Najłatwiej zaszczepić strach

Katarzyna Bogucka 12 lutego 2016

Wokół szczepień narosło tyle mitów, że naukowcy nie nadążają ich obalać. Jeden z nich głosi, że nieszczepieni nie zapadną na zakaźne choroby, bo tych chorób już nie ma. Z przykazaniami działaczy ruchu antyszczepionkowego mierzy się dr hab. n. med. SYLWIA KOŁTAN, wojewódzki konsultant immunologii klinicznej, adiunkt w Katedrze Pediatrii, Hematologii i Onkologii Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 w Bydgoszczy.

Beata Sumara z Wielospecjalistycznego Ośrodka Zdrowia Gryf-med szczepi maleństwo

Fot.: Tomasz Czachorowski



Czy w sprawie szczepień ochronnych mamy do czynienia z międzynarodowym spiskiem? Bo na to wygląda...
dr hab. n. med. Sylwia Kołtan

dr hab. n. med. Sylwia Kołtan

Mam od dawna sprecyzowane poglądy na temat szczepień ochronnych, więc gdy śledzę poczynania wyznawców tzw. ruchu antyszczepionkowego, przyznam, że włos mi się jeży na głowie. Wygląda na to, że szczepionki same sobie zawdzięczają złą sławę, bo są za dobre, za skuteczne. Odkąd ludzie przestali obawiać się chorób, przed którymi szczepionki chronią, zaczęli drążyć temat. Może trzeba się czegoś w życiu bać?

Rodzice tłumaczą, skądinąd rozsądnie, że nie chcą dziecku podawać szczepionki zawierającej toksyczny dodatek...
Chodzi pewnie o tiomersal, czyli pochodną rtęci. Większość producentów pod wpływem protestów już się z tego dodatku wycofała, wydaje się, że niesłusznie, ponieważ to był bezpieczny dodatek, zabezpieczał przed namnażaniem się bakterii. Rtęci znacznie więcej, i to w toksycznej postaci, można przyjąć, wdychając zanieczyszczone powietrze czy jedząc ryby z brudnych mórz. Żadnej osoby z ruchu antyszczepionkowego nie udało mi się nigdy tym argumentem przekonać. Nie udaje się to także producentom, dlatego wiele technologii trzeba modyfikować.

Gdy słyszy się o powikłaniach czy o związku szczepionek z autyzmem, nie dziwi, że rodzice patrzą na ręce koncernom.
Podwaliny pod protesty w sprawie składu szczepionek od początku były błędne. Zawartość tiomersalu była śladowa, bez znaczenia dla stanu zdrowia.

A co z autyzmem?
Ta teoria pochodzi od brytyjskiego naukowca Andrew Wakefileda. Wysnuł fałszywe wnioski, niesłusznie powiązał skład szczepionek z występowaniem autyzmu wczesnodziecięcego. Wyjaśnię to za moment. Chociaż udowodniono mu oszustwo i pozbawiono prawa wykonywania zawodu, teoria wciąż ma się dobrze. Decyzję o pozbawieniu prawa wykonywania zawodu zwolennicy Wakefilda potraktowali jako spisek, zmowę koncernów farmaceutycznych z rządem, nazywają nawet to zjawisko „pharmageddon”.

Jak ma się zachować pacjent, któremu lekarz rodzinny odradza szczepienia, np. przeciwko grypie.
Niestety, psychoza antyszczepionkowa dotyka także niektórych lekarzy. Pamiętam dwoje pacjentów naszej poradni immunologicznej, dzieci głęboko upośledzone (7 i 9 lat), na wózkach inwalidzkich. Rodzeństwo żyło od jednej infekcji do drugiej, a to były dzieci leżące, czyli ze skłonnością do zapaleń płuc. Badania wykazały, że zaburzeń odporności u nich nie ma, zaleciliśmy szczepienia m.in. przeciwko grypie. Był to następny sezon po pojawieniu się świńskiej grypy, więc w bieżącej szczepionce te szczepy już uwzględniono. Niestety, lekarz POZ odniósł się krytycznie do naszych zaleceń, zasugerował, że szczepionki na grypę są nieskuteczne, czym przekonał rodziców. Stało się tak, że w tej rodzinie wszyscy zapadli na tę świńską grypę. Rodzice przeszli chorobę łagodnie. Dzieci znalazły się na oddziałach intensywnej terapii, dziewczynka zmarła, chłopiec przeżył. Powodem powikłań było krwotoczne zapalenie płuc. Sprawa skończyła się w sądzie. Doszło do ugody, przecież nikt nikomu krzywdy nie chciał zrobić.

