Nasza unia żużlowa

Krzysztof Błażejewski 18 marca 2016

Na Motoarenie już trenują, w Grudziądzu i Bydgoszczy lada dzień zaczną warczeć motory. Czy ktoś jeszcze pamięta ważny epizod sprzed 65 lat, kiedy to toruńscy żużlowcy solidarnie wsparli bydgoszczan?

Zmagania „tych wspaniałych meżczyzn” na ich „szalejących rumakach” na wszystkich torach oglądały tysiące zafascynowanych żużlem kibiców

Fot.: Archiwum


Bez wątpienia podwaliny pod emocjonującą, dobrze skonstruowaną rywalizację ligową, która ściągała i ściąga do dziś na trybuny po kilkanaście, a niekiedy i więcej tysięcy kibiców, położyło stworzenie tzw. ligi zrzeszeniowej w 1951 roku. Reformie podlegał wówczas cały polski sport. W trosce o podniesienie jego poziomu, kierując się wzorami zaczerpniętymi z ZSRR, tworzono przymusowo zrzeszenia - kluby molochy. Tam mieli doskonalić swoje umiejętności najlepsi i tylko oni mogli występować w zawodach ligowych. Reszcie przypadło pocieszać się udziałem w zawodach towarzyskich.


Zimą 1951 roku podczas posiedzenia... Centralnej Rady Związków Zawodowych, ciała, które miało zarządzać odtąd polskim sportem, przyjęto, iż w nowej lidze żużlowej, która miała jeździć według zmodernizowanych zasad, wystąpi 6 zespołów. Tylko dla tylu miało wystarczyć motocykli marki JAP, konstruowanych w Wielkiej Brytanii i sprowadzanych do Polski za „ciężkie”, trudne do zdobycia dewizy. Tymi ekipami - szczęśliwcami zostały Budowlani, Stal, Kolejarz, Ogniwo, Górnik i Włókniarz. W żużlowym środowisku zawrzało. W tej sytuacji wiele silnych dotąd ośrodków pozostałoby bez ligowego żużla. Nic dziwnego, że z pominiętych klubów każdy, kto mógł i jak tylko mógł, starał się ugrać w centrali coś więcej dla siebie. Pierwszym ustępstwem władz było „dołożenie” do ligi dwóch kolejnych zrzeszeń - Unii i Spójni. Potem do akcji wkroczyły dwa „kluczowe” ministerstwa. To ich interwencji zawdzięczać trzeba, że na kwietniowym posiedzeniu Prezydium Polskiego Związku Motocyklowego ligę powiększono ostatecznie do 10 zespołów, dodając drużyny CWKS (wojsko) i Gwardii (milicja).

Z mgły zapomnienia


Kiedy to się już stało faktem, pozostała do załatwienia jeszcze jedna kwestia, która budziła kolejne wielkie emocje. W niektórych zrzeszeniach oczywiste było, gdzie będzie centralny ośrodek. Nikt w kraju nie podważał pierwszeństwa Leszna w Unii, Warszawy w Budowlanych, Rawicza w Kolejarzu itp. Kłopot był natomiast z Ogniwem (spór zakończył się zwycięsko dla... Bytomia) i Gwardią. Tu o prawo prowadzenia centralnej sekcji ubiegały się Bydgoszcz, Poznań, Rzeszów i nawet Kraków. Nieśmiało też swoje aspiracje zgłaszał Toruń. Każde z tych miast chciało mieć drużynę rywalizującą w lidze.

Jak to się stało, że ten spór na swoją korzyść rozstrzygnęła Bydgoszcz? Na długie lata sposób wyłonienia miasta siedziby zrzeszenia Gwardia okryła mgła zapomnienia. Do tego stopnia, że powszechnie przeczono, by do sportowej rywalizacji na torze o prawo posiadania centralnej sekcji zrzeszenia w ogóle doszło. Przed laty odnaleźliśmy wzmiankę, że decydujące zawody odbyły się 23 kwietnia 1951 roku na torze w Rzeszowie. Gwardia bydgoska, wzmocniona zawodnikami z Torunia, miała pokonać drużynę Gwardii z Rzeszowa i Poznania. Jednak nie była to prawda, a przynajmniej cała prawda.

Udało nam się ustalić dokładnie przebieg eliminacji gwardyjskich z 1951 roku. Otóż rzeczywiście ich datę wyznaczono na 23 kwietnia w Rzeszowie. Sześć dni wcześniej, w poniedziałek 17 kwietnia, do Rzeszowa, zgodnie z ustaleniami, przybyć mieli wszyscy najlepsi żużlowcy z różnych klubów gwardyjskich na specjalny obóz przygotowawczo-szkoleniowy. Na miejsce dojechali zawodnicy z Bydgoszczy, Torunia, Poznania i Krotoszyna. Zabrakło gwardzistów z Krakowa. Przez cały tydzień żużlowcy objeżdżali miejscowy tor na kilku motocyklach marki JAP, jakie całe zrzeszenie miało do dyspozycji. W tym czasie władze centralne Gwardii i organizatorzy zastanawiali się, jaki wariant kwalifikacji wybrać. Ostatecznie zrezygnowano z turnieju z udziałem kilku drużyn. Najlepsi na treningach zostali zakwalifikowani do startu w indywidualnym turnieju 20-biegowym. Jego wyniki miały być wzięte pod uwagę przez żużlową centralę.

Nie dostali wolnego


Tymczasem w niedzielny poranek na miejsce eliminacji stawił się zespół z Krakowa, twierdząc, że jego zawodnicy nie zostali wcześniej zwolnieni z pracy. W tej sytuacji organizatorzy kwalifikacji znaleźli się w kłopotliwym położeniu. Ostatecznie „salomonowym wyrokiem” ogłoszono, że turniej indywidualny odbędzie się w zaplanowanej obsadzie, natomiast żużlowcy z Krakowa wezmą udział w kolejnym turnieju kwalifikacyjnym, który odbędzie się w najbliższej przyszłości. Do tego jednak, choć dalej odbywały się treningi pod okiem samego Józefa Olejniczaka, wicemistrza Polski, już nigdy nie doszło.

„Nowiny Rzeszowskie”, 25 kwietnia 1951 r.: Z zawodników obcych dużą klasę wykazał Raniszewski oraz Buda z Bydgoszczy. Zawodnik rzeszowskiej Gwardii Nazimek miał w tym dniu wyjątkowego pecha.


Tymczasem jeszcze przed wyjazdem do Rzeszowa działacze bydgoskiej Gwardii dogadali się z torunianami. W zamian za rezygnację działaczy i żużlowców toruńskich z reprezentowania odrębnego klubu i nagłego „wstąpienia” najlepszych zawodników do Gwardii Bydgoszcz obiecano im różne korzyści. Nie można wykluczyć również, ze wszystko to odbyło się na drodze prostego polecenia z Komitetu Wojewódzkiego PZPR czy Komendy Wojewódzkiej MO z Bydgoszczy. W każdym razie w decydujących zawodach w Rzeszowie torunianie i bydgoszczanie mieli wspólnie reprezentować Bydgoszcz.

Ten krok okazał się bardzo słuszny. Turniej wygrał „bydgoszczanin” Zbigniew Raniszewski z dorobkiem 18 pkt w pięciu startach (obowiązywała punktacja 4-3-2-1) przed „prawdziwym” bydgoszczaninem Józefem Budą (17), Kazimierzem Kurkiem z Krotoszyna (15) i kolejnym torunianinem w bydgoskiej skórze, Romanem Zakrzewskim (14). W czołówce turnieju uplasował się jeszcze Franciszek Śrubkowski z Bydgoszczy, ale np. Bolesław Bonin zajął dopiero przedostatnie miejsce. Najlepszy z rzeszowian, Józef Dyląg, był 5., Eugeniusz Nazimek - 7., Władysław Karpiel - 10. Nie można się dziwić, że po tych zawodach nikt już nie miał wątpliwości, iż główna siła Gwardii znajduje się w Bydgoszczy. Tylko nieliczni mieli świadomość, że gdyby Raniszewski i Zakrzewski wystąpili pod odrębną firmą „Toruń”, to bez ich pomocy Bydgoszcz uzyskałaby w zawodach 35 punktów, a Rzeszów - 49. Czym by się to mogło skończyć? Łatwo sobie można wyobrazić...

Warto wiedzieć: Pomagali i później



Zbigniew Raniszewski aż do swojej tragicznej śmierci na torze w Wiedniu w kwietniu 1956 roku startował w Gwardii Bydgoszcz i był podporą tego zespołu, który w 1955 roku został drużynowym mistrzem kraju.

Inny żużlowiec Gwardii Toruń, startujący w pamiętnych zawodach w Rzeszowie, Roman Zakrzewski, wspomagał bydgoski zespół w lidze zrzeszeniowej w roku 1951, a kolejny torunianin, Andrzej Szadziński, występował w ligowej drużynie Gwardii w sezonach 1952 i 1954.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.