Pacjenci łykają wszystko!

Katarzyna Bogucka 19 lutego 2016

Ministerstwo Zdrowia szykuje się do rewolucji. Resort chce, by niektóre leki sprzedawane dziś w sklepach spożywczych, na stacjach benzynowych i Bóg wie, gdzie jeszcze, wróciły do aptek. Lekarze i farmaceuci walczą o to od dawna. Rynek już kilkanaście lat temu wymknął się spod kontroli, a razem z nim nasze zdrowie i życie. Statystyki nie kłamią. Polacy to lekkomyślni lekożercy na pasku telewizyjnych reklam.

Dzieci już od najmłodszych lat otrzymują przekaz, że każdą dolegliwość można zlikwidować jakimś medykamentem

Fot.: 123rf


Stwierdzenie, że zażywamy za dużo leków sprzedawanych bez recepty (podobno łykamy nawet 2 miliardy pastylek przeciwbólowych rocznie, z czego ok. 500 milionów kupujemy poza apteką, czyli w sklepie, na stacji benzynowej, itp., a resztę - jeszcze - w aptece) dotyka jedynie wierzchołka góry lodowej, u podstaw której leży nie tylko powszechny dostęp do tychże leków, ale i, bodaj najpoważniejsza część układanki, telewizyjna reklama.


Zwraca na to uwagę Naczelna Izba Aptekarska, wnioskując o rzeczywiste prezentowanie spektrum działania (także niepożądanego) leków i suplementów diety.

- To dzięki lawinie reklam większość Polaków dochodzi do wniosku, że zna się na lekach, że samodzielnie pozbędzie się uciążliwych objawów - mówi Marek Tomków, farmaceuta, wiceprezes NIA. - Zauważmy fałszywy przekaz płynący z reklamy. Leki prezentowane są zawsze w dobrym świetle, są zawsze bezpieczne, nigdy nie wywołują działań niepożądanych, błyskawicznie np. w 15 minut, w dodatku celnie, trafiają w źródło bólu. To, co naprawdę powinniśmy wiedzieć, wyświetlane jest drobnym druczkiem przez ułamek sekundy.

Zdarza się, że osoby starsze  zapominają o przyjęciu swojej dawki leków albo biorą tabletki dwa razy. Łatwiej je także omamić reklamą cudownej pigułki, leku na całe zło

fot. 123rf

Zdarza się, że osoby starsze zapominają o przyjęciu swojej dawki leków albo biorą tabletki dwa razy. Łatwiej je także omamić reklamą cudownej pigułki, leku na całe zło

Na osobne potraktowanie zasługuje, zdaniem Marka Tomkowa, tworzenie suplementów (niebędących lekami) pod konkretne objawy, na użytek reklamy nazywane chorobami, np. zespół niespokojnych nóg, halitoza (nieprzyjemny zapach z ust), kaszel palacza albo cellulit wodny. - Fałszowanie rzeczywistości odbywa się na wielu płaszczyznach - zauważa Marek Tomków. - Oglądamy program o zdrowym żywieniu, po czym w przerwie reklamowej widzimy pana z wielkim brzuchem. Wcina żeberka w kapuście i nikt z tego obżarstwa problemu nie robi. Pojawia się natomiast sugestia, by po posiłku zażyć suplement diety przyspieszający trawienie. Czy to nie hipokryzja? To nie jest rzetelne źródło wiedzy.

Wystarczy znajomość liter


Są nim apteki. W Polsce funkcjonuje około 14 tysięcy aptek. Farmaceuci mają obowiązek udzielić wszechstronnej, prawdziwej informacji na temat właściwości leków, interakcji medykamentów, działań niepożądanych,

Takich wiadomości na próżno szukać w tzw. obiegu pozaaptecznym. Szacuje się, że leki sprzedawane są w Polsce w 380 tys. punktów (jak wspomnieliśmy, aptek jest ok. 14 tys., reszta to sklepy, stacje benzynowe, kioski, itp). Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia z lutego 2009 roku, „placówki obrotu pozaaptecznego, (...) muszą zapewnić przechowywanie produktów leczniczych w sposób gwarantujący zachowanie ich właściwej jakości określony przez podmiot odpowiedzialny lub farmakopeę, ze szczególnym uwzględnieniem zakresu temperatury i wilgotności oraz zabezpieczenia przez bezpośrednim dostępem dla dzieci”. To samo rozporządzenie określa także kompetencje sprzedawcy leków. „W sklepach ogólnodostępnych osoby wydające produkty lecznicze muszą posiadać wiedzę z zakresu: zastosowania, przechowywania produktów leczniczych, nabytą z informacji zawartych w ulotkach (...)”.

