Rozmowy o aborcji rodzą się w bólach

Katarzyna Bogucka 9 kwietnia 2016

Obrońcy życia walczą o całkowity zakaz aborcji, feministyczne organizacje domagają się czegoś odwrotnego, czyli wolnego dostępu do aborcji. Porozumienia być nie może. Jest starcie na słowa i na projekty ustaw. Jeden z nich w połowie marca trafił do Sejmu.

Kilka tygodni temu manifestacja obrońców życia odbyła się przed Szpitalem Uniwersyteckim nr 2 im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy. Jego dyrekcja zapewniła, że lecznica działa w granicach prawa.

Fot.: Tomasz Czachorowski


Obywatelski projekt zakazujący aborcji to dzieło ekspertów z Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”. Złożył go w Sejmie Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop aborcji”. Od dziś działacze mają wolną drogę do kampanii promocyjnej, zbierania podpisów (musi ich być przynajmniej 100 tysięcy) i przekonywania do swoich racji.

„Idźcie pod Sejm!”


W ostatnią niedzielę, po wysłuchaniu oświadczenia Prezydium Konferencji Episkopatu Polski na temat całkowitej ochrony życia w ramach piątego przykazania „Nie zabijaj”, kobiety demonstracyjnie opuszczały warszawskie świątynie, prowokując nierzadko do utarczek słownych i przepychanek. Temat podjęła nawet niemiecka telewizja ZDF.


Z kolei kilka tygodni temu dali o sobie znać proliferzy, jak także nazywa się obrońców życia. W piątek, 18 marca, demonstrowali przed toruńskim szpitalem na Bialanach, a trzy dni później przed bydgoskim szpitalem im. Biziela.

- Najlepiej byłoby, gdyby działacze udali się pod Sejm, ponieważ to posłowie ustanowili prawo, do którego przestrzegania jesteśmy zobowiązani. U nas nie przeprowadza się nielegalnych aborcji - niemal identycznie brzmią oświadczenia rzeczników obu lecznic.

Mariusz Dzierżawski: Propaganda aborcjonistów opiera się na kłamstwie i na odwracaniu uwagi od faktów.


Doktor Janusz Mielcarek z Torunia zaznacza, że w szpitalu na Bielanach od początku obowiązywania obecnych przepisów przeprowadzono 68 legalnych zabiegów przerwania ciąży (dwa z powodu czynu zabronionego, dziesięć z powodu zagrożenia życia lub zdrowia matki, pozostałe dotyczyły ciężkich wad płodu). Nieco wyższe statystyki ma „Biziel”, ale wynika to przede wszystkim ze specyfiki medycznej tego szpitala.

- Funkcjonująca w naszym szpitalu klinika położnictwa i patologii ciąży jest ośrodkiem trzeciego stopnia referencyjnego. Oznacza to, że właśnie tutaj trafiają pacjentki z całego regionu, zarówno z wszelkimi zagrożeniami ciąży, jak i ze stwierdzanymi nieprawidłowościami płodu, w tym wieloma różnymi patologiami - wyjaśnia Kamila Wiecińska, rzeczniczka „Biziela”.

W roku 2015 w tym szpitalu podpisano zgodę na 30 terminacji ciąży (w 2014 roku na 25). Świadczenia wykonywane są zawsze na prośbę rodziny, w ściśle określonych przypadkach, w których właśnie rodzina ma ustawowo zagwarantowane prawo do podjęcia tej decyzji. Wszystkie terminacje związane były z wadami płodu.

O czym tu dyskutować?


Komitet „Stop aborcji” i Instytut „Ordo Iuris” wnoszą o całkowity prawny zakaz aborcji.

