Ukraińcy są wśród nas

Małgorzata Oberlan 4 marca 2016

Spawają, budują, remontują, sprzedają w McDonaldzie, przerabiają ryby i mięso... Ale i uczą nas angielskiego, asystują stomatologom, robią w regionie kariery sportowe i artystyczne. Wreszcie - studiują u nas. Kryzys ekonomiczny, z jednej strony, i głód rąk do pracy w Polsce, z drugiej, sprawiły, że tysiące Ukraińców trafiło również do województwa kujawsko-pomorskiego. Jak się mają?

Obecnie w Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy studiuje 520 Ukraińców. Ile setek, tysięcy przewinęło się przez mury tej uczelni? Sami gospodarze tracą rachubę... Na zdjęciu: studenci w trakcie zajęć.

Fot.: Dariusz Bloch


English? Deutsch? A może pogoworim po russki? - z uśmiechem proponuje Borys Wasiutyn, 22-latek z Doniecka. Okazuje się, że doskonale zna jeszcze język ukraiński (a nie musiałby przecież jako obywatel wschodniej Ukrainy), więc ostatecznie porozumiewamy się narzeczem polsko-ukraińsko-rosyjskim. I tylko czasem trzeba coś narysować, na przykład mapę Ukrainy z zaznaczonym Nikopolem...

Buty do gry? Pół średniej pensji


Nikopol to ostatnie miasto na Ukrainie, w którym Borys grał w piłkę nożną. Ma drugoligową drużynę, całkiem na poziomie. Wcześniej były kluby w Użhorodzie (zachodnia Ukraina, 111 tys. mieszkańców), rodzinnym Doniecku, a także - krótko, ale jednak - w niemieckiej Oberlidze. Od kilku tygodni klubem ukraińskiego obrońcy jest Elana Toruń.


- Wychowałem się w Doniecku. Tam dorastałem, kształciłem się. Zrobiłem licencjat na kierunku wychowanie fizyczne. Wojna sprawiła, że Donieck przestał być miejscem bezpiecznym. Moja starsza siostra wyjechała do pracy w Rosji, ja natomiast, z matką i ojcem, przeprowadziłem się do Kijowa. W Doniecku zostali już tylko dziadkowie. Oboje są już po 70-tce i nie wyobrażają sobie przenosin gdziekolwiek - opowiada Borys.

Magdalena Zboińska, WUP: Obcokrajowcy wchodzą w lukę na rynku pracy, tak jak Polacy robili to kiedyś w Niemczech, a teraz czynią w Wielkiej Brytanii. To trend nie do zatrzymania.


Tata Borysa, z zawodu budowlaniec, w Kijowie nie może obecnie znaleźć pracy. Mama jest administratorką domu. Codzienność jest bardzo trudna. Średnia pensja na Ukrainie to jakieś 4 tysiące hrywien (ok. 580 zł po dzisiejszym kursie). Tymczasem kilogram sera żółtego kosztuje 300 hrywien (43 zł), dobrej kiełbasy 250 hrywien (36 zł), a kilo kurczaka - 70 hrywien (10 zł). Wynajęcie skromnej kawalerki w Kijowie to koszt 5-6 tysięcy hrywien, a w takim, dajmy na to, Nikopolu - około 2 tysięcy. Inflacja galopuje, pensje tracą na wartości, ceny w sklepach szaleją.

- Buty do gry? No, cóż... W sklepie za przyzwoite zapłacić trzeba 3 tysiące hrywien. W Internecie da się znaleźć takie za 2 tysiące - mówi Borys.

Dla niego możliwość gry w polskim klubie to szansa nie tylko na rozwijanie sportowej pasji, ale i jakaś nadzieja na przyszłość. Toruńskim sportowcom stypendia płaci miasto. Nie są to żadne kokosy, ale dla Borysa pieniądze satysfakcjonujące. - Moje plany dotyczą, po pierwsze, gry dla Elany, po drugie - zakotwiczenia w Polsce na dłużej i sprowadzenia tutaj rodziców - nie kryje Ukrainiec. I zaraz dodaje: jestem realistą optymistą.

