Smutna ballada o bardzo złym śnie Muraszki, która chciała żyć z całych sił i uśmiechać się do ludzi

Grażyna Ostropolska 11 marca 2016

W sierpniu Hanna Murach usłyszała od lekarza: „Ja nie mówię „do widzenia” tylko „żegnam”, bo jest pani w stu procentach zdrowa onkologicznie”. Dwa miesiące później wykryto u niej zaawansowanego raka, a w lutym kobieta zmarła.

Wiktoria, córka Hanny Murach i pan Mirosław, mąż zmarłej, nie mogą się pogodzić z jej śmiercią

Fot.: Tomasz Czachorowski


W Internecie krąży film dedykowany „kochanej Muraszce” (tak nazywali ją najbliżsi) z dziesiątkami zdjęć uśmiechniętej kobiety, która przytula się do ludzi i zaraża ich energią. W tle słychać balladę „Do kołyski” zespołu Dżem. Wybrały ją córki Hanny Murach, uznając, że słowa piosenki: „Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi, bo nie jesteś sam. Śpij, nocą śnij, niech zły sen cię nigdy więcej nie obudzi” pasują do filmowego przesłania.


- Ona tak bardzo chciała żyć, ale nie dano jej szansy - słyszymy od bliskich Muraszki: jej męża, dzieci, rodzeństwa i krewnych. Spotkali się z nami, bo... - Jesteśmy jej to winni, Hania by sobie tego życzyła - tłumaczą. Czterdziestoletnia Hanna Murach z Wysokiej Krajeńskiej zmarła 11 lutego. - Obchodzono wtedy Światowy Dzień Chorego, ustanowiony w 1992 roku przez Jana Pawła II - tłumaczy pan Mirosław, mąż zmarłej. Uznał to za znak, by opowiedzieć, jak jego żona

przegrała z chorobą.


- Ku przestrodze, bo Hania by tak chciała - zaznacza.

Pani Kasi, siostrze Muraszki, do dziś brzmi w uszach jej okrzyk: „Jestem zdrowa, zupełnie zdrowa!”. - Cieszyła się i powtarzała słowa lekarza, który kazał jej odstawić tabletki hormonalne i powiedział: „Nie mówię „do widzenia” tylko „żegnam”, bo jest pani w stu procentach zdrowa onkologicznie”- wspomina sierpniowe spotkanie z Hanią i pyta: - Więc jak to możliwe, że kilka tygodni później wykryto u siostry zaawansowanego raka żołądka i nowotwór w okolicy obojczyka?

Podobne pytania zadają trzy córki zmarłej. - Mama po mastektomii piersi, którą przeszła w 2009 roku, była wzorcową pacjentką. Wykonywała wszystkie polecenia lekarza; stawiała się regularnie na wizyty i badania profilaktyczne. Tak było przez sześć lat, więc pytamy: „po co ta cała profilaktyka, skoro w tym czasie rozwijał się w jej ciele nowotwór, którego nie wykryto?”.

Niepokojące objawy pojawiły się już we wrześniu: - Mama miała mdłości i wymioty, więc pojechała do szpitala w Więcborku. Zrobili jej gastroskopię i wykryli wrzody, a potem kolejną z pobraniem wycinka, który wysłali do Gdańska - wspomina Wiktoria, córka zmarłej.

Wynik: nowotwór żołądka był dla Muraszki i jej bliskich szokiem. - Mając taką diagnozę pojechaliśmy do Centrum Onkologii w Bydgoszczy, bo tam żona przez sześć lat przechodziła badania profilaktyczne po mastektomii. Niestety, mimo że miała tam założoną tzw. zieloną kartę, do kliniki jej nie przyjęto - twierdzi mąż zmarłej. Uważa, że gdyby zajęto się żoną wcześniej, nie byłoby jej pogrzebu.

- Tymczasem Hania tułała się

od szpitala do szpitala


- wspomina jej siostra. Opowiada, jak w październiku Muraszce spuchła szyja i pojawiły się bóle, promieniujące do kręgosłupa. - Jeden lekarz diagnozował, że ją przewiało, inny podejrzewał świnkę. Miała już powykręcane ręce, gdy przyjęto ją do Centrum Onkologii, gdzie zlecono badania i wykryto zakrzepicę, spowodowaną nowotworem. Kolejnym, który zaczopował żyły - dodaje pan Mirosław. Relacjonuje, jak wymusił w październiku zarejestrowanie żony do lekarza w CO.

- Byliśmy tam o 7 rano i usłyszeliśmy, że z uwagi na długą kolejkę doktor nas nie przyjmie, mimo skierowania z dopiskiem „pilne”. Uparł się i żonę zarejestrowano. - Byliśmy ostatni w kolejce, ale kiedy lekarz nas przyjmował, miał jeszcze godzinę do końca pracy, więc skąd te ograniczenia? Chodzi o wyznaczane przez NFZ limity, ważniejsze od ludzkiego życia?

