Koktajle i jedzenie, życie nocnego klubu, Central Park - na zdjęciach fotografa światowej klasy

rozmawiała: Paulina Błaszkiewicz 8 kwietnia 2016

„Jeśli ktoś przedstawia się jako fotograf, to wydaje mi się, że całe jego życie musi się kręcić wokół fotografowania” - mówi FILIP WOLAK, torunianin, uznany za najlepszego fotografa architektury na świecie.

Fotograf Filip Wolak od 1999 roku mieszka w Nowym Jorku.

Fot.: archiwum prywatne Filipa Wolaka



Ilu uczestników pokonał najlepszy fotograf architektury w największym w świecie konkursie fotograficznym Sony World Photography Awards 2016?
Nie wyobrażam sobie nawet tego, jak ten konkurs przeprowadzono. To było przecież 230 tysięcy prac z wszystkich krajów świata. Zastrzegam, że nie jestem głównym zwycięzcą tego konkursu, bo to jest tylko architektura. Media piszą, że jestem najlepszy i nie chcę się o to spierać (śmiech), ale muszę sprostować, że chodzi o tę jedną kategorię, a nie o całokształt.

Czyli jest Pan fotografem architektury?
Tak mnie okrzyknięto, ale to trochę nieporozumienie. Po prostu wysłałem na konkurs swoje zdjęcie w tej kategorii.

Dlaczego właśnie „Śnieżny Central Park w 10 tysięcy stóp”? Jak rozpoznać, że to jest „ta” fotografia?
Każdy fotograf w jakiś sposób śledzi pracę innych, jest nią zainteresowany. Niektórzy mniej, inni bardziej. Nie jestem aż takim szaleńcem i pasjonatem fotografii innych, ale oczywiście lubię je oglądać. Jest coś takiego, że gdy się zrobi zdjęcie, to czasem coś chwyta za serce i to widać. Coś niepowtarzalnego i wyjątkowego. To jest „ten moment”, który został uchwycony. W przypadku mojej fotografii to układ cieni, ustawionych wzdłuż alei. Drapacze chmur rzucają cień na park, który wygląda jak panorama Nowego Jorku. Jest wiele symboli.

I dwie pasje, które Pan łączy, czyli fotografia i latanie.
Historia z fotografią i z lataniem rozpoczęła się jednocześnie, później te dwie pasje się rozminęły. Wyjechałem do Nowego Jorku w 1999 roku na wakacje i drugiego dnia pobytu dostałem propozycję pracy. Wcześniej miałem w Toruniu małą firmę projektancką. Pracowałem też w Warszawie, gdzie projektowałem strony internetowe, tym samym zajmowałem się w Stanach Zjednoczonych. Dość długo robiłem te strony, ale gdzieś około moich trzydziestych urodzin zetknąłem się z klubem polonijnym Pro Mundo Aeri, który do dziś zrzesza pilotów i kandydatów na pilotów. Zacząłem latać i właśnie przy tej okazji kupiłem taki poważniejszy aparat fotograficzny. Chciałem dokumentować swoje podboje z góry.

A na ziemi?
Też. Robiłem zdjęcia klubów nocnych na Manhattanie i wygrałem dość prestiżowy konkurs fotograficzny magazynu PDN, czyli Photo Discrit News. To mi otworzyło drzwi do zawodowej kariery fotograficznej. Zacząłem współpracować z magazynem Time Out. To jedno zdjęcie nocnego klubu było właśnie „tym momentem”, o którym wcześniej rozmawialiśmy. Nigdy nie patrzę na zdjęcia, gdy je robię. Sprawdzam tylko, czy jest ostre i to wszystko, ale wtedy przeszły mnie ciarki.

Lubi Pan nocne życie?
Tak. Wiele lat temu organizowałem w Toruniu jedne z pierwszych imprez techno. Ten cykl nazywał się „Kwaśnepsoty” i były to na tyle popularne imprezy, że zjeżdżali na nie ludzie z całej Polski. To się później odbiło na mojej fotografii. Czułem się bardziej swobodnie i bezpiecznie, robiąc takie zdjęcia. Do dziś fotografuję koncerty i życie klubowe Nowego Jorku, bo mam już dość wyrobiony styl, który jest na tyle inny, że zwraca uwagę. Poza tym pracuję dla muzeów - przygotowuję zdjęcia marketingowe, np. do przewodników. Portretami raczej się nie zajmuję - za duża konkurencja, to jest najbardziej popularne zlecenie. Fotografuję jedzenie i koktajle, ale też powoli od tego odchodzę, ponieważ jest coraz mniejsze zapotrzebowanie na dobrych fotografów w tej tematyce.

