In vitro, czyli cała nadzieja w samorządach

Dorota Witt 27 lutego 2016

Nie zanosi się na to, by toruński samorząd przejął refundację leczenia niepłodności metodą in vitro po wygaszeniu programu przez nowy rząd. Na razie radni tematu nie ruszają. Z kolei Bydgoszcz analizuje, jak to finansowanie działa w innych miastach.

Każda próba zapłodnienia metodą in vitro kosztuje od 8 do 10 tys. Dla wielu bezpłodnych par to bariera nie do przejścia. W niektórych krajach Europy na finansowanie in vitro z rządowej kasy mogą liczyć także pary nieheteroseksualne

Fot.: 123rf


Usłyszeli diagnozę: niepłodność. Na naturalne zajście w ciążę nie było żadnych szans. Przez 10 lat żyli ze świadomością, że nie będą rodzicami, bo… nie stać ich na in vitro. I słuchali komentarzy na swój temat wypowiadanych przez ludzi, którzy o ich sytuacji zdanie wyrobili sobie sami. Krótko po tym, jak ruszył rządowy program refundacji in vitro, zadzwonili do mnie radosną wiadomością: „Udało się, będziemy rodzicami!” - opowiada Marta Górna, przewodnicząca Stowarzyszenia „Nasz Bocian”, wspierającego osoby bezpłodne. - Takich historii jest więcej, bo i par, które zdecydowały się na in vitro, zdecydowanie przybyło, odkąd trwa rządowy program. Zniknęła bariera finansowa. Parom, którym lekarze powiedzieli, że szans na naturalne poczęcie nie ma, należy się refundowane leczenie, tak samo, jak na koszt państwa leczy się grypę.

Urodziło się 3281 dzieci


W Polsce bezpłodność dotyka ponad milion par. Szacuje się, że dla 2 proc. z nich jedyną szansą na ciążę jest zapłodnienie metodą in vitro. Naprotechnologia, o której mówią Kościół i minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, zdaniem wielu medyków nie jest alternatywą dla in vitro, bo zakłada jedynie badania i diagnostykę oraz obserwację płodności kobiety. Podobne działania poprzedzają podjęcie próby in vitro u każdej pary poddanej takiemu leczeniu.


Z miejskiej kasy bezpłodna para może dostać 5 tysięcy złotych na leczenie in vitro. Nie trzeba brać ślubu, bo o dofinansowanie może starać się też para w związku nieformalnym. Warunek: kobieta nie może mieć więcej niż 42 lata. To Częstochowa. Tam miejski program refundacji in vitro trwa (po pewnych zmianach - dla bezpłodnych par na lepsze) od czerech lat. Częstochowa jest pierwszym miastem w Polsce, które w ten sposób wspiera swoich mieszkańców.

Na podobne dofinansowanie, tyle że w skali ogólnopolskiej, zdecydował się poprzedni rząd. W Kujawsko-Pomorskiem refundowane zabiegi wykonywane są w dwóch klinikach, ale para może wybrać leczenie w innym mieście. W październiku była już premier Ewa Kopacz informowała, że dzięki rządowemu programowi urodziło się 3281 dzieci, a ponad 22 tysiące par zgłosiło się na leczenie. Rzutem na taśmę odchodząca ekipa rządząca przedłużyła program do końca 2019 roku.

Tymczasem w grudniu ubiegłego roku gruchnęła wieść, że Konstanty Radziwiłł, minister zdrowia w rządzie PiS, decyduje się wygasić program finansowania in vitro z budżetu państwa. Ostatnie próby zapłodnienia tą metodą mają się odbyć w czerwcu. W odpowiedzi niektóre samorządy zaczęły szukać pomysłu, by podobne programy finansować z miejskich kas. Koszt jednej procedury szacuje się nawet na 10 tys. zł. A jak na kwestię finansowania zapatrują się samorządowcy w naszym regionie?

- Żaden radny nie podjął dotąd tematu ewentualnego refundowania przez miasto in vitro, ta kwestia nie pojawiła się też w porządku obrad czwartkowej sesji Rady Miasta - słyszymy w toruńskim Urzędzie Miasta. Bardziej optymistyczne informacje dla bezpłodnych par mają bydgoscy samorządowcy.

- Prezydent już wcześniej przychylnie wypowiadał się o refundacji in vitro - zaznacza Michał Sztybel, doradca prezydenta. - Jeszcze pod koniec ubiegłego roku zlecił przygotowanie analizy podobnych programów, uruchomionych przez inne samorządy niezależnie od działań rządu. Chodzi o sprawdzenie m.in. tego, z jakich środków takie programy są finansowane. Radni uchwalając budżet miasta mogą, oczywiście, zaplanować taki wydatek w ramach środków przeznaczanych na ochronę zdrowia.

Tymczasem obywatelski projekt uchwały, zakładającej refundowanie kosztów zabiegów in vitro z samorządowej kasy, mają zamiar opracować bydgoscy członkowie Nowoczesnej we współpracy z prof. Wiesławem Szymańskim, współautorem pierwszego w kraju programu leczenia niepłodności i byłym konsultantem wojewódzkim w dziedzinie ginekologii i położnictwa. Jeszcze w marcu projekt ma trafić do biura Rady Miasta Bydgoszczy, a potem - pod głosowanie miejskich radnych.

Michał Stasiński, bydgoski poseł Nowoczesnej, chce namawiać samorządowców z innych miast, by podjęli podobną inicjatywę. Czy przekona też torunian?

Joanna Scheuring-Wielgus: Finansowanie in vitro powinno być przywrócone na poziomie budżetu państwa. O to będziemy walczyć.


- Przy obecnym składzie Rady Miasta Torunia szanse są marne. Niestety - ocenia Joanna Scheuring-Wielgus, toruńska posłanka Nowoczesnej. - Finansowanie in vitro powinno być przywrócone na poziomie budżetu państwa. O to będziemy walczyć. Samorządy są coraz bardziej obciążane przez rząd kolejnymi zobowiązaniami.

Równy dostęp do leczenia


Swoich obaw nie kryją też rodzice i społecznicy: - Myślę, że za rządów PiS niczego już się nie da zrobić, by utrzymać program finansowania z budżetu. Teraz cała nadzieja w samorządach, choć to plan nie bez wad - zastrzega Marta Górna. - Boję się, że gdy samorządy wezmą na siebie finansowanie tej metody, państwo nie tylko teraz, ale i za cztery lata umyje ręce, a dostęp do leczenia powinien być dla wszystkich równy, bez względu na miejsce zameldowania.

Finansowanie in vitro z budżetu ma jeszcze jedną ważną cechę - uwrażliwia społeczeństwo. - Dzięki temu programowi zaczęliśmy otwarcie mówić o „leczeniu in vitro”, do świadomości opinii publicznej docierał sygnał, że nie ma w tym nic złego, że to żadne wynaturzenie. I stracił moc często podnoszony argument, że „gdyby to było takie dobre, NFZ by za to płacił” - dodaje Marta Górna.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.