Kortez - zwykły chłopak z budowy czy może współczesny bard?

Paulina Błaszkiewicz 12 lutego 2016

Jak byłem młody i zbuntowany, to byłem u psychologa. Sympatyczna pani zapytała mnie o to, co lubię robić w życiu. Odpowiedziałem, że lubię muzykę. Pani psycholog na to: „Skoro lubisz muzykę, to zacznij to robić”. Wzięła ode mnie stówę i dobranoc. Na takie pomysły, to sam wpadałem - opowiada KORTEZ.

We wrześniu 2015 roku ukazała się debiutancka płyta korteza , który przez słuchaczy i wielu znanych krytyków został okrzyknięty muzycznym odkryciem roku w Polsce

Fot.: Facebook



Urodziłeś się w 1989 roku. Pamiętasz znany polski zespół, jakim była Paktofonika?
Oczywiście, że tak. Na Paktofonice opiera się połowa mojego okresu młodzieńczego. Wszystkie numery Magika były genialne.

Bo były głosem pokolenia. Patrząc na to co się dzieje w ciągu ostatnich miesięcy wokół Ciebie można stwierdzić, że teraz to Ty jesteś takim głosem dla współczesnych dwudziesto-, trzydziestolatków.
Całkiem niedawno,po jednym z koncertów usłyszałem, że jestem współczesnym bardem. To miłe słowa.

Komplement.
Ciężko jest odróżnić komplement od miłych słów. Mnie chyba nikt nigdy w życiu nie skomplementował, ale parę razy usłyszałem, że jestem niezły.

Potrzebujesz takich słów?
Nie. Po co się karmić takimi hasłami? Nie chcę, żeby mi odbiło. Ja mam świadomość tego, kim jestem i nie zdobędę się na żaden idiotyzm. To proste.

A kim jesteś? Mężem, ojcem, synem, szczęśliwym człowiekiem?
Te wszystkie określenia faktycznie mnie dotyczą. Szczęśliwym człowiekiem byłem zawsze, tylko bardzo często miałem przerąbane. (śmiech) To nie jest tak, że kiedyś nie byłem szczęśliwy, a teraz jestem. Szczęścia i tego kim jestem nikt mi nie odbierze. Po prostu czasami trafiają się takie momenty w życiu, które trwają miesiąc, dwa albo pięć lat, kiedy sam ze sobą nie czuję się szczęśliwy. Są same problemy i wszystko jest nie tak. Każdy z nas tak chyba ma i wtedy przestaje się zastanawiać nad tym, czy jest szczęśliwy. Zaczyna wątpić w to szczęście, bo czuje smutek i żal.

Pamiętam, że byłeś na castingu do popularnego programu „Must be the music”. Jurorzy nie kupili Twojej wrażliwości.
Odkąd pamiętam, zawsze chciałem robić muzykę i tworzyć świat, który mnie dotyka. W pewnym momencie poczułem, że potrzebuję też do tego słów, dlatego zacząłem pisać krótkie wiersze, a potem małe opowiadania. Bazowałem na nich pisząc razem z Agatą Trafalską teksty moich piosenek, które znalazły się na płycie „Bumerang”.

Do kogo śpiewasz: „Zostań, bez zbędnych słów, tak jak teraz cierpliwie obok bądź po prostu dzień po dniu. Zostań, nie powiem ci, że to miłość, choć jesteś wszystkim czego w życiu trzeba mi”?
Kiedyś myślałem, że to zwrot mężczyzny do kobiety, ale pewnego dnia ten tekst nabrał dla mnie zupełnie innego, nowego znaczenia za sprawą mojego synka. Pamiętam, jak wyjeżdżałem w niedzielę do Warszawy do pracy. Musiałem być rano na budowie, a potem w studiu nagraniowym i usłyszałem od syna: „Zostań”. To mnie zakuło i utkwiło w pamięci. Największą radość daje mi obcowanie z moim dzieckiem. Lubię wchodzić w ten jego beztroski świat.

Miałeś 24 lata, gdy zostałeś tatą. Dziś masz 27. Przeszedłeś szybki kurs dorastania?
Raczej szybkich decyzji. Ja zawsze chciałem mieć synka albo córeczkę, no i mam.

Na budowie też chciałeś pracować?
Oczywiście, że nie, ale to była dla mnie najszybsza opcja. Musiałem zarabiać, by utrzymać żonę i syna. Wyszedłem z założenia, że praca jest pracą. W końcu trzeba z czegoś żyć, zwłaszcza jak ma się rodzinę. Wtedy człowiek nie myśli, że coś jest niewygodne. Często miałem zwyczajnie dość. Byłem wiecznie zmęczony, upaprany i brudny. Wcześniej studiowałem muzykologię, ale w Iwoniczu nie było zbyt wielu szans na pracę po studiach. Każde stanowisko było już zajęte, więc nawet nie próbowałem składać papierów. Tym bardziej nie było szans na pójście w kierunku, w którym zawsze chciałem iść. Trzeba było po prostu wziąć się do roboty.

W czym się specjalizowałeś?
Nie miałem specjalizacji. Na początku byłem typowym pomocnikiem- przynieś, podaj, pozamiataj. Jakiś czas później dostałem społecznie wyższe stanowisko (śmiech). Mogłem samodzielnie szpachlować, kręcić płyty gipsowe, kłaść płytki itd, ale mistrzem nigdy nie zostałem (śmiech).

