Marianna - kobieta całkiem zwyczajna?

Paulina Błaszkiewicz 13 lutego 2016

- Moja bohaterka dopiero po tym, jak spełniła wszystkie role społeczne: ojca , męża. Po tym, jak wybudowała dom i wychowała swoje dzieci, wyznała, że już dłużej nie może okłamywać siebie i wszystkich wokół - mówi KAROLINA BIELAWSKA, reżyserka głośnego filmu dokumentalnego pt. „Mów mi Marianna”.

- Zdaję sobie sprawę, że mój film „Mów mi Marianna” nie jest dla wszystkich - mówi reżyserka Karolina Bielawska

Fot.: Facebook



Jak poznała Pani Mariannę Klapczyńską - bohaterkę swojego filmu dokumentalnego „Mów mi Marianna”?
Poznałyśmy się przez Annę Grodzką. Wszystko zaczęło się od tego, że chciałam zrobić film fabularny. Szukałam tematu, aż pewnego dnia przeczytałam artykuł o Annie Grodzkiej, która podobnie jak bohaterka mojego filmu - Marianna - po wielu latach małżeństwa, w wieku około 50 lat zdecydowała się na korektę płci.

To dosyć późno, zwłaszcza w naszym kraju, gdzie o kobietach po 50. mówi się, że są niewidzialne.
To prawda, ale mnie zainteresowało, jak to jest żyć nie we własnym ciele przez większość swojego życia? Byłam ciekawa, czy to w ogóle jest możliwe i pomyślałam, że być może wyjdzie z tego nie tyle ciekawy, co ważny film. Zadzwoniłam do Ani, która miała już za sobą całą historię związaną z transformacją i opowiedziałam jej o swoim pomyśle. Spotykałyśmy się i rozmawiałyśmy, aż pewnego dnia przyszła do niej w odwiedziny Marianna.

Jak ją Pani odebrała na pierwszy rzut oka? Przyznam, że kiedy oglądałam film, miałam wrażenie, że to zwyczajna kobieta, jakich wiele w Polsce, zwłaszcza w scenie na targowisku, kiedy kupowała koszulę nocną do szpitala.
Marianna bardzo chciała być zwyczajną kobietą. Z kolei ja na naszym pierwszym spotkaniu odebrałam ją jako bardzo atrakcyjną kobietę: wysoka, zgrabna, szczupła. Marianna miała wtedy 47 lat i od czterech lat walczyła ze swoimi rodzicami w sądzie o to, by móc dokonać korekty płci. Od razu powiem, że ja nigdy nie chciałam robić filmu o korekcie i zmianie płci. Najbardziej interesowała mnie historia samego człowieka, jego dramatycznego wyboru pomiędzy własną tożsamością, a tym, co jest dla niego najcenniejsze. Korekta płci była dla mnie tylko pretekstem do opowiedzenia o potrzebie bliskości i przynależności.

Co było najcenniejsze dla Marianny?
Rodzina. Marianna była bardzo wierzącą osobą, praktykującą. Miała bardzo konserwatywne poglądy, a jedyne czego pragnęła, to być sobą. Ona zawsze wiedziała o tym, że jest kobietą. Czuła się nią, ale w latach osiemdziesiątych, kiedy była nastolatką, miała do wyboru: leczenie elektrowstrząsami w zakładzie psychiatrycznym lub życie w kłamstwie. Wybrała to drugie. Bardzo chciała też mieć normalną rodzinę. Wierzyła, że jeśli postara się żyć „normalnie” - tak jak większość jej rówieśników - to być może zapomni o swoim problemie.


Marianna Klapczyńska  w jednej ze scen w filmie dokumentalnym „Mów mi Marianna”, który można oglądać w kinach od 29 stycznia

fot. Kadr z filmu

Marianna Klapczyńska w jednej ze scen w filmie dokumentalnym „Mów mi Marianna”, który można oglądać w kinach od 29 stycznia



Ale nie zapomniała, chociaż przez 25 lat żyła w związku małżeńskim.
Tak. Dopiero po tym, jak spełniła wszystkie swoje role społeczne: ojca, męża. Po tym, jak wybudowała dom i wychowała dzieci, wyznała, że już dłużej nie może okłamywać siebie i wszystkich wokół. Znowu stanęła przed trudnym wyborem: popełnić samobójstwo albo zrobić ze sobą porządek.

Zrobić ze sobą porządek. Nie brzmi to najlepiej. Porządek można zrobić z czymś.
To są słowa Marianny.

Trudno było ją namówić na udział w filmie dokumentalnym?
Na początku Marianna nie chciała się zgodzić, ponieważ bała się, że straci swoją anonimowość. Kiedy ją poznałam, to ona już mieszkała w nowym miejscu i wyglądała jak kobieta. Żyła w swojej szesnastometrowej kawalerce, którą kupiła na kredyt. Miała, niestety, dokumenty na nazwisko: Wojciech Klapczyński, ale sąsiedzi i ludzie wokół niej mówili: „Dzień dobry pani Marianno.” Ona nie chciała tego stracić. Nie chciała, by ktoś dowiedział się, że była kiedyś mężczyzną. Z drugiej strony, miała dużą chęć podzielenia się swoją historią z innymi osobami i w pewnym momencie powiedziała mi: „Słuchaj, zrozumiałam, że od siebie samej nie ucieknę”. Wtedy zgodziła się na udział w filmie, który był ważny zarówno dla niej, jak i dla mnie.

