I celebryci, i sybaryci mogą przeglądać się w tych obrazach jak w lustrze

Katarzyna Bogucka 19 marca 2016

- Nigdy nie pozostawiam odbiorców bez nadziei. Niekiedy promieniuje ona światłem zza czarnych chmur albo pojawia się jako rodzina, która zawsze była dla mnie ostoją - mówi RENATA UZARSKA-BIELAWSKA, artystka malarka.

Renata Uzarska-Bielawska: - Bardzo przeżywam walkę ludzi z żywiołami, które są coraz bardziej agresywne

Fot.: Tadeusz Pawlowski



Ostatni raz rozmawiałyśmy. w 2005 roku. Wtedy malowała Pani zwiewne tancerki, nie stroniąc jednak od realistycznego malarstwa mistycznego. A dziś?
Jeszcze bardziej przeżywam to, co się dzieje. Bardzo dotknęła mnie katastrofa smoleńska, przeżywam także walkę ludzi z żywiołami, które są coraz bardziej agresywne. Podążam za swoimi przeżyciami duchowymi. Od początku artyści zastanawiali się nad sensem sztuki, dociekali, jaką powinna pełnić rolę. Poglądy na ten temat były różne. W XIX wieku Claude Monet stwierdził, że artysta powinien malować jak ptak śpiewa, czyli proklamował czysty impresjonizm. Z kolei Emil Zola powiedział, że nieważny jest temat, ale jak się maluje. Po drugiej stronie stanęli zwolennicy sztuki opartej na pewnych rygorach intelektualnego operowania kompozycją. Między jednymi, a drugimi roztacza się szerokie pole dla różnych dokonań artystycznych m.in. dla sztuki zaangażowanej. Picasso mówił, że sztuka powinna być zaangażowana politycznie. Inni czerpali z obyczajowości, ekspresjonizm niemiecki czy pieriedwiżnicy rosyjscy dotykali spraw społecznych. Najbardziej uniwersalna jest tematyka egzystencjalna.

Doskonale się w niej Pani odnajduje...
Z upływem lat coraz bardziej. Ktoś powie, że to nic nowego. Racja. Nasze wady, zachowania, postawy są niezmienne od zarania świata. Pewne zjawiska są stałe, mimo, że jest inna dekoracja. Zachowania ludzkie też są przewidywalne, ale w ostatnim czasie zauważyłam pewne zaburzenia tej odwiecznej stałości. Chodzi o naturę, o naszą coraz większą bezsilność wobec jej gniewu. Ogromny postęp nauki nie ma wpływu na fakt, że w jednej chwili ludzkie życie zmienia się o 180 stopni, że katastrofy weryfikują nasze postawy, poglądy. Gdzieś znika buta, pewność siebie i przemożne pragnienie wchodzenia na wszelkie możliwe sposoby w rolę Pana Boga. Żywioły są próbą naszego człowieczeństwa.

Te dylematy i lęk widać na Pani ostatnich pracach, które są właśnie prezentowane są w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie...
Ucieszył mnie ogromny sukces tej wystawy, doskonałe opinie kuratorki, ale i zwiedzających, którzy, co nietypowe w przypadku prezentacji twórczości ludzi o nieznanym na danym terenie nazwisku, przybyli do galerii tłumnie. Zaszczycili mnie także swoją uwagą redaktorzy trójkowego „Magazynu bardzo kulturalnego”. I co najważniejsze, ludzie rozumieją przesłanie moich obrazów. Jest ich aż 50, w tym kilkanaście dwumetrowych.

Bardzo czytelny jest chociażby przekaz pracy, pt. „Exodus”. Natychmiast skojarzyłam ją z problemem uchodźców.
To właśnie autor miał na myśli. Praca podzielona jest na trzy części. W centralnej, zatytułowanej „Ucieczka”, widzimy rodzinę na tratwie, próbującą przetrwać na wzburzonych falach. Dwie kolejne prace z tego kręgu tematycznego przedstawiają morze głów, niepoliczony tłum, ale bez twarzy, bez cech indywidualnych. Nie wiadomo, kto w tym zgromadzeniu jest postacią pozytywną, komu można zaufać, a kto może zrobić krzywdę. Malując myślałam też o ludziach osiedlających się w Polsce z wyboru. Zewsząd słyszę, że nasz kraj jest dla przybyszów kulturalną oazą i ostoją.

Nie ucieknie się jednak przed zawiścią, zazdrością...
Widzę to coraz wyraźniej, dlatego w ostatnich obrazach porzuciłam moje ukochane tancerki, ukochaną architekturę gotycką, czyli katedry, które są symbolem tradycji, trwania, stabilności, i zaczęłam wprowadzać groźną naturę, ale i metafory tych najniższych instynktów m.in. zazdrości, pychy, zawiści. Nasz świat nimi żyje. Na jednym z obrazów pokazuję zawiść w postaci tłumu, który próbuje ściągnąć z drabiny wspinających się po jej szczeblach ludzi. Jeden z nich jest już bezpieczny, jest tak blisko światła, że ludzka małość nie jest w stanie go dosięgnąć. Drugi jeszcze walczy, usiłuje wyrwać stopę z rąk prześladowców.

Dotyka Pani także w swojej twórczości zjawiska celebryckiej pustki.
Pewna znana aktorka wybrała Bydgoszcz na miejsce swojego ślubu. Spóźniała się, a notable i gapie stali i czekali na młodą parę na deszczu. Podobnie było z wizytą w Polsce piosenkarza Michaela Jacksona. Para prezydencka także zmuszona była na niego czekać. Pomyślałam, że to upokarzająca sytuacja, która nie licuje z powagą prezydenckiego stanu. Powstał na motywach tych refleksji obraz przedstawiający zapatrzonych w celebrycką pustkę osób. Patrzą, jak w bóstwo.

Na innym obrazie Pani „celebryta” nie ma twarzy.
Mój idol jest napompowaną, anonimową postacią wiszącą w powietrzu. Nie ma żadnych podstaw moralnych, brak mu cech stałości, solidności, dlatego fruwa niczym balon.

Jedni go kochają, a inni nienawidzą...
Ciekawi mnie również - czemu zresztą dałam wyraz podczas wystawy w Lubostroniu zatytułowanej: „ Dlaczego?” - dlaczego ludzie tak różnie reagują na to samo wydarzenie. Na obrazie pod tytułem „Tajemnica” grupa wpatruje się w metafizyczne zjawisko, w coś zwiastującego zagrożenie. Sygnalizuję to zagrożenie kolorem czerwonym. Nieco dalej stoi rodzina, która trzyma się swoich wartości i wiary, nie miesza się z tłumem gapiów. Kolejni bohaterowie tej kompozycji zasłaniają oczy, uszy, nie chcą niczego wiedzieć. Wreszcie jest całkiem spora grupa przechodniów z telefonami komórkowymi przyklejonymi do ucha, to cybermasa. Nie mogłam pominąć wątku pracoholizmu. Reprezentuje go na płótnie Syzyf i jego kamień. Nigdy jednak nie pozostawiam odbiorców bez nadziei. Niekiedy promieniuje ona światłem zza czarnych chmur albo pojawia się jako wspomniana rodzina, która zawsze była dla mnie ostoją i wiem, że szczególnie w trudnych czasach jest źródłem siły.


Teczka osobowa: Renata Uzarska-Bielawska


Artystka malarka. Ukończyła Liceum Sztuk Plastycznych w Bydgoszczy, studiowała na UMK w Toruniu . Habilitację uzyskała w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Wykłada na UKW.

Po okresie uwieczniania pejzaży i tworzenia realistycznych portretów, porzuciła wyrażanie emocji za pomocą kolorów, na rzecz linii, ruchu. W jej obrazach pojawił się motyw tańca, wirujących smukłych postaci kobiet i mężczyzn bez twarzy. Artystce chodziło bowiem bardziej o fenomen komunikacji za pomocą mowy ciała niż o konkretne osoby. Obecnie malarka ilustruje w swojej twórczości grozę żywiołów, a także ułudę doczesnych rozrywek i bożków.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.