W Polsce wciąż brakuje przychylności urzędników dla biznesu [ROZMOWA]

Piotr Schutta 18 marca 2016

- Mamy w regionie przykłady firm, które sięgnęły po dotacje i borykają się dzisiaj z poważnymi kłopotami, ponieważ system rozliczeń jest nieprzejrzysty, nieprecyzyjny i niezrozumiały - mówi ANDRZEJ MATUSEWICZ z Business Centre Club.

Fot.: Archiwum prywatne



Czego dzisiaj potrzebują polskie przedsiębiorstwa nastawione na działalność eksportową?
Dobrego wywiadu gospodarczego poza Polską. Te struktury, które aktualnie funkcjonują, czyli nasze placówki dyplomatyczne, konsulaty i ambasady, słabo spełniają funkcje wywiadowni gospodarczych. Powinniśmy śmielej inwestować na przykład w konsulów honorowych. To dobry, sprawdzony sposób na zbieranie informacji i reprezentowanie naszego biznesu poza granicami. Z naszych doświadczeń klubowych wynika, że gdy z Europy przyjeżdża do Polski w celach biznesowych jakikolwiek przedsiębiorca, już na wstępie pokazuje nam swoją wizytówkę konsula honorowego. Najczęściej jest zwykłym biznesmenem, często bardzo małym, ale w związku z prowadzeniem interesów zagranicznych otrzymuje od swego kraju konkretną pomoc w postaci prawa do posługiwania się statusem konsula. U nas działa to, niestety, w drugą stronę. Akurat Bydgoszcz, niestety, jest przykładem pewnego niezdrowego ewenementu. Działa tu najwięcej konsulów honorowych innych państw i to jest chyba nawet rekord na skalę europejską. Mamy ich chyba kilkunastu. Trudno to nawet dokładnie policzyć, bo konsulami zostają ludzie, którzy w reprezentowanym przez siebie kraju byli raptem raz i to przez dwa tygodnie podczas wakacji. Twierdzą jednak, że mogą pomóc naszym przedsiębiorcom w prowadzeniu tam biznesu. Trochę to zabawne.


PRZECZYTAJ: Własna filozofia na złodzieja

Jak to rozwiązać?
Jeżeli mamy naszych przedsiębiorców prowadzących biznes za granicą, to należałoby ich bardziej wspomagać. To są ludzie mający najlepsze rozpoznanie danego rynku. Jest na przykład firma „Manualis” z sukcesem realizująca budownictwo kubaturowe we Francji. Ci ludzie wywodzą się z naszego regionu, ale w pewnym momencie zarejestrowali swoją działalność w ojczyźnie Balzaca. Są podwykonawcą dużych generalnych wykonawców na terenie Francji i częściowo Szwajcarii. Przyjeżdżają do nas, bo chcą zaproponować współpracę przedsiębiorcom budowlanym z naszego województwa. Szukają firm wstawiających okna, instalujących klimatyzację i tak dalej. I co? Niestety, nic. Nie mogą nikogo znaleźć, bo nasi przedsiębiorcy są nieufni. Jestem przekonany, że rozmowa byłaby inna, gdyby przedstawiciel firmy „Manualis” był polskim konsulem honorowym na terenie Francji.

Są przecież radcy handlowi zatrudnieni w polskich ambasadach?
Oni tak naprawdę niewiele mogą i znają gospodarkę krajów, w których działają, przeważnie z oficjalnych raportów i zestawień. Z docierających do nas informacji wynika, że z tej strony wielkiej pomocy nie ma. Pojawiają się za to konkretne problemy, o które rozbijają się nasi eksporterzy, choćby nieznajomość systemu rozliczeń księgowych w krajach Unii Europejskiej. Są firmy, które mają problemy z wystawianiem faktur.

Na jakie wsparcie może liczyć w takim razie przedsiębiorca z regionu próbujący swoich sił w eksporcie?
Mogę mówić o tym, co my robimy. Staramy się tworzyć właśnie platformę wymiany doświadczeń, aby nie trzeba było wyważać otwartych drzwi. Organizujemy spotkania z konkretnymi firmami określonych branż, mającymi za sobą przetarcie na danym rynku zagranicznym. Jedne spotkania odbywają się w wąskim gronie, inne mają charakter konferencji i seminariów, gdy zapraszamy fachowca. I nie chodzi tylko o to, żeby spotykali się ze sobą szefowie firm, ale na przykład działy księgowo-finansowe, po to, by przekazać wiedzę praktyczną. Prócz tego pełen wydarzeń jest nasz Pałac Lubomirskich w Warszawie. Tam często zapraszamy przedstawicieli różnych resortów, zwłaszcza gdy pojawiają się zmiany w przepisach. Przedsiębiorcy z danej branży mają wówczas możliwość zorientowania się, czym zmiany w prawie będą skutkowały. Ważne, żeby dowiedzieli się tego nie z mediów, ale bezpośrednio od tych, którzy to prawo tworzą. Mamy też swoje grupy eksperckie, działające w komisjach sejmowych i innych gremiach.

Z czym borykają się małe i średnie firmy na rodzimym rynku?
Część firm na pewno ma problemy z przeinwestowaniem, wynikającym z apetytu na dotacje unijne. Mamy w regionie przykłady firm, które sięgnęły po nie i borykają się dzisiaj z poważnymi kłopotami, ponieważ system rozliczeń jest nieprzejrzysty, nieprecyzyjny i niezrozumiały. Jedna z firm z branży gastronomicznej, która wybudowała niedawno nową siedzibę i aplikowała o środki unijne, już nie istnieje. Spółka wytyczyła geodezyjnie budynek przyszłej fabryki w czasie, gdy starała się o środki unijne. Okazało się, że jest to czynność inwestycyjna i spółce cofnięto dotację. Nikt nie patrzył na to, że firma miała przyznane kredyty bankowe, które zamierzała spłacić dotacją. Takich sytuacji jest sporo, ale nikt się nie chwali, że nieumiejętnie skorzystał z dotacji. Pamiętam przykład 10-osobowej spółki, która dostała 800 tysięcy złotych na zakup maszyny. Po półtora roku urząd doszukał się uchybień. To były drobiazgi. Wiem, bo pośredniczyłem w tych rozmowach. Firma musiała oddać w sumie 1,3 mln zł, ponieważ naliczono karne odsetki. Gdyby urząd, zgodnie ze swoimi powinnościami, przeprowadził kontrolę wcześniej, nie naliczono by tylu odsetek. Ze strony urzędu nie było woli porozumienia. Mimo że na bieżąco monitorowali cały projekt, żaden z urzędników nie podpowiedział przedsiębiorcy: „słuchaj, robisz to źle”. Wniosek nasuwa się sam. Wciąż brakuje w Polsce przychylności urzędników dla biznesu.

Teczka osobowa: Andrzej Matusewicz


jest dyrektorem loży bydgoskiej Business Centre Club oraz radnym gminy Osielsko. Obecnie pracuje w komitetach monitorujących wojewódzkie programy operacyjne i prowadzi własną agencję marketingu.