Jesz carpaccio, sushi, czulent, mule? Jesteś na szczycie drabiny społecznej

Przemysław Łuczak 25 marca 2016

„Wiedza o tym, co ktoś je - czy stać go na drogie i wyszukane potrawy, o których na co dzień się nie słyszy; czy spożywa posiłek w restauracji, czy w domu, - może podnosić lub obniżać jego pozycję w hierarchii społecznej” - mówi prof. HENRYK DOMAŃSKI z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.

Henryk Domański: - Aż 70 procent wyższych kierowników, inteligentów, pracowników umysłowych i przedstawicieli małych firm deklaruje jedzenie tiramisu

Fot.: Piotr Smoliński, Polska Press



Co mówią o nas nawyki żywieniowe?
Nawyki żywieniowe informują zarówno o naszym stylu życia, jak i o zróżnicowaniu wzorów jedzenia w zależności od pozycji społecznej. Wynikają one z czynników pochodzeniowych, a więc z socjalizacji, wychowania w rodzinie robotniczej lub inteligenckiej, mającej określone przyzwyczajenia, upodobania, rytuały i normy. To, co ludzie jedzą, z kim jedzą, gdzie jedzą i jak się zachowują w czasie jedzenia, zależy nie tylko od wyboru tego, co nam smakuje. Wzory jedzenia są odzwierciedleniem naszego systemu wartości, co z kolei wynika z tego, jaką pozycję społeczną się zajmuje.

Jakie wnioski płyną z ogólnopolskiego badania „Wzory jedzenia, style życia a stratyfikacja społeczna”, które przeprowadził Pan wraz z zespołem?
Z naszych analiz wynika, że układ klas społecznych w Polsce nie zmienił się prawie wcale od blisko 30 lat. A wzory jedzenia są niezwykle trwałym czynnikiem stylu życia, stabilizującym podziały i dystanse społeczne. Analizując uzyskane dane dotyczące upodobań kulinarnych, można zauważyć pojawienie się nowych kategorii, które podtrzymują hierarchię społeczną. Na najniższym szczeblu sytuują się ludzie dziedziczący ubóstwo, a z drugiej strony, elita biznesu, która powoli zaczyna przeradzać się w klasę wyższą. To, jak grupy społeczno-zawodowe mogą stabilizować te podziały, można z kolei dostrzec na przykładzie spożywania nowych potraw, takich jak włoskiego deseru tiramisu. Otóż aż 70 proc. wyższych kierowników, inteligentów, pracowników umysłowych i przedstawicieli małych firm deklaruje jedzenie tiramisu, ale wśród robotników wykwalifikowanych i niewykwalifikowanych odsetek ten wynosi 40 proc., a u rolników tylko 30 proc.

Czy na talerzu, podobnie jak w przypadku aspiracji edukacyjnych, udziału w życiu kulturalnym czy rodzaju uprawianych sportów, tak samo wyraźnie widać nierówności społeczne?
Prawidłowość ta występuje we wszystkich krajach, bo zwyczaje, dotyczące upodobań muzycznych, czytania określonej literatury czy sposobu spędzania wolnego czasu, zależą m.in. od poziomu zamożności, wykształcenia i statusu społecznego. Inne zwyczaje kulinarne mają specjaliści i kierownicy wyższego szczebla, czyli nowa inteligencja, inne niżsi pracownicy umysłowi, robotnicy, inne rolnicy, a jeszcze inne właściciele firm. Wiedza o tym, co ktoś je - czy stać go na drogie i wyszukane potrawy, o których na co dzień się nie słyszy; czy spożywa posiłek w restauracji, czy w domu - może podnosić lub obniżać jego pozycję w hierarchii społecznej.

Ale te wszystkie kategorie społeczne łączy jedno, jemy przede wszystkim w domu...
Na ogół - mimo jeżdżenia za granicę, wysokiego wykształcenia i globalizacji - zarówno w Polsce, jak i w innych krajach, większość ludzi żywi się w domu, choć zależy to od rodzaju posiłku. W Polsce posiłkiem najrzadziej spożywanym w domu jest śniadanie. W naszych badaniach deklarowało to 72 proc. ludzi. Najczęściej w domu Polacy jedzą kolację, co było pewnym zaskoczeniem - około 91 proc. Natomiast pośrodku znajduje się obiad, który 80 proc. z nas jada w domu. Coraz częściej jednak do obiadu zasiadamy w restauracji czy barze, podczas przerwy w pracy.

Jak zmieniały się w ciągu ostatniego ćwierćwiecza polskie wzorce żywieniowe?
Bardzo słabo, właściwie jedyna zmiana dotyczy szerszej oferty. System rynkowy stworzył większe możliwości uzyskiwania nowych rodzajów jedzenia, potraw, których nie było w PRL. Po drugie, pojawiło się dużo więcej niż kiedyś barów, restauracji i kawiarni. Po trzecie, od początku lat 90. Polacy coraz bardziej zaczęli odczuwać potrzebę jedzenia rzeczy różnych. Pojawiło się zjawisko tzw. omniworyzmu, czyli „wielożerności”, chęć próbowania nowości. Poza tym coraz więcej ludzi wyjeżdża za granicę, nie tylko do pracy, lecz również na wakacje. To wszystko sprzyja otwieraniu się polskiego społeczeństwa na większą różnorodność. Wzrosło zapotrzebowania na zmianę stylu jedzenia, w domu czy poza domem, a jeżeli poza domem, to żeby sprawić sobie przyjemność. Jedzenie w modnej restauracji jest też wyznacznikiem prestiżu społecznego. Czynnikami, które kontrują tego rodzaju postawy są jednak tradycja i normy dotyczące jedzenia, zakorzenione w życiu rodzinnym.

Czy zmiany we wzorcach żywieniowych dotknęły świątecznych stołów?
Akurat tutaj tradycja najczęściej dochodzi do głosu. Gdy porównamy dzisiejsze czasy z tym, jak to wyglądało w Polsce Ludowej, zmieniło się niewiele. Poza tym oczywiście, że obecnie są o wiele większe możliwości kupienia produktów potrzebnych do przyrządzania świątecznych potraw. Stół wielkanocny czy wigilijny jest czymś, co jest bardzo dobrze zdefiniowane w naszej obyczajowości i jakiś wielkich odstępstw od tradycji nie należy oczekiwać. Byłoby to bowiem naruszeniem pewnej normy, niezgodnym z naszymi przyzwyczajeniami, które dają poczucie bezpieczeństwa i zadowolenia z życia. Dlatego tutaj nie „grożą” nam żadne aspiracje związane z poszukiwaniem nowych potraw czy smaków.

Polacy dość chętnie próbują egzotycznych smaków. Wylansowane przez polityków ośmiorniczki przyjmą się czy raczej pozostaną okazjonalną osobliwością?
Myślę, że pozostaną raczej jednorazową atrakcją w sytuacjach, gdy wypada poznać ich smak lub udowodnić innym, że znamy się na tym. Jednym z elementów zmiany stylu życia jest jedzenie czy picie rzeczy nowych, o których słyszy się m.in. w mediach. Ale czym innym jest spróbowanie ich w restauracji, a innym autentyczne żywienie się np. ośmiorniczkami, polubienie ich i wytworzenie się systematycznie powtarzanego zwyczaju.

A kto jest bardziej chętny do eksperymentowania z jedzeniem, kobiety czy mężczyźni?
Mężczyźni znacznie częściej szukają nowinek, kobiety są bardziej tradycyjne. Nie ma natomiast specjalnych różnic dotyczących preferowanych potraw czy napojów. Interesującą rzeczą dotyczącą płci, którą uchwyciliśmy w tym badaniu, dość zaskakującą zresztą, jest to, że kobiety częściej niż mężczyźni piją kawę. Trzeba jednak pamiętać, że kobiety pełnią inne role w rodzinie. Częściej niż mężczyźni zajmują się domem, zakupami, przygotowują posiłki dla całej rodziny i podejmują decyzje związane z tym, co rodzina wspólnie je. Ale najbardziej otwarci na nowe style życia, jedzenia, itp. są młodzi ludzie.

Jakie potrawy powszechnie kiedyś spożywane zniknęły z polskiego jadłospisu?
W zasadzie nie ma takich potraw. Najczęściej jemy, tak, jak kiedyś, mięso w różnych postaciach, ziemniaki, kopytka, sałatkę warzywną z majonezem czy różnego rodzaju zupy. Spożycie ryb nadal jest na niskim poziomie, zwłaszcza w porównaniu z krajami skandynawskimi. Pojawiło się natomiast wiele potraw, których kiedyś nie było na naszych stołach, ponieważ nie można było ich kupić. Są to np. carpaccio, sushi, czulent, mule, krewetki, tortilla. I właśnie to najczęściej jedzą ludzie aspirujący do wyższej klasy średniej, zajmujący najwyższą pozycję społeczną.


Teczka osobowa: Prof. dr hab. Henryk Domański


Socjolog, badacz podziałów społecznych. Pracuje w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN (w latach 2000-2012 był jego dyrektorem). Kieruje Zakładem Badania Struktury Społecznej i Zespołem Studiów nad Metodami i Technikami Badań Socjologicznych. Prorektor Collegium Civitas.

Zajmuje się m.in. badaniem obiektywnych i świadomościowych aspektów podziału społeczeństwa na warstwy, ruchliwości społecznej oraz metodologią badań społecznych.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.