Jasne i ciemne strony polskiego leasingu. Dla jednych to czysta korzyść, dla innych to pole do nadużyć

Grażyna Ostropolska 8 kwietnia 2016

Pan Radosław z Aleksandrowa Kuj. twierdzi, że firma leasingowa żąda podwójnej ceny za wrak auta.

Pan Radosław z Aleksandrowa Kuj. twierdzi, że firma leasingowa żąda podwójnej ceny za wrak auta.

Fot.: archiwum


Pan Radosław, właściciel niewielkiej firmy transportowej z Aleksandrowa Kujawskiego też na taką oszczędność liczył. Zdecydował się nabyć pięcioletnią ciężarówkę DAF w leasingu, bo ta forma zakupu pozwala na niewielkie zaangażowanie własnego kapitału, a raty leasingowe przedsiębiorca może wliczyć w koszty uzyskania przychodu.


Umowę zawarł z wrocławską spółką leasingową: - Tę firmę wskazał mi gdański serwis, oferujący auto - tłumaczy pan Radosław. Wartość pojazdu określono na 126 tys. zł. Najpierw przedsiębiorca musiał wpłacić 15 proc. ceny, a resztę w ratach, rozłożonych na cztery lata. Ostatnia, stanowiąca 20 proc. wartości auta ( 23 480 zł ) przypadała na sierpień 2016 r. i łączyła się z ostatecznym wykupem leasingowego auta, ale zdarzyło się nieszczęście. W styczniu kierowca ciężarówki

wpadł w poślizg


i rozbił auto. - To była tzw. szkoda całkowita i z tego tytułu ubezpieczalnia wypłaciła firmie leasingowej ponad 40 tys. zł - mówi pan Radosław. Wyliczył, że do sfinalizowania wykupu ciężarówki brakuje mu zaledwie kilku rat o łącznej wartości 37 tys. zł. - Wydawało mi się oczywiste, że skoro leasingodawca otrzymał 40 tys. zł z ubezpieczalni, to wszystko się zbilansuje i wrak auta przejdzie na moją własność - tłumaczy przedsiębiorca.

Oniemiał ze zdziwienia, gdy firma leasingowa poinformowała go, że w związku ze „szkodą całkowitą” pojazdu umowa leasingowa wygasła, wezwała przedsiębiorcę do natychmiastowej zapłaty pozostałych rat (37 tys. zł) i przekazania leasingodawcy wraku. - Przysłano mi mailem informację, że wartość rynkowa pozostałości po rozbitym aucie wynosi 38 239 zł i za tyle można je odkupić. Byłem w szoku, bo to oznacza, że firma leasingowa zarobi na transakcji podwójnie, a ja, odkupując wrak ,zapłacę podwójną cenę - oburza się pan Radosław. Kazano mu też na własny koszt przetransportować pojazd do magazynu firmy leasingowej we Wrocławiu. - Odmówiłem, bo przewiezienie wraku ciężarówki lawetą to ogromny wydatek, na który mnie nie stać, zważywszy, że zniszczony DAF już nie zarabia - mówi przedsiębiorca. Twierdzi, że wyszedł na tym leasingu

jak Zabłocki na mydle


i przestrzega innych przed pochopnym podpisywaniem umów, bo w nich (podobnie jak w bankowych umowach kredytowych) zawarto kruczki, korzystne dla leasingodawcy. - Na moje wielokrotne prośby o rozliczenie umowy leasingowej nie było reakcji, więc wynająłem adwokata, a ten zażądał pilnej odpowiedzi na pytanie: na poczet jakich należności leasingodawca zarachował kwotę, uzyskaną tytułem odszkodowania za szkodę, i jaki jest ostateczny stan wzajemnych należności z tytułu zawartej ze mną umowy - mówi pan Radosław. Na marcowe pismo jego pełnomocnika do dziś nie ma odpowiedzi. Nasze pytania, wysłane pocztą mailową, bo do wrocławskiej firmy leasingowej nie sposób się dodzwonić, też pozostają bez echa. - Jeśli się ze mną sumiennie nie rozliczą, to oddam sprawę do sądu - zapowiada zdesperowany przedsiębiorca.

Spore kłopoty związane z leasingiem może mieć także TVP, która w 2014 r. zawarła dwuletnią umowę outsorcingową z warszawską firmą Leasing Team. Publiczna telewizja przekazała tej prywatnej spółce 411 pracowników: dziennikarzy, montażystów i grafików. W umowie zapisano, że oprócz wynagrodzenia za usługi, które byli pracownicy będą nadal świadczyć na rzecz TVP, tyle że za pośrednictwem zewnętrznej firmy, Leasing Team otrzyma marżę. W grudniu ub.r. ważność tej umowy podważyli

kontrolerzy ZUS.


Analizując umowę firmy leasingowej z telewizją, ustalili, że w rzeczywistości nie doszło do przejęcia pracowników TVP przez firmę zewnętrzną, bo nie przekazano spółce Leasing Team jakiegokolwiek wyodrębnionego majątku, a wszelkie koszty wytworzenia programów i eksploatacji sprzętu ponosiła publiczna telewizja. Zdaniem kontrolujących, zawarcie umowy z firmą leasingową miało na celu „jedynie obejście ustawy o ubezpieczeniach społecznych”, bowiem przejęci pracownicy nadal świadczyli pracę w jednostkach organizacyjnych TVP, zlecających im zadania i nadzorujących ich wykonanie. 13 kwietnia Sąd Okręgowy w Warszawie będzie rozstrzygał, czy umowa TVP z Leasing Team z 2014 r. (wartość tego kontraktu to ok. 167 mln zł) jest ważna. Konsekwencje mogą być poważne, bo część wyleasingowanych dziennikarzy firma już zwolniła, a tym, którzy są w okresie ochronnym, zaproponowała prace porządkowe w swoim oddziale we Włocławku.

Na celowniku wrocławskiej prokuratury jest

przekręt na 25 mln zł,


bo co najmniej tyle miały zarobić na outsorcingu trzy powiązane ze sobą agencje pracy tymczasowej. Oferowały przedsiębiorcom obniżkę kosztów pracy przez przejęcie od nich pracowników. Ich usługi miały kosztować byłego pracodawcę mniej, bo część składki ZUS i podatku dochodowego agencja obiecała zapłacić z unijnej dotacji na tworzenie i utrzymywanie miejsc pracy. Dotacja okazała się fikcją, a ZUS doliczył się wielomilionowych braków w zaległych składkach leasingowanych pracowników. Z prokuratorskich ustaleń wynika, że outsorcingowy przekręt dotknął co najmniej 25 tys. zatrudnionych w kilkuset firmach na terenie całej Polski. Od oszustów (firmy prowadzono na tzw. słupy) nie da się wyegzekwować pieniędzy, więc ZUS domaga się teraz zaległych składek pracowniczych od firm, które dały się nabrać i podpisały z nimi leasingową umowę. W świecie biznesu zapanowała ostatnio moda na tzw.

leasing zwrotny.


Polega on na tym, że przedsiębiorca odsprzedaje swój majątek leasingodawcy, a potem nadal z niego korzysta, ale na podstawie umowy leasingu. Ta metoda daje firmie, znajdującej się w gorszej kondycji, zastrzyk finansowy.

Problem w tym, że oszuści dojrzeli w leasingu zwrotnym spore pole do nadużyć. Przekazywali swoje rzeczy w leasing, ale te, jak się potem okazywało, istniały tylko na papierze. Teraz problem mają banki, które finansowały transakcje, bo nie ma wpłaty rat ani przedmiotu leasingu.

Jedną z takich spraw zajmuje się bydgoska prokuratura, która o tego typu przestępstwo podejrzewa właściciela znanej sieci sklepów „Zetka”. Sieć już nie istnieje, a jej właściciel Zbigniew K. zapadł się pod ziemię. Szukają go wierzyciele, którym jest winien grube miliony za dostarczony do sklepów towar i komornicy, którzy nic nie mogą zająć, bo K. przepisał majątek na rodzinę. Prokuratura zamierza wysłać za zaginionym międzynarodowy list gończy, ale najpierw musi skompletować zarzuty, które do niego dołączy. Nieco mniej popularny w Polsce jest

leasing konsumencki,


bo chętnych do zakupu w ten sposób np. samochodu hamuje świadomość, że auto w leasingu aż do momentu jego wykupu jest własnością firmy leasingowej i jeśli coś się z nim stanie, to leasingobiorca zostanie na lodzie. Atutem jest to, że leasing konsumencki jest łatwy do uzyskania, bo firmy, które go oferują, nie mają obowiązku badania zdolności kredytowej klienta, a do podpisania umowy wystarczą dwa dokumenty tożsamości, oświadczenie o dochodach oraz częściowa wpłata środków własnych. Ważne jest to, by uważnie czytać podpisywane umowy, a jeśli są w nich nieprecyzyjne zapisy lub takie, których się nie rozumie - konsultować je z prawnikiem.

Leasing tak, ale...


Co najmniej 70 proc. przedsiębiorców pozyskało auto, korzystając z umowy leasingu samochodowego. W leasingu operacyjnym samochód jest częścią majątku leasingodawcy, który może odpisać amortyzację, zaś w tym finansowym auto przypisane jest do mienia leasingobiorcy, w związku z czym przedsiębiorca inaczej rozlicza koszty uzyskania przychodu.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.