W Toruniu przyjęto go ciepło. Po gwarnym i wciąż gdzieś pędzącym Kijowie życie w tym mieście wydaje mu się spokojne i nieco leniwe. Na razie trenuje, uczy się polskiego, poznaje kolejne toruńskie zaułki i zajada się naleśnikami. Oczywiście, w rozsądnych granicach (waga!).

Rekordowa liczba emigrantów


Aż 11 tysięcy 446 obcokrajowców zatrudnili legalnie pracodawcy z naszego województwa w pierwszym półroczu 2015 (drugie półrocze jest podliczane). To rekordowa liczba, większa o 20,2 proc. niż w całym roku 2014 (9524). Zdecydowana większość zatrudnionych, bo ponad 11 tysięcy osób, to obywatele Ukrainy.

- Obcokrajowcy wchodzą w lukę na rynku pracy, tak jak Polacy robili to kiedyś w Niemczech, a teraz czynią w Wielkiej Brytanii - podkreśla Magdalena Zboińska z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Toruniu, zajmująca się pracą cudzoziemców. - Podejmują się pracy na warunkach, głównie płacowych, nieatrakcyjnych dla Polaków, ale całkiem korzystnych dla nich. To trend, który jeszcze będzie się pogłębiał, nie do zatrzymania. Dotyczy nie tylko naszego regionu, ale całego kraju.

Jak podaje Wojewódzki Urząd Pracy, Ukraińcy wykonują głównie prace proste oraz są zatrudniani jako robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy. Najwięcej rejestracji odnotowano w Powiatowych Urzędach Pracy w Bydgoszczy, dla Miasta Torunia oraz w Mogilnie. Ale ukraińskich emigrantów zarobkowych spotkać można praktycznie w każdym powiecie Kujawsko-Pomorskiego. I nie tylko przy wspomnianych pracach prostych. Cenione są nauczycielki języka angielskiego, asystentki stomatologiczne, poszukuje się ukraińskich kierowców. W Toruniu nikogo już nie dziwią pracownicy restauracji McDonald’s mówiący ze wschodnim akcentem.

Bo Polacy kręcą nosem...


Ubiegłoroczny sezon cebulowy (koniec lata - jesień) z całą mocą obnażył w regionie brak rąk do pracy na wsi.

Hodowcy cebuli oferowali 25 groszy za obrany kilogram cebuli dużej ładnej, a 40 groszy - za tej drobnej. - Nawet bez doświadczenia ludzie wyrabiają 40-80 zł dniówki, pracując po 8-9 godzin - zapewniali. - Pieniądze możemy wypłacać codziennie. Dajemy też zaliczki, po 20-30 zł, jeśli ktoś potrzebuje. Do pracy dowozimy busem.

I co? I trudno było pracowników znaleźć... Hodowca z z powiatu wąbrzeskiego z brakiem rąk do pracy poradził sobie inaczej. Postawił na Ukraińców, gwarantując im zakwaterowanie i stawkę 25 groszy za kilogram. I decyzji nie żałował. - Polacy na taką pracę już coraz bardziej kręcą nosem. Bo to nie jest chodzenie z kąta w kąt i markowanie, tylko robota na akord. Ile realnie zrobisz, tyle zarobisz - tłumaczył.

Poza tym, była jeszcze kwestia łez. Kilka lat temu polskie oczy jakoś znosiły kontakt z cebulą. Teraz coś się zmieniło... - Polacy narzekają, że szczypie. Tłumaczyłem, że szczypie przez 10-15 minut, a potem przestaje. Grunt, żeby paluchów do oczu nie wsadzać, nie trzeć. No, ale niektórym nie dało się przetłumaczyć - wzdychał hodowca.

Obywateli Ukrainy szczypało mniej. Dziennie potrafili obrać po 300 kg cebuli każdy. A rekordziści po 400, wedle zapewnień gospodarza spod Wąbrzeźna.

Spawacz na wagę złota


Jednym z liderów w regionie, jeśli chodzi o angażowanie do pracy Ukraińców, była i jest bydgoska PESA. Tyle że - jak podkreśla - gości ze Wschodu raczej nie zatrudnia bezpośrednio u siebie, ale „wypożycza” z agencji zatrudnienia. Producent pojazdów szynowych przede wszystkim potrzebował spawaczy.

Fachowców tej profesji poszukuje zresztą wiele innych firm w regionie. Zakład BSB w Ciechocinie koło Golubia-Dobrzynia spawających Ukraińców bardzo ceni.

