Za moich czasów tego nie było, czyli seniorka kupuje sobie szczęście

Paulina Błaszkiewicz 9 kwietnia 2016

- Jest coś takiego w starzeniu, co nie jest fajne i człowiek usiłuje sobie wypełnić te braki na różne sposoby - mówi Katarzyna Trzaska, reżyserka filmu dokumentalnego „Maksimum przyjemności”, którego bohaterkami są toruńskie emerytki.

Katarzyna Trzaska należy do reżyserek, które interesują tematy społeczne m.in. starość. W listopadzie odbędzie się premiera jej najnowszego filmu pt. „Wieś pływających krów”, opowiadającego m.in. o zdrowym stylu życia.

Fot.: Miguel Bueno /archiwum prywatne



Biorezonator magnetyczny, odmładzające kapsułki, masażery do stóp, fotele masujące - to rzeczy, które polskie seniorki naprawdę trzymają w swoich domach?
Tak. Mnie też trudno było w to uwierzyć, dopóki nie odkryłam w mieszkaniu mojej teściowej bardzo drogich sprzętów. Słyszałam o pokazach garnków i odkurzaczy, które odbywały się w latach 90. Myślałam jednak, że moda na prezentacje handlowe, podczas których wciska się emerytom strasznie drogie rzeczy i żeruje na ich ufności i konsumenckiej bezradności, już minęła.

A tymczasem okazało się, że zakupy w sprzedaży bezpośredniej zajmują w życiu emerytek...
Osobne miejsce. Zorientowałam się, że to są osoby żyjące skromnie, oszczędzające na jedzeniu, prądzie i wodzie, ale w ich mieszkaniach znajdują się na przykład patelnie za dwa tysiące złotych, koce, garnki i wszystkie te gadżety, które pani wymieniła. Uznałam to za pewien absurd. Sytuacja, z którą zetknęłam się w mieszkaniu osoby z mojej rodziny, bardzo mną wstrząsnęła i dała wiele do myślenia. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego emeryci to robią? Przecież my, młodsi, nie wydajemy na to pieniędzy. Owszem, wydajemy na inne rzeczy, ale nie na patelnie za dwa tysiące! Kiedy zaczęłam drążyć temat, okazało się, że jest cała grupa pań, dla których chodzenie na prezentacje handlowe jest formą rozrywki, spędzania czasu z innymi ludźmi.

Chciała Pani zrobić film o zakupach?
Na początku tak, ale szybko zdałam sobie sprawę, że tu nie chodzi tylko o naiwność kupujących. Być może emeryci potrzebują tej uwagi, którą sprzedawcy obdarzają ich na prezentacjach handlowych. Traktując starsze kobiety jak luksusowych nabywców podnoszą ich poczucie wartości.

Jakie są te starsze kobiety?
To wspaniałe osoby, bardzo wesołe, wprost zarażające innych pozytywną energią. Między innymi dlatego, że tak je odebrałam, uznałam, że warto pokazać więcej elementów z ich życia - również po to, by zrozumieć, dlaczego te zakupy są tak ważną ich częścią.

Dlaczego? Co sobie tym rekompensują?
Najprostsza odpowiedź jest taka, że ktoś wykorzystał ich naiwność, ale - z drugiej strony - te zakupy wypełniają lukę w życiu starszych pań. Być może chodzi o odsunięcie na bok głównego toru życia. Jest coś takiego w starzeniu, co nie jest fajne. Choroby, samotność są bolesnymi doświadczeniami i człowiek usiłuje sobie wypełnić te braki na różne sposoby. Do moich bohaterek bardzo też przemawia hasło sprzedawców, że są warte „odrobiny luksu, odrobiny przyjemności - tylko dla siebie”. Po całym życiu spędzonym na poświęceniu dla kogoś - dla męża, dla dzieci, dla wnuków - przychodzi taki moment, że te panie chcą zrobić coś dla siebie. To kobiety, które nie dają się zbliżającej starości. Jedna z moich bohaterek mówi wprost o tym, że życie minęło jej zbyt szybko i nie wie, kiedy przyszła starość. Zwróćmy również uwagę na to, że są to przedstawicielki innego pokolenia. My jesteśmy o wiele bardziej wyrobionymi konsumentami. Mamy Internet, wiemy gdzie są przeceny, umiemy się w tym świecie konsumpcji poruszać, a one po prostu wierzą, że te wszystkie rzeczy, które kupiły, są wyjątkowe. Kiedy ma się lat 60 lub więcej i jest się chorym, to zwyczajnie chce się wierzyć w urządzenia, które ratują zdrowie. W moim filmie pada zdanie, że w coś trzeba wierzyć: „Biorezonator fotonowy jest wart tych dwóch tysięcy złotych, jeżeli może mnie uzdrowić”.

Powiedziała Pani o innym pokoleniu konsumentów. Rozumiem, że w przypadku bohaterek Pani filmu istniało przekonanie pt. „Za moich czasów tego nie było, to na emeryturze sobie odbiję”?
Tak, to świat kontrastu. Te panie na co dzień często ubierają się w ciucholandach. Z kolei prezentacje odbywają się w ładnych miejscach. Ich organizatorzy fundują obiady, kawę. Nic dziwnego, że emeryci w takich sytuacjach czują się dopieszczeni, a nawet onieśmieleni. Większość z nich chodzi na prezentacje dla zabicia czasu. Myślę, że dziś osoby starsze częściowo nauczyły się nie podpisywać takich umów i nie wikłać się w tego typu zobowiązania.

Czy Pani film „Maksimum przyjemności” był dla jego bohaterek terapią szokową?
W przypadku kilku pań spowodował, że stały się bardziej rozsądne, ale innym nadal zdarza się jeszcze coś kupić w sprzedaży bezpośredniej. W Czechach zrobiono o takich prezentacjach film ukrytą kamerą i po emisji doszło do dyskusji narodowej, co doprowadziło do zakazania tego typu formy sprzedaży. W Polsce nadal słyszy się o przypadkach finansowego wykorzystywania emerytów. Często starsze osoby podpisują różnego rodzaju oszukańcze umowy, nie znają swoich praw. Wydaje mi się, że najważniejsze jest mówienie nie tylko o wykluczeniu seniorów ze względu na wiek, ale przede wszystkim o wykorzystywaniu ich w sytuacjach prawno-finansowych. Osoby starsze są wtedy bezradne, a nie ma u nas instytucji, które by im pomogły i doradziły.

Teczka osobowa


Katarzyna Trzaska


- Reżyserka, scenarzystka, producentka.

Absolwentka filologii angielskiej na UMK w Toruniu. Studiowała reżyserię filmową na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego.

Jej debiut dokumentalny - film „10 lat do Nashville”, opowiadający o spełnieniu marzeń muzycznie utalentowanej sprzątaczki, uznany został za najlepszy niezależny film dokumentalny roku 2010. Pokazywano go i nagradzano na wielu festiwalach w Polsce i na świecie. Współzałożycielka i członkini zarządu Stowarzyszenia Kobiet Filmowców. Mama 9-letniego Bruna. Mieszka w Warszawie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.