W obronie polskiej ziemi, czyli chłop na walizkach, superwładza w ręce urzędników Agencji Nieruchomości Rolnych

Grażyna Ostropolska 25 marca 2016

Projekt „ustawy o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości zasobu własności rolnej skarbu państwa” budzi kontrowersje. Opozycja straszy rolników nacjonalizacją, rządzący tłumaczą zmianę prawa obroną ziemi przed cudzoziemcami.

Fot.: Rys. Łukasz Ciaciuch


Pan Wiesław, gospodarz spod Sicienka mówi, że ma mętlik w głowie. - Uszy mi od słuchania puchną, a wiedzy nie przybywa. W telewizji mówią, że nie będę mógł przekazać ziemi dzieciom, jeśli nie są rolnikami, a jak syn usłyszał, że nie da się przez najbliższe lata dokupić ziemi, oznajmił, że gospodarowanie na 15 ha nie ma sensu i myśli o wyjeździe do Anglii - tłumaczy.


Wojciech Mojzesowicz, były członek PiS i minister rolnictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego (w 2007 r.) oraz właściciel 215 ha ziemi w gminie Koronowo, tak ocenia rządowy zamysł wstrzymania na 5 lat sprzedaży państwowej ziemi i zastąpienie jej dzierżawą: - Jako rolnik z dziada pradziada w odróżnieniu od innych polityków nigdy z gospodarstwa nie odszedłem, bo wiem, że własność ziemi to świętość, a socjalizm dlatego się przewrócił, bo ziemia była państwowa, czyli niczyja.

O dzierżawie mówi tak: - Takie

siedzenie na walizkach


nie jest gwarantem silnego państwa, bo ziemię najlepiej obroni właściciel, polski rolnik z pokolenia na pokolenie.

Hasło: „obrona przed cudzoziemcami” też nie robi na nim wrażenia: - W mojej gminie obcokrajowiec nie ma szans na kupno ziemi, bo nikt mu nie sprzeda - mówi. Widzi taki problem na ziemiach zachodnich, gdzie skarb państwa przejął po wojnie gospodarstwa poniemieckie. - Tam polscy rolnicy powinni się stać właścicielami ziemi jak najszybciej, zanim Niemcy nie wywalczą prawa do roszczeń.

Józef Znamirowski, działacz NSZZ „S” Rolników Indywidualnych rozumie pośpiech autorów nowej ustawy. - To ostatni dzwonek, bo od 1 maja wchodzi wolny obrót ziemią, a ta była w Polsce tak zabezpieczona jak Europa przed terrorystami - ocenia. Uważa, że grunty rolne nie mogą być jedynie lokatą kapitału. - A tak było w mojej gminie Inowrocław. Ziemia z ANR

szła do obszarników,


takich, co już mają po 1000 ha i na przetargach biorą wszystko, podczas gdy inni nawet 10 ha na poszerzenie gospodarstwa nie byli w stanie wylicytować - tłumaczy Znamirowski. Kłuje go w oczy, że obszarnicy jeżdżą po polu jeepami i rządzą. - Bo czy komuś są potrzebne tysiące hektarów? - pyta. Sam ma 31 ha. - Za mało, bo dziś trzeba co najmniej 50 ha, by wyżyć z roli - uważa. Do dzierżawy podchodzi jak do jeża. - Chwilowo tak może być, ale chłop musi być z ziemią w trwałej symbiozie, a nie siedzieć na walizkach - oświadcza. I on, i Mojzesowicz boją się wszechwładzy urzędników ANR.

- Mają do dyspozycji ok. 1,5 mln ha ziemi. Będą gonić chłopa po polu, decydować, czy odebrać mu dzierżawę i stawiać biedaka na baczność. Korzystniej byłoby ziemię sprzedać i ANR z grupą 1500 urzędników zlikwidować - proponuje były minister rolnictwa, a Znamirowski widzi to tak: - Władze muszą się przyjrzeć, jak wyglądała dotychczasowa opieka ANR nad ziemią, bo ja uważam, że to była wolna Amerykanka, układy i układziki.

Grzegorz Smytry, dyrektor oddziału ANR w Bydgoszczy, przyznaje, że projekt ustawy zwiększa uprawnienia pracowników agencji, ale i odpowiedzialność. Ma też obawy: - Możemy być posądzani o

różne niecne rzeczy


i tego nie da się uniknąć, choć organizowane przez ANR przetargi nadal będą się odbywać przy udziale wieloosobowych komisji społecznych - mówi. Projekt nowej ustawy zakłada, że oprócz licytacji agencja może rozstrzygać o dzierżawie na podstawie pisemnych ofert. - Wtedy priorytetem nie musi być cena, bo komisja np. może uznać, że warto wzmocnić ziemią najmniejsze gospodarstwa - tłumaczy.

Jan Ardanowski, poseł PiS: Jest bałagan informacyjny, myślę, że celowo wytwarzany głównie przez PSL, które do tej pory nie zgłosiło poprawek do projektu ustawy.