- Mamy uwierzyć, że pracownik stacji albo sprzedawca zna na pamięć ulotki? - zastanawia się Marek Tomków. - Oczywiście, że nie zna, ale potrafi czytać, więc wygląda na to, że w Polsce leki może sprzedawać każdy, kto potrafi czytać. Tyle że laik nie odważyłby się naprawiać auta albo laptopa z instrukcją w ręce, natomiast my mamy odwagę leczyć się jedynie na podstawie ulotki. To absurdalne, że ryby wolno łowić z kartą wędkarską, rowerem jeździ się po egzaminie na kartę rowerową, a leki sprzedaje się bez żadnego egzaminu!

Marek Tomków: Laik nie odważyłby się naprawiać auta albo laptopa z instrukcją w ręce, natomiast my mamy odwagę leczyć się jedynie na podstawie ulotki.


Krajowy Zjazd Aptekarzy (odbył się 30 stycznia 2016 roku w Jachrance) zobowiązał Naczelną Radę Aptekarską do podjęcia wszelkich możliwych działań w celu ograniczenia zmanipulowanych reklam. - Na razie jedyne, co możemy zrobić, to nakłaniać pacjentów do przeciwstawiania się fałszywemu przekazowi z reklam, poprzez konsultację z farmaceutą - uważa Marek Tomków. - No i pozostaje nam przyglądanie się cenom. Leki w pozaaptecznym obrocie to najwyższa półka cenowa. Apteki na jeden drogi lek odpowiadają kilkunastoma tańszymi odpowiednikami.

Według danych zebranych przez przedstawiciela Naczelnej Izby Aptekarskiej, rynek, o którym mowa, nie podlega niemalże żadnej kontroli. Wprawdzie, jak podaliśmy wyżej, podmiotów uprawnionych do pozaaptecznego obrotu jest ok. 380 tysięcy, ale Państwowa Inspekcja Farmaceutyczna (zatrudnia ok. 120 kontrolerów) monitoruje rocznie... trzysta takich miejsc . Na sprawdzenie wszystkich punktów pozaaptecznej sprzedaży leków potrzebne byłoby zatem ponad tysiąc lat!

Jeszcze większą tajemnicą, przynajmniej w Polsce, są działania niepożądane jako skutek niewłaściwego dawkowania, zażywania bez wskazań lekarskich, wreszcie nadużywania leków przeciwbólowych, przeciwzapalnych i przeciwgorączkowych. W listopadzie zeszłego roku Szwecja wycofała z wolnego obrotu leki zawierające paracetamol. Powód? W 2013 roku odnotowano tam ponad 1,5 tys. poważnych zatruć, związanych z zażywaniem paracetamolu, czyli o 40 proc. więcej niż przed 2009 rokiem, gdy specyfik ten sprzedawano wyłącznie w aptekach. Wzrosła także liczba zgonów po przedawkowaniu paracetamolu.

Suplement pod płaszczykiem


Doktor Agnieszka Jankowska-Zduńczyk, krajowy konsultant ds. medycyny rodzinnej, przypomina, że problem powszechnej dostępności do medykamentów ma dwie twarze. Jedną są leki, a drugą suplementy. - Wielu odbiorców reklam nie wie, że to nie to samo, ponieważ coraz częściej suplementy prezentowane są pod płaszczykiem leków - wskazuje Agnieszka Jankowska-Zduńczyk. Tłumaczy zarazem, że lek jest substancją leczącą daną jednostkę chorobową. Suplementy zaś są jedynie przedstawiane jako leki leczące różnego rodzaju stany, które nie zawsze są stanami chorobowymi. - Dochodzi do przekłamań. Ludzie mają niesłuszne oczekiwania, zażywają różnego rodzaju specyfiki w nieuzasadnionych przypadkach i w dowolnych dawkach.

Jeszcze większe niebezpieczeństwo nasza rozmówczyni widzi w uwolnieniu spod mocy recept chemioterapeutyków. - Te leki, jeśli są zażywane dowolnie, czyli bez kontroli i wskazań lekarza, przyczyniają się do wzrostu oporności bakterii. Chodzi mi choćby o nitrofurany, stosowane w leczeniu zakażeń układu moczowego. Narodowy Program Ochrony Antybiotyków nie zaleca dopuszczania do wolnego obrotu chemioterapeutyków, które, stosowane wbrew wskazaniom, mogą się przyczynić do powstania antybiotyko-oporności. Osobną grupą leków dostępnych bez recepty, są niesteroidowe leki przeciwzapalne (NLPZ). Zażywane w nieodpowiednich dawkach, przez nieodpowiednio długi czas, mogą powodować poważne działania niepożądane i zakończyć się nie poprawą, ale pogorszeniem stanu zdrowia, a nawet zagrożeniem życia.

