Jak przygoda, to tylko w Rio de Janeiro, na skąpanej w słońcu plaży Copacabana [ZDJĘCIA]

Krzysztof Błażejewski 26 lutego 2016

Legendarna plaża Copacabana, położona w południowej części Rio de Janeiro, jest równie piękna, jak i niebezpieczna dla odwiedzających miasto turystów. Zwłaszcza po zachodzie słońca.

Po południu Copacabanę w swoje władanie biorą mieszkańcy widocznej na wzgórzu faweli.

Fot.: Krzysztof Błażejewski


Zobacz wszystkie zdjęcia w galerii (7) »




Magia Copacabany od lat jest silna i powszechna. Także i w Europie. Sama plaża najpiękniej wygląda oglądana z góry, ze szczytu górującej nad Rio Głowy Cukru. Wtedy widać ją w całości, ciągnącą się przez ponad cztery kilometry jako bajecznie szeroki pas złotego piasku, odgrodzony od miasta barierą wielopiętrowych, jednakowo białych hoteli.

Copacabana to plaża mityczna - wyobrażamy ją sobie zawsze skąpaną w słońcu, ocienioną palmami, otuloną szumem fal ciepłego morza, pełną opalonych, życzliwie nastawionych do życia ludzi, gdzie brazylijskie asy futbolu jak Pele czy Garrincha, a później Kaka czy Neymar uczyły się grać w piłkę. Taki wizerunek Copacabany znamy z filmów, kalendarzy, z turystycznych przewodników. A jaka jest naprawdę?

Zaskoczenie pierwsze. Od ściany hoteli plażę oddziela szeroka, czteropasmowa jezdnia. Za nią widać chodnik, kolejny pas asfaltu - tym razem dla rowerzystów, a następnie ułożony z kostek, naśladujących niebieskie morskie fale, deptak. Dopiero potem zaczyna się plaża. Jak się na nią przedostać? Idę na odległe przejście dla pieszych i czekam na zmianę świateł.

Zaskoczenie drugie. Kiedy czekam na zielone, a chwilowo jezdnia robi się pusta, stojący po drugiej stronie policjant kiwa do mnie energicznie. Dopiero po chwili „łapię”, że on zachęca mnie do... przejścia na czerwonym świetle. Dopiero później okaże się, że tutaj to norma. Bardzo wygodna zresztą dla pieszych, którzy zawsze mają pierwszeństwo przed samochodami...

W parku spaceruje tylko jedna młoda para. Kiedy nasze drogi schodzą się, ona zagradza mi drogę. - Money - mówi zupełnie spokojnie. Po chwili słyszę szczęk sprężynowca...


Zaskoczenie trzecie. Jest dopiero popołudnie, ale plaża już jest praktycznie pusta. By dojść do wody, trzeba przejść co najmniej sto metrów po pięknym, złocistym, ale pełnym śmieci piasku.

- Na Copę chodzi się tylko przed południem. Nigdy samemu. Po południu i wieczorem idą tam tylko nieuświadomieni turyści - wyjaśni mi później mieszkający w Rio Rysiek, Polak, który przyjechał tu w ślad za swoją żoną Magdą, kiedy dostała pracę w luksusowym sklepie z biżuterią na Avenida Atlantica. Rysiek też znalazł świetnie płatne zajęcie. Jest popularnym tu wyprowadzaczem psów miejscowych bogaczy, którzy są gotowi płacić 250-300 „zielonych” miesięcznie za tę usługę. Rysiek znalazł sobie pięć takich osób i dzięki temu żyje po pańsku.

Rysiek, Polak mieszkający w Rio de Janeiro: Na Copę chodzi się tylko przed południem. Wieczorem plażę biorą we władanie chłopcy z okolicznych faweli. Biada obcemu, który się tam zaplącze.


- My chodzimy się kąpać na Ipanemę, tam jest o wiele przyjemniej - mówi Rysiek. - Tu jest zbyt wysoka i zbyt silna fala, nierówne dno. I musisz iść z kimś, kto popilnuje ciuchów, bo pozostawione bez opieki zawsze znikają. Wieczorem Copę biorą we władanie chłopcy z okolicznych faweli. Biada obcemu, który się tam zaplącze. Każdego tygodnia w okolicach Copy ginie około 30 osób, pamiętaj o tym...

Zaskoczenie czwarte. Z deptaku przygladam się grającym z zapałem w piłkę nożną i siatkówkę - młodym i dojrzałym. Chłopakom i dziewczynom. Boisko sąsiaduje z boiskiem. Kiedyś wszyscy chłopcy w Europie marzyli, by założyć, jak Pele czy Tostao, koszulki Santosu, Flamengo, Botofago. Dziś młodzi mieszkańcy Rio biegają w strojach... Barcelony, Arsenalu, Juve, a nawet Bayernu. Na plecach mają napisy „Messi”, „C. Ronaldo”. Nie udaje mi się wypatrzyć „Lewandowskiego”, ale jestem przekonany, że gdzieś tutaj biega...

Następnego dnia idę na Copę rano. Pomny słów wczoraj słyszanych, przygotowuję się odpowiednio. Wszystko co cenne zamykam w hotelowym sejfie. Biorę kserokopię paszportu, tani aparat fotograficzny. Ukrywam w ubraniu trochę drobnych i zabieram stary zniszczony chiński portfel, specjalnie przygotowany... Przypominam sobie telewizyjne relacje z niedawnych regat przedolimpijskich żeglarzy. Żadna grupa nie uchroniła się przed rabusiami. Polacy trzymali się niemal do końca, ale i oni któregoś dnia, choć poszli większą grupką, skręcili w boczną uliczkę...

Na plaży zastaję ludzi śpiących w śpiworach. Nocowali tutaj. Ktoś sprząta, ktoś inny biega. Powoli schodzą się plażowicze, rozkładają się pod kolorowymi parasolami. Ożywają kioski z napojami przy deptaku, przybywa spacerowiczów z kijkami, biegaczy, rowerzystów. Copa powoli się zaludnia.

Idę na południe, do krańca cypla, do fortu Copacabana. Dochodzi dziesiąta, a już termometr wskazuje w cieniu 34 stopnie Celsjusza. Trudno wędrować w pełnym słońcu. Przechodzę na drugą stronę Avenida Atlantica. Kiedy usiłuję przysiąść w bocznej uliczce na ławce w cieniu rzadkich tu drzew, natychmiast widzę zbliżające się postaci miejscowych, co podrywa mnie z miejsca i każe wrócić na deptak.

Kiedy dochodzę do końca plaży, zgodnie z planem miasta skręcam w prawo, żeby przejść na Ipanemę. Nagle dostrzegam skrót i, niestety, na chwilę tracę rozum. Idę przez prawie pusty park. Spaceruje w nim tylko jedna młoda para. Kiedy nasze drogi schodzą się, ona zagradza mi drogę. - Money - mówi zupełnie spokojnie. Dopiero kiedy słyszę szczęk sprężynowca i dostrzegam ostrze noża w dłoni partnera, dociera do mnie, o co chodzi. Wyciągam z kieszeni spodni wypchany portfel. Dziewczyna bierze go, rozchyla, na widok pliku dolarów odwraca się. Idę jak najszybciej w kierunku Ipanemy, nie oglądając się. Tam jeszcze przez jakiś czas śpiesznie maszeruję, aż za statuetką słynnej „Dziewczyny z Ipanemy”, opodal pomnika... Józefa Piłsudskiego, ustawionego tutaj przez Polonię w 1939 roku, siadam na ławce i zaczynam się głośno śmiać, nie bacząc na dziwne spojrzenia przechodniów.

I do dziś bierze mnie śmiech, kiedy sobie wyobrażam miny pary bandytów, jak „przed ciekawskich ukryci wzrokiem” zabrali się za opróżnianie mojego portfela i zauważyli, że pomiędzy dwoma jednodolarówkami tkwi plik dolarów gadżetów z dyskretnym nadrukiem, kupionych w tanim sklepie Polsce.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.