Aborcyjne podziemie ma się całkiem nieźle. Czy po zaostrzeniu prawa rozkwitnie?

Małgorzata Oberlan 9 kwietnia 2016

„Przywracanie miesiączki. Tanio i skutecznie. Metody farmakologiczne oraz zabiegi” - od takich ogłoszeń puchnie Internet, ale i gazetowe rubryki.

Poniedziałek, 4 kwietnia, Rynek Staromiejski w Toruniu. Przedstawiciele partii Razem pakują przesyłkę dla premier Beaty Szydło - wieszaki, z którymi dzień wcześniej manifestowano - symbol dawnych „domowych aborcji”.

Fot.: Jacek Smarz


W myśl obowiązującej ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży można dokonywać zabiegu, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, lub też gdy ciąża powstała w wyniku gwałtu. Podziemie aborcyjne przy takim prawie ma się w Polsce wyśmienicie.


Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny („Federa”) szacuje, że rocznie w Polsce dochodzi do ponad 100 tysięcy nielegalnych aborcji. W domach (aborcja farmakologiczna) i prywatnych gabinetach lekarskich (instrumentalna, najczęściej anachroniczną już metodą łyżeczkowania). Dostęp do obu jest prosty. Wystarczy kilka kliknięć w komputerze lub gazeta z ogłoszeniami. My do rąk bierzemy pewną regionalną. „Ginekolog A-Z”, „Ginekolog pełen zakres” itp. Dzwonimy.

„Zrobi pani sama”


- Ósmy tydzień? Może pani przyjechać do nas, do Gdyni, na zabieg. Oczywiście, z anestezjologiem. Po 40 minutach wyjdzie pani o własnych siłach. Koszt: dwa tysiące złotych - informuje męski głos. - Ale równie dobrze może to pani zrobić sama, farmakologicznie. Przyślemy pigułki. To trwa dwa dni. W zasadzie na drugi dzień jest już po wszystkim. Kosztuje 700 złotych.

„To” to najprawdopodobniej zestaw do aborcji farmakologicznej (metoda legalna w wielu państwach i rekomendowana przez WHO). Powinien składać się z antyhormonu (np. RU486) i preparatu z grupy prostaglandyn. Niestety, oszustów nie brakuje.

- Zdesperowane kobiety kupują w ten sposób na przykład pewien lek na żołądek, powodujący skurcze macicy. Konsekwencje bywają koszmarne: brak poronienia, uszkodzenie płodu, powikłania - ostrzega toruński ginekolog. - Poza tym aborcja farmakologiczna powinna być poprzedzona badaniami. Choćby dlatego, by wykluczyć ciążę pozamaciczną.

Innego zdania jest kobieta z ogłoszenia „Farmakologicznie. Tanio”. - Poradzi sobie pani sama. Nie trzeba lekarza i badań. Przyślę pani angielskie środki, za 500 zł. Płatne przy odbiorze - mówi. - Jak pani będzie „to” robić, to będziemy w telefonicznym kontakcie.

Kolejny numer telefonu. - Żaden lekarz pani nie badał? I bardzo dobrze. Z Torunia pani jest? Świetnie! Za godzinę możemy spotkać się w moim gabinecie - lekarz podaje mi dokładny adres. - Na dziś niech pani przygotuje 150 zł za wizytę. O reszcie porozmawiamy u mnie.

Ryzyko powikłań


Polki często robią „to” w gabinetach lekarzy o wątpliwych kwalifikacjach, a bywa, że i w nieodpowiednich warunkach sanitarnych. Są pozbawione opieki psychologicznej i informacji o ewentualnych skutkach aborcji dla zdrowia.

Wybierając „opcję domową” ryzykują jeszcze bardziej. W każdym jednak przypadku kobiety narażone są na ciężkie krwotoki, niecałkowite usunięcie ciąży i zakażenia. Z grupy kobiet, stosujących metodę aborcji farmakologicznej, powinny być wykluczone panie chorujące na astmę, gdyż może dojść do zaostrzenia dolegliwości.

Kobiety z powikłaniami powinny trafić do lekarza i zostać zaopatrzone. Jeśli to robią, ich historie kwalifikowane są jako powikłania związane z samoistnymi poronieniami. Nawet jeśli ginekolog ma podejrzenie, że poronienie miało charakter farmakologiczny, najczęściej nie zgłębia tematu. W wielu przypadkach jednak Polki z powikłaniami nie szukają pomocy w szpitalach czy gabinetach - ze strachu czy wstydu.

NFZ podlicza


W ubiegłym roku Narodowy Fundusz Zrowia opublikował raport, dotyczący liczby legalnych aborcji w Polsce w roku 2014. Jak podliczono, łącznie 1812 kobiet usunęło ciąże. Dla porównania, rok wcześniej szpitale wystąpiły o rozliczenie 1354 takich zabiegów.

NFZ udostępnił też „aborcyjną mapę kraju”. Widać na niej, że w województwie dolnośląskim wykonano 289 legalnych zabiegów, mazowieckim - 269, wielkopolskim - 214. Na terenie oddziału łódzkiego było 190 legalnych zabiegów przerwania ciąży, w małopolskim - 184, pomorskim - 173. Dalej, kolejno, śląski NFZ rozliczył ich 108, kujawsko-pomorski - 107, świętokrzyski - 99, opolski - 54, zachodniopomorski - 65, warmińsko-mazurski - 26 i podlaski - 20. Najmniej zabiegów przeprowadzono w woj. lubuskim - dwa, lubelskim - 5 i podkarpackim - 7.

Skąd takie rozbieżności między regionami? - Świadczy to przede wszystkim o tym, że dostęp do tego typu zabiegów wciąż jest utrudniany i wiele kobiet czasem nawet nie wie, że może zgłosić problem. Po drugie, pokazuje to także, jak w niektórych miejscach kuleje diagnostyka prenatalna, nie dając szansy na wczesne wykrycie wad płodu - mówił tygodnikowi „Newsweek” dr Grzegorz Południewski, warszawski ginekolog i położnik.

Tłumy protestujących na rynku w Krakowie. Dominowały kobiety, ale nie brakowało też i mężczyzn. Hasła podobne jak w wielu innych miastach Polski - po pierwsze odnoszące się do życia i zdrowia kobiet.

fot. Andrzej Banas /Polska Press

Tłumy protestujących na rynku w Krakowie. Dominowały kobiety, ale nie brakowało też i mężczyzn. Hasła podobne jak w wielu innych miastach Polski - po pierwsze odnoszące się do życia i zdrowia kobiet.



Mapa jednak w pewien sposób jest zbieżna z mapą religijności Polski. Nietrudno zauważyć, że lista województw z najmniejszą liczbą zabiegów pokrywa się z listą tych, w których religijność (a tym samym wpływy Kościoła) jest największa.

Wyjazdy dla zamożnych


Już obecnie Słowacja jest najpopularniejszym kierunkiem turystyki aborcyjnej Polek (aborcję wykonuje się tam na życzenie, bez podawania powodu). Jeśli dojdzie do zaostrzenia przepisów aborcyjnych, szlak będzie uczęszczany jeszcze częściej. Chociaż - trzeba to podkreślić - tylko przez kobiety zamożniejsze.

Polki jeżdżą też do szpitali w Niemczech, Austrii albo do Holandii. W tym ostatnim kraju, jeśli kobieta jest w „nieznośnej” sytuacji, ciążę można usunąć nawet do 22. tygodnia.

Wiele klinik specjalnie dla Polek zatrudnia konsultantów mówiących po polsku, organizuje transport. Ceny? Kształtują się między 390 a 550 euro.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.