Komu pomoże pięćset złotych?

Małgorzata Oberlan 26 lutego 2016

Ponad 200 tysięcy dzieci w Kujawsko-Pomorskiem objętych zostanie programem „Rodzina 500 Plus”. Jedne rodziny już się cieszą i planują wydatki, inne wciąż nie dowierzają. Nie brakuje też rozczarowanych tym, że pieniędzy nie dostaną. Zajrzeliśmy do czterech bardzo różnych domów, by porozmawiać o programie. Nie spotkaliśmy (na razie) rodziców, których skłaniałby on do snucia planów prokreacyjnych...

Rodzina Kolasów ze Smerzyna jeszcze nie dowierza. Tak dużej pomocy finansowej od państwa rodzice szesnaściorga dzieci nigdy dotąd nie zaznali. Teraz wychodzi na to, że dofinansowanych zostanie ich siedmioro pociech.

Fot.: Filip Kowalkowski


Zaskoczenie i niedowierzanie - te emocje jakoś nie mogą opuścić Leszka Kolasy ze Smerzyna (gmina Łabiszyn), gdy myśli o tym „pięćset na dziecko”. Wraz z żoną Zdzisławą doczekali się szesnaściorga dzieci. W wieku programowym, czyli do 18 roku życia, jest jeszcze siedmioro. - Jejku, wygląda na to, że jesteśmy wygrani - mówi pan Leszek. Ale dopiero wtedy, gdy dwukrotnie zapewniam go, że świadczenie wychowawcze 500 zł jest nieopodatkowane, nie wyklucza innych świadczeń i nie będzie wliczane do dochodu przy okazji starania się o nie. Całkiem możliwe, że słyszał to już i od pracowników socjalnych, i w telewizorze. Ale zawsze lepiej się upewnić... Bo to jednak trochę nie do wiary.

Pieniądze wydamy na życie


- Na co wydamy pieniądze? Czy wystarczy na wakacje? - powtarza pytania pan Leszek. - Proszę pani, jakie wakacje? 31 lat po ślubie z żoną jesteśmy i nie wiemy, co to takiego urlop... Pieniądze wydamy na życie. Wygląda na to, że nie będziemy musieli innych prosić o pomoc.


PRZECZYTAJ: Program „Rodzina 500 plus” jest niedopracowany prawnie i finansowo

Nie żeby Kolasowie za pomoc od znajomych i nieznajomych nie byli wdzięczni. Są i doceniają ludzką solidarność. Ojciec 12 synów i 4 córek po prostu liczy i stwierdza fakty. Z tymi 500-tkami na młodsze dzieci domowy budżet może się dopiąć. Rodzina utrzymuje się z 840 zł renty pana Leszka, emerytury specjalnej pani Zdzisławy (przyznanej jej przez premier Ewę Kopacz) oraz świadczeń z pomocy społecznej. Z grona dorosłych już pociech państwa Kolasów, pięcioro jest bezrobotnych.

Jak wygląda budżet tak licznej rodziny? Wyprawienie ósemki dzieci do szkoły kosztowało tu fortunę. Za same książki trzeba było zapłacić ponad 4 tys. zł. Najwięcej pieniędzy pochłania jednak żywność. Zakupy robi się w tym domu dwa razy w tygodniu. Za każdym razem w koszyku zmieścić muszą się: 10 bochenków chleba, 5 litrów mleka, mąka, coś do smarowania pieczywa, płatki śniadaniowe. Koszt koszyka - ok. 200 zł. Na szczęście trzon menu rodziny ze Smerzyna stanowią płody ziemi, trzoda chlewna, itp. Skarbonką bez dna jest dom i jego wyposażenie, które wciąż pozostawia wiele do życzenia. Trzy pokoje wypełniają głównie wersalki i sofy. Co kilka lat trzeba je, niestety, wymieniać. A to przez wilgoć panującą w domu.

- Jedzenie, buty, ubranie. Na to powinny wystarczyć te pieniądze. Żeby nie chodzić i nie prosić - podsumowuje Leszek Kolasa, który do proszenia nie nawykł, bo całe swoje zawodowe życie uczciwie przepracował jako tokarz w Zachemie.