Muzyka była dla Ciebie odskocznią?
Tak. Muzyka zawsze była moją odskocznią i moim pierwszym światem. Pamiętam wzruszenie rodziców gdy ukazała się płyta. Zobaczyli, że dopiąłem swego. Dla mnie to też był to bardzo ważny moment. Taki szczególny stan, który na nas wpływa i przekłada się na myśli i uczucia.

A Twoja płyta jest smutna, szczera do bólu?
Raczej to drugie. Jestem pogodzonym z rzeczywistością typem, którego wkurza sporo rzeczy (śmiech). A tak serio załamuje mnie jak nie mogę się z kimś dogadać. Nie lubię nie rozumieć i być niezrozumianym. To są bariery przy ważnych dla mnie sprawach i choć wiem, że dotyczy to wszystkich, to nie poprawia mi to nastroju.

Skąd wiesz?
Uwielbiam rozmawiać z ludźmi, którzy przychodzą na moje koncerty, a później proszą, żebym podpisał im płytę. To czas kiedy mogę ich poznać, posłuchać historii związanych z moimi piosenkami. To są bardzo pouczające spotkania. Czasami są to tylko zdawkowe zdania, czasem dłuższe rozmowy, a niekiedy gadka do rana przy piwie. Słucham historii obcych ludzi, opowiadam swoje i weryfikuję wyobrażenia związane z płytą. Bardzo lubię ten moment, gdy schodzę ze sceny z flamastrem w ręku. Serio. Trzeba przyjść na koncert żeby to zrozumieć.

W listopadzie 2015 roku występowałeś w Toruniu w Dworze Artusa, gdzie Sala Wielka była wypełniona do ostatniego miejsca. Podobnie było w ubiegłym tygodniu w Miejskim Centrum Kultury w Bydgoszczy.
To co się teraz dzieje jest niesamowite, ale ja bardzo długo miałem w sobie taki wewnętrzny opór przed wyjściem na scenę. Jakiś czas temu udało mi się zapomnieć o stresie i o tym, że nie jestem ani najlepszym wokalistą ani instrumentalistą. Staram się po prostu oddać emocje, które są zawarte w moich tekstach, lubię się dobrze słyszeć. Uważam też, że koncert musi mi się podobać zarówno jak jestem na scenie sam z gitarą jak i z zespołem. Wtedy wiem, że było dobrze.

Masz dziś takie poczucie, że możesz żyć z muzyki?
Nie. Aktualnie jestem popularny i gram dużo koncertów i jest dobrze, ale co będzie za pół roku, czy za rok? Nie wiem. Jeśli moje piosenki przestaną się podobać, to znajdę sobie inną robotę, już raz byłem w takiej sytuacji, ale przyznaję, że jest we mnie ogromna chęć realizowania swojej pasji. Pamiętam, że po maturze bardzo chciałem pójść na socjologię albo psychologię.

I co się stało z tymi planami?
W pewnym momencie stwierdziłem, że nie będę się uczył psychologii z książek, bo to nie ma sensu. Najlepszą książką jest życie, wszystko przez co musi się przejść. Jak byłem młody i zbuntowany, to byłem u psychologa. Sympatyczna na pierwszy rzut oka pani zapytała mnie o to, co lubię robić w życiu. Odpowiedziałem, że lubię muzykę. Pani psycholog na to: „Skoro lubisz muzykę, to zacznij to robić” . Wzięła ode mnie stówę i dobranoc. (śmiech) Na takie pomysły, to sam wpadałem.

Nie słuchasz dobrych rad, nawet na koncertach w eleganckich salach występujesz w bluzach...
Nie podoba ci się moja bluza? Chyba jest całkiem w porządku? Przecież strój nie określa człowieka. Mi wystarczy, że jestem czysty i mam na sobie schludne ubranie. Na szczęście żadna z osób, z którymi pracuję na co dzień nie każe mi robić z siebie patafiana.


Wyznaję zasadę, że im bardziej jestem sobą, tym jestem lepszy i bardziej prawdziwy. Po co mam się przebierać w jakieś garnitury, zapuszczać włosy, stroić i robić coś, co jest bez sensu? Ja nie staram się nadrabiać tego, co robię innymi rzeczami. Wierzę w to, że świetne rzeczy powstają wtedy, kiedy coś dzieje się naturalnie. Ludzie którzy przychodzą na koncerty wyczuwają to, co mam w głowie. Nie patrzą na to, co mam na sobie.

Warto wiedzieć:


4 lutego Kortez występował w MCK w Bydgoszczy. Był to jeden z ostatnich akustycznych koncertów artysty promujących płytę „Bumerang”.

7 marca o godzinie 19 Kortez wystąpi wraz z zespołem, który tworzą najlepsi muzycy sesyjni w Polsce, w Centrum Kulturalno-Kongresowym Jordanki w Toruniu. Bilety na ten koncert kosztują 55 i 65 złotych - można je kupić m.in. w kasie CKK Jordanki oraz w internecie. Więcej informacji pod numerem telefonu: 602 80 43 29.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.