Czy Piotra Bartoszcze zabili esbecy? To hipoteza, dowodów wciąż brak

Andrzej Pawełczak 18 marca 2016

Czy działacz rolniczej „Solidarności” zginął przez pomyłkę? Jak doszło do tego zabójstwa? Czy w okolicach Bydgoszczy rzeczywiście działała esbecka grupa nękająca opozycjonistów? Śledztwo umorzono w 1995 roku. Od tego czasu nie pojawiły się żadne nowe dokumenty w tej sprawie.

19 marca 1981 roku trzej związkowcy zostali brutalnie pobici przez MO: Jan Rulewski, Mariusz Łabentowicz oraz Michał Bartoszcze, ojciec Piotra

Fot.: Archiwum IPN


Ksiądz Ryszard Pruczkowski, proboszcz parafii pw. Bożego Ciała, wówczas wikary w Inowrocławiu i kapelan tamtejszej „Solidarności”, który bardzo blisko był związany z rodziną Bartoszczów, nigdy nie miał i dzisiaj nie ma wątpliwości, że Piotr Bartoszcze został zamordowany. - To było zabójstwo, chociaż myślę, że miał zginąć jego brat Roman - mówi. Okoliczności śmierci Piotra Bartoszcze 7 lutego 1984 roku tak naprawdę do dzisiaj nie zostały wyjaśnione.


Cała rodzina Bartoszczów była mocno zaangażowana w działalność chłopskiej „Solidarności”. Bartoszczowie byli zresztą uważani za bardzo radykalnych działaczy na Kujawach. Michał, ojciec Piotra, pochodził z Lubelszczyzny. Do Sławęcina koło Inowrocławia przeprowadził się w latach 60., prowadził tam 10-hektarowe gospodarstwo. Znany był jako zdecydowany przeciwnik komunizmu, a jego poglądy podzielali synowie, Roman i Piotr.

Bydgoski marzec 1981


Po sierpniowych strajkach w 1980 roku rodzi się „Solidarność”. Powstania niezależnego związku domagali się także rolnicy. 8 lutego 1981 roku na bydgoskim Starym Rynku odbyła się wielka chłopska manifestacja, wśród jej głównych organizatorów znaleźli się Michał Bartoszcze oraz dwaj jego synowie. Rolników wspierał Międzyzakładowy Komitet Założycielski NSZZ „Solidarność” w Bydgoszczy, którego przewodniczącym był Jan Rulewski. Przedstawiciele chłopów mieli wziąć udział w marcowej sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej. 16 marca Piotr i Roman znaleźli się w grupie rolników, którzy zajęli siedzibę Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i rozpoczęli strajk okupacyjny. 19 marca odbyła się słynna sesja WRN. Grupa związkowców, która nie chciała opuścić sali obrad, została przez milicję siłą wyprowadzona, a trzy osoby brutalnie pobito. Byli to Jan Rulewski, Mariusz Łabentowicz oraz 68-letni Michał Bartoszcze. Roman natomiast nadal okupował siedzibę ZSL. Ojciec przyłączył się do niego, kiedy opuścił szpital. Piotr Bartoszcze z kolei, kilka dni po wydarzeniach w sali WRN, wdarł się z grupą działaczy rolniczych do siedziby ZSL w Inowrocławiu i rozpoczął jej okupację.

Bojąc się zaostrzenia sytuacji, 17 kwietnia 1981 roku władze podpisały z protestującymi rolnikami ugodę (tzw. porozumienia bydoskie) i zgodziły się na zalegalizowanie rolniczych związków zawodowych. NSZZ RI „Solidarność” ostatecznie zarejestrowano 12 maja 1981 roku.

Śmierć w studzience


W stanie wojennym rodzina Bartoszczów nie zaprzestała działalności opozycyjnej. Wydawali i kolportowali, m.in., podziemne pismo „Żywią i Bronią”. Piotr i Roman byli na dwa miesiące internowani. Jak pisze w wydanej niedawno książce „Zabić. Mordy polityczne w PRL” Patryk Pleskot, obaj byli inwigilowani przez SB już po stanie wojennym. Postacią, która jednak bardziej „zasłużyła” się władzy, był Roman Bartoszcze. - Dlaczego zatem zginął Piotr? - pyta Patryk Pleskot.