Sposobem na ograniczenie nadmiernego spożycia leków i suplementów mogłaby w przyszłości być, zdaniem Agnieszki Jankowskiej-Zduńczyk, platforma wymiany informacji medycznej, z której, w ograniczonym zakresie, korzystaliby właśnie farmaceuci. - Na podstawie wglądu w listę stale zażywanych przez pacjenta leków, farmaceuta mógłby się wypowiedzieć na temat włączenia bądź nie dodatkowych leków dostępnych bez recepty i ustalić ich dawkę. Platforma to jednak pieśń przyszłości. Na razie pozostaje nam przyznać, że Polacy należą do czołówki narodów nadużywających leków, zwłaszcza przeciwbólowych. Ich szeroka dostępność poza aptekami się do tego przyczynia.

Tabletki obok kostki toaletowej


Na stronie Stowarzyszenia „Leki tylko z apteki” znaleźć można wiele przykładów bezmyślnego podchodzenia do kwestii leczenia. Stowarzyszenie ogłosiło nawet konkurs, pt. „Łowcy absurdów”. Wygrał filmik, na którym można zobaczyć, jak starsza pani wpada do apteki, a farmaceutka oferuje jej nowe ogumienie, tankowanie, olej (jako tło hasła: „Nie kupujesz paliwa w aptece, więc dlaczego kupujesz leki na stacji?”). Jurorom spodobała się także scenka, w której chłopak ze stacji paliw po skasowaniu pieniędzy za benzynę zamienia się w farmaceutę. Oferuje rabaty, karty stałego klienta, punkty...i kubły tabletek w promocji plus hot dogi.

Środowisko aptekarskie dysponuje także żywcem nagranymi rozmowami. Bulwersuje szczególnie jedna z nich, klientki ze sprzedawcą, który na pytanie pani z bolącym zębem: „Czy jeszcze mogę brać te tabletki, skoro dotąd wzięłam sześć?”, odpowiada: „No, ja tam po trzy, cztery waliłem. Spoko! Mi tam nic nie było!”. Są także zdjęcia: leki umieszczone, niezgodnie z przepisami, czyli na wyciągnięcie ręki dziecka, tabletki przeciwbólowe w jednym koszu z kostką toaletową lub na stoisku alkoholowym, obok zgrzewek z piwem. Marek Tomków zastanawia się, czy oferowanie klientom takiego zestawu (alkohol plus leki NLPZ) nie jest przypadkiem usiłowaniem zabójstwa...

Pacjencie, nie lecz się sam: Recepta na zdrowie


Na stacjach benzynowych, w osiedlowych sklepikach i w hipermarketach można kupić leki, ale skontaktować się z farmaceutą nie ma jak. Czy to się zmieni?

30 października 2015 roku Stowarzyszenie „Leki tylko z apteki” poprosiło (na piśmie) prezydenta RP Andrzeja Dudę o pomoc w rozwiązaniu społecznego problemu, związanego z konsekwencjami obecności ogromnej liczby leków w obrocie pozaaptecznym. Stowarzyszenie alarmuje, że obecny stan prawa w Polsce sprzyja zagrożeniu zdrowia publicznego i wniosło o nadzór państwa nad obrotem pozaaptecznym, ograniczenie liczby leków oferowanych poza aptekami, sprzedaż produktów w najmniejszych zarejestrowanych opakowaniach i dawkach, usunięcie ze sprzedaży ogólnodostępnej leków stosowanych u dzieci i zagwarantowanie, że leki sprzedawać będą osoby merytorycznie do tego przygotowane.

Leki pod kontrolą: Minister myśli o zdrowiu



Czy tabletki przeciwbólowe znikną ze sklepów i stacji paliw? Niektóre leki, zdaniem resortu zdrowia, stosowane doraźnie, powinny być dostępne w innych miejscach niż tylko apteki. Planowane jest za to ograniczenie listy medykamentów dostępnych w obrocie pozaaptecznym - ze względu na ryzyko nadmiernego spożywania ich przez chorych bez konsultacji z lekarzem. Rozważana jest też możliwość zmniejszenia opakowań leków (np. przeciwbólowych i przeciwbiegunkowych).

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 19-02-2016 20:12

    Oceniono 6 razy 5 1

    - pigułka na wszystko: nie dziwię się, że farmaceuci chcą mieć monopol na paracetamol itp., w końcu niezła kasa ich omija, zdrowie pacjenta i tak każdy ma w ...................

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz