Własna filozofia na złodzieja

Piotr Schutta 18 marca 2016

Jedni chcą czarne lub białe, inni wielokolorowe. Hiszpanie na przykład nie lubią, gdy się je spina centralkami. W Emiratach Arabskich kradzieże sklepowe to rzadkość, ale i tam wolą się zabezpieczyć, a przy okazji mieć coś estetycznego, co ładnie zaprezentuje produkt. Optiguard udowadnia, że przed złodziejem można się chronić z klasą.

Tu powstają projekty prototypów urządzeń zabezpieczających przed kradzieżą, z jakimi mamy do czynienia w każdym niemal sklepie z elektroniką. Na zdjęciu: Kamil Paterkiewicz, projektant w dziele badań i rozwoju Optiguard

Fot.: Grzegorz Olkowski


To zapewne byłby materiał na pierwszą stronę „Bilda” czy innego niemieckiego tabloidu. Tytuł mógłby być na przykład taki: „Uwaga! Prezes polskiej firmy z Torunia kradnie w berlińskich sklepach!”. Na szczęście żaden z niemieckich reporterów nie był na tyle wtajemniczony w biznesowe plany Romualda Gierszala, szefa toruńskiej firmy Optiguard, który... naprawdę kradł towar ze sklepowych półek Praktikera.


- Pamiętam pierwszą „kradzież”. W Berlinie. Stres był niesamowity. Na początku wydawało mi się to absolutnie niewykonalne. No bo jak wynieść z hipermarketu budowlanego wiertarkę czy wiadro z farbą? - opowiada Romuald Gierszal, prezes spółki Optiguard, polskiego lidera w branży elektronicznych zabezpieczeń antykradzieżowych.

Umowa z Praktikerem była prosta. Macie tu listę kilkunastu towarów i dwadzieścia adresów naszych sklepów w Niemczech. Jeśli uda wam się zabrać coś z tej listy, będziemy rozmawiać dalej.

PRZECZYTAJ: W Polsce wciąż brakuje przychylności urzędników dla biznesu [ROZMOWA]

- Udało się. W dziewiętnastu sklepach „ukradliśmy” bez problemu. Tylko w jednym nas przyłapali - 62-letni Romuald Gierszal uśmiecha się na wspomnienie tamtej biznesowej „przygody”. Nawet deskę klozetową wynieśli niepostrzeżenie. - Oczywiście w umowie były też inne punkty. Mieliśmy zwracać uwagę na uważność personelu sklepowego, ale też jego otwartość, obsługę klienta, czujność.

Tak czy inaczej ludzie z firmy Optiguard najpierw sprawnie okradli niemiecką sieciówkę, a później podpisali z nią umowę na dostarczenie systemu zabezpieczeń. Aby nikt więcej nie wyniósł żadnej wiertarki.

Jak służby specjalne


- To nie tak, że jesteśmy sobie producentem czujników antykradzieżowych i koniec. My jesteśmy security. Mamy do zaoferowania nie produkt, ale całą filozofię zabezpieczenia i zaprezentowania towaru klienta. Do nas trzeba nabrać zaufania. Działamy trochę jak Secret Service. Jesteśmy, ale nas nie widać. I tak powinno zostać - mówi Wojciech Nowakowski, dyrektor zarządzający w Optiguard, z wykształcenia informatyk.

Wojciech Nowakowski, Optiguard: Do nas trzeba nabrać zaufania. Działamy trochę jak Secret Service. Jesteśmy, ale nas nie widać. I tak powinno zostać.


Pierwsze urządzenie toruńska spółka wypuściła na rynek 18 lat temu. Był to skromnie wyglądający czujnik na kabelku, mający chronić przed kradzieżą telefon komórkowy. Kiedy złodziej przeciął kabelek albo urwał czujnik z obudowy, uruchamiał się sygnał dźwiękowy.

- W tamtych czasach chodziło tylko o zabezpieczenie produktu. Urządzenia oplecione były masą kabli i wyglądały jak spaghetti. Dziś też ,oczywiście, gwarantujemy security, ale czasy totalnie się zmieniły. Samo zabezpieczenie to za mało. Prócz ochrony towaru, musimy go atrakcyjnie zaprezentować, tak by podnieść jego szanse na sprzedaż. Gdybyśmy nadal oferowali tylko czarny kawałek plastiku, nie byłoby nas dzisiaj na rynku - nie ma złudzeń prezes Gierszal. Jak mówi o sobie, jest niespokojnym duchem, którego nie interesują standardy, lecz chodzenie po białych plamach.

- My nie oferujemy wyłącznie urządzeń mających chronić przed kradzieżą. My sprzedajemy naszą filozofię. Szukamy takich klientów, którzy przejmą naszą pasję - mówią Wojciech Nowakowski i Romuald Gierszal

fot. Grzegorz Olkowski

- My nie oferujemy wyłącznie urządzeń mających chronić przed kradzieżą. My sprzedajemy naszą filozofię. Szukamy takich klientów, którzy przejmą naszą pasję - mówią Wojciech Nowakowski i Romuald Gierszal

Rozmawiamy w przestronnym gabinecie prezesa, w którym na co dzień odbywają się burze mózgów. Ale równie dobrze moglibyśmy przenieść rozmowę na korytarz czy do kuchni, gdzie również powstają nowatorskie pomysły.

- To jest kwestia nieakceptowania rzeczywistości. Mam w sobie taki wewnętrzny niepokój, nastawienie, że jutro musi być lepsze od dzisiaj. Kiedy spotykam się z różnymi rozwiązaniami technicznymi, natychmiast zastanawiam się, jak można by to zrobić lepiej. Oczywiście z ogromnym wsparciem innych ludzi. Tworzymy w firmie inspirujący klimat. My się tutaj nie rozstrzeliwujemy, tylko każdy odlotowy pomysł sprowadzamy na ziemię - dodaje Romuald Gierszal.

Na stole pięć urządzeń. Fachowa nazwa: stand alone. Wyglądają jak zwykłe stojaki z plastiku. Na co dzień, jako klienci sklepów z elektroniką, nie zwracamy na nie uwagi, choć pewnie setki razy mieliśmy je w rękach. W jeden stand wpięta jest golarka, w inny telefon komórkowy. Dopiero gdy przyjrzeć im się z bliska, zaczynają się uwidaczniać różnice. Urządzenia różnią się kształtem, fakturą i wysokością. Każdy z zaprezentowanych standów ma 124 cechy opisujące jego wygląd, co, w uproszczeniu, oznacza, że może być wyprodukowany w 124 wariantach. To na pierwszy rzut oka. Wojciech Nowakowski bierze do ręki jedno z urządzeń, odwraca, ukazując jego spód i w tym momencie zaczyna się opowieść o elektronice. Okazuje się, że każdy z tych niepozornych stojaków to minikomputer naszpikowany mikroprocesorami, czipami i tranzystorami. Uzbrojony w akumulator, konwerter, szereg gniazd i głośnik o sile stu decybeli. Elektronika najbardziej złożonych urządzeń może się składać z blisko 100 komponentów.

- Głośnik musieliśmy sami sobie zaprojektować, bo nikt czegoś takiego wcześniej nie produkował. Jak zawyje, to ochroniarz na drugim końcu sklepu na pewno go usłyszy - zapewnia dyrektor Wojciech Nowakowski.

Historia każdego z urządzeń wymyślonych w firmie Optiguard zaczyna się od burzy mózgów albo podpowiedzi samego rynku.

- Klient z RPA miał na przykład problem z uchwytami. Zasłaniały produkt i rysowały go, ponieważ były metalowe. Pogłówkowaliśmy i zaoferowaliśmy przezroczyste łapki z poliwęglanów. Dziś stosujemy je do wszystkich naszych urządzeń i sprzedajemy na całym świecie - mówi Romuald Gierszal.

Każdy dokłada cegiełkę
Kiedy już wiadomo, co ma być zaprojektowane, powstaje grupa robocza i pierwszy rysunek, nad którym pochylają się wszyscy, od produkcji, przez dział rozwoju, aż po marketing. Potem drukowany jest na drukarce 3D prototyp obudowy. Kiedyś wykonanie prototypu spółka zlecała firmie z Hongkongu. Termin oczekiwania: kilka tygodni. Dzisiaj robi się to na miejscu w kilkanaście godzin.

- Mamy pracowników na bardzo wysokim poziomie. U nas nie pracuje się po parę miesięcy. Większość ludzi jest z nami od lat. Rozmawiamy wspólnie o strategii firmy i o detalach każdego produktu. Miksujemy wiedzę poszczególnych sekcji i działów. Mechanik projektujący obudowę bardzo ściśle współpracuje z elektronikiem, elektronik biega z kolei do ludzi od produkcji, a produkcja rozmawia z działem handlowym, marketingiem i specjalistami od zakupów. Każdy dokłada swoją cegiełkę. Mamy jeden cel, wypuścić na rynek fajny produkt - tłumaczy dyrektor Nowakowski.

Większość komponentów do swoich urządzeń Optiguard kupuje u zewnętrznych dostawców. Po całym świecie. Zajmuje się tym dwoje ludzi władających biegle kilkoma językami. Podzespoły elektroniczne kupowane są w Chinach, Japonii i USA. Do niedawna za granicą zamawiano też obudowy.