- Na drugi dzień byłem z Romanem i Stanisławem Fijałkowskim (przed stanem wojennym wiceprzewodniczący „S” w Inowrocławiu - przyp. autora) w miejscu, gdzie znaleziono ciało Piotra. Jego syrenka bosto leżała na prawym boku w kanale Smyrtnia. Żadna szyba nie była wybita - wspomina ks. Ryszard Pruczkowski. - Szliśmy tym polem i wyraźnie było widać odciśnięte ślady jego butów, a po obu stronach inne ślady butów, ale takich solidnych. Wyglądało to tak, jakby goniło go dwóch mężczyzn. W pewnym miejscu ziemia była zadeptana. Pewnie tam się przewrócił, bo był wyraźny ślad odciśniętych spodni sztruksowych, które miał na sobie. Musiał też zgubić but, bo dalsze ślady wskazywały, że biegł jedną nogą boso. Ciało Piotra było zaklinowane w studzience melioracyjnej.

Prokuratura w 1984 roku bardzo szybko umorzyła śledztwo, nie stwierdzając przestępstwa. Według oficjalnej wersji, Piotr Bartoszcze miał we krwi aż 2,26 promila alkoholu. Pijany miał jechać samochodem, który stoczył się do kanału, przejść kilkaset metrów do studzienki, przypadkowo do niej wpaść i się zadusić.

Organizacją pogrzebu zajął się ksiądz Pruczkowski. Nabożeństwo żałobne prowadził biskup Jan Michalski. - Trumna była otwarta. Miałem włożyć różaniec w ręce zmarłego, pamiętam, że miał wyłamane wszystkie palce. Ludzie widzieli także na szyi ślady duszenia - opowiada ks. Ryszard Pruczkowski.

Prowadzący nabożeństwo żałobne biskup Michalski, gdy zaczęto śpiewać Rotę, uniósł do góry palce w znaku „V”. Po pogrzebie ówczesny szef Urzędu ds. Wyznań, Adam Łopatka, napisał skargę na biskupa do prymasa Józefa Glempa: „Z głęboką troską muszę zwrócić uwagę Waszej Eminencji na politycznie jątrzące i wysoce nieodpowiedzialne postępowanie oraz wypowiedź sufragana gnieźnieńskiego - bpa Jana Michalskiego”.

Jak pisze w swojej książce Patryk Pleskot, oficjalna wersja dotycząca przyczyn śmierci Piotra Bartoszcze ma wiele luk, pozwalających ją podważyć. Nie udało się ustalić, kiedy miał on spożywać alkohol. Wszyscy świadkowie zgodnie twierdzą, że Piotr w ten tragiczny wieczór 7 lutego 1984 roku był trzeźwy. Do kogo należały odciski butów, znajdujące się przy śladach ofiary? Pytań jest dużo więcej.

Śledztwo ponownie umorzono


Patryk Pleskot powraca do hipotezy o działalności specjalnej grupy operacyjno-śledczej, złożonej z toruńskich funkcjonariuszy SB, zajmującej się nękaniem opozycjonistów. Utworzył ją szef Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Toruniu płk Stanisław Łukasik. To ona stała za porwaniami w lutym i marcu 1984 roku działaczy toruńskiego podziemia, m.in. Piotra Hryniewicza i Antoniego Mężydły z narzeczoną. Czy grupa ta mogła działać w województwie bydgoskim? Czy to ci esbecy są sprawcami zabójstwa Piotra Bartoszcze? Nie ma na to żadnych dowodów.

Sprawą zajęła się tzw. komisja Rokity, powołana w 1989 roku do zbadania przestępczej działalności organów MSW. - Zostałem wezwany do złożenia zeznań. Ale nigdy ta sprawa nie została wyjaśniona - dodaje ks. Pruczkowski.

Śledztwo zostało co prawda wznowione, ale w 1995 roku po raz kolejny je umorzono.

- Nie pojawiły się jakieś nieznane dotąd dokumenty, które rzuciłyby nowe światło, wyjaśniające okoliczności śmierci Piotra Bartoszcze - mówi Marcin Węgliński, rzecznik Oddziału IPN w Gdańsku.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 18-03-2016 12:41

    Oceniono 7 razy 5 2

    - kinia: ..to w koncu kogo zabili...Michala,...ojca Piotra...czy Piotra..syna Michala... ..oj wy pismaki bez mozgu...

    Odpowiedz

  2. 18-03-2016 12:06

    Oceniono 12 razy 6 6

    - krzyzak13: bydgosc to tylko pzpr , to bylo zawsze czerwone i jest do dzisiaj , bydgosc tylko gdzie to jest ,

    Odpowiedz