- Najlepsi spawacze wyjeżdżają za granicę. Młodzi, którzy do nas przychodzą, nie mają chęci do pracy. Ledwo skończą trzymiesięczny okres próbny i podpiszą umowę o pracę, a para z nich ulatuje. Jedni sami rezygnują, innych my żegnamy. Po prostu dramat - rozkładał ręce Tomasz Dąbrowski, dyrektor BSB, rozmawiając z nami jesienią ubiegłego roku. A Jarosław Zakrzewski, szef Powiatowego Urzędu Pracy w Golubiu-Dobrzyniu, dodawał: - Takich skarg na brak rąk do pracy słyszę coraz więcej. Chodzi nie tylko o spawaczy, ale i tokarzy, ślusarzy i szwaczki. Od stycznia do końca lipca status bezrobotnego straciło u nas już 114 osób, które odmówiły podjęcia pracy lub innej formy wsparcia bez uzasadnienia. I mamy rekordowe zatrudnienie Ukraińców.

W Kujawsko-Pomorskiem jak na dłoni widać zatem to, co obserwowane jest w całym kraju: pracownicy ze Wschodu wypełniają luki na rynku pracy.

- Ukraińcy, którzy przyjeżdżają do Polski, raczej nie zabierają pracy Polakom. Oni najczęściej podejmują te zajęcia, wchodzą w te profesje na rynku pracy, w których są niedobory pracowników. Podejmują również taką pracę, której nie chcą podejmować Polacy. Jest to taki rodzaj imigracji komplementarnej, czyli polegającej na wypełnianiu tych luk, które powstają na polskim rynku pracy - tłumaczył kilka dni temu na antenie Polskiego Radia Andrzej Kubisiak z agencji Work Service.

Inaczej niż przez krótkoterminową emigrację zarobkową wiążą się z naszym regionie ukraińscy studenci. Tych najłatwiej spotkać w Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy, nazywanej już zresztą „najbardziej ukraińską uczelnią w województwie”.

Pół tysiąca studentów tylko w WSG


- Obecnie studiuje u nas około 520 Ukraińców. Trudno oszacować, ile faktycznie studentów z Ukrainy przez te wszystkie lata przeszło przez mury WSG, ponieważ ta liczba jest zmienna w szacunku rocznym. Jedno jest pewne: z roku na rok ukraińskich studentów nam przybywa - zapewnia Sabina Stankiewicz, rzeczniczka WSG.

- Jestem realistą optymistą. Chciałbym zakotwiczyć w Polsce na dłużej i sprowadzić tutaj rodziców. Życie w Doniecku musieliśmy zostawić, bo to przestało być miejsce bezpieczne - nie kryje Borys Wasiutyn, piłkarz Elany.

fot. Grzegorz Olkowski

- Jestem realistą optymistą. Chciałbym zakotwiczyć w Polsce na dłużej i sprowadzić tutaj rodziców. Życie w Doniecku musieliśmy zostawić, bo to przestało być miejsce bezpieczne - nie kryje Borys Wasiutyn, piłkarz Elany.



Najpopularniejsze wśród Ukraińców kierunki to te związane z turystyką i rekreacją oraz rynkiem medycznym (fizjoterapia, dietetyka). Popularnością cieszą się także mechatronika oraz kierunki ekonomiczne, np. logistyka czy international business.

WSG to uczelnia niepubliczna, więc Ukraińcy za studia płacą. - Staramy się jednak, aby studenci mieli szansę na jak największą redukcję kosztów własnych oraz tych związanych z nauką - podkreśla rzeczniczka. - Do dyspozycji jest szereg stypendiów, np. programy „Uczelnia liderów” lub „Studiuj i pracuj”, gdzie po spełnieniu określonych warunków nasi studenci kierowani są do pracy - stażu w firmach partnerskich.

Jak układają się losy ukraińskich absolwentów bydgoskiej uczelni? Rozmaicie. Jedni kontynuują naukę, inni ruszają na podbój Zachodu, znajdując pracę w krajach Unii Europejskiej. - Większość jednak, i to nas naprawdę cieszy, pozostaje w Polsce, podejmując pracę nie tylko w Bydgoszczy - kończy Sabina Stankiewicz.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.