Dyktatura jeszcze nie puka do drzwi, ale falandyzacja prawa poszła daleko

Przemysław Łuczak 11 marca 2016

- Jestem nie tylko za tym, żeby bogaci płacili wyższe podatki, ale przede wszystkim za zlikwidowaniem podatku liniowego - mówi prof. RYSZARD BUGAJ. - To jest mniej więcej pół miliona najzamożniejszych ludzi, którzy płacą najniższe podatki. Nie wiem jednak, czy PiS reformując podatki pójdzie w tę stronę.

Ryszard Bugaj: - Powodem do niepokoju mogą być projekty, moim zdaniem, absurdalne, na przykład bezpłatne leki dla osób powyżej 75. roku życia

Fot.: Bartek Syta/Polskapress



Dlaczego zrezygnował Pan z udziału w Narodowej Radzie Rozwoju przy prezydencie Andrzeju Dudzie?
Zanim podjąłem tę decyzję, próbowałem korespondować z Panem Prezydentem, sugerować mu pewne działania Narodowej Rady Rozwoju, ale nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Mój problem polegał na tym, że to gremium zostało powołane jako kontynuacja tego, co kiedyś stworzył prezydent Lech Kaczyński. Byłem jedną z osób, które wówczas go do tego namówiły. Może dlatego miałem teraz ambitne oczekiwania. Tymczasem obecna rada w ogóle nie zaistniała w opinii publicznej. Chodziło mi o to, że jak się jest w takiej radzie, a zasiada w niej 90 osób, to jest się postrzeganym jako ktoś, kto - biorąc pod uwagę działania prezydenta Dudy - jest częścią aparatu władzy. No, a ten aparat władzy, rządowy i parlamentarny, przepchnął już cały szereg rzeczy, do których mam bardzo krytyczny stosunek. Nie twierdzę, że dyktatura puka do drzwi w Polsce, ale falandyzacja prawa poszła już bardzo daleko. Zrezygnowałem więc, bo nie chciałem być z tym w żaden sposób identyfikowany.

Rząd PiS po stu dniach sprawowania władzy za swój największy sukces uznał program Rodzina 500 plus. Jest Pan tego samego zdania?
Chyba tak, ale największy jest tylko na tle innych dokonań tego rządu, a także dość licznych wpadek. Warto zaryzykować nawet bardzo duże pieniądze dla ożywienia procesów demograficznych, żeby w Polsce rodziło się więcej dzieci. Dlatego dobrze, że ten problem został podjęty, choć nie w sposób optymalny. Trochę śmieszne są podawane przez rząd cyfry, z dokładnością do jednego dziecka, mające zobrazować przyszłe efekty tego programu. A nie ma wcale pewności, czy tak będzie w istocie. Niestety, będzie on miał również skutki uboczne.

O jakich skutkach ubocznych Pan myśli?
Myślę na przykład o poczuciu niesprawiedliwości, zwłaszcza u biednych rodzin niepełnych, z jednym dzieckiem, którym nic nie będzie się należało. A będzie też spora grupa zamożniejszych rodzin z dwójką dzieci, które otrzymają pieniądze. Po drugie, boję się, że szczególnie w małych firmach będzie dochodzić do nieformalnej umowy między pracodawcą i pracownikiem: „my ci zmniejszymy wynagrodzenie o 100 zł, a ty za to dostaniesz 500 zł od Rzeczpospolitej”. Mam także poważne obawy o to, jak te pieniądze będą wydawane przez rodziny patologiczne. Nie ma ich bardzo dużo, ale dzieci jest tam wyraźnie więcej. Może tak się stać, że te pieniądze nie wzmocnią sytuacji bytowej tych dzieci, tylko pójdą na alkohol.

A gdyby Pan miał o tym decydować?
Zdecydowanie poszedłbym w kierunku dostarczania rodzinom z dziećmi dóbr bez pośrednictwa pieniądza, w postaci bonów upoważniających do obiadów szkolnych, miejsca w żłobku czy przedszkolu, biletów komunikacyjnych, wycieczek szkolnych, wydatków na książki. To jest technicznie niełatwe, ale pomoc byłaby skierowana do tych, którzy jej potrzebują.

Obietnica dotycząca powrotu do niższego wieku emerytalnego ma poczekać na spełnienie do przyszłego roku. Czy Polacy będą chcieli przechodzić szybciej na emeryturę?
Akurat z tą obietnicą sympatyzuję. Nie sądzę, by ludzie pochopnie decydowali się na przechodzenie na emeryturę w wieku 60 i 65 lat. Zwłaszcza że w nasz system emerytalny mocno wbudowana jest zachęta do jak najpóźniejszego przechodzenia na emeryturę, z czym się wiąże otrzymywanie wyższego świadczenia. Na emerytury będą przechodzić więc przede wszystkim ci, którzy zostaną do tego zmuszeni, na przykład utratą pracy albo złym stanem zdrowia. Nie wiemy jednak, jak wielu ludzi skorzysta z tego prawa, ale raczej nie należy obawiać się powstania jakiejś strasznej dziury na rynku pracy czy problemów z budżetem.


Ryszard Bugaj: Pieniędzy w budżecie nie powinno zabraknąć, jeżeli gospodarka będzie się rozwijać w przyzwoitym tempie, nie mniejszym niż 3,5 proc. PKB.