Córki pytają, na którą te 500 zł


Państwo M. (proszą o niepodawanie personaliów) mówią o sobie „średniacy”. Pan Piotr jest pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika i przy dodatkowych zleceniach wyciąga do 4 tysięcy na rękę. Pani Dorota pracuje w niedużej prywatnej firmie. Do domowego budżetu co miesiąc dokłada 2600 zł.

Państwo M. mają dwie córki w wieku 6 i 8 lat, chomika oraz 900 zł z groszami raty za mieszkanie. Dziewczynki uczą się w szkole publicznej, dodatkowo opłacany mają język angielski. Pan Piotr marzy o wymianie wysłużonego opla na coś lepszego, a pani Dorota - o wakacjach gdzieś dalej niż w Chorwacji. Marzenia dziewczynek są tak rozległe, że żadne świadczenie wychowawcze nie jest w stanie zagwarantować ich realizacji (śmiech pani Doroty).

- Maja, starsza córka, już dopytuje „na kogo te 500 złotych będzie”. Młodsza Hania we wszystkim ją naśladuje, więc temat jest na tapecie. Wyjaśniliśmy, że to pieniądze od państwa dla dzieci, i że w rodzinie podzielimy je równo - mówi pani Dorota.

Państwo M. jeszcze dyskutują, jak wykorzystać zasiłek wychowawczy. Z jednej strony, można by po prostu dołożyć do domowego budżetu, który i tak przecież bierze pod uwagę dzieci. Z drugiej - zaoszczędzić np. na sprzęt elektroniczny czy sportowy dla dziewczynek. Z trzeciej zaś, i do tego scenariusza przychyla się pani Dorota, zamiast przejadać - można odkładać. Skoro do tej pory rodzina jakoś sobie radziła, to i teraz da radę. A odkładanie co miesiąc tych 500 zł pozwoliłoby zgromadzić kapitał na studia dla córek.

Aniela Wojciechowska spod Torunia wychowuje wraz z mężem dwoje biologicznych dzieci i ośmioro poharatanych przez życie, w ramach rodziny zastępczej. I te dzieci zostaną dofinansowane. Pieniądze pójdą na leczenie.

fot. Grzegorz Olkowski

Aniela Wojciechowska spod Torunia wychowuje wraz z mężem dwoje biologicznych dzieci i ośmioro poharatanych przez życie, w ramach rodziny zastępczej. I te dzieci zostaną dofinansowane. Pieniądze pójdą na leczenie.



„Gdyby rodzice zdecydowali się na oszczędzanie całych 500 złotych za pośrednictwem akcji i obligacji, to do pełnoletności potomka zgromadzą ponad 163 tysiące złotych, które wystarczą na kawalerkę, a w niektórych miastach nawet na mieszkanie kilkupokojowe” - pani Dorota pokazuje fragment wyliczeń „Pulsu Biznesu”

- Ha, ha! Ale pod warunkiem, że to świadczenie przetrwa dłużej niż rok, dwa, w co średnio wierzę - nie kryje ojciec rodziny. I tu się zaczyna spór, bo pani Dorota, odwrotnie, przekonana jest, że raz przyznanego świadczenia ani ten, ani żaden kolejny rząd tknąć się już nie waży.

Po pierwsze, lekarz i terapeuta


Aniela i Piotr Wojciechowscy spod Torunia wychowują dwoje biologicznych dzieci i ośmioro w ramach rodziny zastępczej. Im także, w myśl ustawy, należą się pieniądze z programu „Rodzina 500 Plus”.

Pani Aniela nie ma żadnych wątpliwości co do tego, na co przeznaczy dodatkowe pieniądze. - Dzieci, które do nas trafiają, a rodziną zastępczą jesteśmy już od 12 lat, są bardzo zaniedbane. Wymagają diagnozy lekarskiej, leczenia, rehabilitacji, terapii, o wsparciu pedagogicznym nie wspominając - mówi. - Nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć, jak długo czeka się w Polsce na wizyty u lekarzy specjalistów. Na przykład od półtora roku czekam na wizytę kardiologiczną dla naszego najmłodszego obecnie, półtorarocznego dziecka. A nie ze wszystkim można czekać... Jeśli tylko są pieniądze, człowiek decyduje się na wizytę prywatną. Kolejne olbrzymie koszty pochłaniają rehabilitacja i terapia.

Godzina pracy terapeuty ruchowego albo logopedy kosztuje średnio 60-70 zł. Tymczasem państwo Wojciechowscy mają pod opieką dzieci, które godzin terapeutycznych mają po 5-6 tygodniowo. Terapia i rehabilitacja dzieci trwa długo - przynajmniej kilka miesięcy, by widać było efekty. W niektórych przypadkach jednak - nawet kilka lat.

- Tak zwane zwykłe zakupy, które rodziny na ogół robią raz w tygodniu, dajmy na to w sobotę, u nas też wyglądają inaczej. A to ze względu na liczbę dzieci - podkreśla pani Aniela. - Podstawowe produkty typu mleko, chleb, mąka, coś do chleba, soki, kosztują nas 600-700 zł.

Dużym wydatkiem dla rodziny zastępczej są również buty. Dla dziewczynek z zespołem Downa obowiązkowo musi być to obuwie specjalistyczne ( 300-400 zł za parę) z wkładkami ortopedycznymi (100-150 zł). Kolejny spory koszt to okulary i szkła. Tak się składa, że kilkoro dzieci w tej rodzinie ma wadę wzroku. A że dzieciom energii nie brakuje, to i powtarzają się wypadki - okulary „się stłuką” lub „się zarysują”. Albo po prostu, zgodnie z zaleceniem specjalisty, trzeba dokonać korekty. I znów setki złotych wyciekają z domowego budżetu.

- I muszę tu podkreślić, że jako rodzina zastępcza nie jesteśmy żadnym wyjątkiem - dodaje Aniela Wojciechowska. - Tak wygląda życie u „zastępczych”. Dzieci, które do nas trafiają, zawsze mają deficyty i są zaniedbane. Inaczej przecież nie musiałyby opuszczać swoich biologicznych rodzin...

Rodzina Wojciechowskich zdaje sobie sprawę z tego, jakie mity krążą w społeczeństwie na temat „zastępczych”. Dla niektórych osób fakt, że za jednym dzieckiem idzie 1000 zł państwowej dotacji, oznacza jakieś nieprawdobodobnie wysokie finansowanie. Jeśli komuś wydaje się, że to takie kokosy, niech zacznie czytanie o wydatkach Wojciechowskich od początku: leczenie, rehabilitacja, terapia, jedzenie, buty, okulary... I co? Pani Aniela napomyka tylko na zakończenie, że od lat wraz z mężem do leczenia i terapii dzieci dokładają. Ale się nie skarżą, bo świadomie i z miłością wybrali taką drogę.

Pani Bożenka się nie łapie


- Orientowałam się już przez koleżankę, która pracuje w GOPS-ie i wychodzi na to, że nic mi się na syna nie należy - nie kryje rozczarowania pani Bożena, pracująca przy kasie w jednym z grudziądzkich marketów.

Mieszkająca pod Grudziądzem 32-latka sama wychowuje 10-letniego syna. Zarabia skromnie, bo niecałe 1900 zł na rękę. Na syna ma też zasądzone alimenty w wysokości 300 zł, które ojciec chłopca raz płaci, a raz nie. - Wiadomo, że gdybym miała dodatkowo te 500 zł na syna co miesiąc, to poprawiłoby to naszą sytuację. Łukasza bym lepiej ubrała, wysłała na dodatkowe zajęcia pewnie, na jakiś obóz letni bym odłożyła - mówi pani Bożena. - Ale się nie należy, bo dziecko jedno, a dochód powyżej 800 zł na głowę wychodzi. I koniec marzeń...

32-latka jest tak zmęczona dotychczasowym zmaganiem się z życiem, że na razie nie planuje ani zakładania rodziny, ani prokreacji.

Wszystko okaże się w lipcu


Ile dokładnie dzieci objętych zostanie programem „Rodzina 500 Plus” w naszym województwie? - Szczegółowe dane poznamy w lipcu, kiedy podsumować będzie można okres składania wniosków o świadczenia z programu. Przypomnę, że skończy się on w czerwcu. Na razie dysponujemy szacunkami ministerstwa, które mówią o około 209 tysiącach dzieci w rodzinach oraz 3252 dzieciach w pieczy zastępczej - informuje Dorota Hass, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej w Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy.

