Rodeo na argentyńskiej pampie

Krzysztof Błażejewski 27 marca 2016

Na rozległych pampasach w argentyńskiej Patagonii pasą się niezliczone stada bydła. Ich mięso z powodu naturalności tych pastwisk i tutejszego klimatu uchodzi za najsmaczniejsze na świecie.

Gauczowie właśnie wyprowadzili ze stajni najlepsze konie, jakie są do dyspozycji na estancji Santa Ana. Za chwilę rozpocznie się rodeo

Fot.: Krzysztof Błażejewski

Jak okiem sięgnąć, wszędzie rozciąga się zielona i świeżo pachnąca trawiasta równina. Aż po horyzont. Pod błękitnym niebem z rozdmuchanymi, poszarpanymi obłokami. Monotonię krajobrazu przerywa jedynie wysadzana drzewami droga, z jednej strony ogrodzona i opalikowana. Gdzieś daleko podnosi się tuman kurzu. Potem dołącza do niego głuchy, rosnący tętent. Piaszczysta mgła gęstnieje, z niej wyłaniają się sylwetki jeźdźców na koniach. Większość z nich ma na głowie kapelusze, pod szyją krótkie wstążki. Ze strzemion wystają wysokie skórzane buty. Wypisz, wymaluj - prawdziwi kowboje. Powoli skręcają do stajni, gdzie w spokoju stoi parę tuzinów innych wierzchowców.


Nie, nie przeniosłem się w czasie na Dziki Zachód. I nie jestem w ogóle w Ameryce Północnej, tylko w Południowej. W roku 2016. Na argentyńskiej pampie, w pobliżu rancza, a właściwie estancji Santa Ana. U gauczów - legendarnych pastuchów z Patagonii.

W stronę Ziemi Ognistej


Ich kraina to rozległe pastwiska zwane pampasami. Ciągną się z północy na południe Argentyny, od Buenos Aires przez circa 1000 kilometrów w kierunku Ziemi Ognistej. Ziemia tu jest niesłychanie żyzna, ale tylko częściowo wykorzystana rolniczo. Większość terenu zajmują pastwiska. Trawa jest tak bujna i bogata w składniki pokarmowe, że pasące się na niej bydło - zamienione na mięso - ma wysoką renomę na całym świecie. Przez dziesiątki lat pampasy karmiły całą Argentynę i wiele innych krajów, a budowane tam rancza zatrudniały setkami gauczów, którzy doskonale zarabiali i żyli w dobrobycie.

Ale od tamtej pory świat bardzo się zmienił. Do hodowli bydła potrzeba dziś niewielu pracowników. Dlatego i gauczowie należą już do „zanikającego gatunku”. Stanowią jednak wciąż żywą legendę tej części świata. Teraz właściciele pastwisk i estancji żyją w dużej części z turystyki. W Argentynie zapanowała moda na spędzanie przez mieszczuchów urlopów i weekendów na pampasach, w starym stylu, blisko natury. Najlepiej pomiędzy gauczami.

Do estancji Santa Ana prowadzi piaszczysta droga, ocieniona szpalerami wysokich drzew - bez nich wiatr nieustannie nanosiłby pył, trudno byłoby też wytrzymać na słońcu. W samym środku rancza znajdują się zabudowania mieszkalne w charakterystycznym kształcie czworoboku z otwartym patio wewnątrz. Estancja powstała ponad sto lat temu według obowiązującego wówczas stylu zwanego criollo. Na zewnątrz zostały usytuowane trawniki i klomby, wysadzane krzewami, budynki gospodarcze i kuchnie, a w kolejnym pierścieniu, najbardziej zewnętrznym, stajnie dla koni i zagrody dla bydła - rzadko zresztą wykorzystywane. Tereny są tutaj tak rozległe, że prowadzenie stada na nocleg do estancji mijałoby się z celem.

W Santa Ana właściciele zbudowali dodatkowo plac z niskimi trybunkami - kilkadziesiąt osób wygodnie może obserwować tu popisy gauczów podczas tradycyjnego rodeo, ściągającego wielu gości.