Według niektórych ekspertów, realizacja wszystkich obietnic wyborczych PiS może kosztować nawet 50 mld zł rocznie. Skąd rząd weźmie tyle pieniędzy?
Nie należy traktować tych szacunków z śmiertelną powagą. Można je bowiem tylko sporządzać przyjmując całą masę subiektywnych założeń, a wtedy wyjdzie wielka kwota. Oczywiście, nie twierdzę, że nie ma tu poważnego wyzwania, ale patrzę na to bez szczególnych obaw. Pieniędzy w budżecie nie powinno zabraknąć, jeżeli gospodarka będzie się rozwijać w przyzwoitym tempie, nie mniejszym niż 3,5 proc. PKB. Problemy mogłyby się pojawić, gdyby wzrost gospodarczy był niższy. Powodem do niepokoju mogą być natomiast projekty, moim zdaniem, absurdalne, na przykład bezpłatne leki dla osób powyżej 75. roku życia. Nie dość, że koszty tej operacji będą wysokie, to może się też pojawić zagrożenie spekulacją lekami. Martwią mnie podejmowane przez PiS kroki, które mogą mieć negatywne skutki dla gospodarki. Szczególnie niedobre byłoby zachwianie u krajowego i zagranicznego biznesu przekonania, że regulacje prawne są trwałe i przewidywalne. Na to nakłada się spektakularnie upartyjniona polityka kadrowa w spółkach Skarbu Państwa i administracji państwowej, która odbierana jest przez społeczeństwo jako skok na dobrze opłacane stanowiska. Jeżeli np. Janina Goss ma nadzorować Polską Grupę Energetyczną, to ręce opadają.

PiS planuje zmiany w systemie podatkowym. Czy najbogatsi powinni płacić wyższe podatki?
Jestem nie tylko za tym, żeby bogaci płacili wyższe podatki, ale przede wszystkim za zlikwidowaniem podatku liniowego. To jest mniej więcej pół miliona najzamożniejszych ludzi, którzy płacą najniższe podatki. Nie wiem jednak, czy PiS reformując podatki pójdzie w tę stronę. Wśród swoich zwolenników ma bowiem sporo przedstawicieli biznesu, zamożnych samozatrudnionych, którzy z tego korzystają. Poza tym w PiS jest pewien stereotyp patrzenia na system podatkowy, przejawiający się w niechęci do wszelkiej progresji obciążeń. Jeżeli takie podejście się nie zmieni, to problemów związanych z finansami może pojawić się o wiele więcej. Tym bardziej, że w podatku bankowym rząd musi być ostrożny, nie może też nadmiernie obciążyć banków kosztami pomocy dla spłacających frankowe kredyty. A jeśli chodzi o podatek od handlu, który może przyniesie miliard rocznie, a może i nie, to wysokie koszty poboru oraz zamieszanie polityczne, które wokół niego powstało, powodują, że najlepiej byłoby z niego zrezygnować.

A plan odpowiedzialnego rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego?
W tym projekcie podoba mi się diagnoza, która wprawdzie powtarza rzeczy, które są już znane, ale jej wagę podnosi to, że została wyrażona przez rząd. Na uwagę zasługuje też sformułowanie celów i intencja oparcia rozwoju polskiej gospodarki, m.in. na innowacyjnych przedsiębiorstwach. Nie jestem natomiast przekonany, że głównym problemem jest zgromadzenie oszczędności, które można by było wydać na inwestycje. Problemem jest raczej ich efektywne wydanie, z czym od dawna mamy kłopoty. Na razie nie wskazano jednak drogi do rozwiązania tych kwestii. To jest zresztą bardzo trudne do zrobienia, ale krytyka tego planu, choćby ze strony Leszka Balcerowicza, to jest taka neoliberalna demagogia.

Warto wiedzieć: Ekonomia i czytanie książek historycznych


Dr hab. Ryszard Bugaj jest profesorem w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN. W 1989 r. został posłem na Sejm kontraktowy z ramienia Komitetu Obywatelskiego, a w latach 1990-1997 był posłem na Sejm I i II kadencji. Były przewodniczący Unii Pracy. W latach 2009 - 2010 był społecznym doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W październiku 2015 r. został członkiem Narodowej Rady Rozwoju powołanej przez prezydenta Andrzeja Dudę, ale w lutym br. zrezygnował.

Zajmuje się na transformacją ustrojową w gospodarce oraz finansami publicznymi w Polsce. Hobby: lubi podróże, czyta książki historyczne.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 16-03-2016 19:44

    Brak ocen 0 0

    - Monika: Z jakiej racji ja mam tyrać, tyrał mój ojciec, tyrał mój dziadek i teraz za tę harówkę mamy płacić frycowe? Nie zgadzam się na żaden podatek od wysokości dochodu. Każdy jest równy wobec prawa i niech każdy płaci równo np. 10-15 % od swoich dochodów.

    Odpowiedz

  2. 11-03-2016 08:12

    Oceniono 2 razy 1 1

    - mmx: A swoja droga w jaki sposob ktos bogaty jest bogaty? Nie poprzez prace czasami? Bo to dziwna sprawa, na pieniadze, to jest mnostwo chetnych, ale do pracy... no to juz nie za bardzo, lepiej piwko wypic, telewizje obejrzec, a tych mitycznych bogatych ten czy inny profesor okradnie i kasa jakos wpadnie.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz