Tajemnice grobu, który przyciąga pielgrzymów z całego świata

Tomasz Bielicki 18 marca 2016

Współczesny Indiana Jones nie musi tropić skarbu z mapą w dłoni. Z pomocą przychodzą mu technologia i kontakty na świecie. Tak chrześcijańska tradycja zyskuje dziś naukowe uzasadnienie.

Santiago, obok Rzymu i Jerozolimy, jest jednym z najpopularniejszych miejsc pielgrzymowych chrześcijan

Fot.: Facebook


Kiedy naciskał spust migawki aparatu, dobrze wiedział, że druga taka szansa może się szybko nie powtórzyć. Dlatego uważnie wymierzył. Raz, dwa... Łącznie wykonał setkę zdjęć, kontrolując kadry pochylony nad ekranem komputera. Rzadko zdarza się, aby kanonicy z hiszpańskiego Santiago de Compostela pozwolili wprowadzić do katedralnego grobu zdalnie sterowany aparat fotograficzny. Ostatnio taka sytuacja wydarzyła się w 1988 roku. Ograniczenia techniczne zdjęć nie pozwoliły wtedy jednak poznać odpowiedzi na pytania, które nurtowały prof. Enrique Alarcóna, badacza i znawcę historii grobu św. Jakuba.


Tego typu naukowców można szukać ze świecą. Hiszpan od lat powtarza, że nauka jest jedna. I korzysta z niej tak, jak kiedyś Arystoteles i Platon - analizując wiedzę z wielu dziedzin. Studiowanie manuskryptów łączył już z przestrzenią Davida Hilberta. Starał się też zaistnieć w humanistyce cyfrowej, współpracując z firmą IBM. Sprawą grobu św. Jakuba zainteresował się przypadkowo, gdy przestudiował aktualny stan badań. Przy okazji wykładu na Wydziale Teologicznym UMK, otrzymał propozycję, aby napisać na ten temat rozdział książki. Bez tego nie usłyszelibyśmy o jego odkryciu.

Niczego tam nie ma...


Pierwszym, który przed prof. Alarcónem w celach naukowych zaglądał do katedralnego grobu był Antonio Lopez Fereiro. W 1888 roku dostał zielone światło, aby wyjąć szczątki z dawnego mauzoleum rzymskiego, w którym, zgodnie z wielowiekową tradycją, Apostoł miał zostać pochowany wraz ze swoimi uczniami - Atanazym i Teodorem. To właśnie oni mieli przetransportować jego ciało z Palestyny do Hiszpanii. Kiedy jednak kanonicy pochylili się nad uznawanym za miejsce spoczynku św. Jakuba otwartym grobem, okazało się, że... niczego w nim nie ma.

prof. Enrique Alarcón: Filip II, który był władcą Hiszpanii w XVI wieku, miał obsesję na punkcie wszelkich relikwii. Wszystkie chciał sprowadzić do Escorialu pod Madrytem.


- Antonio Lopez Fereiro szybko połączył fakty - opowiada prof. Alarcón. - Filip II, który był władcą Hiszpanii w XVI wieku, miał obsesję na punkcie relikwii. Wszystkie chciał sprowadzić do Escorialu pod Madrytem. Biskup Santiago, wiedząc o jego planach, musiał więc ukryć kości św. Jakuba w innym miejscu niż wskazywały źródła. Pytanie brzmiało: gdzie ich szukać?

Nie było żadnej pisanej wskazówki na ten temat. Był za to dziwny obrzęd, który odprawiano od wielu lat w katedrze. W kilka dni w roku w czasie oficjalnych uroczystości trzeba było przejść za główny ołtarz i odmówić serię modlitw. Zapadła decyzja, aby właśnie tam spróbować kopać. Narzędzia poszły w ruch. I rzeczywiście - natrafiano na kości. Szczątki porównano z relikwiami św. Jakuba z innych kościołów europejskich. Pochodziły od tej samej osoby.

Tuż po wojnie, bo w 1949 roku, badania nad grobem podjęli Chamoso Lamas i Guerra Campos. Ich również czekała spora niespodzianka. Można wyobrazić sobie zdumienie archeologów, gdy po zdjęciu katedralnej posadzki natrafili na ogromny cmentarz, który istniał od czasów rzymskich do średniowiecza.

- Ludzie wiedzieli, że to specjalne miejsce i robili wszystko, aby zostać tam pochowanymi - tłumaczy Hiszpan.

Na arenie badań nad grobem Apostoła prof. Alarcón pojawił się na początku XXI wieku. Zaintrygowała go kwestia interpretacji greckiej inskrypcji „Atanasios Martir” (Atanazy Męczennik) odnalezionej w latach 80. XX wieku na kamieniu w krypcie. Ten, kto ją sporządził, zrobił to celowo w taki sposób, aby na pierwszy rzut oka nie można jej było dostrzec. Zresztą dziś - po tylu latach - jej odczytanie też nie jest proste. Wymaga zastosowania nowoczesnej technologii. Wykonane przez prof. Alarcóna zdjęcia posłużyły do stworzenia trójwymiarowego obrazu, który poddano badaniom.

- Poczułem się, jakby ktoś zapalił świtało w ciemnym pokoju. Zdałem sobie sprawę, że grecka inskrypcja skrywa w sobie hebrajski zapis imienia Jakub. Do tego doszły jeszcze ukryte w literach symbole „Alfa” i „Omega” w formie krzyża oraz odwołanie się do żydowskich świąt - tłumaczy prof. Enrique Alarcón.

Tylko dla wtajemniczonych


Warto przypomnieć, że w okresie prześladowań - co ukazano m.in. w powieści „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza - chrześcijanie posługiwali się symbolami, czytelnymi tylko dla wtajemniczonych. Czymś naturalnym musiało być więc pochowanie św. Jakuba przy wszelkich pozorach pochówku pogańskiego.

Wnętrze katedry widziane zza barku figury św. Jakuba, którą obejmują wszyscy pielgrzymi odwiedzający Santiago

fot. Facebook

Wnętrze katedry widziane zza barku figury św. Jakuba, którą obejmują wszyscy pielgrzymi odwiedzający Santiago

Hiszpański naukowiec przez pięć lat badał hebrajskie znaczenie zwrotu i konsultował wyniki z wybitnymi znawcami epigrafii z Jerozolimy, specjalistami języka greckiego oraz badaczami historii Hiszpanii z okresu rzymskiego. Potwierdzili jego hipotezę. Okazało się, że greckie słowo męczennik („martir”) było niezwykle rzadko zapisywane w taki sposób. To grecki dialekt z Beocji, którym mówiono w Azji Mniejszej. Wykorzystuje się go, aby jednocześnie wyrazić hebrajskie słowo Jakub. Biorąc pod uwagę to, że niezwykle rzadkie imię Atanazy również jest symboliczne i nawiązuje do zmartwychwstania, napis można odczytać jako „Nieśmiertelny świadek Jakub”.

Pytanie bez odpowiedzi


- Badania potwierdzają tradycję, dotyczącą pochówku św. Jakuba i to, że został wysłany z misją ewangelizacyjną na koniec świata, którym w ówczesnej kulturze był przylądek Finisterra - opowiada prof. Alarcón. - Do dziś nie znamy odpowiedzi na pytanie, co przekonało biskupów i króla, którzy na początku IX wieku zidentyfikowali grób św. Jakuba. Wiemy, że Arabowie, którzy najechali 200 lat później Santiago, zniszczyli bazylikę i prawdopodobnie mozaikę, która zdobiła jego grób. To właśnie na niej mogły znajdować się dodatkowe wskazówki. Musiały to być na tyle przekonujące dowody, że już chwilę po odkryciu do Santiago przybywają liczni pielgrzymi nie tylko z Hiszpanii, ale i z Francji.

Obecnie Santiago de Compostela odwiedza 4 mln osób rocznie.

Teczka osobowa: Enrique Alarcon


Profesor filozofii na Uniwersytecie Nawarry w Pampelunie. Jest prezesem Fundacji św. Tomasza z Akwinu, dyrektorem Corpus Thomisticum, ekspertem Ministerstwa Nauki i Innowacji w Hiszpanii.

Obecnie prowadzi interdyscypinarne badania nad odnalezionymi w grobie św. Jakuba starożytnymi inskrypcjami maryjnymi. Badania są częścią realizowanego wspólnie z Wydziałem Teologicznym UMK w Toruniu grantu Narodowego Centrum Nauki.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.