No właśnie. Marianna brała w nim udział również chwilę po tym, jak przeżyła udar?
Tak. W trakcie powstawania filmu „Mów mi Marianna” życie napisało nam zupełnie inny scenariusz, którego nikt nie przewidział. Ta historia nabrała dla nas zupełnie innego znaczenia. Nasze myśli były skupione wokół tego, czy Marianna przeżyje, a nie filmu, ale wbrew temu co mówili lekarze, jej stan z dnia na dzień zaczął się poprawiać. Po dwóch tygodniach zapytałam Mariannę: „Co dalej robimy?”. To ona dała mi znak, że chce byśmy dalej kręcili film. To było dla niej bardzo ważne. Cieszyła się, kiedy przyjeżdżaliśmy z kamerą, bo wiedziała, że dzięki temu filmowi otrzymuje tak upragnioną akceptację. Teraz film dostaje nagrody i dla Marianny to jest niezwykle ważne.

Miała Pani obawy, jak film „Mów mi Marianna” zostanie odebrany?
Bałam się odbioru społecznego. Ważne było to, by nie skrzywdzić Marianny. Widziałam, jak ona na każdym kroku musi walczyć o swoją godność. Na szczęście, na festiwalu w Krakowie, a później nie tylko w Polsce, ale w wielu innych miejscach na świecie posypały się nagrody publiczności dla filmu. Odetchnęłam z ulgą, choć zdaję sobie sprawę, że to nie jest film dla wszystkich. Na szczęście, są ludzie, którzy po obejrzeniu tego dokumentu do mnie podchodzą i mówią: „Ja zmieniałam zdanie o bohaterce. Nie myślałam, że to tak jest, a w miarę oglądania ta moja niechęć zamieniła się w sympatię.”

To oznacza, że stajemy się bardziej tolerancyjni?
Jesteśmy krajem pełnym sprzeczności. Z jednej strony, mamy bardzo abstrakcyjne prawo, które mówi o tym, że osoby, które chcą dokonać korekty płci, niezależnie od wieku muszą pozwać do sądu własnych rodziców, ponieważ to oni są stroną w sprawie. Z drugiej strony, osoby, które pomagały Mariannie, to byli jej koledzy. To oni świadczyli na jej korzyść w sądzie, mówili, że jest normalną osobą. Dzięki temu ona przetrwała. Nie można powiedzieć, że jesteśmy krajem tolerancyjnym, ale są różni ludzie. Wydaje mi się, że brakuje nam edukacji. Ludzie postrzegają problem osób transseksualnych przez pryzmat show-biznesu i kobiety z brodą.

A nie takiej, która walczy o to, by być zwyczajną kobietą?
Osoby transseksualne zmieniają tożsamość, miejsce zamieszkania i nikt nie wie, kim były wcześniej. Ważne jest jednak to, by mogli dokonać tej korekty jak najwcześniej, by nie czekali tak jak Marianna czy wiele innych osób.

Wszystko wskazuje na to, że sytuacja osób transseksualnych się nie zmieni...
Prezydent zawetował ustawę o ustanowieniu płci. W związku z tym, sytuacja osób transpłciowych wygląda tak jak Marianny - ci ludzie walczą o swoją wolność i godność.

Wracamy do lat 80.?
Nie do końca, bo przynajmniej wiadomo, że nie jest to choroba psychiczna, tylko błąd genetyczny, który leczy się w bardzo konkretny sposób- poprzez terapię hormonalną i operację. To, co jest zaskakujące, to chyba to, że jako jedyny kraj na świecie mamy takie, a nie inne prawo.

Rodzice Marianny nie akceptowali tego, że ich syn chce dokonać zmiany płci. Jest w Pani filmie taka scena, kiedy Marianna rozmawia przez telefon z matką, która prosi o to, by mówiła „normalnie” jak mężczyzna, a nie kobieta.
W sytuacji, kiedy rodzice nie akceptują tego, że ich dziecko chce dokonać korekty płci, rodzi się jeszcze większy konflikt. Efekt jest taki, że następuje totalne zerwanie więzi rodzinnych. W swoim filmie chciałam pokazać, że to jest problem złożony, który nie dotyczy tylko jednej strony. Tu nie ma podziału na złego i dobrego, na kata i ofiarę. To jest tak samo trudne dla rodziny Marianny - jej córek, żony, rodziców, jak i dla niej samej.

Marianna po tym, jak wyprowadziła się z domu, straciła kontakt z żoną i córkami, przez trzy miesiące mieszkała w samochodzie.
Tak. To była cena, jaką musiała zapłacić w walce o to, by być normalną kobietą.

Jak dziś czuje się Marianna Klapczyńska. Macie kontakt ze sobą?
Nadal mieszka w swoim mieszkanku i walczy o swoje życie. Marianna jest bardzo silną kobietą. Cały czas stara się rehabilitować, by wrócić do sprawności. Poprzez stronę fundacji „Kawałek nieba” zbieramy pieniądze na jej leczenie i dalszą rehabilitację. Mam nadzieję i bardzo wierzę w to, że jej historia zakończy się happy endem.

Warto wiedzieć: W kinach studyjnych


Film Karoliny Bielawskiej „Mów mi Marianna” z udziałem Marianny Klapczyńskiej, Jowity Budnik i Mariusza Bonaszewskiego można było zobaczyć w regionie.

W Bydgoszczy film był pokazywany w kinie „Orzeł” Miejskiego Centrum Kultury w Bydgoszczy, a w Toruniu można go było zobaczyć w Kinie Centrum w CSW „Znaki Czasu”. Warto śledzić repertuar obu kin, bo być może dokument będzie wyświetlany ponownie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.