Wielki skandal w małym Górznie. Pani nauczycielka tak się znieczuliła, że nie miała sił, by prowadzić lekcję

Paweł Kędzia 4 marca 2016

- Ile trzeba wypić, żeby wydmuchać trzy promile? To ze trzy dni picia - szacuje z uśmiechem dżentelmen pod sklepem. Ale rodzicom pierwszaków nie do śmiechu. Obawiają się o bezpieczeństwo dzieci.

Fot.: rys. Łukasz Ciaciuch


Górzno (1300 mieszkańców) to jedno z najmniejszych miast w Polsce. Ostatnio zrobiło się o nim głośno za sprawą nauczycielki, która w upojeniu alkoholowym nie miała sił prowadzić zajęć. W miasteczku zawrzało, zdarzenie komentowano w domach i na ulicach, bo przecież w tak małej społeczności nie ma tajemnic. Niechętnie jednak rozmawia się o nich z obcymi.


- Słyszała pani o tej pijanej nauczycielce? - pytam kobietę, która właśnie przywiozła dziecko do szkoły.

- Coś słyszałam, ale nie znam tutaj nauczycieli - ucina.

Ci, którzy zgadzają się na rozmowę z dziennikarzem, wprost przyznają, że pani ma problem...

Ubiegłopiątkowy wyskok nauczycielki ujrzał światło dzienne za sprawą rodziców, którzy zaalarmowali policję i media. W tym czasie dyrektor szkoły i jego zastępczyni przebywali w Toruniu na szkoleniu Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej odnośnie sprawdzianu szóstoklasisty i egzaminu gimnazjalnego.

Wewnętrzne śledztwo


- Otrzymywałem SMS-y, że coś się dzieje. Wróciłem tuż przed piętnastą i dopiero wtedy dowiedziałem się, co konkretnie się wydarzyło - relacjonuje Jarosław Kurzentkowski, dyrektor szkoły. - Już w poniedziałek z rana poprosiłem panią, która nas zastępowała, żeby przygotowała krótką, odręczną notatkę.

Do incydentu doszło podczas zajęć z klasą pierwszą, której nauczycielka jest wychowawczynią. Kilkuletnie dzieci musiały być kompletne zdezorientowane, kiedy ich pani bełkotała i słaniała się na nogach. Niektórzy mieszkańcy Górzna uśmiechają się znacząco na samo wyobrażenie pedagoga w takim stanie przy tablicy, ale rodzicom pierwszaków nie jest do śmiechu.

- Chodzi o bezpieczeństwo naszych dzieci! - alarmowali w mailach do redakcji.

Niewykluczone, że nauczycielka na chwiejnych nogach nosiła kaganek oświaty wśród najmłodszych przez około dwie godziny.

- Wszystkie klasy I-III zaczynają zajęcia o godzinie ósmej rano - przyznaje dyrektor Kurzentkowski. - Około dziesiątej była informacja, że ta pani zasłabła i trafiła do gabinetu pielęgniarek.

Co było później? Później nastąpiło badanie alkomatem, które wykazało prawie 3 promile alkoholu w organizmie.

„Zaburzenia mowy, wzmożona senność, obniżenie zdolności kontroli własnego zachowania i poruszania się” - to wyciąg z jednej z ulotek antyalkoholowych na temat tego, co się dzieje z człowiekiem w tym stanie. Potocznie mówimy wtedy, że ktoś słania się na nogach.

dyrektor Jarosław Kurzentowski: Wszystkie klasy I-III zaczynają zajęcia o godzinie ósmej rano. Około dziesiątej była informacja, że ta pani zasłabła i trafiła do gabinetu pielęgniarek.


Mieszkańcy Górzna zastanawiają się, jak to możliwe, że nikt wcześniej nie zareagował. Czy inni nauczyciele nie widzieli? A może przywykli do „pachnącej maciejką” pedagożki? Przecież rozpoczynając pracę, nauczyciel melduje się zazwyczaj w pokoju nauczycielskim, skąd musi wziąć choćby dziennik lekcyjny.

Co ciekawe, kiedy policjanci badają kierowców, przeprowadzają kilka prób, żeby ustalić, czy stężenie alkoholu rośnie (co wskazuje na niedawne spożycie), czy maleje. W przypadku pracowników, badanie przeprowadzane jest jednorazowo. Nie można zatem stwierdzić, czy nauczycielkę trzymało jeszcze po nocnym posiedzeniu, czy też spożywała alkohol już w szkole.

Ile trzeba wypić, żeby doprowadzić się do takiego stanu? Tu zdania są podzielone.

- Jak dla mnie, to ze trzy dni picia - szacuje dżentelmen spotkany pod górznieńskim „spożywczakiem”.

- Tak litr gorzały do pierwszej w nocy - mówi tonem eksperta jeden z przechodniów.

- To sprawa bardzo indywidualna - komentują zaś psychologowie uzależnień.

Wkrótce zapadną decyzje dotyczące zawodowej przyszłości nauczycielki. O incydencie w szkole jeszcze w piątek zostało poinformowane Kuratorium Oświaty. Na wyjaśnienia czekają również w Urzędzie Miasta i Gminy, który jest organem prowadzącym dla placówki w Górznie.

- Poprosiłem dyrektora o szczegółowe sprawozdanie. Dopiero na podstawie zebranych materiałów będę mógł podjąć dalsze czynności w tej sprawie, np. zarządzić audyt w szkole - mówi burmistrz Tomasz Kinicki. - Nie ma obecnie możliwości zawieszenia tej osoby w wykonywaniu obowiązków, bo nie stawiła się w pracy.

Nauczycielka będzie odpowiadać przed sądem za podjęcie czynności służbowych pod wpływem alkoholu, za co grozi grzywna lub mandat. Nie wiadomo, czy ktoś zdecyduje się zgłoszenie sprawy do prokuratury, wskazując na narażenie uczniów na niebezpieczeństwo.

Koleżanki kryły wpadki?


Wiele osób w Górznie liczy, że tym razem sprawa zakończy się inaczej niż incydent sprzed dwóch lat. Wtedy nauczycielka uniknęła badania policyjnym alkomatem.

- Mniej więcej dwa lata temu, w dniu któregoś z egzaminów końcowych szkoły podstawowej lub gimnazjum, ta pani wyglądała i zachowywała się niemalże identycznie. Rodzice dzieci, niekoniecznie tylko tych, których była wychowawczynią, zobowiązali mnie jako ówczesnego burmistrza, żebym zareagował na sytuację z urzędu i podjął działania z ramienia organu prowadzącego szkołę - wspomina Robert Stańko, ówczesny burmistrz. - Bardzo dokładnie przejrzałem nagrania monitoringu z kilku różnych kamer w szkole. Pamiętając incydenty z udziałem tej pani nawet sprzed kilkunastu lat, za czasów poprzedniego dyrektora, zrozumiałem, że jako burmistrz muszę wesprzeć obecnego dyrektora w postępowaniu sądowym.

Jako jedyny zeznawałem w sądzie przeciwko tej nauczycielce. Żaden nauczyciel ani rodzic nie odważył się pomóc wyjaśnić sytuację, co poniekąd w tak małym mieście jak Górzno jestem w stanie zrozumieć. Sprawę umorzono. Dlaczego? Ponieważ nie było dowodu w formie badania na obecność alkoholu w organizmie. A dlaczego nie było takiego badania? Ponieważ „dobre” koleżanki z pracy zadzwoniły do męża zainteresowanej, który zdążył wyprowadzić, w trakcie trwania lekcji dzieci klas I-III, słaniającą się na nogach żonę ze szkoły. Podobno w sądzie nauczycielka oświadczyła, że była pod wpływem działania silnych środków przeciwbólowych czy psychotropowych. Koleżanki z pracy zeznanie to potwierdziły.

Nauczycielka ma ok. 50 lat, z tego 30 przepracowała w oświacie. Przez pewien czas szefowała nawet szkolnej „Solidarności”. Teraz grozi jej zwolnienie dyscyplinarne. W Górznie wiele osób podkreśla, że kobieta była lubiana przez dzieci.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 16-03-2016 20:38

    Oceniono 2 razy 1 1

    - logiczna: Jest chora,, nikt Jej nie pomogl,,,wręcz dokuczali ,,,ale wspanialy to pedagog,,,zdolny ,,odpowiedzialny ,,,lubiana bardzo przez dzieci ,,,,wspaniale uczy ,,intelegentna ,,wielka szkoda ,,ze to sie stalo ,,,,wspolczuje ,,,Jej i Rodzinie ,,,mam nadzieje ,,ze ze bedzie dobrze ,,,

    Odpowiedz