Czy wzrośnie dzietność? Prezydent: tak!


Podpisując ustawę o „Rodzinie 500 plus” prezydent Andrzej Duda wyraził przekonanie, że poprawi ona dzietność Polaków.

- Wierzę w to, że ten program dokona wręcz zmiany Rzeczypospolitej w tym najlepszym tego słowa znaczeniu. Zmiany, która spowoduje poprawienie zrównoważonego rozwoju kraju. Zmiany, która spowoduje wzrost poziomu życia polskich rodzin - mówił. Prezydent wyraził nadzieję, że program „Rodzina 500 plus” będzie także zachętą do tego , aby mieć dzieci. - Wierzę, że ten program przyczyni się także do poprawy sytuacji demograficznej naszego kraju oraz pobudzenia polskiej gospodarki (Polskie Radio).

Opozycja: nie!



Zdaniem ekonomisty Aleksandra Łaszka z Forum Obywatelskiego Rozwoju, program dzietności nie poprawi. - Musimy podnosić wiek emerytalny, otwierać się na imigrację i aktywizować zawodowo ludność. Tak, żeby z ludzi w wieku produkcyjnym - bo ta grupa się kurczy - więcej osób pracowało. I to są recepty na najbliższe 10-15 lat - mówi. - Patrząc na doświadczenia innych krajów, prosty system „damy pieniądze ludziom” nie sprawdza się. Jest jakiś wzrost dzietności, ale jest on ograniczony i nieproporcjonalny do kosztów. Dużo lepsze skutki mają programy kompleksowe, które ułatwiają rodzicom łączenie obowiązków rodzinnych i zawodowych.

Skutkiem ubocznym programu, według tego ekonomisty, może stać się niechęć do pracy. Bo jej podjęcie podwyższać będzie dochód w rodzinie i zabierać świadczenie. (Money.pl)

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 02-03-2016 22:16

    Oceniono 4 razy 4 0

    - bydgoszczanin: Prawda jest taka, odpowiedzialni rodzice planują ilość dzieci. Wiedzą na ile dzieci ich stać. Natomiast ci, którymi rządzą genitalia a nie mózgi, dostaną od PiSu kasę, żeby dalej mogli się bez opamiętania mnożyć. Rozum nie jest w cenie, w cenie jest zwierzęcy popęd seksualny, brak odpowiedzialności i patologia. Czym różnią się ci ludzie od zwierząt ? Przychodzi "chcica" i spółkują, a ja mam za ich dewiacje płacić. Ot, patologiczne rządy sprzyjają patologii.

    Odpowiedz

  2. 29-02-2016 08:47

    Oceniono 16 razy 14 2

    - Ted: Pis - bądźcie przeklęci złodzieje. Fundowanie pensji dla patologów

    Pokaż odpowiedzi (3) Odpowiedz

    1. 28-02-2016 15:19

      Oceniono 12 razy 12 0

      - ewelina: a czego sie ci państwo spodziewali? przeciez oni posiadaja 7 czy 8 -rga juz doroslych zdolnych do pracy dzieci; najstarszy chyba ma 30 lat; a wiec o co chodzi bo nie rozumiem inf autora tekstu:"Teraz wychodzi na to, że dofinansowanych zostanie ich siedmioro pociech."

      Odpowiedz

    2. 28-02-2016 09:37

      Oceniono 14 razy 11 3

      - mmx: Jak wyjasniaja specjalisci od kradziezy z PiS-u, 500 zlotych nie jest pomoca dla rodzin, ale zacheta do OWOCNEJ kopulacji. Jak wiadomo, w Polsce dobrze sie zyje, ale aby miec po 7 dzieci rodzinom po prostu brakowalo zachety w postaci 5 stowek. Teraz bedziemy sie wreszcie mnozyc sie jak kroliki.

      Odpowiedz

    3. 27-02-2016 08:52

      Oceniono 13 razy 12 1

      - Juzek: Standardowo zyska patologia. Będzie na wódkę i papierosy. Zwykla rodzina albo sie nie zalapie, albo bedzie jakies ale.

      Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz