Z obawy przed kłótnią partnerzy przestają ze sobą rozmawiać

Dorota Witt 13 lutego 2016

O tym, jak rozmawiać, by zostać wysłuchanym, jak poruszać trudne tematy i wrócić do rozmowy po kłótni, mówi DOMINIKA GRABOWSKA, psycholog w Ośrodku Psychoterapii i Rozwoju Osobistego Remedis Pro, prowadzi m.in. terapie dla par i rodzin.

Dominika Grabowska jako psycholog współpracuję z Centrum Integracji Społecznej CISTOR w Toruniu i z Uniwersytetem Mikołaja Kopernika

Fot.: Grzegorz Olkowski



Gdyby podsłuchała Pani w autobusie rozmowę pary, co mogłaby Pani powiedzieć o ich związku?
Na pewno można by zaobserwować, jak ci ludzie się do siebie odnoszą, czy są wobec siebie życzliwi, jakie emocje towarzyszą tej normalnej rozmowie. Czy mówią do siebie w taki sposób, by być wysłuchanym i zrozumianym, czy każdemu z osobna chodzi raczej o to, by jak najdobitniej przedstawić swoje poglądy. Czy chcą usłyszeć argumenty drugiej strony, czy tylko utwierdzić się w przekonaniu o słuszności swojej wersji. Dialog to jeden z filarów związku. Gdybyśmy tylko ze sobą rozmawiali, pewnie nie udałoby się zbudować trwałej relacji, ale bez rozmowy nie byłoby żadnej relacji.

Relację w związku budujemy już od samego początku, ale pary na samym początku rzadko chyba mają problemy z komunikacją. Można im zapobiec w dojrzałym związku?
Teoretycznie to proste, wystarczy umówić się na to, jak ze sobą rozmawiamy. Cały związek to pewnego rodzaju umowa. Umawiamy się na to, jak spędzamy razem czas, na to, że jesteśmy dla siebie na wyłączność. Co szkodzi umówić się na to, jak omawiamy problemy, jak wyciszamy emocje przy okazji konfliktu? Warto wypracować bazowy model rozmowy, takiej nastawionej na wysłuchanie drugiej osoby. Świadomie się do niego stosując, unikniemy sytuacji niedomówień i skrywanych wzajemnych żali.

Jak rozmawiać z partnerem tak, by być wysłuchanym?
Trzeba się nastawić na to, by być usłyszanym. Świadomie postanowić: „Tym razem nie chodzi mi o to, by za wszelką cenę wyrzucić z siebie wszystkie argumenty, ale o to, by druga strona zrozumiała, co czuję, z czym mam problem, czego oczekuję”. W czasie takiej przemyślanej rozmowy dobrze jest się upewniać, czy mówimy jasno, czy nasze słowa oddają intencję, na przykład prosząc: „Powiedz, co powiedziałam, co zrozumiałeś z moich słów?”. To daje pole do wyjaśnienia ewentualnych wątpliwości i nieporozumień na bieżąco i wtedy, kiedy nie zdążyły się niebezpiecznie skumulować. Bywa, że każdy z partnerów skupia się wyłącznie na sobie, próbując przebić się ze swoją wersją.

Czy często w związkach zapada cisza?
Zdecydowanie tak. Wiele par, z którymi pracuję, przyznaje się do tego, że kiedy ich problemy narastają, po prostu przestają o nich rozmawiać. Wydaje się to łatwiejsze, wygodniejsze. Partnerzy wycofują się, dystansują do siebie, ale nie do konfliktu, bo taka postawa, to jak okopanie się w swojej warowni i trwanie w przekonaniu, że racja leży po stronie okopanego, trwanie w poczuciu krzywdy i to niewypowiedzianej. Czym innym jest zaplanowane milczenie, umówione. Bywa, że partnerzy podczas kłótni czują, że emocje sięgają zenitu i postanawiają zakończyć rozmowę wtedy, kiedy nie padły jeszcze ostre, raniące słowa. Dają sobie czas na ochłonięcie, opanowanie trudnych emocji. Dają sobie godzinę, dzień, dwa. Nie poruszają w tym czasie tematu zapalnego. Warunek jest taki, że po umówionym czasie wracają do problemu, omawiają go z czystymi głowami. Jeśli do niego nie wrócą, bo boją się, że każde napomknięcie w temacie, który wywołał kłótnie, sprowokuje kolejną, dochodzą do punktu wyjścia - każdy okopany w swojej warowni.

Czy kobiety rozmawiają inaczej niż mężczyźni?
Oni mają trochę większą trudność z tym, by rozmawiać, opowiadać o swoich odczuciach, emocjach. Gdy już mówią, mówią wprost, co pozwala kobietom szybko zorientować się, jaki jest problem, ale też może bezpośrednio dotknąć partnerkę. One - czasem z lęku o to, by nie popsuć relacji - boją się powiedzieć wprost, co je frustruje, co im przeszkadza. Mówią długo, dużo i dookoła, a od partnera oczekują domyślania się, jakie jest źródło problemu.

Co dzieje się ze związkiem, w którym partnerzy nie dbają o rozmowę?
Jeśli nie przegadamy swoich problemów, zaczynamy kłócić się o wszystko, o drobiazgi: rzucone w kąt skarpetki, otwarty tusz do rzęs na umywalce. W moim gabinecie często pary uświadamiają sobie, że pod płaszczykiem tych błahych spraw kryją się te nieprzepracowane problemy: że ona straciła poczucie bezpieczeństwa, nie czuje się spełniona u jego boku; że on czuje się niezauważony, niedoceniony; że jej przeszkadza to, że dla niego ważniejsza jest jego rodzina; że ona z problemów zwierza się siostrze, nie jemu… W najlepszym wypadku partnerzy, którzy ze sobą nie rozmawiają, żyją obok siebie, bo nie udało im się stworzyć bliskiej i bezpiecznej relacji. Każdy człowiek od urodzenia dąży do bliskości, jeśli w dorosłym życiu nie znajduje jej u boku partnera, szuka czegoś w zamiast - ucieka w hobby, pracę lub w kontakty z przyjaciółmi. Taką relację udaje się utrzymać, jeśli na przykład trafią na siebie dwie osoby, dla których najważniejsze będzie realizowanie się zawodowe.

Od czego rozmowę ma zacząć para, która już przy śniadaniu zdążyła pokłócić się o wszystko?
Warto stworzyć sobie neutralną przestrzeń do rozmowy, ale dobrze, by na początek nie była to przestrzeń wyreżyserowana: „Rozmawiamy pół godziny w niedzielę o 18.00”, bo w takiej sztucznej sytuacji partnerzy będą skrępowani, mogą się czuć jak na przesłuchaniu. Jeśli mamy problem z komunikacją w związku, pójdźmy na spacer. Idąc obok siebie, można rozpocząć rozmowę o tym, co widzimy. Od błahych tematów łatwiej przejść do tych istotnych. A gdy czujemy, że ciąży nam nieodbyta rozmowa o problemie, uprzedźmy partnera: „Słuchaj, chciałabym o tym z tobą pogadać, może jutro?” Dajemy drugiej osobie szansę, by się przygotowała, ma komfort, że znienacka nie zasypiemy jej swoimi argumentami.

Brzmi dobrze, ale co, gdy para boi się zacząć jakikolwiek temat z obawy przed koleją kłótnią?
Wtedy sprawdzi się zeszyt konwersacji. Jeśli nie umiemy do siebie mówić, napiszmy. Niech taki zeszyt leży w umówionym miejscu, niech każdy z partnerów zapisuje tam swoje myśli, nie komentując tego, co na ten temat wyżej napisała druga osoba. To daje okazję, by rzeczywiście dowiedzieć się, jakie jest zdanie drugiej osoby w spornej kwestii.


============02 Podtytuł 12 (6046162)============

============11 Zdjęcie Autor (6046167)============
Fot. Grzegorz Olkowski
============04 Autor tekstu (6046168)============



Teczka osobowa: Dominika Grabowska


Studiowała psychologię, pedagogikę i socjologię na berlińskim Freie Universität i Szkołę Psychoterapii Psychodynamicznej w Krakowskim Centrum Psychodynamicznym.

W pracy psychoterapeutycznej bliskie jest jej podejście psychodynamiczne, które zakłada, że większość problemów psychicznych powstaje w dzieciństwie, kiedy rozwijające się ego może mieć trudności z radzeniem sobie z jego zadaniami. Następnie problemy te mogą trafić do nieświadomości, co tylko zwiększa ich szkodliwe działanie. Celem podejścia psychodynamicznego jest dotarcie do nieuświadomionych konfliktów, powodujących dolegliwości i konstruktywne ich przepracowanie.

W życiu prywatnym jest mężatką, mamą bliźniąt - Antka i Julka. Uwielbia książki, podróże, salsę, Kubę i język hiszpański.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.