Znów gwałt w świecie ciszy? Brodnica huczy od plotek

Małgorzata Oberlan 1 kwietnia 2016

To sprawa bez precedensu. Prokuratura w Brodnicy bada, czy doszło do zbiorowego gwałtu na głuchoniemej Elizie. Siedem lat temu prowadziła śledztwo w sprawie identycznego czynu, na tej samej ofierze. I poległa... Podejrzewanym sprawcom uchylono areszty i wypłacono odszkodowania. Co będzie teraz?

Fot.: 123rf


Wielka porażka - tak prokurator Alina Szram, kierująca Prokuraturą Rejonową w Brodnicy, określa sprawę sprzed siedmiu lat. Jej finał - wyrok Sądu Okręgowego w Toruniu, na mocy którego dwóm mężczyznom wypłacono po 15 i 8 tysięcy złotych zadośćuczynienia „za niewątpliwie niesłuszne tymczasowe aresztowanie zastosowane w sprawie gwałtu”.


Porażka, bo przez trzydzieści lat zawodowej kariery pani prokurator takiego przypadku nie miała. Sądowe orzeczenie to jednak tylko element bardziej skomplikowanej historii. Wróćmy do roku 2009.

Seksu z nią się nie wypierali


Dokładnie 18 marca 2009 roku brodnicka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie zbiorowego gwałtu na 18-letniej wówczas głuchoniemej Elizie, która była wówczas we wczesnej ciąży.

Młoda kobieta od początku zdecydowanie utrzymywała, że została zgwałcona. Dwaj wskazani mężczyźni już po trzech dniach na wniosek prokuratora prowadzącego śledztwo trafili do aresztu. Przyznali się do kontaktów seksualnych z brodniczanką, ale kategorycznie zaprzeczali, by ją zgwałcili. Zapewniali, że wszystko działo się za przyzwoleniem Elizy.

prokurator Artur Krause: Nazwiska pojawiające się w śledztwie nie są w żaden sposób związane z brodnickimi koneksjami. To plotki.


Aby móc przyjąć zeznania kobiety, powołano biegłego tłumacza języka migowego. To doświadczenie zawodowe prokurator Alina Szram określa jako bardzo dla siebie istotne.

- Sytuacja była specyficzna. Język migowy to język prosty w swej istocie, który można porównać do pisma obrazkowego. Trudno nim oddać niuanse czy też natężenie emocji; brakuje w nim typowych przymiotników. Nietrudno więc zrozumieć, że prokurator był odbiorcą zeznań kobiety, które podczas przekładania wymagały dużej empatii i wiązały się z interpretacją tłumacza - zaznacza Alina Szram.

Pierwsze wątpliwości w sprawie pojawiły się 24 marca. Wtedy, gdy matka Elizy zeznała, że „to może nie do końca tak było”. Prokurator ponownie przesłuchał kobietę, a także dwóch wspomnianych podejrzanych. - 24 kwietnia 2009 roku w trybie pilnym mężczyznom zostały uchylone areszty. 5 maja śledztwo umorzyliśmy z powodu braku dowodów. Natomiast w październiku 2010 roku decyzją Sądu Okręgowego w Toruniu mężczyznom przyznano po 15 i 8 tysięcy zł częściowego zadośćuczynienia za krzywdę, wynikłą z niewątpliwie niesłusznego tymczasowego aresztowania - podsumowuje pani prokurator.

Tłumacza kobiety nie było...


Artur Krause, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu, nie mówi o żadnej „wielkiej porażce”. Mówi, że takie sytuacje po prostu się zdarzają. - Brodnicka prokuratura postępowała wówczas prawidłowo. Tyle że dysponowała wyłącznie tak zwanymi dowodami ze źródła osobowego. Jeśli jednak zeznania pokrzywdzonej były spójne i logiczne, prokuratura miała prawo podejmować takie, a nie inne kroki - podkreśla.

Przy obecnie toczącym się śledztwie sprawa wygląda inaczej. Zacznijmy jednak od tego, czego ono dotyczy.

Według wciąż jeszcze nieoficjalnej wersji, 25-letnia już Eliza 7 listopada 2015 roku odwiedziła lokal w centrum Brodnicy. Do dramatycznych wydarzeń miało dojść, gdy stąd wracała około godziny trzeciej w nocy.

