9 kilometrów 900 metrów, stacja XII: Jezus umiera na krzyżu

Piotr Schutta 26 marca 2016

18 marca nocą 350 osób poszło w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej z Bydgoszczy do Torunia. Do pokonania mieli 44 kilometry. Modlili się po drodze na 14 stacjach Męki Pańskiej. Nie wszyscy doszli. Od początku do końca był z nimi nasz reporter.

Ci, którzy podjęli to wyzwanie po raz pierwszy w życiu, nie kryli zaskoczenia tym, że tak trudno im dojść do końca. Większość z nich docierała do ostatniej stacji Męki Pańskiej w stanie wyczerpania

Fot.: Filip Kowalkowski

Godzina czwarta nad ranem, dwudziesty piąty kilometr drogi. Stacja VIII: Jezus spotyka płaczące niewiasty. Słychać dzwon w Łążynie. Stąd do Torunia jest dokładnie 19 kilometrów. Jeszcze ciemno. Temperatura dwa stopnie poniżej zera. Nie pada. Wiatr umiarkowany. Jak na środek marca pogoda całkiem łaskawa. To jedyny plus. Bo poza tym wszystko do kitu.


Kościół zamknięty, więc nie ma się gdzie ogrzać. Ludzie siadają na kamiennych schodach. Niektórzy mają karimaty. Świecą sobie latarkami „czołówkami”. Ktoś otwiera termos z kawą, która dawno przestała być gorąca. Rozważania do tej stacji drogi krzyżowej napisała lekarka Kamila. Zastanawia się, dlaczego niewiasty płaczące nad Jezusem było stać tylko na współczucie. Sama zachęca do czynu.

Łatwo powiedzieć, gdy nie boli staw biodrowy, nie rwą kolana, nie palą podeszwy, z kręgosłupa nie promieniuje ból i nie puchną kostki. Dwudziesty piąty kilometr Ekstremalnej Drogi Krzyżowej Bydgoszcz-Toruń to trzy kilometry za półmetkiem. Dla Bartka z Bydgoszczy o trzy za dużo. Nie tylko jego zabiera stąd samochód. Ludzie chwytają za komórki i wzywają wcześniej umówionych przyjaciół, by po nich przyjechali. Mężczyzna z Wyżyn dzwoni do żony, ale ta ani myśli przyjechać. Namawia męża, by wytrzymał. Wsparcie daje efekt. Człowiek zbiera się w sobie i rusza dalej. Dojdzie do końca. Wsparty na dwóch kijach, które znajdzie po drodze. Pokonanie 44 kilometrów i 200 metrów zajmie mu 12 godzin i 30 minut. Nie będzie ostatni.

Iwona Langner, jedna z organizatorek bydgosko-toruńskiej trasy EDK, czuwa przez całą noc przy telefonie, a potem, o piątej rano jedzie na końcową stację drogi, by odhaczać tych, którzy doszli, i wręczać im symboliczne dyplomy.

- Pierwsze doszło, a właściwie dobiegło małżeństwo z Bydgoszczy. Było już o 4.30. Biegło cały czas. Następny pielgrzym przybył dopiero godzinę po nich - mówi kobieta.

Kryzys puka do każdego. Niektórzy będą szli z bólem prawie od początku. Jedni zmierzą się z nim po pierwszych dziesięciu kilometrach, drudzy poczują „to” w połowie trasy i będą się zastanawiać: czy potworny ból w biodrze albo kłucie w kolanie to sygnały poważniejszego urazu i czy dalsza wędrówka nie jest głupotą. Zaczną szukać prawdziwej odpowiedzi. „Dlaczego się tego podjąłem? Dla Chrystusa czy z ambicji? Co mi strzeliło do głowy? Przecież to bez sensu”.

Czasu na przemyślenia będzie dużo.

Zaleca się milczenie


- Jeden 60-letni pan powiedział mi, że szedł z intencją udanej operacji swojej córki. Miała mieć w poniedziałek przeszczep. Późno przyszedł. Ale chyba ostatnia doszła 64-letnia kobieta. W południe. Pokonanie trasy zajęło jej czternaście godzin. Tak jak innych, doprowadziła ją intencja - mówi Iwona Langner.

Dziewięć minut po piątej. Zamek Bierzgłowski. Trzydzieści kilometrów w nogach. Stacja IX: trzeci upadek Jezusa. Otyły mężczyzna z bródką pomaga sobie kijkami do nordic walking. Idzie tak, jakby w każdej chwili miał upaść. Tempo żółwie.

- Wszystko w porządku. Ja po prostu wolno chodzę - tłumaczy i wraca do milczenia. Organizatorzy prosili, by trasę przebyć w milczeniu. Nie wszyscy posłuchają. Niektórzy będą gadać całą noc. Inni jednak odłączą się od grupy lub partnera, by zachować ciszę.

kobieta w czerwonej kurtce: Podjęłam się, więc idę. Lubię kończyć to, co zaczęłam. Ale czołgam się po prostu. Nie wiedziałam, że będzie aż tak ciężko.


Kaplica w Bierzgłowie, niestety, zamknięta. Każdy siada, gdzie popadnie. Na dziedzińcu tylko dwie ławki. Obie zajęte. Drewniane schody w bramie wydają się być rajem. Dziewczyna w niebieskiej kurtce wykonuje ćwiczenia rozciągające. Wygląda świeżo. Rozmawia przez telefon: - Halo! Gdzie jesteś? Ojej. Ale doczołgaj się tutaj... No, do zamku.

W rozważaniach naukowiec Marcin opowiada o tym, jak siedem razy wymiotował, wchodząc na Mont Blanc. Nawiązuje do determinacji Chrystusa, który wszedł na szczyt Kalwarii, by umrzeć tam w męczarniach, zbawiając świat. Zachęca, by się nie poddawać.

Po sympatycznym Karolu nie widać zmęczenia. Tryska energią i humorem.

- Przeczytałem w Internecie, że jest taka droga krzyżowa, zgadałem się z przyjacielem i baja. Nogi same niosą - opowiada i kantem dłoni celuje wymownie w horyzont, na którym już rządzi słońce. Dzień budzi się piękny. Ale od trzydziestego kilometra droga dla wielu staje się męką. Zaczyna się liczenie kilometrów, które zostały do końca i planowanie następnych odcinków trasy. „Dobra, dojdę tu. Dwa kilometry dziewięćset. Dam radę. A potem zobaczymy”.

- Pachwiny, biodra, mięśnie nóg - wylicza Karol. Jego też boli. Choć tego nie okazał. - Musi boleć. Jakby człowiek nic nie odczuł, to co to za droga krzyżowa. Chociaż myślałem, że będzie bardziej ekstremalnie. Jakaś wspinaczka, ostre zejścia - rozgaduje się Karol. Macha do siostry, która podąża dwadzieścia metrów za nim. - O kurczę, przepraszam, że się tak rozgadałem. Milczenie - reflektuje się po chwili i przepraszając milknie.

Śpiewają leśne ptaki. Podejście malowniczym wąwozem mogłoby być cudownym doznaniem, ale nie w tych okolicznościach. Niska, korpulentna kobieta po pięćdziesiątce toczy walkę o przetrwanie. Na trzydziestym trzecim kilometrze zatrzymuje się przed kapliczką w Leszczu, sprawiając wrażenie osoby, która zaraz położy się na asfalcie i już nie wstanie.

- Podjęłam się, więc idę. Lubię kończyć to, co zaczęłam. Ale czołgam się po prostu. Nie wiedziałam, że będzie aż tak ciężko. Przecież chodzę prawie codziennie po kilkanaście kilometrów. Myślałam, że spokojnie sobie poradzę - przyznaje. Ma na sobie czerwoną, turystyczną kurtkę. W dłoniach kije. Z jej plecaka wystaje wędkarskie siedzisko składane. Znajomi robili zakłady, czy w ogóle odważy się zapisać na EDK. Obstawiali po 10 zł. Mąż obiecał, że w razie czego zabierze ją z trasy. A potem modlił się, żeby nie zadzwoniła.

Bóg się nie obrazi


Dochodzi siódma rano. Kościół w Świerczynkach. Zamknięty. Jeśli ktoś chciałby się położyć na chwilę, to, oczywiście może, ale pomarzyć. Do końca dziewięć kilometrów i dziewięćset metrów. Stacja XII: Jezus umiera na krzyżu. Autorem rozważań jest kleryk Tomek. „Nie bierz życia zbyt poważnie, bo i tak nie wyjdziesz z niego żywy”, przytacza słowa swojego pierwszego kazania.

ks. Henryk Stippa: Najgorsze było to, że zanim przysnąłem, coś musiałem palnąć podczas nauki w konfesjonale. Jakieś bzdety podobno opowiadałem.


Ksiądz Henryk Stippa musi na Świerczynkach zakończyć swoją ekstremalną wędrówkę, bo w parafii czeka go spowiedź. Przyzna później, że zdążył na dyżur spowiedniczy, ale ze zmęczenia zasnął w konfesjonale.

- Najgorsze było to, że zanim przysnąłem, coś musiałem palnąć podczas nauki w konfesjonale. Jakieś bzdety podobno opowiadałem - żartuje duchowny.

Ze Świerczynek jest do kolejnej stacji dokładnie 7,7 km. To najdłuższy, najbardziej morderczy odcinek na trasie EDK. Idzie się ścieżką rowerową i przez 4 kilometry nie ma ani jednej ławki. Są jedynie leszczynowe gałęzie na dawnym nasypie kolejowym. Niektórzy łamią je i wykorzystują jako kijki. To pomaga doczłapać się sztywnym krokiem zombie do końca. Większość kuleje.

- Dojdę jakoś do pętli autobusowej i rezygnuję. Bóg na pewno się nie obrazi - mówi chłopak w białej kurtce i opada na ławkę. Ostatnie kilometry pokonał wsparty o wielką gałąź.

Stacja XIV: Jezus złożony do grobu. Rozważanie Wojtka, eksnauczyciela. „Jezu, pomóż mi zamknąć za sobą stare życie”.

Początki drogi: Miała być dla mężczyzn


Ekstremalną Drogę Krzyżową zapoczątkowali siedem lat temu członkowie krakowskiej wspólnoty Męska Strona Rzeczywistości. Dzisiaj połowa uczestników to kobiety.

EDK powstała - jak piszą jej pomysłodawcy - z potrzeby zmiany standardowego spojrzenia na mężczyznę w Kościele. „Warto otworzyć umysł, pognać w nieznane, zacząć działać, żyć prawdziwie. Świat potrzebuje ludzi żywych, zaangażowanych”. Tegoroczna edycja EDK była rekordowa. Zapisało się na nią ponad 25 tysięcy ludzi. Szli na 215 trasach, w 112 miastach i w 6 państwach. W tym roku motywem wiodącym rozważań EDK były miejsce i rola lidera we wspólnocie chrześcijańskiej. Teksty rozważań pisali ludzie, którzy w przeszłości doświadczyli Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Nie pisali jednak, jak pokonać trasę. Pisali o swoim życiu w kontekście wiary w Chrystusa. Jednym z pomysłodawców EDK jest krakowski ksiądz Jacek Stryczek, prezes Stowarzyszenia Wiosna, znanego m.in. z organizacji akcji Szlachetna Paczka, autor nowatorskich kazań i happeningów.

Kościoły zamknięte: W Skłudzewie powidła


Ekstremalna Droga Krzyżowa na trasie Bydgoszcz-Toruń po raz pierwszy została zorganizowana w ubiegłym roku.

W drogę wyruszyło wówczas 280 osób. Do ostatniej stacji doszło 250 pielgrzymów. W tym roku zainteresowanie EDK było znacznie większe. Zapisało się 420 osób, ale na trasę wyszło ostatecznie 350 wędrowców (część z nich być może poszła w krótszej, 28-kilometrowej drodze krzyżowej z Osowej Góry). Doszło do końca na pewno 300 pielgrzymów. Trasa była taka sama jak w ubiegłym roku. Wytyczał ją przewodnik turystyczny po regionie Tadeusz Frymark. Stacje rozważań drogi krzyżowej zlokalizowane były przy przydrożnych kapliczkach, przy kościołach, na skraju cmentarzy. Na dwudziestym kilometrze, w Skłudzewie, urządzono w pałacu kaplicę. Można było się tam ogrzać, przebrać, wypić gorącą herbatę i poczęstować się chlebem razowym z powidłami z aronii i śliwek. Był to jedyny kościół, który w nocy przyjął uczestników EDK. Pozostałe były zamknięte. Tym większy szacunek należy się małżeństwu Danuty Sowińskiej-Warmbier i Leszka Warmbiera z Fundacji Piekniejszego Świata, którzy poświęcili noc, by ugościć wędrowców.

Obecność Chrystusa: Uczestników przybywa


Oszałamiająca popularność Ekstremalnej Drogi Krzyżowej zastanawia nawet samych księży. Coraz więcej ludzi co roku wychodzi na nocną wędrówkę, by doświadczyć obecności Chrystusa.

Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie o fenomen popularności Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. W tegorocznej edycji wzięło udział dwa razy więcej uczestników niż przed rokiem. Za rok może być jeszcze więcej. Łączenie popularności akcji z modą na bieganie byłoby drastycznym uproszczeniem. Niewątpliwie część uczestników EDK chce się sprawdzić. Fizycznie i psychicznie.Z komentarzy internetowych i innych świadectw wynika, że większość wyrusza na nocną modlitwę po wertepach, ponieważ nie wystarcza im to, co mówi o Chrystusie Kościół. Chcą go doświadczyć osobiście.

Od autora:


Udział w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej nie był moim pomysłem. Kiedy więc otrzymałem polecenie przygotowania reportażu uczestniczącego z EDK, od razu pomyślałem o Szymonie z Cyreny. Bo poczułem się jak on - przymuszony. Po tygodniu pracy, w piątek wieczorem, gdy inni rozpoczynają weekend, ja mam iść do Torunia? Bez przygotowania fizycznego? Bez motywacji? Wydało mi się to szalone i bez szans na powodzenie. Myliłem się.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 29-03-2016 19:43

    Brak ocen 0 0

    - bąk: Pielgrzymowanie nic nie mam do tego sama chodziłam ale, że nocą to duża przesada - trzeba brać pod uwagę - porę roku, zdrowie itd. Jakoś nie widzę tu księży na tej Drodze Krzyżowej bo im by się przydała bardzo ?

    Odpowiedz

  2. 26-03-2016 14:15

    Oceniono 4 razy 1 3

    - ivtec: XXI a ludzie wierzą w bajki o ludziach chodzących po wodzie... W tym kraju nigdy nie będzie dobrze jeżeli większość będzie wierzyć w bajki i pozwalać sobą manipulować...

    Odpowiedz

  3. 26-03-2016 13:39

    Oceniono 5 razy 3 2

    - Pawel: Pierwszy raz czytając Nowości, a czytam je od wielu lat, wzruszyłem się. Mam nadzieję, że to coś więcej niż wzruszenie, szczególnie z Szymonem z Cyreny.

    Odpowiedz

  4. 26-03-2016 11:31

    Oceniono 4 razy 3 1

    - czytelnik 8: W tę noc kościoły i kaplice na trasie EDK mogły być otwarte . Zdaje się że zabrakło wyobraźni i ktoś zapomniał o tradycji pielgrzymowania nawet wiekach średnich gdzie kaplice i kościoły stanowiły naturale oparcie dla pielgrzymów

    Odpowiedz

  5. 26-03-2016 10:31

    Oceniono 6 razy 2 4

    - cezar: ryj opada,coz za news

    Odpowiedz