- Domagamy się m.in. niedyskryminowania poczętych dzieci ze względu na chorobę, chcemy ochrony dziecka, o którego prawo do życia nikt nie walczy - zaznacza Mariusz Dzierżawski, szef komitetu „Stop aborcji” i Fundacji „Pro - Prawo do życia”. Jego organizacja ostatnio prostuje nieprawdziwe jej zdaniem informacje, którymi obrósł tekst ustawy. - W uzasadnieniu do ustawy jasno zaznaczamy, że projekt niczego nie zmienia w sytuacji matek, które poroniły. Nawet gdy matka umyślnie pozbawi swe poczęte dziecko życia, z uwagi na wieloaspektowość tych sytuacji, projekt dopuszcza odstąpienie od wymierzenia kary. To wszystko jest napisane, wystarczy czytać ze zrozumieniem i dobrą wolą, której naszym adwersarzom, niestety, brakuje.

Mariusz Dzierżawski stwierdza zarazem, że przestrzeni do dyskusji o aborcji nie ma i nie będzie.

- Jak i czym mamy się przekonywać? - pyta. - Propaganda aborcjonistów opiera się na kłamstwie i na odwracaniu uwagi od faktów. Morderstwo to morderstwo.

Przejdźmy do projektu ustawy. Zezwala on na prowadzenie przez lekarzy działań koniecznych dla ratowania życia matki, licząc się ze skutkiem śmiertelnym tych działań dla dziecka (np. w przypadku ciąży pozamacicznej). Gdy rozwój wypadków prowadzi do śmierci matki lub dziecka, do matki ma należeć wybór pomiędzy ocaleniem jej lub życia dziecka. Projekt nie odmawia też rodzicom prawa do badań prenatalnych.

Mimo to Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny nie zostawia na tym dokumencie suchej nitki, zresztą obecna ustawa także nie spełnia oczekiwań działaczek. Bo też rządzi nią zakaz.

- Zakaz aborcji jest niedopuszczalny, a zakaz całkowity jest barbarzyństwem - uważa Karolina Więckiewicz, prawniczka Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. - Przepisy wykreowały sytuację, w której kobieta jest stygmatyzowana i zastraszana ryzykiem odpowiedzialności karnej. W nowym projekcie odpowiadałaby za świadome przerwanie ciąży, ale sąd, w wyjątkowych okolicznościach, mógłby odstąpić od wymierzenia kary, tyle że to zależy od woli sądu. Za nieumyślne wywołanie poronienia kobieta nie odpowiadałaby, ale ktoś musiałby tę nieumyślność stwierdzić, musiałaby wkroczyć m.in. policja. To jest totalne zastraszenie!

Zakaz niczego nie zmieni


Dla Karoliny Więckiewicz i jej organizacji spotkaniem pośrodku drogi byłoby przyjęcie przepisów o zgodzie na przerywanie ciąży bez podawania przyczyn, tzn. z szeroko pojętych ważnych z punktu widzenia kobiety we wczesnym okresie ciąży powodów, a także później, ze względów medycznych - po diagnostyce prenatalnej. Deklarację ochrony każdego życia, leżącą u podstaw projektu obywatelskiego, Karolina Więckiewicz uważa za fałszywą.

- Ona bazuje na przekonaniu, że zakaz aborcji sprawi, iż już nikt i nigdy nie przerwie ciąży. Od 23 lat obowiązuje w Polsce - poza trzema wymienionymi wyjątkami - zakaz aborcji, a mimo to kobiety, które chcą pozbyć się niechcianej ciąży, zabiegi i tak wykonują. Ich liczba może sięgać ok. 100-200 tys. przypadków rocznie (proliferzy uważają, że ok. 13 tys. - przyp. red.). Tych kobiet nie ma w oficjalnych statystykach, więc udaje się, że ich w ogóle nie ma. A one są!

Sposobem na to, by aborcji było mniej, nie jest, zdaniem Karoliny Więckiewicz, zakaz, ale edukacja i dostęp do, co ważne, taniej antykoncepcji oraz dostęp do aborcji. Podkreśla, że w krajach, które powyższe warunki spełniają, odnotowuje się mniej zabiegów przerwania ciąży.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.