Służby nie mogą mieć uprawnień, które rodzą ryzyko nadużyć

Przemysław Łuczak 19 lutego 2016, aktualizowano: 25-02-2016 18:08

- Ustawa, która właśnie weszła w życie, utrzymuje poprzednie bardzo złe rozwiązania dotyczące zbierania przez służby danych na temat korzystania przez obywateli z telefonów komórkowych, pogarsza natomiast sytuację użytkowników Internetu - mówi WOJCIECH KLICKI, prawnik z fundacji Panoptykon.

Fot.: Archiwum



Według polityków PiS, nowych przepisów dotyczących inwigilacji nie muszą bać się ludzie z czystym sumieniem. Przekonuje Pana taka argumentacja?
Nie. Demokratycznej kontroli nad służbami nie domagają się przecież jakieś grupy przestępcze, tylko organizacje pozarządowe i instytucje zajmujące się obroną praw obywatelskich. Nie chodzi im o to, żeby związać służbom ręce i odebrać im możliwość ścigania przestępców czy walki z terroryzmem, lecz o właściwe wyważenie ich potrzeb, a właściwie wygody, z prawami jednostki. Mamy prawo do życia w bezpiecznym kraju, ale służby nie mogą mieć takich uprawnień, które rodzą ryzyko nadużyć i pozwalają na nadmierną ingerencję w naszą prywatność. Kiedy ktoś mówi: „nie mam nic do ukrycia, więc taka kontrola mi nie przeszkadza”, zawsze zastanawiam się, czy byłby on skłonny na przykład zgodzić się na instalację kamer w swoim domu albo zdjęcie firanek zasłaniających okna.

Które z nowych przepisów mogą być szczególnie niebezpieczne dla zwykłego obywatela?
Ustawa, która właśnie weszła w życie, utrzymuje poprzednie bardzo złe rozwiązania dotyczące zbierania przez służby danych na temat korzystania przez obywateli z telefonów komórkowych, pogarsza natomiast sytuację użytkowników Internetu. Czego zatem powinniśmy się obawiać? Otóż nikt, tak zresztą było za rządów PO i tak będzie teraz, nie może mieć pewności, czy dane generowane przez nasze telefony komórkowe z jakichś powodów, niekoniecznie uzasadnionych prowadzonym dochodzeniem, nie zainteresują policji bądź innych służb. A chodzi między innymi o informacje dotyczące tego, z kim i jak długo rozmawiamy. Na tej podstawie można dowiedzieć się na przykład, w jakich relacjach z kimś jesteśmy i jakie są nasze stosunki rodzinne, jeśli dzwonimy do lekarza - na co chorujemy, a kontakt z adwokatem może wskazywać na przykład na kłopoty z prawem. Ważną informacją są także dane o miejscach, w których z telefonem w kieszeni byliśmy. Nikt z nas nie pamięta, gdzie był 9 miesięcy i 15 dni temu o godz. 13.10, ale nasze telefony to pamiętają.

Czy polskie służby otrzymały zbyt daleko idące uprawnienia do zbierania takich danych?
Służby uzyskały nie tyle nowe uprawnienia, co znaczne ułatwienie w sięganiu po dane dotyczące naszej aktywności w Internecie. Nie będą już musiały zwracać się o takie informacje do firmy internetowej, tylko za pośrednictwem tak zwanych bezpiecznych łączy same będą ściągać dane o tym, na jakie strony i na jak długo wchodziliśmy oraz do kogo wysyłaliśmy maile. Przy braku jakiejkolwiek kontroli rodzi to ogromne ryzyko, że to uprawnienie może być nadużywane.

Trybunał Konstytucyjny w 2014 roku zwrócił uwagę, że brakuje kontroli nad przestrzeganiem przez służby specjalne ustawowych zasad sięgania po dane z billingów telefonicznych i monitoringu Internetu. Kto teraz będzie to kontrolował?
W swoim wyroku Trybunał Konstytucyjny powiedział wówczas, że musi być jakaś zewnętrzna kontrola nad tym, jak służby sięgają po bardzo wrażliwe dane na nasz temat. Zgodnie z nowymi przepisami, kontrolę nad tym ma sprawować sąd okręgowy. Na pierwszy rzut oka wygląda to dobrze. Natomiast kiedy przyjrzymy się sprawie dokładniej, okazuje się, że ta kontrola będzie fikcyjna. Sąd bowiem będzie raz na pół roku otrzymywał zestawienie dotyczące częstotliwości sięgania przez służby po dane obywateli z billingów, lokalizacji czy z Internetu. Będą to jednak dane bardzo ogólne, a sąd będzie mógł, ale nie będzie musiał weryfikować zasadności tych działań. Nie wiadomo zresztą, jak miałoby się to odbywać. W ustawie nie przewidziano bowiem środków na dodatkowe narzędzia i etaty dla pracowników, którzy mieliby tym się zajmować.