- Badania trwały długo, a stan Hani ciągle się pogarszał - mówi siostra zmarłej. Szykowano się do usunięcia żołądka, ale najpierw trzeba było wyleczyć zakrzepicę. - Zaczęły się torsje, a te wypłukiwały z organizmu mamy potas i inne minerały, które trzeba było uzupełniać, by mogła znieść zabieg - tłumaczy Wiktoria. W efekcie do resekcji żołądka nie doszło, bo rak był tak rozlany, że można było jedynie ten narząd zespolić (w miejscu drożnym) z jelitem. Po zabiegu chora miała otrzymać tzw. chemię niestandardową, ale badania wykazały, że się do tego nie kwalifikuje.

- Sami musieliśmy dowieźć ze szpitala w Więcborku do CO kostkę parafinową z wycinkiem nowotworu, choć uważamy, że placówki medyczne powinny to załatwić w ramach współpracy i wspólnej troski o chorego - słyszymy od krewnych zmarłej.

W Centrum Onkologii zdecydowano się na chemioterapię standardową. Doszło tylko do jednej, bo chora słabła i nie przyjmowała pokarmów. Dostała skierowanie do szpitala w Inowrocławiu, gdzie mieli jej wszczepić pod skórę port, przez który otrzymywałaby leki, ale nie zdążyła tam dojechać. Zmarła w więcborskim szpitalu. - Chcieliśmy, by ostatnie chwile spędziła w domu, ale lekarze powiedzieli, że

nie damy rady


- tłumaczą najbliżsi. Chcą wystąpić z pozwem przeciw Centrum Onkologii, bo... - Lekarze ciągle jej mówili: „za późno pani do nas trafiła”, jakby ona była temu winna. A przecież Hania przez sześć lat była pod baczną kontrolą profilaktyczną onkologów, którzy nie potrafili wykryć nowotworów, które rozwijały się w jej ciele od kilku lat. Skąd wiemy, że tak długo? Z informacji uzyskanych od onkologów podczas wizyt w ich prywatnych gabinetach - tłumaczy mąż zmarłej.

- Nas też mama zmusiła do badań genetycznych i profilaktyki, ale to, co się jej przydarzyło, wcale nas do tego nie zachęca - dodają córki Muraszki. Co na to fachowcy z bydgoskiego Centrum Onkologii?

- Pacjentka miała dwie różne choroby onkologiczne. Stwierdzenie lekarza, że jest zdrowa, dotyczyło tej pierwszej, wyleczonej. Później wykryto u niej drugą, która mogła się zacząć kilka lat wcześniej, ale była trudna do wykrycia - tłumaczy dr Dariusz Bała, chirurg z Centrum Onkologii.

- Wcześniejsze leczenie chemioterapią i radioterapią mocno osłabiło kondycję pacjentki, a rozwój raka żołądka był u niej piorunujący - dodaje dr Jerzy Tujakowski, koordynator oddziału chemioterapii w CO. - Im młodszy pacjent, tym ostrzejszy przebieg i gorsze rokowania, zwłaszcza przy tego typu nowotworze - zaznacza.

dr Dariusz Bała: Raka żołądka można wykryć jedynie podczas gastroskopii, a takich badań nie wykonuje się w ramach profilaktyki onkologicznej.


- CO nie pracuje w systemie ostrego dyżuru, więc pacjenta najpierw przyjmujemy w przychodni, gdzie jest kwalifikowany do dalszego leczenia. Badania chorego wykonuje się laboratoryjnie w możliwie najkrótszym czasie, a kiedy zapada decyzja o leczeniu chirurgicznym, przyjmujemy go do kliniki - wyjaśnia dr Bała. Rozumie ból krewnych pani Hanny, ale ich zarzuty pod adresem lekarzy uważa za niezasadne. - Ta pacjentka już dwa tygodnie po zgłoszeniu się do naszej przychodni trafiła do szpitala, wyznaczono priorytetowe terminy badań i zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by jej pomóc - zapewnia.

Pytamy, dlaczego zaawansowanego nowotworu żołądka nie wykryto podczas sześcioletnich badań profilaktycznych. - Ten typ raka można wykryć jedynie podczas gastroskopii, a takich badań nie wykonuje się w ramach profilaktyki, zwłaszcza u ludzi młodych - wyjaśnia dr Bała. - Czasem zaawansowany rak żołądka wykazuje tomografia komputerowa, ale bywa i tak, że niewielkich zmian nowotworowych tego narządu nie wykryje nawet gastroskopia - dodaje chirurg. Przypomina, że ta choroba często rozwija się bezobjawowo przez wiele lat. - Niewykluczone, że nowotwór żołądka, jeden z najgorzej rokujących nowotworów, rozwijał się u tej pacjentki nawet kilka lat - tłumaczy dr Tujakowski i proponuje rodzinie zmarłej spotkanie w Centrum Onkologii z lekarzami, którzy leczyli panią Hannę i potrafią odpowiedzieć na nurtujące jej bliskich pytania.

Warto wiedzieć: Rak w regionie


W 2013 roku w Kujawsko-Pomorskiem na nowotwory zachorowało 9131 osób, a 5321 z tego powodu zmarło.

Współczynnik zgonów był u nas wyższy (254,1 na 100 tys. ludności) niż średni w Polsce (244,5). Byliśmy wtedy na trzecim miejscu w kraju pod względem zachorowalności na nowotwory złośliwe wśród kobiet i czwartym pod względem umieralności mężczyzn na raka płuc i oskrzeli.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 05-04-2016 12:24

    Oceniono 1 raz 0 1

    - Ziomal: Wlasnie lekarzom nie nalezy wierzyc, ale mozna z innej dziedziny zasiasc porad- przeciez jak ktos lekarzowi powie co ma czynic- popatrzy na ciebie jak na zloczynce- z moich przezyc- wiec juz nafta czysta z apteki mozna tez leczyc raka. A na fali jest nas Jerzy Zieba do, ktörego mozna napisac w radykalnym przypadku- wlasnie on i inni otwieraja przychodnie Rzeszowie- bo on jest jak wiecie propagatorem dobrych- wrecz perfekcyjnych sposoböw, ktöre nie tak rozglosnione sa- sposoby- niektöre!- o ktörych slyszalem- klasa1 wyleczyc mozna czlowieka- uszanowanko

    Odpowiedz

  2. 22-03-2016 20:24

    Oceniono 4 razy 4 0

    - Beata: "Ten typ raka można wykryć jedynie podczas gastroskopii, a takich badań nie wykonuje się w ramach profilaktyki, zwłaszcza u ludzi młodych" nie rozumie tego, to ile trzeba mieć lat żeby wykonać takie badania? Wszyscy się bardzo ucieszyliśmy jak lekarz powiedział jej "żegnam " że jest zdrowa o on naprawdę powiedział ŻEGNAM, jak tu zaufać lekarzom . Brakuje nam bardzo naszej Hani

    Odpowiedz

  3. 22-03-2016 16:29

    Oceniono 3 razy 3 0

    - Aga77: Wystarczy spojrzeć na statystyki w 2013roku i o czym tu mowa w CO jest pacjent i numer IP i tyle.

    Odpowiedz

  4. 22-03-2016 16:25

    Oceniono 3 razy 3 0

    - Aga77: Co tu dużo mówić cała Onkologia okazała się jednym wielkim zakłamaniem .Taką informacje usłyszeć od lekarzy na środku korytarza "porażka ",nawet do gabinetu nie zaproszą na rozmowę.Tylko prywatnych wizyt oczekują a na na wypowiedź lekarza ze sierpnia który uznał Hanke za zdrową odpowiedzieli ze żaden onkolog nie mówi pacjentowi ze jest w 100%zdrowy.Aktualnie leczę się w Niemczech i tu leczenie nie wygląda od końca jak w Hani przypadku.Zajmują się jak człowiekiem a nie jak kolejnym numerem statystycznym jak było to w Hani przypadku.

    Odpowiedz

  5. 18-03-2016 22:51

    Oceniono 4 razy 4 0

    - gość: Piękna kobieta, wyrazy współczucia dla rodziny..

    Odpowiedz

  6. 18-03-2016 10:36

    Oceniono 4 razy 4 0

    - Critu: Na koniec jeszcze jeden cytat z artykułu "a rozwój raka żołądka był u niej piorunujący - dodaje dr Jerzy Tujakowski" "Niewykluczone, że nowotwór żołądka, jeden z najgorzej rokujących nowotworów, rozwijał się u tej pacjentki nawet kilka lat - tłumaczy dr Tujakowski" To w końcu jak p. dr. Tujakowski, niech się pan zdecyduje na jakąś wersję. Podsumowując, prawie 7 letni okres badań kontrolnych i profilaktycznych po mastektomii piersi, gdzie wycięto u tej pacjentki ZŁOŚLIWY NOWOTWÓR, można wyrzucić w błoto bo dotyczył tylko raka piersi. Jeśli u onkologicznego pacjenta nie potraficie wykryć nowotworu mając tego pacjenta pod stałą kontrolą to u zdrowego ale genetycznie zagrożonego pacjenta już wcale. Czyżby miało to na celu tylko wyciągnięcie pieniędzy z NFZ i odhaczenie kolejnego numerka statystycznego na waszej liście. W mojej rodzinie ze strony ojca włączając ojca, 4 osoby zmarły na nowotwory, ale poradnia genetyczna przy CO, nie chce przeprowadzić mi badań genetycznych dlaczego? Tego nikt nie wie, przynajmniej nie ja.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 18-03-2016 10:35

      Oceniono 5 razy 5 0

      - Critu: Krew w żyłach się gotuje jak to czytam. "- Pacjentka miała dwie różne choroby onkologiczne. Stwierdzenie lekarza, że jest zdrowa, dotyczyło tej pierwszej, wyleczonej. Później wykryto u niej drugą, która mogła się zacząć kilka lat wcześniej, ale była trudna do wykrycia - tłumaczy dr Dariusz Bała, chirurg z Centrum Onkologii." Jeśli to stwierdzenie dotyczyło tylko wyleczonego nowotworu to jak można pacjentowi powiedzieć "Nie mówię pani do widzenia tylko żegnam, bo jest pani onkologicznie zdrowa w 100%". Tłumaczenie tego lekarza to jakaś kpina. "- CO nie pracuje w systemie ostrego dyżuru, więc pacjenta najpierw przyjmujemy w przychodni, gdzie jest kwalifikowany do dalszego leczenia." Pacjenta onkologicznego z objawami choroby posiadającego zieloną kartę, CO gdzie pacjentka leczy się ponad 6 lat kieruje się do przychodni? - to jakiś żart? " Im młodszy pacjent, tym ostrzejszy przebieg i gorsze rokowania, zwłaszcza przy tego typu nowotworze - zaznacza.", to chyba jakiś ewenement. We wszystkich innych schorzeniach na świecie i młodszy organizm tym lepiej sobie radzi i walczy z infekcjami, a tu jest na odwrót? Czy ci lekarze wiedza w ogóle co mówią, czy klepią tylko jakieś brednie żeby się wybielić. " - Ta pacjentka już dwa tygodnie po zgłoszeniu się do naszej przychodni trafiła do szpitala, wyznaczono priorytetowe terminy badań i zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by jej pomóc - zapewnia.", Już dwa tygodnie czy może aż dwa tygodnie po zgłoszeniu się do przychodni trafiła do szpitala, a ile czekała na przyjęcie do przychodni o tym pan zapomniał? Czy może to już nie leży w gestii obrony siebie, niech przychodnia sama się broni. Wyznaczono priorytetowe terminy badań - tak tłumaczy lekarz. Osobiście odwiedzałem tą pacjentkę w tymże szpitalu od pierwszego dnia jej pobytu i wiecie co oznaczają priorytetowe terminy badań? Otóż krew do badania pobrano jej dopiero na trzeci dzień pobytu - faktycznie panie doktorze, błyskawicznie działacie. Ciekaw jestem jednego, czy gdyby ta historia dotknęła kogoś z członków najbliższej pańskiej rodziny panie doktorze, to czy również już w dwa tygodnie przyjęta byłaby na oddział oczywiście po skierowaniu z przychodni i czy badania też zaczęto by dopiero na trzeci dzień pobytu.

      Odpowiedz

    2. 16-03-2016 19:18

      Oceniono 5 razy 5 0

      - Asia: Po publikacji artykułu odezwało sie do mnie pare znajomych, którzy przeżyli podobne tragedie często z winy lekarzy. Hanka nie jest odosobnionym przypadkiem to sie dzieje w CO nagminnie bo pacjent nie jest człowiekiem tylko numerkiem. Podejrzewam ze takich przykładów były by setki ale ludzie milczą o tym gdyż każdy z góry zakłada że z lekarzem nie wygra. Ale jeżeli miałoby to uratować chociaż jedno życie i sprawić że lekarze zaczną przykładać się do swojej pracy to warto o to walczyć warto nagłaśniac. I wiem ze Hanka też by walczyła!!!

      Odpowiedz

    3. 15-03-2016 22:04

      Oceniono 6 razy 6 0

      - Zatroskana: Absolutna racja:(

      Odpowiedz

    4. 15-03-2016 14:07

      Oceniono 14 razy 14 0

      - Karol: Tragiczna historia. Centrum Onkologii może się poszczycić tylko tym, że wypchnęli ją ze szpitala by umarła gdzieś indziej. Oni mają statystyki czyste. Jeśli u pacjentki onkologicznej będącej pod stałą ich kontrolą nie potrafią zdiagnozować raka, to co tu mówić o badaniach profilaktycznych osób genetycznie obciążonych tą chorobą? Pewnie chodzi o to by nie zapobiegać i leczyć w początkowym stadium choroby, tylko napędzać biznes stosując radio i chemio terapię czyli "biznesoterapię"

      Odpowiedz