Wielka płyta jeszcze nie jest zgrana - UTP wie, jak przedłużyć jej życie!

rozmawiał Tomasz Zieliński 4 marca 2016

- Około połowy polskich rodzin żyje w budownictwie z wielkiej płyty. Najwyższy czas przyjrzeć się, w jakim stanie są bloki i wieżowce wybudowane w latach 70. i 80. Pierwotnie ich żywot szacowano na pół wieku... - mówi prof. Adam Podhorecki, specjalista budownictwa z bydgoskiego UTP.

Zespół specjalistów z Instytutu Techniki Budowlanej oraz Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego pod kierunkiem prof. Adama Podhoreckiego wie, jak ocenić kondycję starych wieżowców i bloków.

Fot.: Filip Kowalkowski



Zespół, w którym Pan pracuje, zbadać chce kondycję polskiego budownictwa wielkopłytowego. Kiedy w końcówce lat 70. wprowadzałem się do bloku przy ówczesnej ulicy Związku Patriotów Polskich, w powszechnej świadomości istniało przekonanie, że to technologia obliczona na czterdzieści-pięćdziesiąt lat. To była miejska legenda czy prawdziwe założenie projektantów?
Nikt wtedy nie robił ani badań, ani analiz. Tak przyjęto, a później trzymano się tej opinii. Gdybyśmy chcieli dziś udokumentować to założenie - nie udałoby się, bo taka dokumentacja nie istnieje. Te budynki średnio na pewno są trwalsze. Tyle że „średnio” oznacza, że znajdziemy budynki w lepszym, ale i gorszym stanie. Nie wiemy, który budynek do jakiej grupy należy i dlatego należy to zbadać.

Skąd wzięło się budownictwo prefabrykowane?
To historia kilkudziesięcioletnia, z lat 70. ubiegłego stulecia. W naszym mieście działał na przykład zakład prefabrykacji przy Bydgoskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Miejskiego, później - „Budopolu”. Prefabrykaty powstały po to, by na szerszą skalę zastosować budownictwo uprzemysłowione, by szybciej budować, bo takie były wtedy potrzeby. Przy czym warto zauważyć, że to nie jest wymysł polski. Prefabrykaty stosowano nie tylko w krajach byłego bloku socjalistycznego, ale i na przykład we Francji, choć tam skala, ze względu na bogactwo społeczeństwa, była dużo niższa.

Czy w przypadku budownictwa z lat 70. i 80. możemy mówić o jednym systemie?
Budownictwo wielkopłytowe czy też, w innym ujęciu, prefabrykowane, realizowane było w wielu systemach. Na przykład mogły to być całe ściany albo płyty stropowe. Dokładnej statystyki nie mamy, wiemy tylko, że około połowy polskich rodzin - od ośmiu do dziewięciu milionów osób - żyje w budownictwie wielkopłytowym. To problem społeczny, który nie dotyczy tylko jednej spółdzielni czy jednego miasta, ale całego kraju. Na ogół w tych budynkach żyją dziś ludzie gorzej sytuowani, których nie stać na to, by się wyprowadzić do bloku budowanego w innej technologii czy wybudować dom jednorodzinny poza miastem.

Jak rozpoznać czy blokowi, w którym mieszkamy, coś grozi?
W tym tkwi problem - symptomy są inne niż w przypadku tradycyjnego budownictwa. Jeżeli w domu murowanym powstaje zarysowanie, szybko możemy powiedzieć, co jest jego przyczyną. W budownictwie wielkopłytowym takich doświadczeń nie mamy. Problemem jest również to, że w ostatnich latach wiele budynków zostało ocieplonych, otynkowanych i pomalowanych. Niestety, tego, co dzieje się pod tym „makijażem”, nie wiemy. Nie pomaga też fakt, że w okresie transformacji duża część dokumentacji budowlanej zginęła wraz z upadającymi przedsiębiorstwami.


prof. Adam Podhorecki: Dzisiejsze metody diagnostyczne są nieinwazyjne, podobnie jak technologia naprawy ewentualnych uszkodzeń domów budowanych z wielkiej płyty.


Dziś często nie wiemy wielu rzeczy, na przykład tego, jaką stal stosowano. Było zalecenie, by stosować nierdzewną, ale jaką i gdzie zastosowano? A ze stali były wykonane wieszaki, do których przymocowywano ściany zewnętrzne. Inne prefabrykaty łączono przy pomocy stalowych prętów zalewanych betonem. Jeżeli podczas budowy zrobiono to dokładnie, to beton ochroni stal przed korozją, nie trzeba się martwić. Jeżeli nie, może zachodzić proces korozji. Z zewnątrz może wyglądać, że wszystko jest w porządku, ale w środku już tak być nie musi.

Jak to zbadać?
Poszukujemy metod nieniszczących, nieinwazyjnych, które moglibyśmy porównać do badania USG w medycynie - nie otwieramy człowieka, ale go prześwietlamy. Druga ważna rzecz to interpretacja wyników - jeden lekarz zauważy schorzenie, drugi nie. Podobnie jest z wielką płytą. Mamy coraz doskonalsze urządzenia, ale opracować musimy najlepsze sposoby diagnozy, a później dopracować się właściwej interpretacji wyników.

Co zaproponowaliście?
Trójetapowe podejście, od ogółu do szczegółu. Podczas badania, na przykład sciany elewacyjnej, kamerą termowizyjną, ustalimy miejsca, gdzie coś się dzieje. Nie będziemy wiedzieli jeszcze co, ale mostki termiczne wskazać mogą miejsca ubytków w konstrukcji. I tam zaczynamy badania przy pomocy kolejnych urządzeń. Dziś szczegółowo nie chciałbym o tym mówić, bo to nasz pomysł i - na razie - tajemnica. Jesteśmy jednak w stanie określić za pomocą metody elektrochemicznej prawdopodobieństwo wystąpienia korozji. Wreszcie trzecim krokiem będzie określenie prędkości postępowania korozji. Dziś doskonalimy tę metodę. Kiedy prawdopodobieństwo korodowania jest wysokie, wykonujemy odkrywki i upewniamy się, czy wyniki badań są prawidłowe. Znakomicie współpracuje się nam z Fordońską Spółdzielnią Mieszkaniową. Prezes Zbigniew Sokół udostępnia budynek i dokumentację, a nasi pracownicy i studenci wykonują badania. Z jednej strony doskonalimy metodę i powstają na przykład prace dyplomowe, z drugiej prezes ma informacje o budynkach znajdujących się w jego zasobach.

Tyle że dzisiaj wielka płyta nie jest problemem wyłącznie Fordońskiej Spółdzielni Mieszkaniowej...
Dlatego z propozycją przeprowadzenia systemowych badań zwróciliśmy się jeszcze do poprzedniego rządu, ale nic nie wskóraliśmy. Co więcej, kiedy o naszych propozycjach mówiliśmy publicznie, to spotykaliśmy się z pytaniami, dlaczego chcemy zajmować się tym problemem, czy były jakieś katastrofy budynków z wielkiej płyty albo czy coś nam grozi obecnie. Zawiązaliśmy wtedy, wspólnie z Wojskową Akademią Techniczną i Uniwersytetem Kazimierza Wielkiego, konsorcjum i wystąpiliśmy z projektem do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, mogącego go sfinansować.

Tyle że sprawa jest kontrowersyjna, a więc i opinie skrajne - połowa uważała, że sprawą trzeba się zająć natychmiast, pozostali, że nic nie trzeba robić. Nasz projekt otrzymał oceny bardzo wysokie i bardzo niskie. Paradoksalnie przeszkodziło nam to, że nie było żadnej katastrofy. Porozumieliśmy się więc z Instytutem Techniki Budowlanej i wystąpiliśmy wspólnie do ministerstwa. Kilkanaście lat temu ITP podejmował próby diagnozowania budownictwa wielkopłytowego, jednak to zarzucił. Natomiast nadal pracują tam ludzie uczestniczący w tych badaniach. Zorganizowaliśmy zespół specjalistów z całego kraju, a obecnie prowadzimy rozmowy z Ministerstwem Infrastruktury i Budownictwa. Zainteresowanie jest duże i mam nadzieję, że niebawem osiągniemy porozumienie.

Może więc, idąc tropem sceptyków, niepotrzebnie boimy się o wielką płytę?
Podkreślam, katastrof nie było, ale nie oznacza to, że problem można bagatelizować. Nadal postępuje choćby proces ocieplania budownictwa prefabrykowago. Tymczasem najpierw w naszej opinii należy taki budynek zbadać, naprawić ewentualne mankamenty, dopiero potem go ocieplać - nie odrotnie.

Czy oznacza to, że mieszkańcy starych bloków i wieżowców mogą spodziewać się za jakiś czas ekip, które wejdą do mieszkań i będą prowadziły prace budowlane?
W żadnym wypadku. Łatwo wywołać panikę, wejść do budynku i powiedzieć mieszkańcom, że grozi im katastrofa budowlana, więc musimy na przykład kuć - tak nie wolno i tego nie robimy, bo nie ma dziś do tego podstaw. Obecne metody diagnostyczne są nieinwazyjne, podobnie jak technologia naprawy ewentualnych uszkodzeń. Obrazowo mówiąc, jesteśmy w stanie „wstrzyknąć” beton z odpowiednimi dodatkami w newralgiczne miejsca.

Czy dla przyszłości budownictwa prefabrykacja to metoda skompromitowana?
Nie, prefabrykacja powraca, choćby dziś w Polsce. Oczywiście inne są wymagania, inne materiały i technologie, inna jakość, ale wracamy do tej idei. Nie wahałbym się powiedzieć, że budownictwo XXI wieku będzie budownictwem prefabrykowanym. Działający do dziś Prefabet w Białych Błotach to najstarszy zakład produkujący elementy prefabrykowane w Polsce.

Dziękuję za rozmowę.

Prof. dr hab. inż. Adam Podhorecki



- jest dziekanem Wydziału Budownictwa, Architektury i Inżynierii Środowiska Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy. Specjalizuje się w mechanice ciała stałego. Prof. Podhorecki ma pełne uprawnienia budowlane, m.in. jest biegłym w zakresie budownictwa. Przewodniczy Okręgowej Izbie Inżynierów Budownictwa. W zbliżających się wyborach prof. Podhorecki będzie jednym z kandydatów na rektora UTP.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 11-03-2016 19:34

    Brak ocen 0 0

    - nieglupi na bis : a budowaly kolezanki ze studiow rektora Podhoreckego i do roboty sie przykladaly bo znalem je osobiscie ; ladnie tak rektorowi wysmiewac sie z kolezanek

    Odpowiedz

  2. 11-03-2016 19:30

    Brak ocen 0 0

    - nieglupi: Co za baje opowiada ten rektor Podhorecki budowal Kombinat na ul.Przemyslowej niedawno byl tam UKW to rzeczniuk dzis w EB tego nie wie

    Odpowiedz

  3. 10-03-2016 04:35

    Oceniono 2 razy 0 2

    - krzyzak13: tyfus i sie na czyms zna , nie wierze pfui ,,,,,

    Odpowiedz

  4. 08-03-2016 19:37

    Oceniono 1 raz 0 1

    - V8: Najlepiej to sprawdzić dynamitem potem przemielić i postawić domki jednorodzinne.

    Odpowiedz

  5. 07-03-2016 18:00

    Oceniono 4 razy 3 1

    - plyta gramofonowa: tez jestem nie zgrana ile dacie ? /nie mylic dacza bo taka ma super naukowiec

    Odpowiedz

  6. 06-03-2016 11:07

    Oceniono 3 razy 2 1

    - mieszkaniec plyty : sa tam jeszcze wolne dzialki w poblizu genialnego naukowca bo moja się wali

    Odpowiedz

  7. 05-03-2016 13:49

    Oceniono 9 razy 9 0

    - janet: Wielka płyta nie stwarza zagrożeń dla konstrukcji budynku, niebezpieczeństwo jest jedno tj możliwość osunięcia się zewnętrnej elewacyjnej płyty która jest zamocowana na stalowych zawiesiach na wewnętrznej płycie a między nimi jest izolacja z wełny mineralnej lub sztywnej pianki PUR . Tylko sprawdzenie tych zawiesi i ewentualna naprawa jest do wykonania. Tematem tym zajmował się mgr inż Rydz z Instytutu Techniki Budowlanej w 1998r , mam materiały z konferencji

    Odpowiedz

  8. 04-03-2016 11:41

    Oceniono 10 razy 7 3

    - zyczliwy : niech lepiej prof.A.P./ z domu inaczej /patrzy ze by mu S 5 nie zaprojektowali przez jego mała plytę na Osowej G.

    Odpowiedz