Zwiększy się też rola kontrolna ANR. - Nabywca będzie składał pod odpowiedzialnością karną oświadczenie, skąd ma środki na kupno ziemi, co ma przeciwdziałać jej zakupowi na tzw. słupy - informuje Grzegorz Smytry. Agencja będzie też kontrolować handel udziałami w skupujących grunty spółkach, gdzie wspólnikiem jest obcokrajowiec. Zakładano je, by pominąć zgodę ministrów rolnictwa i spraw wewnętrznych na zakup ziemi przez cudzoziemca. - Jeśli coś będzie nie tak, ANR ma prawo odkupić udziały od tych osób po rynkowej cenie, a jeśli nie będzie na to zgody - wystąpić o ustalenie ich wartości do sądu - wyjaśnia dyrektor. Podczas spotkań w Izbach Rolniczych często słyszy pytanie: „Czy to prawda, że nie mogę przekazać gospodarstwa bliskim, bo nie są rolnikami?” i musi tłumaczyć, że

to nieprawda.


- Jest bałagan informacyjny, myślę że celowo wytwarzany głównie przez PSL, który do tej pory nie zgłosił poprawek do projektu ustawy - twierdzi Jan Ardanowski, poseł PiS z sejmowej komisji rolnictwa. - Wprowadzamy tę ustawę, bo kończy się 12-letni okres ochronny w UE, a że siła nabywcza rolników ze starej Europy jest wyższa, to polscy rolnicy nie byliby w stanie z nimi konkurować - wyjaśnia polityk. Zakaz sprzedaży państwowej ziemi nie będzie dotyczył rozproszonych działek do 2 ha. - ANR będzie wręcz zachęcać okolicznych rolników do ich zakupu w celu poszerzenia gospodarstwa - przekonuje Ardanowski. Pięcioletni zakaz sprzedaży nie dotknie też gruntów, przeznaczonych w miejscowym planie zagospodarowania na cele pozarolnicze np. budownictwo, strefy przemysłowe czy infrastrukturę. - Jeśli gmina wyznaczy działki budowlane, to będzie je mogła kupić także osoba niezwiązana z rolnictwem - studzi obawy mieszczuchów, marzących o domku na wsi. Można też będzie przekazywać ziemię rodzinie: dzieciom, rodzeństwu i ich potomstwu. - Nie muszą mieć kwalifikacji rolniczych, ale jeśli będą ją chcieli sprzedać, to tylko rolnikowi i tego będziemy się trzymać, by ziemia nie była przedmiotem lokaty kapitału lub spekulacji - oświadcza poseł, powołując się na głośne wykupy ziemi pod autostrady, z nadzieją na

duży zysk.


Jeśli rolnik kupi ziemię, to musi się zobowiązać, że będzie osobiście prowadził gospodarstwo przez 10 lat. - W Zachodnio-Pomorskiem było tak, że obcokrajowiec kupował ziemię, ustanawiał plenipotenta, a sam siedział w Luksemburgu lub Berlinie. To się skończy, bo jak się cudzoziemcowi zamarzy ziemia w Polsce, to musi się tu osiedlić i 10 lat ją uprawić - wyjaśnia Ardanowski i zaznacza, że o tym, czy wypadki losowe lub ekonomiczne dają powód do wcześniejszej sprzedaży ziemi, zdecyduje sąd.

Nowe prawo mówi: „Stop!” obszarnikom, a za takich uznano rolników posiadających co najmniej 300 ha. - Jeśli kiedykolwiek nabyli tę ziemię z zasobów skarbu państwa, będą wyłączeni z przetargów ograniczonych - informuje poseł PiS, dodając, że Nowoczesna optowała za zniesieniem bariery, a Kukiz15 i NSZZ „S” RI chcieli obniżenia granicy do 100 ha. Do twierdzeń rolników, że dzierżawa zniechęca do inwestowania, odnosi się tak: - To polskie przyzwyczajenie do posiadania. Do moich biur poselskich przychodzą dziesiątki rolników, którzy kupili ziemię na kredyt, licząc na dobrą cenę mleka i mięsa, a teraz mają komornika na karku.

Poseł podaje przykład Francji, gdzie 70 proc. rolników to dzierżawcy. - Tam ziemia jest droga, u nas wciąż tania, ale to się zmienia. W latach 90. hektar w Kujawsko-Pomorskiem można było kupić za 500 - 1000 zł, a dziś trzeba mieć na taki zakup ok. 50 tys. zł - przypomina poseł Ardanowski. Zaznacza, że dzierżawa powinna być trwała. - Ministerstwo Rolnictwa przygotowuje właśnie projekt nowej ustawy o dzierżawie dziedzicznej, co powinno wzmocnić jej opłacalność - dodaje.

Warto wiedzieć: Ziemi i agencji moc



Skarb Państwa ma ok. 1,5 miliona ha gruntów rolnych, którymi dysponuje Agencja Nieruchomości Rolnych. Regionalny oddział ANR z siedzibą w Bydgoszczy rozporządza 75 ha dzierżawionej ziemi w Kujawsko-Pomorskiem i 6 ha gruntów niezagospodarowanych. Rynkowe ceny ziemi w naszym województwie oscylują w granicach 25-50 tys. zł za hektar, najdroższe transakcje: ok. 100 tys. zł za ha przeprowadzono w okolicach Inowrocławia i Włocławka.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 27-03-2016 16:00

    Brak ocen 0 0

    - ten co wie: No masz rację. Najlepiej ziemię sprzedać Niemcom poprzez podstawionych chłopków - słupków co robiła PO i PSL.

    Odpowiedz

  2. 25-03-2016 19:34

    Oceniono 1 raz 1 0

    - ciekawy : a kto obroni mnie przed plagiatami w wykonaniu Magazynu EB

    Odpowiedz