Jak to możliwe, że nie ma w środowisku porozumienia?
Przygotowujemy cykle publikacji dla lekarzy rodzinnych, piszemy właśnie dla nich poradnik immunologiczny, żeby stworzyć platformę porozumienia, żeby wiedzieli, dlaczego każemy szczepić pacjentów, których oni nie chcą szczepić i odwrotnie. Tak naprawdę problem jest z tzw. pseudoautorytetami, nie zawsze są lekarzami. Miałam okazję przysłuchiwać się ich tyradom: wiele zacietrzewienia, niewiele argumentów. Nie uznają merytorycznej dyskusji. Wielu pacjentów jest zdezorientowanych. Rozumiem ich niepewność.

Pani jest na pierwszej linii walki z ciężkimi infekcjami.
Mam w swojej bazie pacjentów, którzy trafiają do poradni immunologicznej z podejrzeniem zaburzenia odporności, ale zdecydowana większość dzieci nie ma żadnych zaburzeń. Prawie wszystkim zalecam maksymalny zakres szczepień, ponieważ to jedyny sposób na zmniejszanie częstotliwości zachorowań i efekty są naprawdę bardzo dobre. Zbieram także dane na temat powikłań poszczepionkowych.

To najważniejszy argument ruchu antyszczepionkowego...
Szczepionka przeciwko gruźlicy, u pewnej grupy ludzi z konkretnymi zaburzeniami odporności, może wywołać bardzo ciężkie powikłania, które jednak zdarzają się niezwykle rzadko. Mimo to, właśnie ze względu na te powikłania, zastanawiałabym się, czy nie należałoby przenieść szczepień przeciwko gruźlicy, czyli BCG, z pierwszej doby życia dziecka, na przykład na początek 13 miesiąca. Mielibyśmy czas na diagnostykę dzieci z ciężkimi zaburzeniami odporności, dla których ta szczepionka jest potencjalnie niebezpieczna. Aczkolwiek taka decyzja musi być bardzo wyważona, ponieważ gruźlica jest chorobą wciąż bardzo niebezpieczną, a szczep bakterii BCG używany w Polsce jest mniej szkodliwy. Może na początek wystarczy wyczulić lekarzy neonatologów, u których noworodków należy zrezygnować z podania szczepionki w pierwszej dobie życia? Z innych powikłań. U pacjentów poradni, w której pracuję, jest kilkoro dzieci z odczynowym zapaleniem stawów biodrowych. Zazwyczaj jednak pojawienie się stanu zapalnego związane było czasowo nie tylko ze szczepieniem, ale również z infekcją. Trudno więc wskazać jednoznacznie czynnik sprawczy.


PRZECZYTAJ: Coraz więcej chorych na grypę! Na szczęście, epidemia nam nie grozi


Podobnie jak w teorii o autyzmie?
Z autyzmem szczepienia nie mają nic wspólnego, występuje tu jedynie związek czasowy. Autyzm uważa się dziś w dużej mierze za schorzenie uwarunkowane genetycznie. Są być może pewne czynniki środowiskowe, które przyspieszają jego ujawnienie się, natomiast problem autyzmu, a szczepień polega na tym, że choroba ta staje się widoczna u dziecka między 13 a 18 miesiącem życia, czyli krótko po szczepieniu przeciwko odrze, śwince i różyczce (tzw. M-M-RII). Ten związek czasowy ma dla niektórych proste przełożenie na związek przyczynowo-skutkowy. Udowodniono, że tak nie jest. Mam pod opieką wiele dzieci autystycznych, ponieważ w autyzm wpisana jest podatność na infekcję. Większość z nich nie ma zaburzeń odporności, ale dość często chorują. Proponuję różne szczepienia. Nawet nie dyskutuję z rodzicami o szczepionce M-M-RII. Oni są święcie przekonani, że spowodowała chorobę ich dzieci. Cieszę się, gdy udaje mi się przekonać opiekunów do innych szczepionek, które w znacznej części poprawiły komfort życia dzieciom.

Wyobrażam sobie, że ci rodzice potwornie obawiają się skutków zastrzyku...
Tym strachem się manipuluje. W internecie zamieszczone są zdjęcia dzieci, które mają być przykładem na szkodliwe skutki przyjmowania szczepień. Mam wrażenie, że jedno z tych dzieci spotkałam w trakcie mojej lekarskiej praktyki. Miało chorobę, która nazywa się obrzękiem uogólnionym płodu, w swoim życiu nie było nigdy szczepione, a jest pokazywane w sieci jako przykład dziecka z powikłaniami poszczepiennymi. Szczepienia mają oczywiście swoje działania uboczne. Jeśli ryzyko związane z zaniechaniem szczepień jest większe, niż potencjalne straty po zaszczepieniu, dziecko należy zaszczepić. Zawsze trzeba wyważyć potencjalne ryzyko i wymierne korzyści i podjąć decyzję najlepszą dla dziecka.

Czy Pani szczepi się przeciwko grypie?
Rok w rok, żeby chronić siebie, ale i pacjentów. Nie chciałabym mieć na sumieniu chorych z mojego oddziału.

Wiele osób nie wierzy w tę ochronę...
Jeśli stale słyszą, że szczepionka nie chroni... Ta przeciwko grypie nie chroni przed innymi infekcjami wirusowymi, a na takowe pacjenci zapadają jesienią i zimą. W dodatku każdą infekcję wirusową nazywają grypą, więc wychodzi im na to, że szczepienie było nieskuteczne.

A po co szczepić na choroby, które od dawna ludzkości nie nękają?
Nie nękają, ponieważ osoby nieszczepione są chronione przez tzw. odporność populacyjną, czyli tak wiele osób jest dookoła zaszczepionych, że nie ma się od kogo zarazić. Jeśli zniknie odporność populacyjna, a dzieci przestaną być szczepione, wirusy wrócą. Hydra może podnieść głowę, tylko czeka na furtkę. W Niemczech niedawno była mała epidemia odry. Antyszczepionkowcy w mig orzekli, że odbyła się kampania medialna mająca zachęcić do szczepień. W USA, wskutek odmawiania szczepień przeciwko odrze, śwince i różyczce także wybuchła mała epidemia odry. Zapłaciły za to dzieci z ostrą białaczką, nie kwalifikujące się do szczepień. Kilkoro z nich zmarło. Dla takich osób odra to śmiertelna choroba.

Ale jeśli się ma normalną odporność, odrę można przejść bez komplikacji.
Wiele osób chorowało na odrę, w tym ja i mój brat. Mój brat prawie umarł, mnie nic nie było. Najbardziej baliśmy się podostrego stwardniającego zapalenia mózgu (pojawia się kilka lat później). To straszna choroba. Żyje się z nią długo, ale w stanie wegetatywnym, jak roślina. To prawda, że nie każdy chorujący ma powikłania, ale czy warto ryzykować? Podobnie jest z ospą. Owszem, można zorganizować ospa party. Pamiętam skutki jednego z takich przyjęć. Dzieciaki trafiły do szpitala zakaźnego. Miały pecha, na party wpadł paskudny rodzaj wirusa. Nikomu nie było do śmiechu.

Stop pneumokokom! Bezpłatne szczepienia


Pneumokoki to groźne bakterie, które są przyczyną wielu poważnych chorób u dzieci m.in.: zapalenia płuc, zapalenia ucha środkowego, zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych i mózgu oraz sepsy.

Ponad 2,5 tysiąca dzieci z regionu skorzysta w tym roku z bezpłatnych szczepień w ramach drugiej edycji przygotowanego przez samorząd województwa programu profilaktyki zakażeń pneumokokowych. Do udziału w programie zgłosiły się 32 gminy.

Od ubiegłego roku samorząd województwa - jako jedyny w kraju - realizuje partnerski „Program profilaktyki zakażeń pneumokokowych wśród dzieci w oparciu o szczepienia przeciwko pneumokokom w województwie kujawsko-pomorskim”. W pierwszej, pilotażowej edycji, wzięło udział 17 samorządów, a szczepieniami objęto 1429 dzieci.

Szczepionka skoniugowana (nowszej generacji) dla dzieci od 2 miesiąca życia kosztuje ok. 300 zł za dawkę - potrzebne są dwie lub trzy. Szczepionka polisacharydowa (dla dzieci od 2. roku życia i dorosłych) kosztuje ok. 80 zł, podaje się jedną dawkę.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 13-02-2016 22:24

    Oceniono 1 raz 1 0

    - adam: napiszcie o tym,ile kosztują szczepionki np.przeciwko pneumokokom.cała cywilizowana europa(nawet czechy) ma takie szczepionki za darmo.szczepiłem syna(do trzeciego roku życia) wydając prawie 2000 pln.autorka artykułu niech może zacznie od tego właśnie,bo to,o czym napisała,jest puste i jałowe.mimo wszystko gratulacje-przecież najważniejsze jest to,że się napisało...pozdrawiam

    Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz