Kobieta jest panią swej kasy. Jeśli ją ma

Dorota Witt 2 kwietnia 2016

One mają mniej długów, ale i mniej oszczędności niż oni. Wśród kobiet, które zarabiają, niewiele jest takich, które są spokojne o swoją finansową przyszłość. Co trzecia pracująca Polka musi, niestety, zaciskać pasa. I to regularnie.

Polki deklarują, że są zapobiegliwe i planując domowy budżet myślą o swoim bezpieczeństwie finansowym na kilka lat do przodu. Tych przemyśleń nie widać jednak na ich rachunkach oszczędnościowych.

Fot.: 123rf


Niespłacone rachunki kobiet stanowią średnio jedną trzecią spośród wszystkich notowanych w Krajowym Rejestrze Długów. Eksperci zastrzegają, że nie wiadomo, czy jest się z czego cieszyć - mniejsze zadłużenie Polek raczej nie wynika z tego, że kobiety są bardziej zdyscyplinowane w spłacaniu rat czy opłacaniu rachunków, a z ich sytuacji na rynku pracy (mniejsza pensja na tym samym stanowisku co mężczyzna; kłopoty ze znalezieniem odpowiedniej pracy po urlopie macierzyńskim) i z tego, że ciągle głową w polskim domu jest mężczyzna.


- Żyjemy w społeczeństwie patriarchalnym, czego dowodem na poziomie domowego budżetu jest to, że większość umów zawiera w imieniu rodziny mężczyzna, dlatego z rachunkami za mieszkanie, gaz, wodę, prąd i z ratami za telewizor czy pralkę zalega mężczyzna, choć faktycznie to wspólne zobowiązania - mówi Andrzej Kulik z Krajowego Rejestru Długów.

Wyraźne problemy z opłacaniem rachunków mają panny i emerytki: eksperci z KRD podają, że ponad połowa niepełnoletnich dłużników to kobiety. Chodzi tu głównie o niezapłacone mandaty za jazdę bez biletu i zaległości w spółdzielniach mieszkaniowych (nierzadko odziedziczone po dziadkach czy rodzicach). Panie po 65. roku życia też dominują nad zadłużonymi mężczyznami w tej kategorii wiekowej. - Zadłużają się często po śmierci partnera, kiedy z jednej emerytury trzeba opłacić wszystkie zobowiązania, ale i dziedziczą zobowiązania męża - dodaje Andrzej Kulik.

Najpierw nakarmić dziecko


- Znam zarówno rodziny, w których o podziale domowego budżetu decyduje mąż, jak i takie, gdzie rachunkami zajmuje się żona. Pewnie w rodzinach, które utrzymują się głównie z pensji mężczyzny, łatwiej o to, by wszystkie decyzje finansowe należały do niego. Pytanie tylko, ile zostało jeszcze takich rodzin- zastanawia się dr Anna Maria Karwowska, ekonomistka, wiceprezes Kujawsko-Pomorskiej Organizacji Pracodawców Lewiatan. - Kobiety są ciągle postrzegane stereotypowo: że niby wydają więcej, ba - wpadają w szał zakupów i to głównie dla siebie. Z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że kobiety potrafią roztropniej niż mężczyźni decydować o swoich wydatkach: pilnować terminów, oszczędzać, ustawiać priorytety. Mówię o wydawaniu i planowaniu w dłuższej perspektywie.

dr Anna Maria Karwowska: Kobiety są ciągle postrzegane stereotypowo: że niby wydają więcej, ba - wpadają w szał zakupów.


Po części zmusza je do tego biologia: matka doskonale wie, że najpierw trzeba nakarmić dziecko, zapłacić za przedszkole, a dopiero potem można myśleć o kupnie np. jakiegoś elektronicznego gadżetu, który nie jest rodzinie niezbędny. Może to jeden z powodów, sprawiających, że kobiety mają mniej długów niż mężczyźni.

- Innym może być to, że panie boją się podpisywać umów, których nie rozumieją, z rezerwą podchodzą do kredytów - dodaje dr Anna Maria Karwowska. - Ale jest i druga strona medalu - często obserwuję, że kobiety zatracają się w dbaniu o rodzinę, o dzieci. Ulegają naciskom, godzą się na wszystkie, nawet najkosztowniejsze kaprysy dzieci, myśląc że to dla nich dobre, że tego potrzebują. Podejmują te decyzje nawet kosztem własnych potrzeb, często z nadszarpnięciem domowego budżetu.

Badania potwierdzają, że kobiety są mniej skłonne do podejmowania ryzyka finansowego, szybciej od mężczyzn dostrzegają ewentualne zagrożenia dla inwestycji i mają silną potrzebę bezpieczeństwa, co ułatwia podejmowanie racjonalnych decyzji zarówno przy domowych wydatkach jak i w zarządzaniu przedsiębiorstwem.

Związać koniec z końcem


Polki deklarują, że - gdy tylko mogą - oszczędzają, bo o swoim bezpieczeństwie finansowym myślą długofalowo, przynajmniej w perspektywie kilku lat. „Tylko 12 proc. badanych przyznało, że nie myśli o sytuacji finansowej w horyzoncie przekraczającym 10 lat. W tym 9 proc. - że bardziej niż o dalekosiężnych planach, myślą raczej o tym, żeby wystarczyło im pieniędzy z miesiąca na miesiąc. Zaledwie trzy proc. zadeklarowało, że nie myśli o tak odległej przyszłości. Są to głównie Polki powyżej 45. roku życia” - czytamy w raporcie z najnowszego badania, przeprowadzonego przez Deutsche Bank.

Ekonomiści zaznaczają, że „myślenie o przyszłości” ciągle zbyt rzadko widać na kobiecych rachunkach oszczędnościowych: - Niestety, jak wynika z większości badań, kobiety w jeszcze mniejszym stopniu niż mężczyźni odkładają pieniądze na emeryturę poza obowiązkowymi składkami. W naszym sondażu tylko 16 proc. pracujących zawodowo kobiet zadeklarowało, że korzysta z programów emerytalnych - mówi Monika Szlosek, dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej w Deutsche Bank.

Myśląc o swojej finansowej przyszłości najspokojniejsze są mieszkanki małych miejscowości i metropolii. Z kolei mieszanki wsi i dużych miast najbardziej muszą się nagimnastykować, by związać koniec z końcem. Więcej niż połowa pracujących kobiet nie ma pewności, czy w ciągu najbliższych kilku lat ich sytuacja ekonomiczna się nie pogorszy, dlatego z obawą patrzy w przyszłość.

Kto słucha ekonomistów?


Co trzecia aktywna zawodowo Polka przyznała, że „zaciska pasa”, jednak nie po to, by zaoszczędzone pieniądze odłożyć na emeryturę czy zainwestować, a po to, by spłacić bieżące zobowiązania, np. raty kredytu na mieszkanie. Tymczasem aż 40 proc. kobiet zupełnie nie przejmuje się nawoływaniem ekonomistów do tego, by oszczędzać, ile się da; więcej - nie ogranicza wydatków, by uregulować wszystkie rachunki.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.