- Od jakiegoś czasu mamy polskiego producenta, z czego jesteśmy bardzo dumni - mówią w firmie.

Wszystkie elementy składane są w całość w Toruniu. Zajmuje się tym dział produkcji. Sercem każdego urządzenia jest zawsze płytka PCB, na której zostaje umieszczona cała elektronika.

- Ten automat, z wbudowaną w środku kamerą, podaje z taśm i tacek mikroelementy i nakłada je na płytkę - pokazuje Patryk Ryszkowski, brygadzista z działu lutowania. Płytka następnie wędruje do pieca, w którym wszystko jest wlutowywane w odpowiednich temperaturach. Potem jeszcze część elementów lutuje się ręcznie. Na koniec elektronika zamykana jest w plastikowej obudowie przy użyciu zgrzewarki ultradźwiękowej. Zero kleju, zero chemii.

Następnie urządzeniem zajmuje się dział kontroli jakości. Sprawdzane są tu komponenty i każdy gotowy produkt opuszczający linię produkcyjną. Standy i czujniki są torturowane prądem i testowane wytrzymałościowo. Sprawdza się w sumie 58 parametrów, od mechaniki po elektronikę.

W kilkuosobowym dziale eksportu panuje dyskretna cisza. Jeden z pracowników właśnie przygotowuje się do rozmowy z dystrybutorem ze Słowacji.

- Będziemy raczej rozmawiali po polsku. Najczęściej posługujemy się angielskim, ale też niemieckim, hiszpańskim, rosyjskim i francuskim - mówi Artur Waczyński, specjalista do spraw eksportu, odpowiedzialny za Niemcy, Austrię i Szwajcarię.

Lekcja geografii


Ścianę w dziale eksportu zdobi kilkumetrowa mapa polityczna świata. Z naniesionymi kwadracikami.

- Tam jesteśmy - pokazuje Nowakowski i śmieje się, że w Optiguard można się nauczyć geografii.

Tylko w tym roku firma wysłała swoje urządzenia do trzydziestu krajów. W ubiegłym handlowano z pięćdziesięcioma państwami. W tej chwili wiodącym odbiorcą jest Rumunia. Jeszcze dwa lata temu najwięcej sprzętu zamawiała Rosja.

- Na Madagaskar też wysyłamy. Ludzie myślą, że tam jest tylko król Julian z garstką mieszkańców. Tymczasem jest to 20-milionowy kraj - uśmiecha się Wojciech Nowakowski.

W Polsce Optiguard obsługuje 80 proc. rynku zabezpieczeń antykradzieżowych. W produkcję na eksport firma angażuje się mocniej od 2010 roku. Trudno byłoby tutaj wymienić wszystkie kraje, do których wysyłane są jej produkty. Jest Mozambik, Kenia, Argentyna, Meksyk, cała Europa Zachodnia, kraje wschodnie, arabskie, nadbałtyckie.

Polska i świat. Lider absolutny


Firma Optiguard powstała 18 lat temu. Tworzą ją trzy spółki.

Dwie z nich zrejestrowane są w Toruniu, jedna w Hamburgu. W Polsce firma zatrudnia ok. 100 osób, m.in. elektroników, programistów, grafików, mechaników, projektantów, handlowców. Jej produkty można spotkać w większości polskich sklepów z elektroniką i w 50 krajach świata. Toruńska marka od przeszło 6 lat walczy z powodzeniem na rynkach eksportowych z zagraniczną konkurencją. W Polsce jest absolutnym liderem.

Podstawowy produkt Optiguard to urządzenia antykradzieżowe zabezpieczające towar na otwartych ekspozycjach sklepowych. Prócz tego firma prowadzi kompleksowe szkolenia personelu pod kątem przeciwdziałania kradzieżom w sklepach.

Założycielem firmy jest 62-letni Romuald Gierszal z Torunia. Przed stanem wojennym wyemigrował do Niemiec. Tam ukończył szkołę handlu zagranicznego i rozpoczął pracę w branży komputerowej.

Ochrona i prezentacja


Branża zabezpieczeń antykradzieżowych to nie tylko czujniki na towarach i bramki przy kasach. Poszukuje się coraz ciekawszych rozwiązań, mających nie tylko chronić towar, ale służyć też jego atrakcyjnej prezentacji.

Oferta Optiguard i konkurencji coraz bardziej wkracza więc w sferę marketingu. Po zdjęciu telefonu komórkowego wyświetla się na dużym monitorze opis produktu. Jeśli podniesiemy kolejny telefon, zobaczymy porównywarkę. Wymyślane są także systemy ułatwiające klientom testowanie produktów. Na przykład sprawdzanie wielu odtwarzaczy MP4 bez zmieniania słuchawek.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.