Powiedział Pan: „To mi otworzyło drzwi do zawodowej kariery”. Kiedy tak naprawdę zostaje się fotografem? Wielu ludzi dziś robi zdjęcia. Wystarczy zajrzeć na Facebook, gdzie są setki profili zawierających słowo: photography.
To ciekawe pytanie. Dość często spotykam ludzi, którzy mówią: „Jestem fotografem”. Pytam ich: „ Dla kogo pracujecie? Co robicie?” Okazuje się, że robią zdjęcia tak po prostu, sami dla siebie. Ja inaczej do tego podchodzę, bo jeżeli ktoś przedstawia się jako fotograf, to wydaje mi się, że właśnie z tego powinien żyć i większość swojego czasu spędzać na robieniu zdjęć, całe jego życie musi się kręcić wokół fotografowania. Jeśli ktoś jest barmanem i robi zdjęcia, to trudno powiedzieć o nim, że jest fotografem.

Nie rozstaje się Pan z aparatem?
Im więcej pracuję, tym mniej robię zdjęć dla siebie, ale ostatnio kupiłem telefon z bardzo dobrym aparatem i mam go cały czas przy sobie.

No właśnie. Dzięki aparatowi w telefonie każdy może robić zdjęcia.
To daje każdemu możliwość ekspresji. Z zawodowego punktu widzenia ma to swoje złe strony, ale to jednak fotografia. Jedyną rzeczą, która negatywnie wpływa na świat fotografii jest spadająca jakość zdjęć. Powiem to na przykładzie fotografii jedzenia, którą się zajmowałem.

Dostajemy w restauracji danie, wyjmujemy telefon i … pstryk.
Dużo osób to teraz potrafi i wydaje im się, że gdy sfotografują daną potrawę pod oknem, to wystarczy. Czasami trzeba włożyć trochę więcej wysiłku w to, żeby zdjęcie wyglądało ciekawie. Taki fotograf w jakiś sposób musi być stylistą, żeby poprawić pewne kwestie. Niestety, coraz mniej widzę zaangażowania w to, by zdjęcie wyglądało dobrze. Ludzie wybierają fotografię dlatego, że jest ona zajęciem łatwym, a nie ciekawym. To błąd, ponieważ zdjęcie, które raz się zrobi, zawsze zostaje i nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś je wyciągnie.

Jest w Pana życiu coś poza fotografią?
Latanie. To moja druga największa pasja, która daje adrenalinę, poczucie wolności i spełnienia. Trzeba jednak przejść pewien proces, by zdobyć licencję. Na początku planowałem tylko tę turystyczną, ale tak mnie to wciągnęło, że zdobyłem licencję pilota liniowego. W każdej chwili mógłbym wrócić do Polski i pracować jako pilot liniowy, zwłaszcza że rośnie zapotrzebowanie na podróże lotnicze.

Chciałby Pan wrócić, czy też Nowy Jork to Pańskie miejsce na ziemi?
Nowy Jork to miejsce na teraz. Tu bycie zawodowym fotografem jest dobre, dużo rzeczy się dzieje. Wciąż jestem zaskakiwany. Trudno byłoby mi się dziś przeprowadzić się np. do Warszawy i mieć tak zróżnicowane życie, jakim jest ono teraz.

Zapytałam, czy jest w Pańskim życiu coś poza fotografią, ale nie do końca o taką odpowiedź mi chodziło. Zapytam więc wprost: jaki jest Pański stan cywilny?
Jestem żonaty. Moja żona mieszka na Karaibach. Co kilka miesięcy tam bywam. W czerwcu żona przeprowadzi się do mnie do Nowego Jorku, więc to ułatwi nam życie. To duży krok.

W stronę stabilizacji?
Tak, bo jestem trochę wariatem i muszę przystopować.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.