Czekając na widowisko można zajrzeć do opuszczonych domków gauczów. Są świadectwem niedawnego życia na tych odległych od cywilizacji równinach. Niezwykłe w nich jest to, że praktycznie wszystkie meble i urządzenia, łącznie z łóżkami, szafami i fotelami, wykonano ze... skóry i kości wołowych, których tu akurat zawsze było pod dostatkiem. Opodal czynny jest sklep, który oszałamia wzornictwem oraz barwnością prezentowanych tu wyrobów ze skóry, które ciągle pozostają argentyńską specjalnością.

Parillas dla gigantów


W okolicach kuchni trafiam na wzmożony ruch. Z gigantycznych zamrażarek jeden z gauczów wydobył solidne porcje mięsiwa. Przewiózł je wózkiem do budynku z paleniskami i razem z pomocnikami zaczął je rozkładać na parillas (grillach) o rozmiarach... sporej kanapy. Potem zaczęło się rozpalanie ognia.

Widząc moje zainteresowanie, jeden z pomocników zagaduje mnie. „Chorizo, senior, chorizo” - powtarza. Domyślam się, że tak nazywa się tu tego rodzaju potrawę. Niebawem okazuje się, że możemy się dogadać po... niemiecku. Pablo miał dziadków pochodzących ze Szwabii, którzy tu osiedlili się w latach 30. ubiegłego stulecia.

Pablo, gauczo na estancji Santa Ana: Ja urodziłem się już tutaj, w Santa Ana. Mieszkam tu całe życie. Nie mam ochoty stąd się ruszać. Pampa to dla mnie wszystko.


- Mieszkali w Buenos Aires w niemieckiej dzielnicy - mówi - ale tam było trudno o pracę. Ja się urodziłem już tutaj, w Santa Ana. Mieszkam tu całe życie. Nie mam ochoty stąd się ruszać. Pampa to dla mnie wszystko,

Pablo śmieje się, widząc moją zafrasowaną minę na widok ogromnych steków, które rozkłada na swojej części dymiącego już parillo. - Nie jesteś jedyny - pociesza mnie. - Wszyscy Europejczycy tak reagują. My naprawdę tutaj mamy mięsa pod dostatkiem.

Ogromnymi szczypcami Pablo zaczyna przewracać mięso na drugą stronę. Pachnie coraz ciekawiej.

Rzeczywiście, uczta na estancji trwa długo i kończy się powszechnym utyskiwaniem na ucisk rozepchanych żołądków. Wyniosę stąd naukę, że nie wolno narzekać na stopień twardości wołowiny serwowanej w Polsce. Ta najlepsza na świecie, argentyńska, przyrządzana na miejscu przez najlepszych specjalistów, jest równie trudna do pogryzienia... Obżarstwu towarzyszy popijanie obowiązkowej w Argentynie yerba mate oraz - w nieograniczonej ilości - serwowanego w karafkach czerwonego młodego wina, które niedawno przywieziono tu z podandyjskiej Mendozy.

Ale prawdziwym deserem jest rodeo. Gauczowie popisują się sprawnością w jeździe i celnością rzutu lassem oraz trzema skórzanymi kulami, zwanymi boleadoras, co jest ich specjalnością. Niestety, nie wszystkie popisy dobrze widać, bo bardzo się kurzy. Dawno nie padało.

Deszcz przychodzi dopiero w nocy. Leje stosunkowo krótko, ale niezwykle rzęsiście, wielkimi kroplami. Nad ranem bezkres trawy wygląda jeszcze bardziej zielono. Oddalający się w stronę stad na pampasach gauczowie widoczni są aż po sam widnokrąg, z drogi nie unosi się już kurz. Jak mówią ci, którzy zostali na miejscu, mięso następnych zarzynanych sztuk będzie dzięki tym opadom jeszcze smaczniejsze.

Warto wiedzieć: Argentyńscy gauczowie


Słowem „gauczo” w XIX wieku określano Metysów, którzy zasiedlali stepowe tereny Brazylii, Urugwaju i Argentyny. Dziś mówi się tak na pastuchów, wypasających stada bydła i owiec na niezmierzonych równinach Argentyny.

Ponieważ w przeszłości gauczowie musieli stawiać czoło wielu wyzwaniom, zwłaszcza siłom przyrody, ich określenie stało się we współczesnym języku synonimem odwagi i męstwa, a także ważną częścią tradycji kulturowej.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 27-03-2016 16:12

    Brak ocen 0 0

    - ciekawa : czy ta pampa to krewna pampersow ? Krzysiu odpisz

    Odpowiedz