Panie wójcie, dalej od naszych domów z tymi wiatrakami! - apelują mieszkańcy gminy Chełmża. Toczy się gra na czas

Małgorzata Oberlan 18 marca 2016

Do Sejmu już trafił projekt ustawy, który wreszcie określa minimalną odległość wiatraka od domostw. Czy dlatego samorządy spieszą się teraz, by umocować prawnie nowe wiatrowe inwestycje?

Dariusz Pawlak (z lewej) i Witold Kopik pytają władze gminy: - Kto jest ważniejszy, ludzie czy wiatraki?

Fot.: Jacek Smarz


Oczywiście, że tutaj chodzi o czas! Gmina Chełmża też spieszy się z uchwaleniem takiego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla wsi Zalesie, które da zielone światło wiatrakom, i to stawianym - jak to już ma u nas miejsce - zaledwie kilkaset metrów od domów - nie ma wątpliwości Dariusz Pawlak.


Pan Dariusz jest sołtysem Sławkowa, wsi w gminie Chełmża. Sławkowianie na wojnie z wiatrakami odnieśli zwycięstwo. W zeszłym roku, na drodze administracyjnej, zablokowali plan ustawienia kilku wiatraków w swojej wsi. Wspomagało ich stowarzyszenie „Ostoja Żuraw”, działające na terenie kilku gmin. Tak skutecznie, że Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Toruniu wydało korzystne dla przeciwników wiatraków postanowienie. Teraz pospolite ruszenie gminne dotyczy obrony Zalesia, w którym gmina planuje pozwolić na budowę trzech elektrowni wiatrowych.

Dyskusja publiczna? Zero chętnych


Projekt ustawy o elektrowniach wiatrowych, nazywanej już „odległościową”, mówi, że wiatraki stawiać będzie można najwyżej w odległości dziesięciokrotnej długości budowli od domostwa czy obszarów cennych przyrodniczo (czyli od ok. 1,2 do 2,5 km). To wyczekiwana zmiana przez wszystkich tych, którzy obawiają się hałasu, infradźwięków, wibracji, migotania świateł , miotania lodem czy też fragmentami uszkodzonych turbin (były już takie przypadki!). Obecnie w Polsce - tak, jak to obserwują choćby mieszkańcy gminy Chełmża - wiatraki stawia się w odległości kilkuset metrów od zabudowy mieszkaniowej.

Zalesie, którego przyszłość najpewniej rozgrywać się będzie już na najbliższej sesji Rady Gminy (22 marca), ma przyjąć u siebie trzy elektrownie wiatrowe. Tymczasem to malownicza miejscowość nad jeziorem, z ośrodkiem wypoczynkowym. W 2013 roku Kujawsko-Pomorskie Biuro Planowania Przestrzennego i Regionalnego, w swoim opracowaniu „Odnawialne źródła energii - zasoby i możliwości wykorzystania na terenie województwa” wskazało je jasno jako obszar wyłączony z lokalizacji wiatraków. Właśnie ze względu na wysokie walory przyrodnicze i krajobrazowe.

Przeciwko wiatrakom w Zalesiu oficjalnie zaprotestowali już w liście otwartym mieszkańcy gminy, podobne pismo wystosowała „Ostoja Żuraw”. Nie są Don Kichotami - nie występują przeciwko inwestorowi, czyli firmie stawiającej w okolicach wiatraki. Domagają się po prostu, by władze gminy broniły, po pierwsze, interesu mieszkańców, a potem pochylały się nad racjami biznesu.

- Te listy zostaną poddane odpowiedniej procedurze. Uwagi w nich zawarte mogą zostać przyjęte i uwzględnione w MPZP Zalesia lub odrzucone - mówi Kazimierz Bober, zastępca wójta gminy Chełmża. I przypomina, że od 25 stycznia do 24 lutego tego roku projekt planu wyłożony był do publicznego wglądu.

Sebastian Lewicki, Sławkowo: Podczas dyskusji publicznej w Urzędzie Gminy „dyskutowały” trzy osoby, w tym dwie urzędniczki. Tak się u nas ważne sprawy konsultuje...


- Takie konsultacje społeczne to mydlenie oczu - nie kryje zdenerwowania Sebastian Lewicki, mieszkaniec Sławkowa. - Na dyskusję publiczną mieszkańców zaproszono do Urzędu Gminy w Chełmży, 12 lutego, na godzinę 12. „Dyskutowały” trzy osoby, w tym dwie panie urzędniczki. Wiadomo: miejsce niezbyt nieprzyjazne, godzina nie ta. Tak to się w naszej gminie ważne sprawy konsultuje...

Nie tylko mieszkańcy Zalesia czy Sławkowa czują, że sprawy wiatraków załatwiane są jakoś za ich plecami. Witold Kopik, gospodarz ze wsi Kuczwały, też ma takie wrażenie. - O tym, że wiatrak mający od fundamentów do skraju skrzydła 240 metrów stanie w odległości jakichś 300-400 metrów od mojego domu, dowiedziałem się, gdy sprawa była już przesądzona. Podobnie inni gospodarze - twierdzi pan Witold.

Kto na tym zarabia? I ile?


Na terenie gminy Chełmża stoi dziś pięć wiatraków: w Brąchnówku (1), Głuchowie (2) i Skąpem (2). - Na kolejne dwa inwestor uzyskał już pozwolenie na budowę (Kuczwały - przyp. red.). Aktualnie uchwalony MPZP na terenie gminy przewiduje też wybudowanie jednej elektrowni wiatrowej w miejscowości Zelgno, a owa trwająca procedura MZPZP dla Zalesia dotyczy trzech elektrowni - dodaje Kazimierz Bober, zastępca wójta.

Oczywiście, wiatraki to pieniądze. I dla firm w nie inwestujących, i dla gminnych budżetów, i dla prywatnych właścicieli gruntów. - Nikt chętnie nie dzieli się takimi informacjami, ale wiemy, że średnio gospodarz może liczyć na 2-2,5 tysiąca zł miesięcznie. Gdy bywają sytuacje konfliktowe, np. przy protestach społecznych, firmy stosują wobec rolników - nazwijmy to oględnie - dodatkową motywację finansową - mówi Sebastian Lewicki.

Sama gmina Chełmża jednak, jak zapewnia Kazimierz Bober, jak dotąd nie obłowiła się na wiatrowych inwestycjach. - Jeśli chodzi o wiatraki, to gminny budżet ma tylko korzyści z tytułu podatku od nieruchomości. Rocznie jest to ponad 300 tysięcy zł. Oczywiście, w przypadku naszej, nie kryjmy, niezbyt zamożnej gminy, liczy się każda złotówka. Ale 300 tys. zł to też nie żadna oszałamiająca kwota...

Z pewnością gmina Chełmża nie może równać się z takim Radzyniem Chełmińskim, w którym działa aż kilkadziesiąt wiatraków. No, i problemy mieszkańców takiego Radzynia to też już inna skala. W ubiegłym roku na łamach jednego z tabloidów rozpaczali gospodarze, których krowy „przez wiatraki” nie chcą dawać mleka, albo ci, otoczeni przez 18 urządzeń, którzy wpadają w ostrą nerwicę...

Gorąco wokół nowego prawa


Nie jest tajemnicą, że projekt ustawy „odległościowej” już spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem lobby wiatrakowego w Polsce. I trudno się dziwić. - Dziś odległości wiatraków od domostw regulowane są tylko poziomem hałasu w sąsiedztwie. Nigdzie nie ma precyzyjnego zapisu o minimalnej odległości bezwzględnej, który proponuje teraz projekt ustawy. Poza tym, mówi on też o nałożeniu na właścicieli elektrowni wiatrowych obowiązku regularnego nadzoru technicznego, a to kosztuje - zauważa Kazimierz Bober.

Nad projektem czuwać ma Sejmowa Komisja Infrastruktury. Procedura legislacyjna jest jawna, więc istnieje możliwość udziału w niej przedstawicieli strony społecznej, branży energetycznej czy też zaproszonych przez komisję ekspertów. I nie tylko w gminie Chełmża wielu czeka na efekty prac posłów. Jedni z nadzieją, inni z obawami...

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.