Już niedaleko miejsca zamieszkania kobiety, w północnej części miasta, miało podjechać auto. Brodniczanka miała zostać wciągnięta do samochodu, a następnie zgwałcona przez kilku mężczyzn. (Śledczy mówią o czterech, ewentualnie trzech osobach. Dodajmy, że nie ma wśród nich mężczyzn podejrzewanych w 2009 roku). Potem zaś rzekomo kobietę w samej bieliźnie wyrzucono z auta do rowu. Wiadomo, że trafiła do szpitala w Brodnicy i że przestępstwo zgłoszono policji, a potem prokuraturze. Do protokołu oficjalne zawiadomienie złożyła siostra pokrzywdzonej. W niedzielę, w komisariacie policji, Eliza zeznawała za pośrednictwem tłumacza języka migowego - mężczyzny. W przypadku podejrzenia gwałtu taka sytuacja raczej nie powinna mieć miejsca, ale - jak wyjaśniają śledczy - tłumacza płci żeńskiej nie udało się tego dnia załatwić.

Prokuratura wszczęła śledztwo w kierunku art. 197 Kodeksu karnego. Zgodnie z obowiązującymi procedurami śledczy nie mogli sami zorganizować przesłuchania 25-latki. To odbyło się w Sądzie Okręgowym w Toruniu 16 listopada. Tym razem w obecności tłumacza - kobiety oraz psychologa. Opinia tego ostatniego do brodnickiej prokuratury wpłynęła 8 stycznia br. Śledczy czekają jednak teraz na inną opinię, równie dla nich istotną. - Chodzi o badania genetyczne i mikrobiologiczne zabezpieczonego materiału. Wykonywane są w Zakładzie Medycyny Sądowej Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy. Opinii spodziewamy się w trakcie miesiąca - przekazuje prokurator Alina Szram.

Huczy od plotek i domysłów


Brodnicka prokuratura zapewnia, że sprawa Elizy z 2009 roku i „wielka porażka” ze stwierdzonymi niesłusznymi aresztami nie ma żadnego wpływu na bieżące śledztwo. Widać jednak, że tym razem śledczy są bardzo ostrożni. Nikomu jeszcze nie przedstawili zarzutów.

W Brodnicy natomiast huczy od plotek i domysłów. Dwaj potencjalni sprawcy mają nosić nazwiska znanych w mieście osób, związanych m.in. z biznesem. Stąd pogłoski o tuszowaniu sprawy przez „ustawionych” ojców, próbach załatwienia jej przez gratyfikację dla ofiary itp. Sprawę zbiorowego gwałtu niektórzy próbują nawet wiązać z niedawnymi próbami samobójczymi dwóch brodniczan.

- To niczym niepotwierdzone plotki. Nazwiska pojawiające się w śledztwie nie są w żaden sposób związane z wymienianymi koneksjami i sytuacjami - zapewnia jednak prokurator Artur Krause.

Pomyłki bywają i kosztują


Od 2014 roku do dziś sąd siedmiokrotnie orzekał o wypłatach pieniędzy dla osób niesłusznie zatrzymanych lub tymczasowo aresztowanych w rejonie Prokuratury Okręgowej w Toruniu. - Kwoty wypłat były różne: od 800 zł za jedno z niesłusznych zatrzymań po 112 tysięcy za inne. W przypadku aresztów: od 7 do 80 tysięcy zł. Kosztami obarczany jest w takich przypadkach, podobnie zresztą jak przy niesłusznych skazaniach, skarb państwa - mówi Artur Krause.

W tym samym okresie Sąd Okręgowy w Bydgoszczy orzekł o 18 wypłatach w sprawach niesłusznych zatrzymań, aresztów tymczasowych, ale i skazań. Łącznie na kwotę 3,5 mln zł. - Ale wypłat stricte odnoszących się do odpowiedzialności naszych prokuratorów w sprawach zatrzymań i aresztów orzeczono cztery, w sumie na kwotę 323 tysięcy zł - wylicza prokurator Jan Bednarek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy.

Do sprawy brodnickiej wrócimy.

PS Imię brodniczanki zostało zmienione.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.