Miłe bywają amory, a później człek chory

Katarzyna Bogucka 19 marca 2016

Myli się ten, kto sądzi, że wraz z nastaniem ery antybiotyków zniknął problem chorób wenerycznych. Wenerolodzy wciąż mają co robić, ponieważ nie każdy chce zażywać jeden z najbardziej sprawdzonych i najtańszych leków, jakim jest wierność.

Osobom wiodącym bujne życie seksualne, w trosce o zdrowie własne i partnerów, zaleca się używanie prezerwatyw. Najskuteczniejszą ochroną przed wenerycznymi chorobami jest jednak wzajemne zaufanie i wierność

Fot.: 123rf


Od zarania dziejów, od neolitu, człowiek interesował się swoją seksualnością i płodnością. Uczynił z nich bożki, czcił swój biologiczny potencjał, nie przewidując, że wkrótce to, co przyjemne i fascynujące, a wciąż niewyjaśnione, stanie się przekleństwem, przyniesie śmierć. Nad historią chorób wenerycznych i polskim wkładem w ich leczenie pochylił się jeden z prelegentów cyklu „Medyczna środa” w Collegium Medicum UMK, dr n. med. Tadeusz Tadrowski.

Handel wdziękami


- Zachowały się pierwotne wizerunki bogini płodności i miłości Wenus (w mitologii rzymskiej Wenera - przyp. red.). Tamta prakobieta miała obfite kształty, szerokie biodra i ogromne piersi. Jej wizerunek z czasem ewoluował w kierunku subtelnego piękna w stylu Wenus z Milo - wskazuje autor wykładu. - Na obrazach widzimy kobietę zgrabną, urodziwą, z piękną skórą i włosami. Ona ma świadomość swoich atutów, handluje nimi, wykorzystuje je do rozmaitych celów: politycznych, osobistych, materialnych, prestiżowych. Dziś powiedzielibyśmy, że uprawia prostytucję, nierząd. Dlatego stała się patronką wenerologów i od jej imienia ta dziedzina dermatologii wzięła swoją nazwę.


Trudno wskazać konkretną datę pierwszego przypadku zdiagnozowania choroby wenerycznej. Mówi się o niej w Biblii, w Księdze Kapłańskiej Starego Testamentu, gdy Mojżesz piętnuje ludzi cierpiących na nieczysty wysięk z ciała. Podobno zginęło wówczas 24 tys. osób, zarażonych rzeżączką. Opisy „nieczystego wycieku” i „hańbiącej wysypki” są w różnych źródłach tak pomieszane, że nie wiadomo, o jaką chorobę chodziło.

Wybitni przedstawiciele medycyny w starożytności, jak Hipokrates, Galenus i Celsus, wspominali również o chorobach wenerycznych, jednak i ich opisy nie są ścisłe. Jest bardzo prawdopodobne, że rzeżączka była znana już wcześniej, jednak w dziełach Galena wyciek ropny nieraz utożsamiany jest z polucjami nocnymi lub upławami u kobiet. Objawy kiły na pewno mylono wielokrotnie z trądem, nowotworami, zgorzelą i innymi chorobami. W starożytności zaczęto reglamentować seks w domach publicznych i zachęcać do bezpłatnych badań. Szkopuł w tym, że wciąż nie było wiadomo, skąd konkretnie biorą się dolegliwości. W czasach nowożytnych Antonius Pius wprowadził bezpłatne i przymusowe leczenie, ale reguła ta dotyczyła tylko obywateli Rzymu. Program nie przyniósł pożądanych efektów, ponieważ za sukcesem profilaktyki stoi, podobnie jak dziś, leczenie całej narażonej na zachorowanie populacji.

Choroba rozwijała się zatem w najlepsze. - Przyjmuje się, że do Europy kiła zawitała w XV wieku - mówi dr Tadeusz Tadrowski. - Część naukowców uważa, że przywiózł ją z amerykańskiej podróży Kolumb. Inni przekonują, że kiła w Europie już była, ale dopiero po zmieszaniu ze szczepem amerykańskim stała się agresywna.

Pod koniec XVI wieku kronikarz Janko z Czarnkowa donosił o chorującym biskupie. Trudno jednak uznać to źródło za wiarygodne, bo, podobnie jak dziś, w tamtych czasach stosowano okrutną plotkę jako oręż do walki z wrogiem. Kolejny trop wiedzie do słynnego ołtarza Wita Stwosza w Krakowie.

- Powstał przed wyprawami Kolumba, widać na nim postać z charakterystycznym dla kiły wrodzonej, czyli odziedziczonej po matce, siodełkowatym nosem - zauważa dr Tadrowski. - Wit Stwosz słynął z wiernego oddawania postaci - nie jest przypadkiem, że ta twarz nosi znamiona kiły. Zauważył ją w ołtarzu słynny polski wenerolog Franciszek Walter. Opisał zresztą wszystkie choroby skórne, jakie udało mu się wypatrzeć u niebywale precyzyjnego Stwosza.

Jak zombie


Jakie objawy wywoływała kiła? Wiele zmian na skórze, głównie wrzody zwane kilakami, po których zostają blizny na całe życie (na twarzy i narządach płciowych). W późniejszym okresie nieleczona kiła atakuje układ nerwowy oraz układ kostny, deformując go całkowicie. - Tacy chorzy nie przypominali ludzi, a zombie, byli więc izolowani - dodaje dr Tadrowski. - Po części z powodu wyglądu chorych zaczęła zresztą funkcjonować polska nazwa tej choroby, czyli syfilis (od łacińskiego: miłośnik świń, brudu, nieczystości). Jest jeszcze inna etymologia związana z mitycznym pastuszkiem Syphilosem, którego bóg słońca pokarał za grzechy wrzodami.

Kiła dziesiątkowała rody, także królewskie. Leczono ją rtęcią, a ta odpowiadała za bezpłodność, poronienia i śmierć noworodków. W XVIII wieku choroba była tak powszechna, że przestano na nią zwracać uwagę, a nawet się nią chwalono. Blizny po wrzodach były tuszowane barwnikami, nazywane miłosnymi pieprzykami. Szczycono się nimi...

Koniec męki?


Jedną z metod leczenia (poza rtęcią) były okłady z gnoju. W Warszawie, w szpitalu przy ul. Gnojnej (nazwa ulicy nieprzypadkowa), nagich pacjentów wstawiano po szyję do końskiego obornika. Z marnym skutkiem. W 1905 roku Schaudin i Hoffmann odkryli krętka bladego. W 1906 roku Wasserman wymyślił metodę diagnostyczną, zwaną dziś odczynem Wassermana. W tym samym roku zaczęto też stosować pierwszy chemioterapeutyk na bazie arsenu: salwarsan - od łacińskiego salvator, czyli zbawiciel. Wierzono, że lek skończy mękę schorowanych miłośników. Skończyła ją penicylina, ale dopiero w 1928 roku.

PS Cytaty pochodzą z wykładu w cyklu „Medyczna środa”, pt. „Przymiot, klątwa Wenery, choroba francuska - historia walki z chorobami przenoszonymi drogą płciową (STD) i polski wkład w tę walkę.”

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.