Czy obywatel, o którym służby zbierały dane, powinien być o tym poinformowany?
Uważam, że służby powinny mieć obowiązek informowania obywatela po zakończeniu śledztwa o tym, że zbierały o nim informacje. Na tej podstawie można bowiem zweryfikować, czy te działania były zasadne czy nie. Z drugiej strony jednak, powinny być pewne wyjątki, w przypadku których absolutnie nigdy nie informuje się o fakcie inwigilacji, na przykład w sprawach dotyczących szpiegostwa.


Wojciech Klicki: Polska jest jednym z niewielu krajów europejskich, w których nie ma niezależnej kontroli nad służbami.



Czy uprawnienia polskich służb są większe niż w innych państwach?
Te uprawnienia są porównywalne. Polska jakoś szczególnie mocno nie wyróżnia się na tle innych państw, aczkolwiek w niektórych z nich można zaobserwować trend do przyznawania służbom większych uprawnień. Tak stało się na przykład we Francji po ubiegłorocznych zamachach terrorystycznych w Paryżu. Polska jest natomiast jednym z niewielu krajów europejskich, w których nie ma niezależnej kontroli nad służbami. Taka komisja istnieje chociażby w Niemczech. Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar uważa, że brak takiego niezależnego organu, który kontrolowałby służby, jest jedną z największych porażek 25-lecia. Trudno się z nim nie zgodzić, bowiem rządzący w naszym kraju zawsze są mało chętni do poddania służb ścisłej kontroli, a opozycja domaga się ograniczenia ich uprawnień. Chciałbym, żeby choć raz partia, która wygra wybory, nie zapomniała, co mówiła o służbach, kiedy była opozycją.

Jak często polskie służby sięgają po nasze dane telekomunikacyjne i internetowe?
Takich zapytań jest około 2 mln w skali roku. Tak naprawdę trudno jednak powiedzieć, czy to dużo. Każda służba sięgająca po dane telekomunikacyjne liczy je bowiem inaczej. W żadnym razie nie można postawić tezy, że np. 2 miliony osób co roku poddawanych jest inwigilacji. W istocie nie wiemy, jak często i z jakich powodów służby sięgają po dotyczące nas dane.

Jak długo służby przechowują pozyskane dane?
Przepisy zobowiązują firmy telekomunikacyjne do przechowywania danych przez 12 miesięcy. I tak długo są one dostępne dla organów ścigania. Natomiast to, co z tymi danymi dalej się dzieje, zależy od rodzaju służb, bo niektóre nie mają obowiązku ich niszczenia. Trybunał Konstytucyjny w swoim wyroku sprzed półtora roku powiedział, że brak takich przepisów jest sprzeczny z konstytucją. Obecna ustawa tylko częściowo ten wyrok wdraża. Policja na przykład jest zobowiązana do niszczenia danych, kiedy nie są one już potrzebne do prowadzonego śledztwa. Natomiast inne służby, na przykład ABW, mogą przechowywać te dane przez nieokreślony czas.

Ustawa o policji już obowiązuje, ale prezydent zaproponował społeczną debatę na jej temat. Czego możemy po niej oczekiwać?
Uczestniczyłem w spotkaniu z prezydentem Andrzejem Dudą, który stwierdził, że przepisy, które zaczęły właśnie obowiązywać, nie są doskonałe. Ja bym powiedział, że są one złe, ale słowa prezydenta interpretuję jako otwarcie pola do dalszej dyskusji. Obawiam się jednak, że w jej trakcie poglądy prezentowane przez obywateli czy organizacje, zajmujące się obroną praw człowieka, mogą być skrajnie inne niż te prezentowane przez służby czy rząd. W niedawnym wywiadzie radiowym minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro przyłączył się wprawdzie do grona krytyków ustawy, ale stwierdził, że nadmiernie wiąże ona służbom ręce. Otwarcie na nowo tego tematu może więc przynieść skutki zupełnie inne niż byśmy oczekiwali.

Warto wiedzieć: Wojciech Klicki


jest prawnikiem, który w Panoptykonie odpowiada za monitoring prac legislacyjnych w polskim parlamencie i przygotowywanie analiz prawnych.
Najbardziej interesuje się nadzorem prowadzonym przez policję i służby specjalne.

Fundacja Panoptykon powstała w kwietniu 2009 r. z inicjatywy grupy społecznie zaangażowanych prawników. Jej celem jest działanie na rzecz wolności i ochrony praw człowieka w społeczeństwie nadzorowanym.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.