych badań wynika, że do 2020 roku znacząco spadnie spożycie: ziemniaków, pieczywa, mleka i mąki, soków owocowych, warzyw i grzybów, olejów i tłuszczów. Z naszych stołów znika wołowina, króluje drób. Tylko czy ekologiczny?

Siedzą i myślą...


Co słychać w sekcji „ruch”? Niech nikogo nie zmylą tłumy biegaczy czy spacerowiczów z kijkami nordic walking. Według raportu TNS z września ubiegłego roku, pod względem aktywności fizycznej Polacy wciąż wypadają poniżej średniej dla krajów Unii Europejskiej. Bliżej nam do mało aktywnych sportowo krajów południa niż np. do Skandynawii, w której aktywna jest większość mieszkańców. Niemal jedna trzecia Polaków regularnie uprawia sport lub jest w inny sposób aktywna fizycznie (co najmniej 3 razy w tygodniu). Jednak identycznej wielkości grupa nie podejmuje żadnej aktywności.

Najaktywniejsi jesteśmy do 25. roku życia. Po trzydziestce na chwilę siadamy, by podnieść się z fotela dopiero jako 60+. W tym wieku wybiera się ruch w formie rekreacyjnej (spacery), dyscypliny bezpieczne dla zdrowia i pomagające zachować sprawność (nordic walking, gimnastyka). Niestety, niemal co druga osoba w wieku przedemerytalnym lub emerytalnym pozostaje sportowo nieaktywna, co może być zarówno skutkiem, jak i przyczyną utraty sprawności.

W 2015 r. zapytano ludzi o liczbę godzin, które spędzają w pozycji siedzącej. Średnio jest to ok. 4,5 godz. dziennie - i w dni powszednie i w weekendy. Z fotela do „eko” jest bardzo daleko...


Warto wiedzieć: Nasi regionalni ekologiczni


Wytwórnia Makaronu BIO - Pokrzydowo; Biofood - ekologiczne soki i przetwory warzywno - owocowe: Ciechocin; Biohurt - hurt i konfekcjonowanie żywności ekologicznej: Pokrzydowo; Rolmięs - producent mięsa i wędlin ekologicznych: Łabiszyn; Ekopiekarnia: Toruń; Piekarnia „naZakwasie.pl”: Ostromecko; AMP-DG - ekologiczne słodycze pod marką „Eko Florka”: Toruń.


Co za dużo, to niezdrowo Ekouzależnienie


Lekarze psychiatrzy mówią o nowej przypadłości. Chodzi o karboreksję, o uzależnienie od ekologicznego trybu życia.

Mechanizm jest podobny, jak w przypadku tytoniu czy alkoholu. Obsesja na punkcie ekologii polega na całkowitym podporządkowaniu swojego życia zasadom ekologii, choćby miało to oznaczać stosowanie przez rok jednej papierowej torby na zakupy czy jednego woreczka foliowego albo ograniczenie swojej garderoby do kilku sztuk odzieży - ekologicznej. Karoborektyk dąży do usuwaniu z otoczenia wszystkiego, co nie jest ekologiczne i maksymalnego ograniczania emisji CO2. Skrajni karborektycy potrzebują fachowej pomocy , podobnie, jak ludzie uzależnieni od używek. W USA co dwudziestego Amerykanina można określić jako karborektyka. W Polsce nie ma jeszcze tego typu danych. W dziedzinie ekologii wciąż jeszcze raczkujemy...

Jak być eko w mieście? To się może udać, ale...


Na temat ekologicznego życia w miejskiej dżungli powstało wiele filmów dokumentalnych. Dwa z nich obrazują eksperyment, na który zdecydowały się rodziny z Finlandii i z Nowego Jorku.

„No Impact Man” z 2009 roku jest projektem, na który składał się blog, film i książka Collina Beavana z Nowego Jorku. Poddał on swoją rodzinę ostremu reżimowi - w trosce o dobro naszej planety. Podobnie postąpił John Webster z Finlandii, autor filmu „Przepis na klęskę”. Rodziny na rok zrezygnowały z energii elektrycznej, klimatyzacji, chemii gospodarczej, z kupowania i używania plastiku, pieluch jednorazowych, papieru toaletowego, pralki, zmywarki, lodówki (na rzecz glinianej), samochód zamieniły na rower, pociąg, komunikację miejską, łódź lub własne nogi. John zaczął gorączkowo obliczać ekologiczny ślad, jaki zostawia jego własna rodzina. Wynik: 20 ton rocznie, czyli pięć ton na osobę, był zatrważający. Film stał się zapisem starań całej rodziny o zmniejszenie emisji dwutlenku wegla (udało się - o połowę). Nie z wszystkimi zmianami łatwo było sobie poradzić. Trudności miały zwłaszcza żony, szczególnie że musiały wejść m.in. w tryb prania „nożnego” w wielkiej wannie. Po roku część ekologicznych zachowań obu rodzin weszła do domowego zwyczaju, a z części zrezygnowano. Wróciła przemysłowa pasta do zębów - zamiast mieszanki sody i ziół, wróciły pralka, zmywarka, suszarka i lodówka. Rodziny ograniczyły jednak używanie samochodu, wind, nie mają telewizora.

Co się kryje za etykietą W zgodzie z naturą


Etykiety ekologiczne to symbole, które informują klienta, że dany produkt w porównaniu z innymi podobnymi mniej szkodzi środowisku naturalnemu.

Symbole ekologiczne dzielą się na trzy podstawowe kategorie oznaczeń dla: żywności, produktów i opakowań ekologicznych. Dowiemy się z tych oznaczeń np., że dany produkt nie był testowany na zwierzętach, przy jego produkcji nie ucierpiały organizmy żywe (np. zadbano o bezpieczeństwo delfinów przy odłowie tuńczyków), nie zawiera freonów, niszczących warstwę ozonową, jest w 100 proc. naturalny, wyprodukowano go z poszanowaniem idei Sprawiedliwego Handlu (Fair Trade).

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.